865 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Kobo porzuca tablety na rzecz czytników książek, dlaczego?

 

Kobo jest jedną z bardziej znanych na świecie firm zajmujących się sprzedażą publikacji elektronicznych, czytników i tabletów. Swoją siedzibę ma w Kanadzie, ale w roku 2011 została wykupiona przez japoński koncern Rakuten za niebagatelną kwotę 315 mln dolarów amerykańskich. Kobo nie przynosi właścicielowi spodziewanych profitów, choć zanotowało ostatnio szereg spektakularnych sukcesów. Do najważniejszych należy zaliczyć przejęcie dwa lata temu klientów zlikwidowanej księgarni Sony a w zeszłym roku - jednego z największych indyjskich sklepów - Flipkart.

 

stoisko Rakuten Kobo na targach IFA 2015 (Berlin)

Logo Kobo ostatnio wzbogaciło się o "R" - jak Rakuten. Na stoisku firmy, w czasie targów IFA 2015, nie zabrakło akcentów japońskich w postaci ikebany (Berlin, 2015 r.)

 

 

Styczeń 2016 roku okazał się dla Kobo rekordowym miesiącem pod względem sprzedaży e-booków. To na pewno miła wiadomość dla właścicieli, przy pojawiających się raz po raz doniesieniach o spadku sprzedaży książek elektronicznych na rynku amerykańskim. Firma tłumaczy swój sukces między innymi rosnącą bazą klientów. Choć może najważniejsza jest międzynarodowa dywersyfikacja przedstawicielstw Kobo, współpracujących z dużymi regionalnymi sprzedawcami książek, bez obawy o ich przejęcie przez Kanadyjczyków. O ile na rynku anglojęzycznym ma miejsce stagnacja, o tyle we Francji, Niderlandach i Włoszech firma zanotowała w poprzednim roku „fantastyczny wzrost”. W czasie, gdy amerykański gigant księgarski Barnes & Noble zwija swoje filie poza Stanami Zjednoczonymi oraz fizyczne sklepy, Kobo rośnie. Choć warto pamiętać, że na lukratywnym rynku amerykańskim firma wciąż pozostaje w głębokim cieniu światowego giganta - Amazonu.

Kobo jest jedną z firm, które mają pełną informację o zachowaniach czytelniczych swoich klientów. Rąbka tajemnicy na ten temat uchylił Michael Tamblyn z Kobo w wywiadzie dla serwisu „Publishing Perspectives” i w czasie konferencji brytyjskiej organizacji Independent Publishers Guild. Spotkanie brytyjskich wydawców odbyło się 2 III 2016 r., a dyrektor Kobo był jednym z ekspertów od „Cyfrowego krajobrazu” na rynku wydawniczym.

Dysponując dość szczelnym ekosystemem składającym się z księgarni, czytników, tabletów i aplikacji mobilnych, ma zapewne całkiem sporo danych na temat zachowań swoich klientów. Aby móc czytać zakupioną w Kobo książkę elektroniczną, musi być ona synchronizowana pomiędzy kontem klienta a urządzeniami, na których jest czytana. A to powoduje zapisanie informacji, na przykład które e-booki, przez kogo i w jaki sposób są czytane. Niewiele jest firm, które mają równie kompleksową wiedzę na ten temat. Na pewno są to najwięksi gracze na rynku książek elektronicznych - amerykański Amazon czy niemieckie Tolino.

Nie wiem, na ile wiarygodne są informacje zbierane przez wspominane podmioty. Mam w tym względzie niewielkie doświadczenie. Przykładowo, przez kilka tygodni, przy okazji testowania czytnika Icarus Illumina XL, korzystałem z aplikacji Legimi. Statystyki, jakie mi ona pokazywała na temat mojego czytania, nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Ale może to akurat nie jest miarodajny przykład, szczególnie w porównaniu z wielkimi koncernami.

Zarówno duże firmy międzynarodowe, jak i mniejsze, o zasięgu krajowym chcą wiedzieć, co dzieje się po zakupie książki. A jest to wiedza, która może być całkiem przydatna. Zapewne wielu wydawców chciałoby wiedzieć, które książki zostały przeczytane, jak szybko czytelnicy kończą zaczętą lekturę, kto i kiedy czytanie przerywał czy wręcz porzucał. Znane są już przypadki zwiększania budżetu reklamowego książki, która była przez czytelników pochłaniana w szybkim tempie, jak i likwidacji akcji promocyjnej publikacji, której lekturę czytelnicy gremialnie porzucali nie docierając do połowy. Same tytuły jak i nazwy wydawców objęte są co prawda tajemnicą, ale sam mechanizm takiego działania rynkowego został potwierdzony. Można sobie też wyobrazić książki powstające „na zamówienie”, których fabuła została skonstruowana i zoptymalizowana na bazie masowych statystyk o gustach i zachowaniach czytelników. Tak już się dzieje choćby w przemyśle muzycznym. Ciekawie opisał to Charles Duhigg w „Sile nawyku” na przykładzie piosenki „Hey Ya!”. Może już niedługo trafią jednak na rynek takie książki. A jeśli już są?

 

Co o swoich czytelnikach wie Kobo i jaka z tego nauka?

Zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Kanadzie podejście do ochrony danych osobowych jest bardzo swobodne. Nie ma się więc, co dziwić, że firma mająca swoją siedzibę w Kanadzie, chwali się danymi na temat swoich klientów. Dzięki temu można choć trochę poznać mechanizmy funkcjonowania takiej firmy. Kobo ma obecnie 26 milionów użytkowników i jest obecne w 190 krajach. Na rynku handlu elektronicznymi publikacjami (książki, czasopisma) lokuje się na trzecim miejscu w skali świata (za Amazonem i Apple). Ma w ofercie 4,7 mln elektronicznych publikacji, a wydawnictwa self-publisherów stanowią około 15% sprzedaży firmy. W roku 2007 w Kobo pracowało 25 osób, a dziś 360.

Okazuje się, że najbardziej wartościowymi klientami dla firmy są osoby w wieku ponad pięćdziesiąt lat i posiadające czytnik Kobo. A dokładnie, to zdecydowana większość aktywnych klientów firmy, bo 72% ma ponad 45 lat. W krajach anglojęzycznych i Niderlandach ponad połowa najbardziej aktywnych klientów jest w wieku nawet 55 lub więcej lat. Takie osoby mają zazwyczaj więcej czasu na czytanie i bardziej zasobne portfele w porównaniu na przykład do młodszych klientów.

 

naklejka Kobo Welcome na pudełku czytnika Kobo Glo HD

"Kobo Welcome" - nowa usługa firmy, anonsowana jest na opakowaniach czytników

 

Za taką wiedzą idą dalsze działania firmy. Wiedząc, że osoby w wieku ponad 50 lat niekoniecznie mogą być fanami nowych technologii, firma uruchomiła specjalny program „Kobo Welcome”. To infolinia, oferująca wsparcie dla nowych klientów, obecnie dostępna w: Kanadzie, Stanach Zjednoczonych Ameryki, Australii, Nowej Zelandii, Francji, RFN, Włoszech, Niderlandach, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Portugalii. W założeniu ma pomóc „krok po kroku” w pierwszym uruchomieniu czytnika i wyborze pierwszego e-booka. Pomysł jest prosty, choć niekoniecznie kojarzony z internetowymi księgarniami. Według Michaela Tamblyna, te początkowe kroki bywają decydujące dla dalszej przygody z e-bookami. Twierdzi on między innymi, że:

- potrzeba 48 godzin, aby osoba, która nigdy nie miała styczności z czytnikiem nabrała pewności siebie;

- w ciągu tego czasu nowy użytkownik czytnika powinien, jako pierwszą książkę, zacząć czytać coś, co mu przypadnie do gustu. Często jako pierwszy wybór bywa wgrywana bezpłatna wersja szkolnej lektury i to powoduje rozczarowanie. Może się to często przełożyć na odrzucenie nowej technologii. Dlatego doradcy Kobo z infolinii pomagają wybrać coś bardziej dostosowanego do bieżących zainteresowań czytelniczych nowych klientów.

 

ulotka

W wybranych krajach infolinia Kobo jest dostępna 7 dni w tygodniu od 9:00 do 21:00 (czasu lokalnego)

 

Poza wiekiem ważne jest posiadanie odpowiedniego urządzenia. Użytkownik czytnika, w porównaniu z klientem korzystającym z telefonu lub tabletu, to osoba która:

- jest zaangażowana w czytanie (podobnie jak audiofil kupujący wysokiej jakości słuchawki) i oczekująca wrażeń z korzystania z technologii na wysokim poziomie;

- może dostarczać firmie nawet 30% więcej przychodu;

- ma większą biblioteczkę e-booków;

- jest bardziej lojalna w stosunku do firmowej księgarni;

- czyta szybciej, przez dłuższy czas i bez przerw, lektura bardziej ją wciąga.

Czytniki Kobo nie należą do najtańszych na rynku. W rozmowie z przedstawicielem firmy podczas targów IFA w Berlinie, dowiedziałem się, że firma nie pójdzie na wojnę cenową z innymi producentami. Taka polityka zdaje się przynosić efekty, ponieważ w roku 2015 sprzedaż samych czytników Kobo była dochodowa. Z pewnym zaskoczeniem przyjęto w firmie sukces modelu Kobo Aura H2O. Drogi i uznany za dość luksusowy czytnik, dla którego spodziewano się 5% udziału w sprzedaży, stanowi 22% sprzedawanych przez Kobo urządzeń.

 

Kobo Aura H2O w sklepie MediaMarkt (Berlin)

U naszych zachodnich sąsiadów Kobo ma swój własny sklep internetowy, a czytniki obecne są także w marketach z elektroniką (Berlin, 2015 r.)

 

I jak tu na (rzecz czytników) nie porzucać opanowanego przez Apple i Samsunga rynku tabletów, na którym nawet Amazonowi trudno się przebić?

 

E-booki a prywatność

W tym miejscu jeszcze raz podkreślam, że Kobo nie jest wyjątkiem i zbierając dane o zachowaniu swoich konsumentów nie robi nic, czego by nie robili inni. Opublikowane dane też nie należą do szczególnie wrażliwych. Firma służy mi jako przykład, bo akurat pokazuje wnioski ze statystyk płynące. W kontekście danych publikowanych przez firmę, można jednak pytać o zachowanie prywatności przy czytaniu e-booków. Na pewno nie ma o tym mowy przy korzystaniu z wszelkiego rodzaju wypożyczalni, jak Legimi, Ibuk, Osbi czy podobnych. Takie usługi z założenia monitorują każde działanie użytkownika - otwarcie książki, czas czytania czy pobranie na półkę nowej publikacji. Podobnie jest przy czytaniu na różnych urządzeniach, które synchronizują między sobą postęp czytania.

Zdecydowanie lepiej przedstawia się sprawa zachowania prywatności, gdy na przykład korzystamy z czytników. Można wtedy po pierwsze zróżnicować źródła pochodzenia książek. Szczególnie łatwe jest to na polskim, bardzo zdywersyfikowanym rynku, gdzie do wyboru mamy przynajmniej kilka dużych księgarni oferujących e-boki. Jeśli komuś bardzo zależy na dyskrecji, na pewno w jej zachowaniu pomoże odłączenie urządzenia od internetu i wgrywanie plików przy pomocy kabla USB czy kartę pamięci. Dopóki czytnik nie wyświetla okładki czytanej książki jako wygaszacza, możemy swój dobór lektur zachować do własnej wiadomości.

 

Podsumowanie

Opierając się na masowych danych, Kobo potwierdza, że czytniki książek elektronicznych są bardzo dobrymi urządzeniami, które wspomagają czytanie. Bezpieczne dla oczu, mieszczące spory księgozbiór, poręczne i długo pracujące na jednym ładowaniu mobilne urządzenia, sprzyjają zatopieniu się w tekście. Wygoda użytkowników splata się z dążeniem firmy do przynoszenia zysków swojemu właścicielowi, czyli japońskiemu Rakutenowi. Osoby korzystające z czytników, nie tylko wygodniej na nich czytają, ale i chętniej kupują e-booki w firmowej księgarni. Czyż nie o to chodzi nam wszystkim? Szkoda tylko, że Kobo nie jest zainteresowane polskim rynkiem...