865 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Recenzja czytnika e-booków Sony PRS-T3 - po prostu Reader (część I)

 

Sony w świecie czytników to klasyka, Sony w świecie czytników to wzorzec, do którego kiedyś równali konkurenci, ale jednocześnie Sony w świecie czytników to już historia i zaprzepaszczone szanse na wzorcowy produkt. Do tej pory nie miałem dłuższej styczności z czytnikami japońskiego producenta, a to głównie ze względu na ich cenę. Widywałem je co prawda na targach IFA, ale w roku 2014 już ich nie pokazano. Sony wycofało się wtedy z czytnikowego interesu, pozostawiając w ofercie z tego zakresu tylko niezwykle drogie urządzenie o dużej średnicy ekranu (ponad trzynaście cali) skierowane do (bogatych) firm.

 

Czytnik Sony PRS-T3 oferowany był z lampką (zintegrowaną w obudowie)

 

Legenda Sony - po prostu Reader

Sony jako pierwsza firma (w kwietniu 2004 roku) wprowadziła na rynek czytnik książek elektronicznych pod nazwą Sony Librie. Nowością było to, że był wyposażony w ekran wykonany w technologii papieru elektronicznego. Zastosowana w nim rozdzielczość 800x600 jeszcze do niedawna pozostawała standardem. Później firma, również jako pierwsza, zaproponowała czytnik z dotykowym ekranem i podświetleniem. Swoją ofertę kierowała głównie na rynek japoński, później amerykański oraz wybranych krajów europejskich. W warunkach polskich nie zdobyła nigdy dużej popularności, głównie ze względu na cenę. Jednak poważniejszym problemem okazywała się obsługa polskich znaków w niektórych (starszych) modelach i początkowo również konieczność przetwarzania książek na format akceptowany przez te czytniki (LRF). Do obsługi tego formatu powstał pierwotnie program calibre. Może nie bez znaczenia jest też zła sława Sony, wynikająca ze stosowanych raz po raz przez tę firmę, wyjątkowo nieprzyjaznych dla użytkowników zabezpieczeń treści elektronicznych (DRM).

 

Sony długo wytwarzało własną wersję znakomitych palmtopów CLIÉ na licencji Palma (po lewej model CLIÉ PEG-SL10/E z 2002 r.), po prawej Sony PRS-T3

 

Przez lata czytniki Sony ewoluowały aż w 2013 roku miała miejsce premiera ostatniego urządzenia tej marki Sony PRS-T3. PRS to skrót od Portable Reader System. Zarówno PRS-T3 jak i poprzednik PRS-T2 (za wyjątkiem obudowy) wzbudziły moje uznanie podczas krótkich testów, które na szybko przeprowadzałem w ramach wizyt na Targach IFA w Berlinie w roku 2012 i 2013. Wrażenie robiła przede wszystkim niewielka waga czytników. O PRS-T2 pisałem m.in. „Sprawiała po prostu wrażenie odpustowej atrapy prawdziwego urządzenia” choć ta odpustowość wynikała po trochu z wrażenia, jakie robił na mnie lekko perłowy kolor plastiku użyty do wykonania obudowy i srebrne przyciski. Jednak waga 164g w porównaniu z Kindle 3 Keyboard (247g) czy Trekstorem Pyrusem (216g) dawała się od razu odczuć po wzięciu czytnika do ręki. W 2013 roku z kolei podsumowałem „Czytnik sprawia dobre wrażenie, pracuje bardzo sprawnie”.

 

Czytniki Sony PRS-350 w ofercie sklepu Bic Camera (Tokio, 2013 r.)

 

Co więc poszło nie tak? Dlaczego Sony w 2014 roku wycofało się z rynku, posiadając innowacyjne, udane produkty? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Może brak oświetlenia, które stało się pomału powszechną funkcją w droższych modelach? Może wysoka jakość ale i jeszcze wyższa cena? Na niemieckiej stronie firmy Sony wciąż widnieje oferta czytnika za 139 EUR a okładki z lampką za 50 EUR. Czytniki ostatecznie (rok po premierze) sprzedawane były (przynajmniej w RFN) po 99 EUR, a z okładką zawierającą lampkę - za 129 EUR. To nie była niska cena, choć adekwatna do jakości produktu. Więc może dlatego? A może jednym z najbardziej prawdopodobnych wyjaśnień może być fakt, że liderem stał się Amazon, który od początku traktuje czytniki jako końcówki swojej bardzo obszernej księgarni i za sam sprzęt życzy sobie całkiem niewygórowaną cenę? Choć ostatnie kłopoty Sony (np. pozbycie się marki notebooków Vaio) mogą być wystarczającym wyjaśnieniem, wykraczającym daleko poza niszowy (w skali firmy) rynek czytników książek.

 

 

Czytnik Sony wciąż znajduje się na oficjalnej stronie producenta (źródło: www.sony.de)

 

Rynek wtórny eBay.de

Tak czy inaczej, czytniki Sony mnie zaintrygowały. Chcąc zmierzyć się z „legendarnymi” czytnikami Sony, koniec końców mogłem więc liczyć tylko na rynek wtórny. Zachęcony zostałem dość pozytywnymi i bardzo sentymentalnymi wpisami zamieszczanymi wciąż i wciąż na forach internetowych przez użytkowników czytników tej marki. Dla wielu czytelników, czytniki Sony były pierwszymi tego typu urządzeniami. Pomyślałem sobie, że wycofanie się firmy z rynku czytników jest dobrym momentem, aby upolować ostatni model „za grosze”. No bo kto by chciał mieć czytnik, który nie będzie już produkowany, rozwijany ani nawet wspierany, aktualizowany czy poprawiany? Z wyłączonym dostępem do księgarni? Kto by chciał czytnik od firmy, która się pożegnała ze swoimi klientami? Kto by chciał czytnik, który można kupić niemal wyłącznie na rynku wtórnym? Otóż, jak się okazało, takich osób jest całe mnóstwo! Miałem pecha, albo moje rozumowanie zawierało poważny błąd...

 

Jesienią tego roku pojawiło się w serwisie Allegro kilka ofert czytników Sony (źródło: allegro.pl)

 

Osoby obserwujące sprzedaż na Allegro, łatwo mogą zauważyć, że w sprzedaży prowadzonej przez pośredników pojawiają się w Polsce falami czytniki wycofywane ze sprzedaży na Zachodzie. Tak było na przykład z niektórymi modelami czytników Oyo, Nook, Cybook czy TrekStor. Często też (jak w przypadku Kindle 7) duża podaż wiąże się w promocjami cenowymi, na przykład w niemieckim, czy nawet japońskim, Amazonie. Jest jednak przynajmniej jeszcze jeden odmienny przypadek - gdy czytnik na Zachodzie jest wycofywany, a na nasz rynek wtórny w zasadzie nic nie dociera. Tak się stało z Sony PRS-T3 i spotkało mnie tutaj rozczarowanie. Przez ładnych kilka miesięcy obserwowałem aukcje w polskim serwisie... i nic. Oferty sporadyczne a ceny takie trochę tego... kosmiczne.

 

W roku 2015 używane czytniki Sony PRS-T3 w aukcjach rozpoczynających się od 1 EUR przyciągały kilkudziesięciu licytujących a ceny często przekraczały granicę 100 EUR (źródło: ebay.de)

 

Tak więc przez dłuższy czas śledziłem aukcje internetowe zarówno w kraju jak i za granicą. Ostatecznie stwierdziłem, że największe szanse na zakup daje niemiecki eBay. A to zapewne dlatego, że pierwotnie Sony skierowało na rynek niemiecki stosunkowo dużo czytników, które teraz stopniowo trafiają na aukcje. No i nie bez znaczenia była możliwość przesyłki do Polski przez mailboxde, którą przetestowałem przy zakupie czytnika Kindle z amazon.de. Daje to możliwość zakupu, nawet jeśli sprzedający nie zgadza się na wysyłkę za granicę (a takowych ofert jest niestety większość). Po aktywnym udziale w kilku licytacjach przekonałem się, że nie będzie łatwo. Czytniki PRS-T3, oferowane zazwyczaj na eBay'u z ceną początkową 1 EUR, osiągały i osiągają bardzo wysokie ceny końcowe. Wygląda na to, że Niemcy wciąż są gotowi płacić za używane, nieprodukowane, nieaktualizowane urządzenia więcej niż np. kosztują nowe modele, objęte pełną gwarancją. No cóż, to tylko zaostrzyło mój apetyt...

 

W październiku 2015 r. na jednej z aukcji sprzedano nowy czytnik Sony PRS-T3 za 240 EUR (źródło: ebay.de)

 

Koniec końców, w jednej z aukcji, przelicytowałem grono chętnych na czerwony Sony PRS-T3 z lampką i mogę przedstawić Wam swoje odczucia z kilku miesięcy (z przerwami) używania tegoż.

 

Konstrukcja Sony PRS-T3

Reader Sony to urządzenie ze standardowym ekranem E-Ink Pearl o przekątnej 15,2 cm (sześć cali). Dość nietypowe jest to, że sprzedawany był w trzech wersjach kolorystycznych: czarnej, białej i czerwonej (burgund?). To go wyróżnia, bo dziś rynek zdominowany jest raczej przez urządzenia z czarną, czasami białą, obudową (wyjątek to niektóre PocketBooki).

 

Sony PRS-T3 ze zdjętymi pleckami, widoczne miejsce z gniazdem kart pamięci microSD. Po lewej wewnętrzna strona okładki ze zintegrowaną lampką

 

Kolejnym wyróżnikiem jest wymienny tył obudowy (trochę jak w starszych czytnikach Kobo). Zdjęte plecki odsłaniają dostęp do gniazda kart pamięci microSD. Standardowy tył może zostać zastąpiony okładką z wmontowaną bardzo sprytnie lampką która jest zasilana baterią czytnika. To bardzo zgrabnie i wygodnie zaprojektowane oświetlenie o niebo wygodniejsze od wszelkich lampek przypinanych np. na klipsie. Takie rozwiązanie powinno spodobać się wszystkim przeciwnikom zintegrowanego oświetlenia, które obecnie zdominowało czytniki. Równomierność rozprowadzenia światła na ekranie nie jest tak dobra jak w przypadku zintegrowanego oświetlenia. Górna część ekranu jest lepiej oświetlona niż dolna. Atutem lampki może być bardziej naturalny sposób oświetlenia ekranu. Barwa światła również nie budzi moich zastrzeżeń. Jest neutralnie biała bez niebieskawego czy żółtawego odcienia. Miałem w rękach tylko kilka zewnętrznych lampek przeznaczonych do czytników i ta, wbudowana w okładkę Sony jest moim zdaniem najlepsza jaką widziałem.

 

Lampka z okładki Sony PRS-T3 w ciemności

 

Okładka ze zintegrowaną lampką wyposażona jest też w magnes, który dość pewnie trzyma przednią klapkę. Po otwarciu okładki czytnik automagicznie jest wybudzany i natychmiast gotowy do lektury. Zamknięcie okładki usypia urządzenie.

 

W ciemności - Kindle Paperwhite 3 (po lewej, oświetlenie na 12) i Sony PRS-T3 (po prawej, oświetlenie wbudowanej w okładkę lampki nie jest regulowane)

 

Pozostałe cechy konstrukcji czytnika są już mniej unikatowe. W ramce, pod dotykowym ekranem, umieszczone są przyciski zmiany stron, ekranu głównego, powrotu i wywoływania menu podręcznego. Akurat, gdyby mnie ktoś pytał, to bym zmienił lokalizację przycisków zmiany stron. Umieszczenie ich po lewej stronie czytnika daje lepszą wygodę użytkowania osobom leworęcznym. Powinny być pośrodku (jak np. w PocketBookach).

 

Przyciski w Sony PRS-T3

Lekko odpustowe z wyglądu, ale dobrze wyczuwalne pod palcami i sprawnie działające przyciski umieszczone są pod ekranem czytnika

 

Ramka wokół ekranu jest bardzo wąska (za wyjątkiem miejsca, gdzie są przyciski), w czym przypomina trochę PocketBooka Sense. W sumie więc czytnik z sześciocalowym ekranem sprawia wrażenie znacznie mniejszego od podobnych konstrukcji obecnych na rynku. Reader ma tylko 10,7 cm szerokości, to o 5 mm więcej niż Kobo Mini (który ma mniejszy ekran - o przekątnej pięciu cali). Z kolei PocketBook Sense ma szerokość 11 cm, Tolino Vision 2 - 11,4 cm, a Kindle Paperwhite 3 „aż” 11,7 cm. Nie są to może wielkie różnice, ale jeden centymetr więcej przy porównaniu Sony i Kindle daje się już zauważyć. Z jednej strony Reader sprawia wrażenie zgrabniejszego, z drugiej zaś Kindelka łatwiej trzymać bez obawy dotknięcia ekranu.

 

Dolna krawędź czytnika Sony PRS-T3 w pięknych okolicznościach przyrody

 

Na dolnej krawędzi Reader znajduje się standardowe gniazdo microUSB (ładowanie i przesyłanie książek), przycisk „Reset” (nie korzystałem ani razu) i wyłącznik z diodą sygnalizującą ładowanie baterii. No może jeszcze właśnie z ładowaniem baterii wiąże się kolejna „niezwykła” cecha urządzenia. Producent zapewnia, że w sytuacji awaryjnej, podładowanie czytnika przez trzy minuty zapewni dalsze 600 zmian stron. Tej funkcji jednak nie testowałem.

 

Zapraszam na drugą część recenzji, w której opisuję moje wrażenia z użytkowania czytnika Sony PRS-T3.