cyfranekblog@protonmail.com - rynek e-booków, czytników książek: Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Rakuten Kobo, Bookeen Cybook, Icarus, Nolim, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook, Onyx Boox.
Doceniasz moją twórczość? Postaw mi kawę...
Z dziecięcą radością i drżąc z oczekiwania otwierałem dziś rano przesyłkę reklamową, która znalazła się na moim koncie pocztowym za sprawą magii internetu oraz księgarni weltbild.de. Oczyma wyobraźni widziałem niesamowite okazje cenowe, związane rzecz jasna z nowymi modelami czytników niemieckiej marki Tolino. Już układałem sobie w głowie gładkie, skrzące się polotem, zgrabne zdania, zupełnie jak z podręcznika marketingu, zachęcające do zainteresowania się urządzeniem. Pomyślałem, o czymś w rodzaju „wspaniały ekran, a właściwie to wyświetlacz uznanej firmy E-Ink, która w swoje panele wyposaża Amazon Kindle”... Miałem też w głowie inne. Wszystkie jednak zdawały się brzmieć, jakbym je już wcześniej czytał i to gdzieś indziej. Sprawdziłem w wyszukiwarce i wynikiem byłem niepocieszony i skręcała mnie zazdrość, ale z bólem dodałem odsyłacz do oryginalnej treści.
Łatwo się domyślić, że w obliczu powyżej opisanej literackiej klęski, moja radość o poranku natychmiast zgasła, a w chwilę później zupełnie o niej zapomniałem, bo po otwarciu listu reklamowego, przywitało mnie to:
Geschenkdosen "Engel" z oferty świątecznej księgarni Weltbild (źródło: weltbild.de)
Już nigdy nie będę z dotychczasową beztroską otwierał materiałów reklamowych z niemieckiej księgarni...
W ten sposób gładko mogę przejść do studium przypadku sukcesu projektu ogłoszonego na platformie Indiegogo. Projektu, który na pierwszy rzut oka jest zbyt banalny, by mógł wzbudzić zainteresowanie, a jednak...
Na początku miesiąca pisałem o dwóch czytnikach, na które właśnie zbierane są fundusze we wspomnianym serwisie. Obie akcje jeszcze trwają. Zbiórka funduszy na produkcję czytnika Icarus Illumina XL kończy się za tydzień i właśnie zbliżyła się do kwoty 10 tys. dolarów. Do zakończenia zbiórki w ramach drugiego projektu jest jeszcze sporo czasu, bo miesiąc. The Ultimate e-reader radzi sobie jakby trochę słabiej, gdyż do tej pory uzbierano niespełna 5 tys. USD. Te kwoty wydają się jednak zupełnie śmieszne, całkiem jak plastikowe żetony udające złotówki z zestawu „mała ekspedientka”, kiedy porównamy je z projektem Czur scanner.
Strona kampanii Czur scanner (źródło: indiegogo.com)
Pełna nazwa kampanii brzmi „Czur scanner : build your own digital library”, czyli obracamy się ciągle w kręgu książek elektronicznych. Choć trochę oczywiście w tym momencie przesadzam, ale to tylko dlatego, żeby mieć o czym napisać w niedzielne przedpołudnie. A może jednak nie? Może komuś uprości życie? Może kogoś to zainteresuje? Tak jak zainteresowało ponad dwa tysiące chętnych, którzy na uruchomienie produkcji nowego urządzenia wpłacili już ponad pół miliona dolarów? Tak, nie myli Was wzrok. Na dwa tygodnie przed zakończeniem zbiórki, autorzy konceptu Czur scanner uzbierali dwadzieścia pięć razy więcej funduszy, niż zakładali. Przelewy wciąż napływają... Kolejny chętny (Marcus Tse) zapłacił w czasie, gdy piszę te słowa. Dziękuję Ci Marcusie za dodanie dramatyzmu do mojego wpisu.
Czym jest urządzenie i w jaki sposób osiągnęło sukces? Pomysł polega na daleko idącym uproszczeniu kopiowaniu i cyfryzacji materiałów drukowanych. Choć całość nie jest specjalnie zaskakująca - skaner Czur składa się w zasadzie z aparatu fotograficznego umieszczonego na statywie. I na tym w zasadzie by można skończyć opis urządzenia. Ale przyglądnijmy się bliżej...
Od strony optycznej - matryca, szybki przetwornik i doświetlenie (źródło: indiegogo.com)
Za odwzorowanie obrazu odpowiada zamontowana w aparacie matryca 16 megapikseli. Przekłada się to mniej więcej na możliwość wydruku wykonanej kopii z rozdzielczością 300 dpi w rozmiarze 42 x 28 cm. To całkiem nieźle. Co poza tym? Autorzy chwalą się szybkim przetwornikiem graficznym, małym ekranem przeznaczonym do podglądu wykonywanych zdjęć, podświetleniem diodami, łącznością wi-fi (z chmurą Czur), przyłączem HDMI i USB, pilotem oraz oprogramowaniem OCR (ang. optical character recognition). Z tym ostatnim elementem, a więc z maszynowym rozpoznawaniem tekstu, związane są też ważne pomysły na zmniejszenie ilości błędów: wygładzanie krzywych (np. wygiętych stron książki), korekcja zbędnych elementów (np. spoza skanowanego obiektu), usuwanie odcisków palców, oczyszczanie tła. I to wszystko za niespełna 200 USD (plus przesyłka) może się znaleźć w Waszych biurach, domach czy bibliotekach, albo nawet kancelarii prawniczej.
Od strony programowej - mechanizmy ABBYY i chmura na składowanie obrazów (źródło: indiegogo.com)
Jak to działa? Można zobaczyć na poglądowym filmie. Nie lubię zdradzać fabuły, ale jeśli ktoś nie chce oglądać, to w tym przypadku powiem „kto zabił”. Drukowane materiały podkłada się pod statyw, przyciskiem (na biurku lub na podłodze) uruchamia się wykonywanie zdjęć. Można je robić całkiem szybko, jak w nowoczesnych aparatach cyfrowych (co 0,8s). Fotografie wysyłane są do komputera, gdzie automagicznie poddawane zostają obróbce m.in. z wykorzystaniem mechanizmów znanych z programów Abbyy (np. cenionego Fine Readera). To ostatnie pozwala się domyślać, że język polski może być rozpoznawany i uwzględniony przy obróbce zdjęć (wśród zapowiadanych 34). Przetworzony w komputerze obraz zamieniany jest na tekst w układzie identycznym jak w oryginale.
Podstawowe cechy Czur scanner (źródło: indiegogo.com)
Produkt wydaje się przemyślany, dopracowany i całkiem prosty w działaniu. Może to droga do szybkiego tworzenia e-booków? Być może, ale raczej nie w formacie MOBI czy EPUB niestety. Zapewne w PDF, może w DOC... Każdy, kto bawił się w „domowe” przetwarzanie OCR wie, że od dokumentu wyglądającego jak oryginalna książka do ładnego e-booka droga może być jeszcze wciąż dość daleka (w skrócie „tylko krew, trud, łzy i pot”). W każdym razie wysyłka nowego skanera do pierwszych klientów, którzy dokonali wpłat w serwisie Indiegogo, już w grudniu 2015 r.
Oficjalna strona projektu znajduje się tutaj.
Produkcja skanera ruszyła i wysyłka ma się odbywać bez opóźnień (źródło: indiegogo.com)
Tak więc porada konsumencka na dziś brzmi - jeśli macie pod ręką 200 USD i szukacie na co by je wydać - możecie cieszyć się z nowego czytnika (Icarusa lub Goodereadera) albo bawić w cyfrowe kopiowanie inwestując w Czur scanner. Można też być sprytnym i kupić aparat cyfrowy ze statywem (i pilotem i oprogramowaniem ABBYY), ale wtedy w budżecie raczej się nie zmieścicie...