896 Obserwatorzy
21 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe Czytanie

cyfranekblog@protonmail.com - rynek e-booków, czytników książek: Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Rakuten Kobo, Bookeen Cybook, Icarus, Nolim, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook, Onyx Boox. 

PocketBook Touch HD i Touch HD 2 otrzymują firmware w wersji 5.20

Większość czytników marki PocketBook, wyprodukowanych w ostatnich latach, już otrzymała aktualizację do oprogramowania wewnętrznego w wersji 5.20. Pozostały jeszcze wersje serii Touch HD. Teraz przyszedł czas na dwa pierwsze z nich – Touch HD i Touch HD 2. PocketBook udostępnił przedwczoraj nową wersję oprogramowania wewnętrznego dla tych czytników. Aktualizacja 5.20.1426 datowana na 20 IX 2019 r. trafia właśnie na wspomniane modele. Na aktualizację Touch HD 3 przyjdzie więc jeszcze chwilę poczekać.

 

PocketBook Touch HD otrzymał aktualizację oprogramowania wewnętrznego do wersji 5.20

 

Podobnie, jak poprzednio, nowe oprogramowanie dodaje m.in. przydatną funkcję eksportowania notatek i podkreśleń użytkownika. Więcej szczegółów na temat tej funkcji zawarłem w poradniku „Notatki w czytniku PocketBook – jak wyeksportować?”.

 

Eksport notatek do pliku HTML w pamięci wewnętrznej

 

Przy obecnej wersji oprogramowania powinno działać usuwanie z półki książek w aplikacji Legimi. Wybranego e-booka należy dodać do kosza w aplikacji lub na stronie WWW i wykonać synchronizację. Może to też działać bezpośrednio na czytniku, ale nie mam obecnie aktywnego abonamentu, więc nie sprawdzę w praktyce.

 

Pozostałe usprawnienia, to m.in:

- uaktualnienie obsługi Dropboksa (m.in. poprawa synchronizacji większych plików);

- skrócenie czasu startu czytnika po wyłączeniu;

- wyświetlanie formatów CBR i CBZ;

- rozszerzenie sposobu zaznaczania tekstu na kolejne ekrany;

- możliwość regulowania wielkości tekstu w oknach słownika (szczypaniem ekranu dwoma palcami);

- lepsze dopasowanie przeglądarki internetowej do współczesnych stron WWW;

- możliwość synchronizacji zakładek i notatek przez usługę PocketBook Cloud;

- wykonywanie zrzutu ekranu dla fragmentu, anie całości strony.

 

Nowe oprogramowanie dodaje możliwość wyświetlania plików *.cbr i *.cbz

 

Warto też pamiętać o obecnej od niedawna w PocketBookach funkcji wyłączania dotykowego ekranu. Znajdziemy ją w ustawieniach (Ustawienia osobiste/Mapowanie klawiszy/EPUB, FB2 i inne) i możemy jej aktywację przypisać do któregoś z klawiszy fizycznych. Nazywa się, jakby co, „Blokada ekranu dotykowego”.

 

Przypisywanie wyłączania ekranu dotykowego do klawisza Menu

 

Jeśli mamy kłopot z pobraniem aktualizacji przez wi-fi, można skorzystać z pliku instalacyjnego, znajdującego się na stronie producenta: https://pocketbook.pl/pl-pl/support-pl

 

PocketBook InkPad X – NAJWIĘKSZY czytnik rodziny POCKETBOOK z ekranem 10,3 cala

Wkrótce czeka nas premiera największego czytnika z rodziny PocketBook. Firma zapowiedziała wprowadzenie do sprzedaży modelu PocketBook InkPad X z ekranem o przekątnej 10,3 cala. W czytniku zastosowano papier elektroniczny E-Ink Carta o rozdzielczości 227 ppi (1872 × 1404 piksele). Powinno to wystarczyć do bardzo dobrego odwzorowania nie tylko tekstu, ale również elementów graficznych. Czytanie ma ułatwić wbudowane oświetlenie z regulowaną temperaturą barwową (SMARTlight). [Aktualizacja 10 X 2019 r.] Producent potwierdził, że w InkPadzie X zastosowano ekran z nietłukącego się papieru elektronicznego, wykonanego w technologii E-Ink Carta Mobius. Takie ekrany są na podłożu plastikowym, a nie szklanym (jak zazwyczaj). Użytkownicy otrzymują więc ważny argument za ewentualnym wyborem tego modelu - odporność na mechaniczne uszkodzenia ekranu, które są typową bolączką czytników książek.

 

PocketBook InkPad X zachował wzornictwo poprzednich modeli, choć fizyczne przyciski są bardziej płaskie (źródło: youtube.com)

 

W środku obudowy znajdują się komponenty o parametrach podobnych do zastosowanych w mniejszym modelu (PocketBook InkPad 3). Nowością jest natomiast gniazdo USB typu C. Do tego gniazda podłączyć można przejściówkę audio (na wtyczkę typu minijack 3,5 mm). Funkcja odtwarzania dźwięku może też działać bezprzewodowo, przez łącze Bluetooth.

 

PocketBook InkPad X zachował zaawansowane funkcje poprzednich modeli, m.in. w zakresie odtwarzania audiobooków (źródło: youtube.com)

 

Dwurdzeniowy procesor (1 GHz) wraz z 1 GB pamięci operacyjnej powinien zapewnić podobną wydajność jak w InkPadze 3. Co prawda ekran w modelu InkPad X jest większy, ale pikseli do obsłużenia pozostało tyle samo (1872 × 1404). W nowym czytniku zwiększono (do 32 GB) pamięć wewnętrzną. Nieco większej pojemności jest też bateria. W czytniku nie ma gniazda na zewnętrzną kartę pamięci.

 

PocketBook InkPad X - duży ekran zachęca do korzystania m.in. z PDFów (źródło: youtube.com)

 

Obudowa wygląda na mniej zaokrągloną u dołu niż w poprzednich PocketBookach. Ale PocketBook InkPad X zachowuje wzornictwo innych urządzeń tej marki, obecnych na rynku. Przy rozmiarach 249,2 × 173,4 × 7,7-4,5 mm i masie 300 gramów, czytnik nie będzie raczej się nadawał do noszenia w kieszeni. Powinien za to bardzo dobrze sprawdzić się przy wszelakiej maści niezbyt przyjaznych czytnikom dokumentów, np. w formacie PDF – czasopism, specjalistycznych artykułów, komiksów. Oprogramowanie stosowane w czytnikach PocketBook jest już na takie dokumenty gotowe, pozostaje przetestować prędkość działania w codziennym użytkowaniu.

 

 

Czytnik będzie dostępny w wersji czarno-szarej (źródło: mat. prasowe PocketBook)

 

PocketBook InkPad X - gumowane, żebrowane plecki to nowość w obudowach tej marki (źródło: mat. prasowe PocketBook)

 

Podsumowanie

PocketBook InkPad X rozszerza ofertę firmy o sprzęt odpowiadający na potrzeby klientów wymagających większej powierzchni ekranu do prezentowania dokumentów. Wciąż jest to w pełni funkcjonalny czytnik, a nie (jak to ostatnio jest bardzo popularne u chińskiej konkurencji) tablet do notatek z funkcją czytnika. To ważne, ponieważ PocketBook zapewnia wciąż bardzo spójne i przyjazne podejście do czytania. Urządzenie ma na naszym rynku kosztować 1939 PLN.

Amazon sam przebija swoją ofertę – DWA LATA gwarancji także na ekran

Amazon wprowadza właśnie w Stanach czytnik Kindle 10 w wersji dla dzieci (tzw. Kids Edition). Według specjalistów od marketingu, jest to produkt opracowany od podstaw, ale ze specyfikacji nowego urządzenia wyłania się trochę inny obraz. Kindle Kids Edition to najprawdopodobniej Kindle 10 w komplecie z „dziecięcą” okładką i dodatkowymi ofertami. Ale nie to jest najważniejsze...

 

Kindle Kids Edition ma oferować dwa lata gwarancji "bez zmartwień" (źródło: amazon.com)

 

Otóż Kindle Kids Edition posiada taki sam ekran, jak zdecydowana większość czytników, czyli po prostu bardzo delikatny. Wiele dzieci jest zapewne przyzwyczajonych do tabletów i telefonów z pancernym szkłem na ekranie, co w przypadku czytnika może mieć katastrofalne skutki. Dlatego Amazon oferuje rodzicom aż dwa lata gwarancji „bez zmartwień”. Oznacza to, że czytniki mają być natychmiast wymieniane na nowe w razie jakichkolwiek usterek. A tym samym można uzyskać aż dwa lata gwarancji na ekran E-Ink. Trudno będzie konkurencji przebić taką ofertę. Chyba, że jakaś firma ma już w ofercie np. czytnik z nietłukącym się ekranem Carta Mobius, wtedy nie ma takich obaw.

 

Kindle Kids Edition obudowany jest też dodatkowymi usługami, jak dostęp do wypożyczalni Kindle Unlimited (źródło: amazon.com)

 

Zanim się rzucimy na zakupy Kindle 10 w kolorowym etui, warto pamiętać, że to podstawowy model z rodziny Kindle. Ma całkiem czytelny ekran dotykowy z przyzwoicie działającym oświetleniem, ale cechuje się on słabą rozdzielczością (167 ppi) w porównaniu z innymi modelami tej rodziny (300 ppi). Ze względu na bardzo dobry kontrast i sprawne działanie, to czytnik na którym czyta się przyjemnie i na pewno wart jest on uwagi. I do tego z dwuletnią gwarancją na ekran...

 

Amerykańscy klienci otrzymują także w pakiecie roczny dostęp do wypożyczalni e-booków Kindle Unlimited i narzędzi zachęcających dzieci do czytania. Reklamy sugerują, że w tym abonamencie jest m.in. „Harry Potter”, to miłe i samo w sobie zachęcające. Rodzice mogą ustanawiać cele czytelnicze, po których osiągnięciu, będą przyznawane odznaki. Taki system (choć jakby zapomniany przez producenta) znamy też od dawna z czytników Kobo. Aby ułatwić wyszukiwanie kolejnych książek, wprowadzono wyszukiwarkę akceptującą literówki. Nawet bez poprawnie napisanego tytułu, jest szansa na jego odnalezienie. Pozostałe cechy czytnika pozostają bez zmian: słownik, słówka, podpowiedzi w tekście.

 

Reklamę nowego czytnika wspiera "Harry Potter" (źródło: amazon.com)

 

No i na koniec zostawiłem jeszcze jedną fundamentalną zmianę zastosowaną przez Amazon. Otóż w końcu opracowano nowe wygaszacze ekranu, które w „dziecięcym” czytniku mają zastąpić nudziarskie tapety, którymi użytkownicy kindelków są raczeni od wielu lat. Chyba w tym przypadku każda zmiana będzie na lepsze :)

 

Obok "dziecięcych" okładek, mają też być nowe wygaszacze ekranu (źródło: www.businesswire.com)

 

Na razie przyjmowane są zamówienia w przedsprzedaży, Czytnik ma kosztować 110 USD (plus podatki stanowe) z okładką, czyli tyle samo co „zwykły” Kindle 10 bez reklam (i bez okładki). Można zamówić od razu dwie sztuki ze zniżką 25%. Wysyłka zakupów rozpocznie się 30 października.

 

Podsumowanie

Kindle Kids Edition nie jest wysyłany ze Stanów do Polski. Na razie nic nie wiadomo o dostępności podobnej oferty w europejskich oddziałach firmy, ale osoby „lubiące” tłuc ekrany lub dotknięte epidemią „samopękających” wyświetlaczy, mogą już chyba planować „bezpieczny” zakup. Sam nie zbiłem nigdy ekranu w czytniku, ale takowy w Kindle 3 Keyboard wymieniałem, więc wiem jaka może to być bolesna strata dla nałogowego czytelnika. Dlatego myślę, że Kindle Kids Edition również dla dorosłych może być kuszącą ofertą. W Stanach pewnie nie, bo czytniki są tam stosunkowo tanie, ale u nas, to już trochę inaczej.

 

Memento mori - Kindle 10 (u góry) i zbity ekran z Kindle 3 Keyboard (pod spodem)

 

[Aktualizacja 30 X 2019 r.]

W niemieckim Amazonie również pojawił się model Kindle Kids Edition. Jak się można było spodziewać, nie jest on wysyłany bezpośrednio do Polski. Tutaj pomocny może być pośrednik pocztowy. Jak z skorzystać z jego usług, opisałem w tekście "Jak kupić Kindle Oasis 2 z dostawą do Polski". Można też zamówić do niemieckiego paczkomatu, jeśli np. mieszkamy blisko granicy ("Jak ZAMÓWIĆ czytnik Kindle Oasis 3 do (niemieckiego) PACZKOMATU").

FIRMWARE 5.12.2 dla czytników KINDLE – nowa strona pobierania aktualizacji

Ukazała się nowa wersja oprogramowania wewnętrznego dla (nowszych) czytników Kindle. Tak jak poprzednio, objęła ona modele nowsze niż Kindle Paperwhite 1. Firmware oznaczone jest numerem 5.12.2 i opisane jako październik 2019.

 

Najnowsza wersja firmware dla czytników Kindle nosi numer 5.12.2

 

W nowym firmware dla czytników Kindle nie znajdziemy istotnych (dla nas) nowości. Dotyczą one funkcjonalności, która ma się pojawić wkrótce, a ma dotyczyć szybszego kupowania i otwierania tytułów sugerowanych przez księgarnię. Funkcja nosi nazwę „Read Now from the Store” oraz „Read Now for Kindle Unlimited/Prime Reading”, dotyczyć więc będzie zarówno pojedynczych zakupów jak i książek pobieranych w ramach abonamentu. Tradycyjnie producent informuje o poprawkach wpływających na bezpieczeństwo i szybkość działania czytników.

 

W opisie aktualizacji podano usprawnienia w pobieraniu książek rekomendowanych przez księgarnię

 

Bardziej widoczną nowością jest nowa strona pobierania plików aktualizacyjnych. To ważna informacja dla tych, co nie chcą czekać aż czytnik sam się zaktualizuje. Trzeba jednak zachować większą ostrożność, aby nie pomylić się z pobraniem.

 

Wygląd nowej strony z plikami aktualizacyjnymi dla czytników Kindle (źródło: amazon.de)

 

Wspólna strona nosi tytuł „Software-Updates für den Kindle eReader”. Pliki należy pobierać z odsyłacza „Software-Update herunterladen”.

 

Oficjalne nazewnictwo czytników Kindle bywa mylące. Poniżej zamieszczam więc przypomnienie powszechnie używanych określeń:

 

Potoczna nazwa

Oficjalna nazwa w Amazonie

Kindle Oasis 3

Kindle Oasis (10. Generation)

Kindle 10

Kindle (10. Generation)

Kindle Paperwhite 4

Kindle Paperwhite (10. Generation)

Kindle Oasis 2

Kindle Oasis (9. Generation)

Kindle 8

Kindle (8. Generation)

Kindle Oasis 1

Kindle Oasis (8. Generation)

Kindle Voyage

Kindle Voyage (7. Generation)

Kindle 7

Kindle (7. Generation)

Kindle Paperwhite 3

Kindle Paperwhite (7. Generation)

Kindle Paperwhite 2

Kindle Paperwhite (6. Generation)

 

Jak zaktualizować firmware w Kindle?

Oprogramowanie wewnętrzne czytnika powinno się zaktualizować automagicznie, jeśli urządzenie jest podłączone do internetu (OTA). Czasami trwa to dość długo, zanim pojawi się na urządzeniach używanych w Polsce. Można więc wybrać opcję samodzielnej aktualizacji przy użyciu pliku pobranego z Amazonu (ok. 230-270 MB). Odpowiednie aktualizacje dostępne są w odsyłaczach ze strony „Software-Updates für den Kindle eReader” . Trzeba je (dla swojego czytnika) pobrać z odsyłacza opisanego jako “Software-Update herunterladen”.

 

Czytnik z naładowaną do pełna baterią należy podłączyć do komputera przez kabel USB. Kindle powinien być widoczny jako zewnętrzny dysk. Pobrany wcześniej plik aktualizacyjny umieszczamy w katalogu głównym czytnika i wysuwamy go bezpiecznie, następnie odłączamy kabel.

 

Pozostaje otwarcie z głównego ekranu menu w prawym górnym rogu ekranu i wybranie opcji Settings. Tam należy ponownie wejść do menu i wskazać „Update Your Kindle”. Po kilku minutach czytnik powinien się zrestartować z nową wersją oprogramowania wewnętrznego.

 

Odsyłacze do czytników, zawarte w tekście, są częścią programu afiliacyjnego Amazon.

 

Rakuten Kobo wprowadza połączenie z usługą DROPBOX w modelu KOBO FORMA

Najnowsza aktualizacja oprogramowania czytników Kobo została oznaczona numerem 4.18.13737. Firmware datowany jest na 30 IX 2019 roku. Wgranie nowej wersji chyba nic się nie zmieniło w mojej Aurze ONE. Wszystko, co zauważyłem po aktualizacji, to skasowanie zapisów o polskiej lokalizacji, które wprowadziłem do pliku konfiguracyjnego. Ale sytuacja ma się zgoła inaczej w najdroższym i największym modelu tej rodziny czytników...

 

Kobo Forma otrzymała połączenie z Dropboksem

 

Kobo Forma obsługuje Dropbox

Kobo Forma otrzymał oficjalnie (po raz pierwszy w czytnikach Kobo) integrację z usługą Dropbox. Tym samym znika największa bolączka czytników Rakuten Kobo, czyli brak bezprzewodowej wysyłki własnych plików użytkownika. Nie jest póki co jasne, czy nowa funkcjonalność obejmie tylko ten jeden model, czy trafi później także do pozostałych czytników tej marki. Na razie z Dropboksa można korzystać tylko na tym jednym modelu Kobo.

 

Okno aktywacji usługi Dropbox na czytniku Kobo Forma

 

Z jednej strony ograniczenie dostępu do Dropboksa do tego jednego modelu ma sens dla producenta. Może to wyjaśniać bardzo wysoką cenę Kobo Formy. W europejskich sklepach ten czytnik kosztuje niebagatelną kwotę 280 EUR (ok. 1 220 PLN). Co prawda to największy czytnik Kobo (ekran o przekątnej 20,4 cm, czyli 8 cali, z rozdzielczością 300 ppi), co prawda to najbardziej wytrzymały czytnik Kobo (zastosowano w nim nietłukący się ekran Carta Mobius), co prawda jest wodoodporny, ma fizyczne przyciski zmiany stron oraz regulowaną temperaturę barwową oświetlenia, ale to wciąż bardzo drogi sprzęt. Nawet biorąc poprawkę na rozpalający wyobraźnię czytelników fakt, że w końcu mamy dostępny cenowo czytnik z nietłukącym się ekranem, to i tak cena jest wciąż raczej zaporowa. Kobo Forma kosztuje nawet 30-50 EUR drożej od najgroźniejszego konkurenta – Kindle Oasis 3. Być może więc nowa usługa będzie dodatkowym atutem przemawiającym za zakupem największego Kobo. Choć z drugiej strony, w czytnikach tej marki jest (generalnie) takie samo oprogramowanie, z takimi samymi funkcjami. Byłbym więc w tym względzie ostrożnym optymistą i spodziewał się wprowadzenia Dropboksa także do innych czytników marki Kobo. Choć może to chwilę potrwać niestety.

 

Kobo Forma - jak włączyć Dropbox?

Dropbox to jedna z najpopularniejszych usług dysku sieciowego (w chmurze). Umożliwia przesyłanie, składowanie na własnym koncie w chmurze oraz synchronizację plików między urządzeniami. Usługa doczekała się aplikacji mobilnych, a od dawna korzystają z niej czytniki marki PocketBook. W wersji bezpłatnej użytkownicy mają dostęp z poziomu trzech urządzeń. Na szczęście czytnik Kobo Forma nie jest zaliczany do tej puli.

 

Menu Dropbox w ustawieniach czytnika Kobo Forma

 

Opcje logowania do Dropboksa pokazują się w menu ustawień Kobo Forma po instalacji najnowszego oprogramowania 4.18.13737. Może być konieczny restart czytnika (dłuższe przytrzymanie wyłącznika). Aby połączyć Kobo z Dropboksem, trzeba podać na stronie kobo.com/dropbox specjalny kod, który możemy odczytać z czytnika. Bez tego kodu nie uzyskamy dostępu do usługi. Kod wyświetli się po wejściu do ustawień usługi w menu „Accounts” czytnika.

 

 

Okno aktywacji usługi Dropbox na czytniku Kobo Forma

 

Dalsza część procedury odbywa się w przeglądarce WWW. Po zaakceptowaniu kodu, trzeba zalogować się na swoje konto Dropbox (warto je wcześniej utworzyć, jeśli takowego nie posiadamy). Po zalogowaniu, zostanie na naszym koncie utworzony specjalny katalog „Aplikacje/Rakuten Kobo”. Właśnie na to konto trzeba wgrywać e-booki, aby były widziane przez czytnik.

 

Potwierdzenie aktywacji Dropboksa na czytniku Kobo Forma

 

Chwilę później czytnik również otrzymuje połączenie z Dropboksem. Pierwszym plikiem, który zobaczymy na koncie jest jednostronicowy PDF o nazwie „How to add books to your eReader using Dropbox”. Znajduje się w nim informacja, że pliki obecne na dysku sieciowym zostaną wyświetlone w czytniku po wykonaniu synchronizacji (ikonka ze strzałkami w prawym górnym rogu ekranu startowego Kobo).

 

Zawartość katalogu „My Dropbox” po uruchomieniu usługi

 

Trzeba pamiętać, że czytnik nie pobiera automatycznie plików z dysku sieciowego. Na liście „My Dropbox” zobaczymy zrazu tylko tytuły i strzałkę oznaczającą, że plik jest dostępny. Trzeba dotknąć palcem tytuł, który chcemy pobrać do pamięci Kobo. Dalsze postępowanie nie różni się od tego, z czym mamy do czynienia w przypadku każdej innej książki. Widzimy ją w biblioteczce, możemy otwierać, dodawać do kolekcji itp.

 

Widok katalogu „My Dropbox”  po dodaniu pierwszej książki i synchronizacji czytnika

 

Podsumowanie

Rozwiązania wprowadzone w czytnikach Kobo często są źródłem inspiracji dla konkurencji. Tym razem PocketBook był wcześniej. Czytniki tej marki już od dawna mają integrację z Dropboksem. Szkoda, że Kobo nie zdecydowało się na możliwość wysyłki bezprzewodowej na podobieństwo usługi Send To Kindle czy Send-To-PocketBook. Ale może i tego się doczekamy. Na razie obsługę Dropboksa ma tylko jeden model Kobo, co jest swego rodzaju rewolucją, to krok w dobrą stronę.

Crema Carta G – nowy KOREAŃSKI czytnik z fizycznymi przyciskami i PILOTEM

Crema Carta G to nowy czytnik wprowadzony do sprzedaży w Korei Południowej. Opisywałem już w tym roku innowacyjne rozwiązanie czytnika z pilotem zdalnego sterowania, wprowadzone na rynek przez koreańską markę Crema. W Korei Południowej niedawno pojawił się kolejny model z tej rodziny czytników. Nowością w modelu Crema Carta G są fizyczne przyciski zmiany stron umieszczone z boku ekranu i żyroskop, odpowiadający za zmianę orientacji tekstu na ekranie. Wygląda to całkiem podobnie jak w czytnikach Amazon Kindle (Oasis 2, Oasis 3) oraz Rakuten Kobo (Forma, Libra H2O).

 

Crema Carta G (źródło: youtube.com)

 

Crema Carta G posiada ekran z papieru elektronicznego o przekątnej 6 cali. W czytniku zastosowano odmianę Carta HD o najwyższej dostępnej rozdzielczości (300 ppi) i wbudowanym oświetleniem z regulowaną temperaturą barwową. Najważniejszą nowością Cremy Carty G są fizyczne przyciski zmiany stron. Pod względem umiejscowienia i wyglądu, są bardzo podobnie do tego, co znamy z Kindle Oasis. Jeden od drugiego jest oddzielony, choć ich położenie podkreślone tu jest otoczką w innym kolorze. W krawędzi obudowy znalazło się miejsce na przycisk wyłącznika, gniazdo USB typu C, gniazda kart pamięci oraz resetu. Plecki wykonano z gumowanego plastiku. Czytnik sprawia trochę ociężałe wrażenie, ze względu na grubość – 8,5 mm. Jak na czytnik z fizycznymi przyciskami waży jednak całkiem akceptowalne 194 g. Nie wiadomo nic bliżej na temat procesora i pamięci RAM. Całości uzupełnia moduł łączności BT oraz wi-fi (2,4 GHz i 5 GHz) oraz bateria 1 500 mAh.

 

Crema Carta G - fizyczne przyciski zmiany stron (źródło: blog.naver.com)

 

Sama nazwa (i strona graficzna opakowania) nawiązuje jednak do ciążenia (marsjańskiego), ponieważ dzięki żyroskopowi czytnik reaguje (przynajmniej na Ziemi) automatycznie zmianą orientacji tekstu na obrót czytnika. W tym modelu zastosowano także wybudzanie przez klapkę firmowej okładki. Również Crema Carta G obsługiwana może być przez pilot zdalnego sterowania. Dzięki niemu użytkownik ma dostęp do odtwarzania audiobooków, regulacji poziomu natężenia dźwięku jak i zmiany stron. Nie jest jasne, czy ta funkcja działa z książkami, które nie pochodzą z oficjalnej księgarni, z którą połączony jest czytnik.

 

Crema Carta G - grafika na pudełku nawiązuje do "Marsjanina" Andy'ego Weira (źródło: blog.naver.com)

 

Ze zdjęć zamieszczonych na jednym z koreańskich blogów wynika, że całkiem nieźle wygląda również anglojęzyczne menu. Czytnik akceptuje e-booki w formacie EPUB, powinien też otwierać PDFy. W Cremie jest 8 GB pamięci wewnętrznej, którą można rozbudować o 32 GB na karcie pamięci. Niestety, pracuje pod kontrolą bardzo starego Androida, więc raczej nie ma co liczyć na samodzielne instalowanie nowoczesnych aplikacji mobilnych.

 

Crema Carta G (pod spodem) i poprzedni model - Crema Carta (na górze) - porównanie wielkości (źródło: youtube.com)

 

Czytnik od ponad miesiąca jest w sprzedaży w Koei Południowej. Katalogowa cena wynosi ok. 180 tys. wonów (ok. 600 PLN). Do czytnika można dokupić także wspomniany pilot, firmową okładkę (z podstawką) czy folię ochronną na ekran.

 

Crema Carta G - kompletny zestaw - czytnik, okładka, pilot i folia na ekran (źródło: youtube.com)

 

PocketBook InkPad 3 DZIŚ w DOBREJ cenie

Rzadko się zdarza, aby nasze sklepy organizowały istotne obniżki cen czytników książek elektronicznych. Tym razem miło zaskoczyła mnie sieć Euro RTV-AGD. Dziś (29 IX 2019 r.) do godz. 23:45 można kupić bardzo dobry czytnik w (też) bardzo dobrej cenie. W ofercie dnia znalazł się PocketBook InkPad 3 i oferowany jest o ponad 100 PLN taniej niż u konkurencji. Można go kupić za 749 złotych. Przy odbiorze zamówienia w sklepach stacjonarnych sieci, nie płaci się za dostawę.

 

Dzisiejsza oferta PocketBooka InkPada 3 (źródło: www.euro.com.pl)

 

Czytnik (w wersji z brązową obudową) testowałem w zeszłym roku. Choć miał on premierę chwilę temu, to wciąż jest nowoczesnym, bardzo wszechstronnym i sprawnie działającym czytnikiem. Warto w nim przede wszystkim zwrócić uwagę na bardzo dobrej jakości ekran o najwyższej dostępnej rozdzielczości (300 ppi) i większym (niż przeciętnie) rozmiarze (przekątna 7,8 cala). To obecnie największy model marki PocketBook. Ponadto podoba mi się w nim: regulowana temperatura barwowa oświetlenia, wsparcie dla wypożyczalni Legimi (także w wersji bibliotecznej), niewielka masa, odtwarzanie audiobooków i funkcja mechanicznego lektora (TTS). Dość niefortunnie zmniejszone fizyczne przyciski zmiany stron oraz delikatna obudowa należą do słabszych stron tego urządzenia. Dlatego zachęcam do zaopatrzenia się od razu w (najlepiej firmową) okładkę, jeśli planujemy czytanie poza domem. Zachęcam do skorzystania z okazji jeśli ktoś szuka czytnika z większym ekranem, a wcześniej do zapoznania się z całą recenzją we wpisie „PocketBook InkPad 3 – recenzja największego PocketBooka”.

 

OBOWIĄZKOWA aktualizacja oprogramowania starszych czytników KINDLE

 Amazon zaprzestał wprowadzania nowych funkcji do oprogramowania starszych modeli czytników Kindle. Ale takie urządzenia są wciąż na chodzie i całkiem przyjemnie się na nich czyta. Choćby u mnie w rodzinie, cały czas działają trzy egzemplarze Kindle 3 Keyboard, zakupione ponad osiem lat temu. Aby nie odciąć takich czytników od usług sieciowych, firma zdecydowała się na kolejną aktualizację oprogramowania wewnętrznego nawet w tych (bardzo starych, jak na współczesną elektronikę) kindelkach.

 

Mój Kindle 3 Keyboard ma firmware w wersji 3.4.2

 

Firmware starszych czytników trzeba obowiązkowo uaktualnić przed 1 października 2019 roku. Po tej dacie prawdopodobnie nie będzie działało połączenie ze sklepem oraz bezprzewodowe dostarczanie własnych plików. Jeśli ktoś korzysta z czytnika bez połączenia z internetem, może spokojnie dalej pozostać przy starszej wersji oprogramowania. Wymóg aktualizacji dotyczy na pewno Kindle 3 Keyboard i bezdotykowego Kindle Classic.

 

Przy samodzielnym aktualizowaniu Kindle 3 Keyboard, należy zwrócić uwagę na wersję czytnika (identyfikacja przez początek numeru seryjnego)

 

Amazon rozsyła następującą informację (fragment):

Dear Customer,

We're contacting you regarding your Kindle Keyboard (2010). If you have not yet completed the most recent update on your Kindle Keyboard (2010), please do so prior to October 1, 2019 or you will be unable to use the Kindle services on your device. The update ensures that your device remains up-to-date with continuously evolving industry web standards. After October 1, you’ll need to update your device before you can connect to the Kindle services. (...)”

 

Aktualizacja oprogramowania

Pierwsi użytkownicy starszych kindelków otrzymują już informacje bezpośrednio z Amazonu o konieczności aktualizacji. Według rozsyłanej informacji, czytnik sam powinien się zaktualizować, po podłączeniu do internetu. Mój Kindle 3 Keyboard (póki co) nie pobiera nic z sieci. Trzeba zapewne chwilę poczekać lub ewentualnie samodzielnie dokonać aktualizacji przy pomocy pliku instalacyjnego. Obecnie mam w tym czytniku firmware o numerze 3.4.2. Na stronie producenta podano, że aktualna to 3.4.3. W przypadku tego modelu, trzeba sprawdzić (wg numeru seryjnego), który plik aktualizacyjny (są trzy) pasuje do posiadanego czytnika. Aktualizacje wgrywać należy stopniowo, jeśli obecnie mamy w czytniku jakąś starszą (niż przedostatnia) wersję.

 

Bieżące wersje oprogramowania starszych generacji czytników Kindle

Model Kindle

aktualna wersja oprogramowania

Kindle 3 Keyboard

(trzecia generacja)

3.4.3

Kindle Touch

(czwarta generacja)

5.3.7.3

Kindle Classic

(czwarta i piąta generacja)

4.1.4

 

Jak zaktualizować firmware w Kindle?

Oprogramowanie wewnętrzne czytnika powinno się zaktualizować automagicznie, jeśli urządzenie jest podłączone do internetu (OTA). Przy samodzielnej aktualizacji, należy posłużyć się odpowiednim plikiem (odsyłacze w powyższej tabeli). Czytnik z naładowaną do pełna baterią należy podłączyć do komputera przez kabel USB. Kindle powinien być widoczny jako zewnętrzny dysk. Pobrany wcześniej plik aktualizacyjny umieszczamy w katalogu głównym czytnika i wysuwamy go bezpiecznie, następnie odłączamy kabel. Pozostaje otwarcie z głównego ekranu menu w prawym górnym rogu ekranu i wybranie opcji Settings. Tam należy ponownie wejść do menu i wskazać „Update Your Kindle”. Po kilku minutach czytnik powinien się zrestartować z nową wersją oprogramowania wewnętrznego.

 

[Aktualizacja godz. 12:30]

Uzupełnienie dla pytających: mam w Kindle 3 Keyboard wgrany własny wygaszacz i zmodyfikowany plik konfiguracyjny aby były mniejsze marginesy. Aktualizacja przy pomocy pobranego z Amazonu i wgranego do czytnika pliku przebiegła bez problemu.

Nowa funkcja w LEGIMI a „WŁADCA PIERŚCIENI”

Do użytkowników księgarni Legimi trafiła właśnie informacja o dodaniu nowej funkcji w katalogu. Teraz można śledzić nowości poszczególnych autorów, które trafią do oferty. Dotyczy to także wydawnictw.

 

Informacja rozsyłana przez Legimi

 

Aby dodać autora do ulubionych, wystarczy na stronie WWW księgarni zaznaczyć gwiazdkę przy jego nazwisku. Gdy najedziemy na nią kursorem mysz, pokaże się informacja „Obserwuj”, ale też odsyłacz „Zobacz wszystkie obserwowane”. Ten drugi odsyła do listy autorów, którą już mamy na koncie. Na razie nic nie wiadomo o wprowadzeniu tej funkcji do aplikacji mobilnej. Informacja o nowej funkcjonalności na na blogu Legimi nosi datę 26 IX, a aplikacja była ostatnio aktualizowana 20 IX. Przy okazji warto zaznaczyć, że aplikacja mobilna nie jest już w wersji beta (o czym pisałem w czerwcu, gdy udostępniono ją do testów). Być może w nowszej wersji zostanie dodana wspomniana opcja. Nie wiadomo także, czy powiadomienia będą dotyczyć oferty całej księgarni, czy tylko abonamentu. Na razie wygląda na to, że raczej całej oferty. 

 

Dodawanie autora do obserwowanych w Legimi

 

A co łączy nową funkcjonalność z „Władcą Pierścieni”? Otóż przez chwilę miałem wrażenie, że obserwowanie e-bookowych nowości autorów zależy od tego, czy oni żyją czy nie. Ale w świecie elektronicznych wydań obowiązują jednak inne prawa. Uświadomiła mi to trylogia „Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, która właśnie powróciła do oferty księgarskiej oraz do katalogu wypożyczalni Legimi. Przez (bodaj) dwa lata publikacja w postaci e-booka była nieobecna w oficjalnej dystrybucji. A od paru dni znowu jest dostępna. Warto więc w Legimi zaznaczyć sobie nie tylko tych, którzy mogą napisać i wydać coś nowego. Ale i tych, którzy nas po prostu interesują i ich publikacje mogą pojawić się (lub wrócić) w formie elektronicznej.

 

Władca Pierścieni” jest znowu dostępny w e-booku (źródło: ebookpoint.pl)

  

Władca Pierścieni” jest dostępny w ramach abonamentu Legimi. Jeśli chcesz skorzystać (jako nowy użytkownik) z dłuższego bezpłatnego okresu próbnego, przetestuj wejście z tego odsyłacza (https://www.legimi.pl/kod/X3PV4/). Gdy będę miał miał aktywny abonament, otrzymasz bezpłatny dostęp na trzydzieści dni (zamiast czternastu). A sam e-book (cała trylogia) jest obecnie do kupienia najtaniej w księgarni Ebookpoint (za 59,21 PLN).

 

[Aktualizacja 2 X 2019 r.]

Pierwsza pula październikowych nowości przyniosła mi powiadomienie o dodanej książce jednej z moich ulubionych autorek. Informacja z Legimi wygląda tak jak na zrzucie ekranu poniżej.

Tryb NOCNY w czytnikach Rakuten KOBO

Przy okazji dyskusji o nowej wersji oprogramowania wewnętrznego dla czytników Kobo, na forum Mobile Read pojawił się wątek dotyczący trybu „nocnego”. To sposób wyświetlania obrazu w negatywie, gdy białe litery są na czarnym tle ekranu. Sam z tego nie korzystam, ale wiem, że niektórzy użytkownicy czytników cenią czytanie w taki sposób, szczególnie po ciemku, bez lampki, a tylko z wykorzystaniem wbudowanego oświetlenia czytnika.

 

Tryb „nocny” w czytniku Kobo Aura ONE (po lewej) i Kindle Oasis 3 (po prawej)

 

Ze wspomnianej dyskusji wynika, że jest dość łatwy sposób na uzyskanie trybu „nocnego” w czytnikach Kobo. Trochę to dziwne, że nie ma tej opcji po prostu w menu czytników. Ale w Kobo sporo jest takich funkcji, które zdają się wręcz być celowo ukryte ku radości majsterkowiczów, którzy je odnajdą i udostępnią ogółowi.

 

Sposób włączania opcji programisty

 

Włączenie odwróconego sposobu wyświetlania wymaga przejścia czytnika w tryb programisty. Od razu zaznaczam, żeby nie korzystać na ślepo z opcji, które w ten sposób zostaną udostępnione. Proponuję poprzestać na włączeniu trybu nocnego i zapomnieć o reszcie. Tryb programisty włączyć można poprzez wpisane „devmodeon” w oknie wyszukiwania (ikona z lupką) i wciśnięciu klawisza Go na klawiaturze czytnika. Po zamknięciu okna wyszukiwania i przejściu do menu ustawień (Settings/Device Information), zobaczymy dodatkową opcję „Deveoper options”.

 

Włączone opcje programisty w menu ustawień czytnika Kobo (po lewej) i ich możliwości (po prawej)

 

Wejście do menu opcji programisty, pozwala na wybranie wspomnianego trybu wyświetlania. Trzeba zaznaczyć „Invert screen” aby wyświetlać biały tekst na czarnym tle, odznaczenie tej opcji przywraca ustawienia wyświetlania „czarno na białym”. Jeśli zdecydujemy się nie korzystać więcej ze wspomnianej funkcji, sugeruję wyłączenie „Deveoper options”. Można to zrobić (jak przy włączaniu) wpisując frazę „devmodeoff” i potwierdzając przyciskiem Go. Miłego czytania!

 

NOWE oprogramowanie wewnętrzne (4.17) dla czytników KOBO – języki i postępy czytania

Od razu muszę ostudzić oczekiwania polskich czytelników. Nie, wciąż brak jest wsparcia dla języka polskiego. Nowa wersja oprogramowania wewnętrznego nosi numer 4.17.13651 i datowana jest na 13 września 2019 roku.

 

 

Wśród nowych języków, które wprowadzone zostały do czytników Rakuten Kobo, jak już wspomniałem, brak jest polskiego. Można teraz przełączyć menu także na: duński, fiński, norweski i chiński dla Tajwanu oraz Hongkongu.

 

Lista języków menu w Kobo

 

Nie zauważyłem, żeby równolegle pojawiły się nowe słowniki języków skandynawskich. O tyle to dziwne, że do tej pory języki wspierane przez czytniki Kobo, były obudowane zarówno bezpłatnymi słownikami danego języka jak i służącymi do tłumaczeń z angielskiego. Mam nadzieję, że firma nie obniży swoich dotychczasowych standardów i doda wkrótce także słowniki skandynawskie. Nie sprawdziłem, czy dodano reguły dzielenia wyrazów dla nowych języków, oby tak było.

 

Najnowsza wersja firmware dla czytników Rakuten Kobo

 

Druga nowość w oprogramowaniu, to wprowadzenie udogodnień znanych z najnowszego modelu marki Kobo. Kobo Libra H2O zadebiutowała na rynku parę dni temu i już teraz, obecne w niej nowe funkcje, udostępniono także w starszych modelach. Największą zmianą jest dodanie paska postępu czytania całej książki. Jest on wyświetlany na dolnej krawędzi ekranu. Zmieniło się całe menu wyskakujące w książce. Do tej pory był to pasek na dole. Teraz wejście do opcji formatowania czy ustawień czytania znajduje się u góry ekranu. Na dole pozostał przeprojektowany pasek postępu połączony ze spisem treści, notatkami, wyszukiwaniem i szybkim kartkowaniem. Łatwiej jest teraz zorientować się, w której części książki jesteśmy i wrócić w razie czego, do ostatnio czytanego miejsca.

 

Strona z główką i stopką (po prawej) i z wyłączonymi opisami (po prawej)

 

Po raz kolejny zmodyfikowano stopki (postępy czytania w książce) i główki strony (postępy czytania w rozdziale). Mogą one wyświetlać różne informacje: numer strony, procentowy postęp czytania lub czas pozostały do końca (odpowiednio książki i rozdziału). Te ustawienia można zmieniać w „Reading settings” (wejście np. przez ikonę koła zębatego z manu książki). Niestety, nawet jak się wszystko powyłącza, to i tak na zostaje ok. 1,5 linijki pustego miejsca na dolny margines. Czytniki Kobo znowu marnują przestrzeń na ekranie, choć na szczęście nie tak dużo jak pierwotnie.

 

W przebudowanym menu książki, w opisach dominuje czcionka bezszeryfowa

 

Z mniej istotnych zmian, inaczej teraz wyglądają ekrany początkowych ustawień czytnika. Więcej w nich czcionki bezszeryfowej. Skłania to do wniosku, że obecna wersja oprogramowania wewnętrznego czytników Kobo to coś na kształt niedokończonego remontu. Obecnie część opisów opcji menu wykonano pogrubioną czcionką bezszeryfową i mieszają się one z dotychczasową, delikatniejszą czcionką szeryfową. Wygląda na to, że czekają nas jeszcze większe zmiany, bo taki wizualny bałagan pasuje uporządkować.

 

Nowe menu umożliwia lepszą nawigację w książce i wygodniej wywoływane kartkowanie

 

Choć nowy firmware zainstalowany mam już od kilku dni, piszę o nim dopiero teraz, ponieważ miałem kłopoty z czytnikiem, po pierwszej instalacji tej wersji. Źle zapisywały się pliki w czytniku. W menu ustawień wyświetlały się dziwne rzeczy dotyczące partycji na wewnętrznej karcie pamięci (normalnie nic takiego się nie wyświetla). Musiałem powrócić do ustawień fabrycznych i zainstalować oprogramowanie z kwietnia tego roku. Po jego wgraniu, czytnik sam pobrał wersję z maja. Obecnie najnowszy firmware pracuje poprawnie. Trudno mi powiedzieć, co było przyczyną takiego zachowania, ale w ostatnich tygodniach trochę eksperymentowałem ze zmianami oprogramowania, może przedobrzyłem.

 

Jak samodzielnie zaktualizować oprogramowanie wewnętrzne Kobo?

Można poczekać, aż producent roześle bieżącą aktualizację do czytników. W takim przypadku wystarczy mieć włączone wi-fi i chwilę (może tydzień, może kilka miesięcy) poczekać. Jeśli chcemy samodzielnie uaktualnić firmware, można to zrobić w następujący sposób:

pobrać odpowiedni (dla posiadanego modelu Kobo) plik instalacyjny z forum MobileRead (stąd w przypadku firmware 4.17.13651);

sprawdzić, czy bateria w czytniku jest naładowana;

rozpakować na dysku komputera pobrany plik archiwum *.zip;

skopiować przez kabel USB zawartość rozpakowanego archiwum do katalogu „.kobo” w pamięci czytnika (katalog „upgrade” wraz z zawartością, pliki KoboRoot.tgz oraz manifest.md5sum);

wysunąć bezpiecznie urządzenie i odłączyć kabel USB;

poczekać kilka sekund na rozpoczęcie aktualizacji.

 

Po restarcie czytnik powinien mieć najnowszą wersję oprogramowania.

 

[Aktualizacja 20 IX 2019 r.]

Dzięki czytelnikowi dowiedziałem się, że jest już kolejna aktualizacja czytników Kobo. Podobnie, jak wyżej opisywana, nie objęła modelu Kobo Mini. Firmware z 19 IX 2019 r. nosi numer 4.17.13694. Można go pobrać w pliku z wątku na forum MobileRead.

 

Bieżąca wersja firmware dla czytników Kobo nosi numer 4.17.13694

 

Bieżąca aktualizacja (według opisu) wnosi poprawki do obsługi spisu treści w plikach EPUB. Ja jednak zauważyłem coś jeszcze. Otóż czytnik Kobo poprawnie wyświetla teraz informacje na temat języka e-booka, które zawarte są w metadanych. Do tej pory, przy językach nieobsługiwanych oficjalnie przez Kobo, podawana była informacja „Language: English”. Teraz czytnik zachowuje się poprawnie i wyświetla „Language: polski” dla polskojęzycznych e-booków. Może to jakiś krok w stronę polonizacji tej marki? Póki co, po samodzielnym wgraniu pliku reguł, polskojęzyczne pliki EPUB i KEPUB wciąż mają podział wyrazów.

 

Metadane na temat języka polskiego wyświetlają się teraz poprawnie

inkBook Lumos – recenzja podstawowego modelu marki inkBook

Przystępując do testów, nie spodziewałem się za wiele po inkBooku Lumosie. Dwie pierwsze recenzje tego modelu, jakie ukazały się w internecie we wrześniu 2018 roku, były miażdżące. Pierwsze egzemplarze recenzenckie trafiły do autorów znanych anglojęzycznych serwisów Good e-reader oraz The Digital Reader. W obydwu testach uznano, że inBook Lumos nie jest wart zakupu. Dopiero później w sieci zaczęły regularnie pojawiać się wpisy po polsku, sugerujące, że skoro czytnik kosztuje 400 złotych, to nie można się spodziewać cudów i nie ma co narzekać na wadliwość sprzętu oraz oprogramowania... No cóż, postanowiłem sam się przekonać, jak jest faktycznie.

 

inkBook Lumos w firmowej okładce

 

Wcześniej kilka razy już się z inkBookiem Lumosem zetknąłem. Jednak go nie kupiłem. Uznałem, że lepiej uczyć się na cudzych błędach. W końcu postanowiłem jednak wyrobić sobie własne zdanie, bazując na dłuższym użytkowaniu. Zapraszam niniejszym do lektury recenzji czytnika inkBook Lumos.

 

Czytnik z biblioteki

Na początek kilka słów wyjaśnienia na temat pochodzenia recenzowanego modelu. Szkoda mi było utopić pieniędzy w potencjalny złom, poszedłem więc po rozum do głowy (w sensie przenośnym) i do biblioteki (w sensie dosłownym). Nie kupiłem więc recenzowanego inkBooka, lecz pożyczyłem go w jednej z filii Biblioteki Kraków. Chwała (krakowskim) bibliotekarzom, że próbują sięgać po nowe technologie!

 

Strony poszczególnych filii Biblioteki Kraków, zawierają informację o posiadanych przez nie czytnikach (źródło: www.biblioteka.krakow.pl)

 

Jeśli ktoś nie ma większych doświadczeń z czytnikami i chciałby bez ryzyka finansowego przetestować jakiś model - zachęcam do sprawdzenia w pobliskiej bibliotece. W przypadku Krakowa, kilkanaście filii ma swoim wyposażeniu różne czytniki marki inkBook oraz PocketBook. W moim przypadku musiałem wpłacić za inkBooka 250 PLN kaucji i podpisać umowę, w której zobowiązałem się do pokrycia kosztów ew. szkód. Czytnik można wypożyczyć na dwa tygodnie z możliwością prolongaty. Dzięki temu trafił do mnie InkBook Lumos.

 

Nie tylko w Krakowie biblioteki publiczne wypożyczają swoim czytelnikom czytniki książek elektronicznych. Np. MBP we Wrocławiu oferuje urządzenia marki Kindle oraz inkBook

 

 Polski inkBook?

Dystrybucją InkBooków zajmuje się wrocławska firma Arta Tech, reklamująca te urządzenia jako polskie czytniki polskiego producenta. Na ile mogę wierzyć w reklamowe slogany, przekonałem się przy okazji recenzji czytnika Icarus Illumina XL, sprzedawanego pierwotnie przez holenderską, nieistniejącą już firmę DistriRead. Kupiłem u nich czytnik, w ramach zbiorczego zamówienia w serwisie Indiegogo. Dostawcą urządzeń dla Holendrów był chiński producent Boyue.

 

Zrecenzowany przeze mnie czytnik Icarus Illumina XL był reklamowany u nas jako „stworzony z pasją w Polsce” inkBook 8

 

Jakież było moje zdziwienie, gdy mniej więcej po miesiącu od otrzymania Icarusa z Holandii, zobaczyłem identyczne urządzenie, sprzedawane w Polsce. Z tą różnicą, że u nas czytnik nazywał się inkBook 8 i był reklamowany jako „stworzony z pasją w Polsce. Tak, że tego...

 

inkBook Lumos od strony technicznej

Obudowa recenzowanego czytnika wykonana jest z miłego w dotyku plastiku, sprawiającego solidne wrażenie. Czytnik jest dość gruby, co dodatkowo wpływa na postrzeganie go jako porządne urządzenie. Ramki wokół ekranu mogłyby być węższe, ale ich szerokość nie przeszkadza wizualnie. Choć czytnik jest (jak na sześciocalowy) dość duży, nadrabia to niewielką masą (153 g) i nawet w firmowej okładce wciąż jest dość poręczny, choć już nie tak lekki (285 g).

 

inkBook Lumos w firmowej okładce - wyłącznik w czytniku umieszczony jest na pleckach

 

W ramce pod ekranem umieszczony jest fizyczny przycisk „wstecz”, a w bocznych krawędziach umieszczono cztery fizyczne przyciski zmiany stron. Na dolnej krawędzi można znaleźć gniazdo microUSB (służące do ładowania i przesyłania plików przez kabel USB) oraz gniazdo kart microSD (pozwalające na rozszerzenie pamięci do 32 GB). Łatwo wyczuwalny i dobrze reagujący wyłącznik umieszczony jest w dość nietypowym miejscu - na pleckach. Były już na rynku czytniki z takim samym rozwiązaniem (np. Kindle Voyage, Kobo Aura ONE), miały one jednak dopasowane do tej lokalizacji okładki. Klapka firmowej okładki Lumosa składa się tak nieszczęśliwie, że w codziennym użytkowaniu dość skutecznie utrudnia dostęp do wyłącznika. Kolejną wadą okładki jest zbyt mała sztywność przedniej klapki, przez co nie spełnia ona funkcji ochronnej w stosunku do ekranu. Za łatwo wgina się ona do środka (w stronę ekranu) i sprawia tym samym złudne wrażenie ochrony. Trudno będzie znaleźć coś lepszego w zastępstwie, ponieważ specyficzny kształt obudowy i umieszczenie wyłącznika na pleckach, nie sprzyja korzystaniu z uniwersalnych okładek.

 

inBook Lumos - jednym z nielicznych atutów są fizyczne przyciski zmiany stron

 

Choć w specyfikacji technicznej znajdziemy informację, że czytnik napędza dwurdzeniowy procesor taktowany z częstotliwością 1 GHz, to czytnik pracuje zazwyczaj zbyt wolno. Często długo trzeba czekać na reakcję urządzenia lub wykonanie wskazanej czynności. Być może wynika to z faktu, że za działanie sprzętu odpowiada przestarzała wersja systemu Android OS (wg specyfikacji w wersji 4.2.2 lub 4.4.2, czytnik pokazuje w ustawieniach wersję 4.2.2).

 

inkBook Lumos obsługuje karty pamięci microSD

 

Do słabych elementów należy też bateria. Choć w przypadku inkBooka, trudno do końca określić, czy to ona jest za słaba, czy system nie został dobrze dopracowany. Faktem jest, że wyładowuje się zbyt szybko, nawet jeśli czytnik jest w stanie uśpienia lub z wyłączonym wi-fi. W ciągu dwóch tygodni testu, musiałem ją ładować cztery razy.

 

inkBook Lumos - przycisk "wstecz" umieszczony jest w ramce pod ekranem

 

Podsumowując, inkBook Lumos dość ładnie się prezentuje, ma przyjemny plastik obudowy. Ramki i ogólnie cała obudowa mogłaby być mniejsza, ale to nie jest jakiś specjalny problem. Dzięki niewielkiej masie oraz logicznie umieszczonym fizycznym przyciskom zmiany stron, dość dobrze trzyma się czytnik w ręku. Całości dopełnia całkiem ładna firmowa okładka, która jednak jest niedopracowana, co przeszkadza w sięganiu do wyłącznika. Szybkiemu wyczerpywaniu się baterii sprzyja zapewne stara wersja systemu operacyjnego Android. Zbyt słaby procesor nie zapewnia komfortowego korzystania z czytnika.

 

inkBook Lumos - lokalizacja gniazd microUSB i microSD

 

Ekran w inkBooku

Ekran w czytniku jest najważniejszym elementem. W recenzowanym modelu zastosowano papier elektroniczny o najniższej obecnie dostępnej rozdzielczości 167 ppi. Jeśli oceniać pod tym względem Lumosa, to jawi się on jako produkt z dawno minionej epoki. Do tego jakość ekranu nie należy do dobrych. Tekst nie jest wyraźny, a to głównie z powodu szarości wyświetlanych liter. Przekłada się to (podczas czytania) na męczące uczucie, jakbyśmy zapomnieli koniecznie potrzebnych nam okularów.

 

Ekran w inkBooku Lumosie z 2018 roku nie dorównuje czytnikowi Kindle 3 Keyboard z 2010 roku

  

Również bezpośrednie porównanie z moim pierwszym czytnikiem (archiwalnym Kindle 3 Keyboard) wypada na niekorzyść inkBooka. Wg specyfikacji technicznej, obydwa urządzenia mają taki sam ekran. Jednak amazonowy czytnik z 2010 roku ma znacznie lepszą czytelność tekstu zarówno pod względem wypełnienia czernią jak i kontrastu między literami a tłem.

 

Najcieplejsza barwa i 50% jasności w inkBooku Lumosie (po lewej) i "zwykła" barwa oraz 50% jasności w Kindle Voyage (po prawej)

 

Wbudowane oświetlenie raczej pogarsza, niż polepsza odbiór tekstu. Po włączeniu wbudowanego oświetlenia, obraz traci na kontraście. Do tego inkBook Lumos wadliwie reaguje na próby regulacji poziomu natężenia światła i temperatury barwowej oświetlenia. Czasami zmiana temperatury, powoduje całkowite wyłączenie oświetlenia. Nie wiem, czy wynika to z nieprecyzyjnej reakcji na dotyk, czy wadliwego oprogramowania. Zarówno zakres regulacji jasności jak i temperatury barwowej jest bardzo ubogi. Natężenie można regulować od bardzo jasnego do latarki a temperaturę barwową od zimnej po białoszarawą. Brak jest ciepłego, żółtawego czy wręcz bursztynowego odcienia, który znajdziemy u konkurencji. Przejście od barw zimnych do ciepłych powoduje także samoczynne przyciemnienie ekranu. Nie rozumiem, dlaczego regulacja temperatury barwowej, wpływa na jasność. Trudno mi stwierdzić, czy to znowu błąd sprzętu/oprogramowania czy zamierzony efekt. Jeśli tak ma wyglądać, obiecywane na stronie produktu „doświetlenie nowej generacji”, to ja bardzo proszę o stosowanie oświetlenia starszej generacji.

 

Najcieplejsza barwa i 50% jasności w inkBooku Lumosie (po lewej) i PocketBooku Touch HD 3 (po prawej) 

 

Również o reakcji na dotyk nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Zbyt często tej reakcji zwyczajnie brak. Nagminnie też jest ona opóźniona lub nieprecyzyjna. Szczególnie odczuwa się to podczas korzystania z klawiatury ekranowej, wybierania przypisów. Dodatkowo, pisząc na klawiaturze, nie wiadomo czy wprowadzany tekst jest poprawnie rozpoznawany, ponieważ czasem klawisze zmieniają barwę przy dotknięciu a czasem nie.

 

Do tego wszystkiego, kiedy jest włączone oświetlenie, na ekranie mojego egzemplarza jest wyraźnie widoczny, świecący jasno punkt. Co prawda niewielki, ale jeśli raz się go zauważyło, to oko co chwilę go szuka, co przeszkadza w lekturze.

 

Podsumowując, ekran jest słaby i czytanie na nim na dłuższą metę jest przykrym doświadczeniem. Po czytaniu na Lumosie, powrót do innego czytnika, to jak wyjście na światło słoneczne z jakiejś ciemnicy. Już chyba lepiej wypalać sobie oczy czytając na telefonie czy tablecie, niż ciągle wysilać wzrok patrząc na ekran inkBooka Lumosa.

 

inkBook Lumos na co dzień

Równie uciążliwe jest codzienne korzystanie z czytnika. Nie sięgałem po niego z przyjemnością, by cieszyć się lekturą. Brak logiki w funkcjonowaniu czytnika napotkać to można już na głównym ekranie. Jest tam niby wyświetlane „ostatnio czytane” e-booki czy „aktualnie czytana” książka, ale daremnie szukać tam ostatni czytanych pozycji otwieranych np. z aplikacji Legimi. Tak więc poważną bolączką czytnika jest niejasne uporządkowanie książek. Ani aplikacja „Biblioteka” ani „Pliki”, ani ekran główny nie dają całościowego obrazu zbioru e-booków znajdujących się w pamięci urządzenia. Bo np. Legimi zapisuje swoje książki w jednym miejscu (i są one dostępne tylko z aplikacji), Tolino w innym, a przesłane do czytnika pliki trafiają jeszcze gdzieś indziej. Książki z aplikacji Legimi czy Kindle nie pojawiają się nie tylko na ekranie głównym ale też w bibliotece. Z punktu widzenia czytelnika zainteresowanego po prostu czytaniem, stwarza to wrażenie bałaganu i może powodować zagubienie. Trzeba pamiętać, w jakiej aplikacji była dana książka, nie wystarczy wiedzieć, co w danym momencie czytamy. Wrażenie to może pogłębić np. pojawienie się w biblioteczce elementów niezwiązanych z czytaniem, w moim przypadku np. pliku „curl_output”.

 

Ekran startowy w inkBooku Lumosie

 

Korzystanie z aplikacji, wymagających połączenia z internetem to kolejny słaby punkt czytnika. Za przykład może posłużyć aplikacje Kindle czy Legimi. Zarówno jedna jak i druga co chwilę czegoś chce w sieci. A to listy książek, a to sprawdzenia ważności subskrypcji. Czytnik tego nie wykrywa i zamiast się połączyć, pokazuje np. pusty katalog (bo aplikacja nie może się połączyć z naszym kontem). Dopiero ręczne włączenie wi-fi i wskazanie połączenie z siecią mogą (choć nie muszą) zaowocować dalszą poprawną pracą aplikacji. Bywa, że zamiast tego, przez dłuższy czas można się wpatrywać w informację „Trwa łączenie...”. Czasem uda się za pierwszym razem, a czasem za ...nastym, a czasem dopiero po restarcie czytnika. Bywa więc, że prosta czynność polegająca na sprawdzeniu zawartości biblioteczki własnych książek w aplikacji Kindle wymaga restartu czytnika.

 

Różne widoki biblioteczki w inkBooku Lumosie

 

Czytnik bardzo długo startuje ze stanu wyłączenia. Jeśli zdarzy nam się, że chcemy coś przeczytać szybko, to niestety się nie uda. Od naciśnięcia włącznika do pokazania się ekranu startowego mija prawie 50 sekund. Jeśli chcemy otworzyć książkę z Legimi, trzeba poczekać w sumie ponad półtorej minuty. Znacznie sprawniej to się odbywa, gdy czytnik jest uśpiony (ale wtedy szybko znika poziom naładowania baterii).

 

Podsumowując, codzienne korzystanie z czytnika inkBook Lumos to przykre pasmo mniejszych i większych niedogodności, które zwyczajnie psują przyjemność czytania. W czasie testu, czytnik miał zainstalowany firmware w wersji 2.1.1.

 

inkBook Lumos - codzienne czytanie

Książki można wgrywać do czytnika na kilka sposobów. Działa zarówno przesyłanie kablem USB z komputera jak i odczyt z karty pamięci microSD. Arta Tech właśnie zamyka usługę dostępu do dysku sieciowego, więc korzystałem z usługi „send-2-inkbook”. Ta ostatnia opcja przesyłania bezprzewodowego na adres pocztowy czytnika działa o ile w czytniku włączy się wi-fi. W przeciwnym wypadku należy ręcznie uruchomić połączenie sieciowe, ew. zrestartować czytnik.

 

Jednym ze sposobów wgrywania książek, jest wysyłka na indywidualny adres pocztowy czytnika

 

Czytnik posiada dość płynną regulację wielkości tekstu. Niestety, z powodu nieprecyzyjnej reakcji na dotyk, ustawienie wybranej wielkości może nastręczać sporo problemów. Najpewniejsze jest szczypanie ekranu, bo na trafne ustawienie na suwaku nie ma co liczyć. Podobny problem sprawiają przypisy, często zdarzało mi się podczas korzystania, zmieniać strony zamiast je otwierać. Domyślna aplikacja posiada cztery czcionki, ale wszystkie są nijakie i bezszeryfowe. Na szczęście można wgrać własne (po skopiowaniu plików do katalogu „fonts” w pamięci czytnika).

 

Nieczytelny na małym ekranie PDF można rozciągnąć na szerokość, ale nie da się podzielić go na kolejne ekrany. Nijak nie ułatwia to czytania takich plików na inkBooku Lumosie

 

InkBook Lumos dość szybko przetwarza nawet całkiem spore PDFy. Strony zmieniają się sprawnie, nawet jeśli zawierają sporo zdjęć. Również rozpływ działa przyzwoicie, choć (podobnie jak u konkurencji) i tu zdarzają się wpadki. Niestety, to wszystko,co mogę napisać o obsłudze plików PDF w recenzowanym czytniku. Możliwości dopasowania są ograniczone. Niby można przycinać marginesy, ale i tak zawsze strona musi być wyświetlana w całości. InkBook nie potrafi podzielić jej na dwa kolejno następujące po sobie ekrany (np. górna część strony i dolna część strony na następny ekranie). Czytelność większych stron może pozostać więc bardzo utrudniona. Jeśli tekst ma inne marginesy na stronach parzystych niż nieparzystych, w inkBooku nie dopasujemy optymalnego obcinania marginesów.

 

Fizyczne przyciski znacznie polepszają wrażenia z codziennego czytania, a to z powodu wadliwie działającego ekranu. Raz strony zmieniać można bez problemu a za chwilę dotykanie go nic nie daje. Nie można na niego liczyć przy zmianie stron. Co prawda zdarza się, że czytnik nie reaguje też na naciśnięcie klawisza zmiany stron, albo zmienia dwie na raz, ale jest to i tak wygodniejsze i pewniejsze niż zdanie się na reakcje ekranu.

 

Brak podziału wyrazów skutkuje czasami po prostu brzydkim wyglądem tekstu

 

InkBook Lumos słabo sprawdza się w codziennym czytaniu, ponieważ zdarza się, że nie zapamiętuje ostatnio czytanego miejsca, gdy korzystamy z domyślnej aplikacji dostarczonej przez producenta. To jedna z fundamentalnych wad tego czytnika, do której dokłada się niepewna reakcja na dotyk i konieczność ciągłych restartów aby działały niektóre potrzebne funkcje (np. wi-fi).

 

Aplikacja Legimi w inkBooku Lumosie

Chyba jedynym mocnym punktem czytnika inkBook Lumos jest aplikacja Legimi. Działa dość sprawnie i bez większych przestojów. Uruchamia się dość długo, fakt. Nawet system operacyjny czytnika się tym niepokoi. Prawie zawsze przy jej starcie widzę napis, że przestała ona reagować. Nigdy nie wiem, czy już czytnik zareagował i ją zaczął uruchamiać, czy muszę ponownie dotknąć ikonkę aby ją uruchomić. Stabilność aplikacji Legimi bardzo pozytywnie zaskakuje na tle innych funkcji czytnika. Szkoda, że to nie jest jedyna rzecz zainstalowana w Lumosie. Atrakcyjność czytnika mogłaby znacznie wzrosnąć przy takim podejściu. Do mocnych stron aplikacji należy też całkiem ładna czcionka Sanchez, którą można wybrać do wyświetlania tekstu a także możliwość korzystania z własnych czcionek użytkownika.

 

Uruchamiając aplikację Legimi w inkBooku Lumosie, trzeba być gotowym na długie czekanie

 

Aplikacji Legimi trochę jednak brakuje do ideału. Przede wszystkim brak jest integracji z czytnikiem, do którego została dostosowana. Użytkownik musi ją osobno uruchamiać, żeby można było czytać książki z konta lub z wypożyczalni Legimi. Książki z wypożyczalni Legimi tylko w tej aplikacji mogą być czytane. Dodatkowo, jeśli mamy dużo książek na półce, to szukanie na niej e-booków jest kłopotliwe, ponieważ nie da się ich sortować czy filtrować. Zaprzecza to idei czytnika książek, gdzie wszystko powinno wokół książek właśnie się kręcić a nie wokół aplikacji.

 

W aplikacji Legimi można korzystać m.in. z miłej dla oka czcionki Sanchez

 

Drugim problemem jest brak dzielenia wyrazów. Miło, że tekst może być wyjustowany, ale bez podziału wyrazów ilość przerw w tekście bywa irytująca. Równie irytujące jest symulowanie krawędzi „kartek książki” w postaci szarych kresek po prawej stronie ekranu. Moim zdaniem to element zupełnie zbędny, zabierający niepotrzebnie część ekranu i spowalniający czytnik. Aplikacja Legimi w inkBooku ma jeszcze jedną denerwującą cechę. Przy wczytywaniu nowego rozdziału lub nowego fragmentu książki, na chwilkę pojawia się strona z zupełnie innym fragmentem. Dopiero potem czytnik wyświetla (mam nadzieję, że poprawnie) dalszą część czytanego tekstu. Za każdym razem zastanawiam się wtedy, czy aby coś nie zostało pominięte. Strasznie denerwujące!

 

inkBook Lumos - typowy komunikat systemowy podczas uruchamiania aplikacji Legimi

 

Kolejnym przykładem niedostosowania aplikacji do czytnika jest marnowanie ekranu na ciągle wyświetlany pasek narzędzi w czasie, gdy otwarta jest aplikacja Legimi. Nie można go wyłączyć. Wygląda to, jakby ciągle było otwarte menu ustawień książki, a nie sama książka. Korzystając z Legimi na inkBooku można też zapomnieć o statystykach czytania. Skoro aplikacja Legimi (podobnie jak inne) nie może uruchomić wi-fi, to nie synchronizuje się też z serwerami firmy i nici ze statystyk. Czytając, miałem także kłopoty z korzystaniem z przypisów, a to z powodu wadliwej reakcji czytnika na dotyk. Po prostu trudno jest trafić w przypis tak, aby aplikacja mogła odpowiednio zareagować.

 

Jeśli chcemy korzystać w pełni z funkcjonalności aplikacji Legimi, trzeba pamiętać o wcześniejszym, ręcznym uruchomieniu wi-fi

 

W aplikacji Legimi dla inkBooków brak jest także słownika. Co ciekawe, ArtaTech nie dostrzega w tym problemu! Co z tego, że ktoś może potrzebować słownika języka polskiego? Co z tego, że w Legimi jest obecnie kilkadziesiąt tysięcy obcojęzycznych e-booków? Przedstawiciel firmy ma na to odpowiedź: "Aplikacja Legimi została stworzona dla polskich czytelników a więc oferowane są polskie książki. Dlaczego ktokolwiek chciałby je tłumaczyć na inny język?". Otóż rzeczywistość jest trochę inna...

 

Wyjaśnienia przedstawiciela ArtaTechu m.in. na temat braku słownika w aplikacji Legimi (źródło: fb.com)

 

Pomimo braku dzielenia wyrazów, słownika oraz dopasowania do czytnika, warto podkreślić, że aplikacja Legimi to i tak najjaśniejsza (nomen omen) strona inkBooka Lumosa.

 

inkBook apps - „sklep” z aplikacjami

InkBook posiada dostęp do zbioru wyselekcjonowanych (przez dystrybutora) aplikacji, które użytkownik (teoretycznie) może zainstalować w pamięci czytnika. W sumie jest ich 32, ale użytecznych raptem kilka. Niektóre się nie pobierają (np. słownik), inne nie instalują (np. te trochę nowsze), kolejne nie działają poprawnie (np. Tolino) lub bardzo działają ale bardzo opornie (np. Kindle). Kilka z nich ma wątpliwą użyteczność dla polskiego czytelnika (np. dostęp do bezpłatnej literatury po arabsku).

 

Wśród polecanych aplikacji, jest też słownik, który się nie instaluje na inkBooku Lumosie

 

Przetestowałem, czy raczej próbowałem przetestować niektóre z nich. Spotkał mnie tu jeden wielki zawód. W zasadzie tylko aplikacja Legimi (już i tak zainstalowana) spełnia pokładane w niej nadzieje. Poza tym, próbowałem skorzystać ze słownika, ale się nawet nie pobrał. Próbowałem czytać w aplikacji Tolino (w wersji 4.2.1), ale się nie dało. Każda próba zmiany strony dotykiem, wywoływała menu programu. Natomiast na fizyczne przyciski zmiany stron nie reagował.

 

Co prawda aplikację Kindle udało się zainstalować, ale poczytać już mi się nie udało

 

Spróbowałem jeszcze przetestować aplikację Kindle. Rekomendowana i dostępna w czytnikowym „sklepie” wersja nosi numer 7.8.1.5 i pochodzi z 2017 roku. Działa bardo opornie. Tekst czasami skacze przy zmianie strony. Aplikacja nie reaguje na przyciski zmiany stron. Poddałem się po kilku próbach. Nowej wersji na tym czytniku zainstalować się nie da.

 

Wśród zainstalowanych aplikacji, brak jest usługi Google Translate, anonsowanych na oficjalnej stronie czytnika

 

Można się pokusić o instalowanie innych własnych ulubionych aplikacji. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w czytniku jest bardzo stara wersja Androida. Większość nowych programów zwyczajnie nie będzie na niej działać. Według opisu czytnika na oficjalnej stronie produktu, w urządzeniu powinna być zainstalowana też „Księgarnia inkBOOKS”. Być może została usunięta w bibliotecznej wersji mojego czytnika. Nie ma też w czytniku, reklamowanej na oficjalnej stronie produktu, aplikacji Google Translate.

 

W czytniku inkBook Lumos brak jest aplikacji anonsowanych na oficjalnej stronie produktu (źródło: www.inkbook.pl)

 

W sumie więc opcja samodzielnego instalowania aplikacji w inkBooku („dodaj funkcjonalności, których potrzebujesz”) pozostaje niespełnioną obietnicą. W rzeczywistości nie sprawdza się ona, zapewne z powodu obecnej w czytniku przestarzałej wersji Androida. Czytniki wypuszczone na rynek w tym samym czasie przez konkurencję, mają znacznie nowsze wersje tego systemu operacyjnego.

 

Podsumowanie

Zazwyczaj testuję recenzowany czytnik miesiąc lub dłużej. Tym razem nie dałem rady. Przeczytałem na inkBooku Lumosie dwie książki (i trochę mniejszych dokumentów) w ciągu ponad dwóch tygodni i powiedziałem sobie, że wystarczy tej mordęgi. Korzystanie z czytnika inkBook Lumos jest dla mnie, jako użytkownika, uciążliwe i niekomfortowe. Będę ten test pamiętał jako ciągłe użeranie się z czytnikiem. Fundamentalna wada w postaci kiepskiego ekranu z jeszcze gorszą (nieprecyzyjną) reakcją na dotyk, praktycznie uniemożliwia normalne korzystanie z inkBooka Lumosa. Co gorsza, pojawiają się co jakiś czas także samoczynne akcje czytnika, tyle że bez udziału użytkownika, bez dotykania ekranu! Zbyt dużo miałem w rękach ergonomicznie zaprojektowanych i dobrze działających czytników, aby pozytywnie ocenić ten model. Jeśli Lumos to dla kogoś pierwsze tego typu urządzenie – może się zrazu nabrać. Ja się nie nabiorę, bo nawet mój pierwszy czytnik kupiony w 2011 roku – Kindle 3 Keyboard – wciąż jest lepszy od recenzowanego Lumosa.

 

inkBook Lumos

 

InkBook Lumos to przykład produktu, który dużo obiecuje w specyfikacji, ale tych obietnic nie spełnia w rzeczywistości. Co z tego, że (teoretycznie) można zainstalować aplikacje, skoro się one w nie instalują? Co z tego, że (nawet jeśli) się zainstalują, to nie działają tak jak powinny? Co z tego, że jest wi-fi, skoro co jakiś czas się nie włącza i ciągle trzeba restartować czytnik aby się połączyć z siecią? Z jednej strony mam poczucie zmarnowanego czasu, który poświęciłem inkBookowi, z drugiej, cieszę się z tego doświadczenia, bo będę mógł lepiej docenić jakość czytników innych marek.

 

Te wszystkie nawarstwiające się liczne bolączki, mają przełożenie na moją negatywną ocenę czytnika. Moim zdaniem inkBook Lumos to kiepski sprzęt z kiepskim oprogramowaniem. Porada konsumencka na dziś brzmi – jeśli chcesz kupić niedrogi i spełniający swoje funkcje czytnik, zdecydowanie zainwestuj w coś innego niż InkBook Lumos. Produkty spod znaku Kindle, PocketBook, Kobo, Tolino czy Bookeen może czasem mniej obiecują, ale w podobnej (lub nawet niższej) cenie dają znacznie więcej – pewność działania i przyjazną obsługę, czyli przyjemność czytania.

 

Plusy

- przyjemna w dotyku, solidna obudowa;

- ciekawa stylistyka firmowej okładki;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- współpraca z wypożyczalnią Legimi;

- duży zakres regulacji wielkości czcionki;

- możliwość instalowania własnych czcionek;

- szybki start z uśpienia;

- bezprzewodowa wysyłka plików na indywidualny adres pocztowy.

 

Minusy

- konieczność ciągłych restartów, w celu przywrócenia niedziałających funkcji (dotyk, wi-fi);

- bardzo długi start po całkowitym wyłączeniu;

- ekran o niskiej rozdzielczości i kontraście;

- fizyczne przyciski zmiany stron nie współpracują z niektórymi udostępnionymi aplikacjami;

- sporadyczne zapominanie postępów czytania;

- mały zakres regulacji poziomu natężenia oświetlenia;

- mały zakres regulacji temperatury barwowej oświetlenia;

- długa reakcja na dotyk lub co jakiś czas brak reakcji;

- czasami ekran reaguje samoczynnie, nawet bez dotykania lub w innym miejscu niż został dotknięty;

- utrudnione wybieranie odsyłaczy;

- konieczność ręcznego włączania wi-fi, w razie potrzeby (np. dla aplikacji Legimi, Kindle);

- firmowy sklep liczy raptem 32 aplikacje, z których i tak część jest bezużyteczna na tym czytniku;

- brak słownika (choć jest pokazany jako dostępna aplikacja);

- nie działa usypianie i wybudzanie przez firmową okładkę;

- brak podziału wyrazów;

- brak ładnej czcionki;

- mały wybór dopasowanych okładek (dobrze pasują tylko firmowe).

 

 

Parametry wg dystrybutora

Ekran: 6-calowy E Ink Carta 167 ppi, oświetlenie o regulowanej barwie i natężeniu;

wymiary: 159×114×9 mm;

masa: 153 g;

procesor: Dual-Core Cortex A9 1.0 GHz;

pamięć wewnętrzna: 4 GB (ok. 1,81 GB dostępne na pliki użytkownika);

łączność: Wi-Fi (802.11b/g/n), micro-USB 2.0;

karta pamięci: microSD (do 32 GB);

język menu: polski, angielski, niemiecki, hiszpański, francuski, włoski, rumuński i czeski;

zainstalowane aplikacje: Biblioteka, Drive, Księgarnia inkBOOKS (w rzeczywistości brak), News Reader (w rzeczywistości brak), Przeglądarka Internetowa, darmowe aplikacje w inkBOOK Apps (w rzeczywistości nie wszystkie działają);

wspierane formaty: EPUB i PDF (reflow) z Adobe DRM (ADEPT), MOBI (bez DRM), TXT, FB2, HTML, RTF

Oficjalna strona produktu: https://www.inkbook.pl/lumos

 

Kindle Paperwhite 4 TANIEJ o 30 EUR z okazji POWROTU do szkoły

Kindle Paperwhite 4 to całkiem młody czytnik. Swoją premierę miał w listopadzie zeszłego roku. Przy okazji aktualizacji linii Paperwhite, nowy model wyposażono w wodoodporność, większą pamięć i płaski front. Teraz można go kupić taniej, w ramach pocieszenia przy „powrocie do szkoły”. W cenie ok. 495 złotych możemy cieszyć się jednym z lepszych czytników z ekranem o przekątnej 6 cali. Więcej o tym modelu można przeczytać we wpisie „Kindle Paperwhite 4 – PREMIERA nowego KINDLE 7 listopada”.

 

Kindle Paperwhite 4 teraz taniej o 30 EUR (źródło: amazon.de)

 

Kindle Paperwhite 4

(czarny, bez reklam, 8 GB, wi-fi)

 

EUR 113,69 (ok. 495 PLN)

Kindle Paperwhite 4

(czarny, bez reklam, 32 GB, wi-fi)

 

EUR 144,70 (ok. 635 PLN)

 

 

Podsumowanie zamówienia Kindle Paperwhite 4 - dostawa na polski adres planowana jest między 11 a 13 września (źródło: amazon.de)

 

 Trochę mniej (o 20 EUR) przeceniono najnowszą wersję podstawowego amazonowego czytnika, czyli Kindle 10. Ten model dostępny jest także w wersji z białą obudową. W stosunku do poprzednika, został wzbogacony o wbudowane oświetlenie. Więcej na jego temat można przeczytać we wpisie „NOWY, podstawowy czytnik z rodziny Kindle – PREMIERA 10 kwietnia”.

 

Kindle 10

(czarny, bez reklam, 4 GB, wi-fi)

 

EUR 72,35 (ok. 315 PLN)

Kindle 10

(biały, bez reklam, 4 GB, wi-fi)

 

EUR 72,35 (ok. 315 PLN

 

 

Podsumowanie zamówienia Kindle 10 - dostawa na polski adres planowana jest między 11 a 13 września (źródło: amazon.de)

  

Firmowe akcesoria teraz można kupić o 20% taniej (źródło: amazon.de)

 

Dodatkowo, można uzyskać rabat 20% na wybrane firmowe akcesoria (np. okładki). Podczas podliczania zamówienia należy podać „20WILLKOMMEN” w polu "Karty podarunkowe i kody promocyjne" przy finalizacji zamówienia.

 

A może Kindle Oasis?

Kindle Oasis 2 jest teraz oferowany o 30 EUR taniej. Niestety, ten model nie jest wysyłany bezpośrednio do Polski. Jeśli więc jesteśmy takowym zainteresowani, trzeba skorzystać z pośrednika pocztowego. Jak to zrobić, podałem w poradniku „Jak kupić Kindle Oasis 2 z dostawą do Polski”. Ostatnio kupowałem Kindle Oasis 3 do niemieckiego paczkomatu i swoje doświadczenia opisałem w tekście „Jak ZAMÓWIĆ czytnik Kindle Oasis 3 do (niemieckiego) PACZKOMATU”. W ten sposób można do Polski zamówić na przykład:

- Kindle Paperwhite 4 (czarny) z reklamami – teraz taniej o 30 EUR;

- Kindle Oasis 2 (8 GB, grafitowy) bez reklam – teraz taniej o 30 EUR;

- Kindle Oasis 3 (8 GB, grafitowy) bez reklam;

 

Wybrane czytniki, które nie są wysyłane bezpośrednio do Polski

 

Kindle 10

(biały, z reklamami, 4 GB, wi-fi)

 

59,99 EUR (ok. 265 PLN plus koszty pośrednika pocztowego)

Kindle Paperwhite 4

(czarny, z reklamami, 8 GB, wi-fi)

 

EUR 89,99 (ok. 395 PLN plus koszty pośrednika pocztowego)

 

Kindle Oasis 2

(grafitowy, 8 GB, wi-fi)

 

229,99 EUR (ok. 1 010 PLN)

199,99 EUR (ok. 880 PLN plus koszty pośrednika pocztowego)

Kindle Oasis 3

(grafitowy, 8 GB, wi-fi)

 

EUR 229,99 (ok. 1 005 PLN plus koszty pośrednika pocztowego)

 

Używki na amazonowej gwarancji

Wciąż dostępne są czytniki Kindle Paperwhite 3, sprzedawane jako sprzęt używany (otwarty) w ofercie Amazon Warehouse. Choć na rynku jest już jego następca, to Paperwhite 3 jest wciąż bardzo dobrym czytnikiem. Obecnie dostępne są wersje Kindle Paperwhite 3 z czarną obudową w cenie od ok. 350 PLN.

 

Wybrane czytniki dostępne obecnie w Amazon Warehouse

 

Kindle Paperwhite 3

(czarny, 4 GB, wi-fi)

 

79,57 EUR (ok. 350 PLN)

Kindle Paperwhite 3

(biały, 4 GB, wi-fi)

 

79,57 EUR (ok. 350 PLN)

 

 

Poradnik dla tych, co pierwszy raz

Dla tych, którzy do tej pory rzadko robili zakupy w niemieckim oddziale Amazonu, przygotowałem krótki poradnik:

 

- sklep wysyła zakupy o wartości od 39 EUR na polski adres bez dodatkowych opłat za wysyłkę;

- do Polski wciąż wysyłane są nie wszystkie czytniki Kindle (np. szary Oasis 2). Można je jednak samodzielnie kupić i przesłać przez pocztowego pośrednika, co opisałem w poradniku Jak kupić Kindle Oasis 2 z dostawą do Polski. Można też wybrać dostawę do punktu odbioru osobistego na terenie RFN (wygodna opcja jeśli ktoś mieszka blisko granicy);

- dane do logowania w amerykańskim Amazonie czy europejskich oddziałach (w tym amazon.de) są takie same;

- ceny podane w sklepie mają uwzględnioną niemiecką stawkę VATu. Po podaniu polskiego adresu dostawy, cena zostanie przeliczona wg polskiej (wyższej) stawki. Dlatego wartość zakupów w koszyku będzie inna niż na sklepowej stronie danego produktu;

- opłacalną opcją jest założenie i korzystanie z karty wielowalutowej typu Revolut do płatności w Amazonie (a także w innych sklepach za granicą). Revolut ma zazwyczaj korzystniejsze przeliczniki walutowe i w sumie płaci się mniej, niż polskimi kartami. Więcej na ten temat na oficjalnej stronie z polecaną kartą;

- w Amazonie można płacić polskimi kartami płatniczymi. Do zakupów w amazon.de najlepiej użyć karty rozliczanej w EUR. Można także korzystać z najzwyklejszej karty złotówkowej. Również wtedy (zazwyczaj) lepiej wybrać płatność w EUR i pozwolić, aby to bank dokonał przewalutowania. Można także płacić przez polskiego pośrednika – przelewy24. W takim przypadku od razu dokonujemy płatności w PLN;

- przeliczenie cen czytników podaję orientacyjnie, ostatecznie to od kursu euro i opłat w naszym banku zależy sposób przeliczenia na złotówki;

- obciążenie karty płatniczej następuje po wysłaniu paczki z zamówieniem. Przy pierwszym zakupie w Amazonie, karta płatnicza może być chwilowo obciążona kwotą 1 EUR (która zostanie zwrócona po kilku dniach). W przypadku płatności przez przelewy24, kwota w złotówkach pobierana jest od razu.

 

Odsyłacze do sklepu, zawarte w tekście, są częścią programu afiliacyjnego Amazon

 

Kobo Libra H2O – fizyczne przyciski i ekran 7 cali

Rakuten Kobo wprowadzi w tym roku nowy model czytnika. To Kobo Libra H2O, która zastąpi znakomitą konstrukcję, czyli Kobo Aurę H2O. Trochę zaskakującą nowością w Librze jest nawiązanie kształtem do najbardziej zaawansowanego modelu z rodziny Kobo – Kobo Formy. Najwidoczniej wzornictwo Formy się sprawdziło i znajdzie zastosowanie również w tańszych modelach. I bardzo dobrze, bo oznacza to więcej czytników, w których powrócą fizyczne przyciski zmiany stron.

 

Kobo Libra H2O (źródło: youtube.com)

 

Urządzenie ma być dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych (biała i czarna obudowa). Fizyczne przyciski zmiany stron zostały umieszczone, jak w modelu Kobo Forma, na lekko wygiętej, szerszej ramce z boku ekranu. Ale sama obudowa wykonana jest z plastiku. Ekran to siedmiocalowy papier elektroniczny o rozdzielczości 300 ppi (1680 x 1264 piksele). Jest zagłębiony w ramce.

 

 Kobo Libra H2O (źródło: youtube.com)

 

Wbudowane oświetlenie ekranu składa się z 19 LEDów, które zapewniają możliwość regulacji temperatury barowej. Jak sama nazwa sugeruje, Kobo Libra H2O jest wodoodporna. W środku jest prawdopodobnie ten sam procesor, co w innych modelach. Pamięć to 8 GB bez możliwości rozbudowy.

 

 Kobo Libra H2O (źródło: youtube.com)

 

Czytnik wyceniony będzie w Stanach na poziomie 169 USD (plus podatki stanowe). To ok. 670 PLN. Przedsprzedaż ma ruszyć 10 września a pierwsze egzemplarze będą w sklepach od 15 września 2019 r.

  

Bieżąca oferta czytników Kobo (wrzesień 2019 r.)

 

Kobo Aura (edycja 2)

Kobo Clara HD

Kobo Libra H2O

Kobo Forma

ekran (przekątna)

15,2 cm (6”)

15,2 cm (6”)

18 cm (7”)

20,4 cm (8”)

ekran [piksele]

E-Ink Carta

1024 × 768

(212 ppi)

E-Ink Carta

1448 × 1072

(300 ppi)

E-Ink Carta

1680 × 1264

(300 ppi)

E-Ink Carta Mobius

1440 × 1920

(300 ppi)

płaski front

nie

nie

nie

tak

ekran dotykowy

tak

tak

tak

tak

wodoodporność

nie

nie

tak

tak

wbudowane oświetlenie

tak

tak

tak

tak

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

nie

tak

(ComfortLight PRO)

tak

(ComfortLight PRO)

tak

(ComfortLight PRO)

pamięć wewnętrzna [GB]

4

8

8

8/32

procesor [GHz]

1,0

1,0

1,0

1,0

masa [g]

180

166

192

197

wymiary [mm]

159 × 113 × 8,5

159,6 × 110 × 8,35

159 × 144 × 7,8

177,7 × 160 × 8,5-4,2

fizyczne przyciski zmiany stron

nie

nie

nie

tak

kolor obudowy

czarny

czarny

czarny, biały

czarny

dodatkowe uwagi

zintegrowana usługa Pocket

zintegrowana usługa Pocket

zintegrowana usługa Pocket, żyroskop

zintegrowana usługa Pocket, żyroskop

premiera rynkowa [rok]

2016

2018

2019

2018

cena katalogowa

100 EUR

130 EUR

180 EUR

280 EUR

 

Podsumowanie

Kobo Libra H2O nie jest rewolucyjnym modelem, ale kolejnym etapem rozwoju czytników Kobo. Moim zdaniem to ciekawy czytnik, który ma szansę upowszechnić fizyczne przyciski zmiany stron i zacząć powrót tej przyjaznej użytkownikowi cechy może także w innych nowych modelach różnych marek. Skoro przy Kobo Libra pojawił się dodatek H2O, to może i linia „Aura” zyska takie wzornictwo?

 

 Kobo Libra H2O (źródło: youtube.com)

Jak ZAMÓWIĆ czytnik Kindle Oasis 3 do (niemieckiego) PACZKOMATU

Czytniki takie jak Kindle Oasis 3, Kindle Oasis 2 jak i edycje innych modeli Kindle z reklamami (niem. „Mit Spezialangeboten”), nie są wysyłane bezpośrednio do Polski. Między innymi dlatego, jeśli pojawią się już na sklepowych półkach w Polsce, przebicie cenowe może być całkiem spore. Jeśli ktoś nie lubi przepłacać, a ma ochotę kupić np. na najnowszy model Kindle Oasis 3, może skorzystać z usług sprawdzonego pośrednika pocztowego. Opisywałem ten sposób już wcześniej. Ale ostatnio postanowiłem przetestować także inny sposób – dostawę do paczkomatu na terenie Niemiec.

 

Amazon Locker

Amazon Locker to firmowe paczkomaty Amazonu

 

Możecie się zastanawiać, dlaczego „męczyć się” z zamawianiem przez pośrednika pocztowego czy też do niemieckiego paczkomatu, zamiast kupić „bezboleśnie” w jakimś pobliskim sklepie? Podam (chyba) dość ekstremalny przykład Kindle Oasis 2 (2017), bo znalazłem go niedawno u nas w jednym ze stacjonarnych sklepów. Oferowana w sklepie wersja jest z reklamami, a więc pochodzi spoza Europy. Oznacza to, że nie jest objęty europejską gwarancją Amazonu (uznającą na przykład zbicie ekranu).

 

Kindle Oasis 2 (z reklamami) na półce sklepu w Polsce (Kraków, sierpień 2019 r.)

 

Do tego taki sam czytnik (ale bez reklam, a więc z założenia droższy) można kupić w Niemczech znacznie taniej. Kindle Oasis 2 (bez reklam) w niemieckim Amazonie kosztuje obecnie ok. 875 PLN, a na półce w polskim sklepie wersja z reklamami wystawiona jest za 1399 PLN. Jeśli komuś zależy na najnowszym i najbardziej zaawansowanym czytniku marki Kindle, zdecydowanie warto więc pomyśleć o samodzielnym zakupie za Odrą zamiast zdawać się na to, co oferują nasze sklepy i przepłacać (nawet ponad 500 złotych, jak w opisywanym przypadku).

 

Wybrane czytniki Kindle, których nie można zamówić bezpośrednio do Polski

 

 

Kindle 10

(czarny, z reklamami, 4 GB, wi-fi)

 

79,99 EUR (ok. 350 PLN)

 

Kindle Paperwhite 4

(czarny, z reklamami, 8 GB, wi-fi)

 

119,99 EUR (ok. 525 PLN)

 

Kindle Paperwhite 4

(czarny, z reklamami, 32 GB, wi-fi)

 

149,99 EUR (ok. 660 PLN)

 

Kindle Oasis 2 (2017)

(grafitowy, 8 GB, wi-fi)

 

199,99 EUR (ok. 875 PLN)

 

Kindle Oasis 3 (2019)

(grafitowy, 8 GB, wi-fi)

 

229,99 EUR (ok. 1 010 PLN)

 

Kindle Oasis 3 (2019)

(grafitowy, 32 GB, wi-fi)

 

259,99 EUR (ok. 1 140 PLN)

 

Kindle Oasis 3 (2019)

(złoty, 32 GB, wi-fi)

 

259,99 EUR (ok. 1 140 PLN)

 

Zamówienie Kindle do paczkomatu

Amazon umożliwia zamówienie dostawy na terenie Niemiec zarówno do punktów odbioru osobistego, jak i do paczkomatów. Dla osób mieszkających blisko granicy, może to być wygodniejszy i nawet tańszy sposób, niż korzystanie z usług wspomnianego wyżej pośrednika pocztowego. Tym razem, w ramach testów, zamówiłem Kindle Oasis 3 do firmowego paczkomatu Amazonu (Amazon Locker).

 

Amazon Locker

Paczkomat Amazon Locker, do którego trafił mój Kindle Oasis 3

 

Pierwszym krokiem było wybranie niemieckiego adresu dostawy. W menu sklepu trzeba otworzyć najpierw „moje konto”, a następnie „adresy”. Po wskazaniu opcji „Dodaj adres”, u góry pojawi się informacja „Przesyłki można również odbierać w punktach odbioru. Aby dodać punkt odbioru, kliknij tutaj.”. 

 

Dodawanie nowego adresu dostawy (źródło: amazon.de)

 

Wyszukiwanie punktu odbioru możliwe jest wg adresu, kodu pocztowego, czy charakterystycznego obiektu. Najlepszym rozwiązaniem będzie zapewne wpisanie kodu pocztowego miejscowości (dla osób specjalnie jadących z Polski) lub adresu hotelu (dla osób będących przejazdem).

 

Wyszukiwanie nowego adresu dostawy na terenie RFN (źródło: amazon.de)

 

Przykładowo, wpisanie kodu pocztowego Görlitz (02826) wyświetla listę oraz mapę z dostępnymi punktami odbioru na terenie tego miasta. Te, które można wybrać, mają na liście żółty przycisk „Wybierz”. Przy decydowaniu się na konkretną lokalizację, warto uwzględnić przede wszystkim dostępność oraz godziny otwarcia punktu odbioru. W przypadku podróży samochodem, zapewne lepiej będzie skorzystać ze stacji benzynowej (długie godziny otwarcia, łatwy dojazd, bezpłatne miejsce postojowe).

 

Lista punktów odbioru (na przykładzie Görlitz) (źródło: amazon.de)

 

Dalsza część zakupów odbywa się już normalnie, tyle, że trzeba wskazać właśnie wybrany niemiecki adres dostawy. Sama dostawa jest bezpłatna. 

 

Mapa z lokalizacją punktów odbioru na terenie Görlitz. Podświetlona stacja benzynowa Total (źródło: amazon.de)

 

Drugi, też ważny krok, to zgranie w czasie. Nie mieszkam blisko naszej zachodniej granicy i do zakupów wykorzystałem kilkudniowy pobyt na terenie Niemiec. W związku z tym trzeba było pomyśleć o odpowiednio wcześniejszym dokonaniu zamówienia. Głupio by było, gdyby zakupy dotarły do paczkomatu już po moim powrocie do Polski. Ale nawet jeśli, Amazon deklaruje, że oddaje pieniądze za nieodebrane zakupy. W moim przypadku przesyłka została dostarczona we wtorek (z jednodniowym poślizgiem) i miałem czas na odbiór do niedzieli. Standardowo jest to trzy dni kalendarzowe.

 

List potwierdzający dostarczenie przesyłki do paczkomatu

 

Jako, że podróżowałem pociągiem, wybrałem firmowy paczkomat, znajdujący się niedaleko hotelu, w którym się zatrzymałem. Trochę mnie zdziwiło, że automat był ulokowany wewnątrz domu towarowego Karstadt. Spodziewałem się, że może być przy wejściu, czy na jakimś parkingu. Ale nie, był on postawiony na terenie części handlowej.

 

Odbiór przesyłki z Amazonu

Odbiór przesyłki odbywa się podobnie, jak np. w polskim paczkomacie. Po dotknięciu ekranu, można (w prawym dolnym rogu) wybrać język polski.

 

Amazon Locker

Lista wyboru języków obsługi paczkomatu Amazon Locker

 

Należy wprowadzić kod przesłany w informacji o dostarczeniu przesyłki, lub zeskanować znajdujący się w tym e-mailu kod kreskowy. Czytnik kodów umieszczony jest pod dotykowym ekranem obsługującym paczkomat. W moim przypadku chwilę to trwało, ale chyba za trzecim razem czytnik „zaskoczył” i odpowiednia skrytka została automatycznie otwarta. W momencie odbioru, powinniśmy otrzymać też list z potwierdzeniem zakończenia realizacji zamówienia.

 

Amazon Locker

Skaner kodów kreskowych znajduje się pod ekranem

 

Jeśli zamówiliśmy dostawę do punktu odbioru (np. stacji benzynowej), możliwe, że trzeba będzie pokazać numer zamówienia i być może jakiś dowód tożsamości. Wcześniej oczywiście trzeba sprawdzić w śledzeniu zamówienia, czy paczka dotarła na miejsce.

 

Podsumowanie

Opisany sposób może być wygodnym sposobem zakupów dla osób, które mieszkają blisko zachodniej granicy jak i tych, którzy w Niemczech spędzą tylko kilka dni. W tym drugim przypadku zawsze warto mieć przynajmniej jeden dzień zapasu, w razie kłopotów z terminową dostawą. Warto pamiętać, że w ten sposób zmówić można produkty, które nie są wysyłane do Polski. Obowiązuje więc cena wyświetlona w sklepie, zawierająca niemiecką stawkę VATu (19%) a nie - jak przy zamawianiu do Polski - 23%.

 

Kindle Oasis 3

"Przemycony" z Zachodu Kindle Oasis 3 już u mnie :)

 

 Odsyłacze do czytników, zawarte w tekście, są częścią programu afiliacyjnego Amazon.

 

Gra MADŻONG dla CZYTNIKÓW PocketBook

Czytniki książek elektronicznych, jak sama nazwa wskazuje, służą do czytania e-booków. Zdarza się jednak całkiem często, że te urządzenia wyposażane bywają w dodatkowe funkcje. W „skrajnym” przypadku czytniki są tabletami lub odwrotnie. Nie jestem zwolennikiem mnożenia funkcji obecnych w czytnikach, ale bywa, że uruchomię pasjansa czy dostanę baty w szachach.

 

Madżong - kolejna gra na czytniki PocketBook

 

Gdy w czytnikach marki PocketBook

Jedną z marek, które od dawna utrzymują gry na swoich czytnikach, jest PocketBook. Znajdziemy tu pasjansa, sudoku i szachy. Jako, że te czytniki napędzane są Linuksem, bywają na nie dostępne także zewnętrzne aplikacje. Opisywałem tu możliwości Cool Readera i KOReadera. Niedawno znalazłem (na forum Mobileread) także grę madżong (Mahjong Solitaire for PocketBook eReaders).

 

Okno startowe gry madżong

 

W zamierzchłych czasach pierwszych komputerów osobistych, gra madżong (mahjong) stanowiła jeden z popularniejszych (obok pasjansa) elementów ich oprogramowania. Klony tej chińskiej łamigłówki trafiały na wiele platform sprzętowych i programowych (m.in. IBM PC, Amiga, Atari ST, Macintosh). Jest więc duże prawdopodobieństwo, że większość z Was spotkało się z elektroniczną wersją tej gry. Ogólnie rzecz biorąc, polega na znajdowaniu kamieni z identycznymi wzorami.

 

Madżong – instalacja na czytniku PocketBook

Instalacja aplikacji jest stosunkowo prosta, ale wymaga jednak podstawowej znajomości prawideł w kopiowaniu plików. Aby sprawnie wgrać madżonga do PocketBooka, może być konieczne włączenie w komputerze wyświetlania plików sytemowych/ukrytych.

 

Do instalacji wystarczy kilka kroków:

i) pobranie archiwum zawierającego pliki aplikacji (odsyłacze poniżej);

ii) rozpakowanie archiwum na komputerze;

ii) podłączenie czytnika kablem USB, skopiowanie pliku „pb-mahjong.app” do katalogu  „applications” na czytniku;

iii) dodatkowo (choć nie jest to konieczne) skopiowanie pliku „pl.txt” do katalogu „system/language/”;

iv) bezpieczne usunięcie czytnika z systemu.

 

Plik instalacyjny można pobrać ode mnie lub ze strony projektu. W moim archiwum dodałem uzupełnienie (pl.txt), pozwalające ładniej wyświetlać nazwę aplikacji w menu. Zamiast „@Pb-mahjong” będzie to „Madżong”. Odinstalowanie programu polega na usunięciu wspomnianego wyżej pliku „pb-mahjong.app” z pamięci czytnika (przy pomocy dowolnego menedżera plików z komputera).

 

Menu gry madżong

 

Po instalacji, w menu aplikacji czytnika (wywoływanym z dolnej krawędzi okna startowego) powinna pojawić się nowa ikonka aplikacji. Ja przetestowałem jej działanie na dwóch dotykowych modelach marki PocketBook – Touch HD 3 oraz InkPad 3. Program uruchamia się w trybie poziomym i działa sprawnie.

 

"Four Bridges" to najtrudniejsza opcja madżonga na PocketBooku

 

Menu gry uruchamia się prawym klawiszem czytnika. Znajdziemy tu możliwość kontynuacji wcześniejszej gry (Continue), podpowiedź kolejnego ruchu (Hint) oraz trzy opcje: łatwą, trudną i cztery mosty (chyba najtrudniejszą). Wyjść z gry można po wybraniu opcji Exit lub lewym klawiszem czytnika.

 

Podsumowanie

Korzystanie z madżonga na ekranie E-Ink niestety nie sprzyja grywalności. Brak kolorów jednak utrudnia rozpoznawanie zarówno wzorów na kamieniach jak i poziomu, na których są ułożone. Ale na pewno lepiej wygląda to w świetle słonecznym na czytniku, niż na przykład na smartfonie. Zdecydowanie przyjemniej gra się też na większym ekranie InkPada 3. Jeśli ktoś się czasami nudzi, spokojnie można zainstalować madżonga. Miłej zabawy!