864 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część II

Zapraszam do lektury drugiej części recenzji czytnika eobooków TrekStor Pyrus Mini. Pierwszą część opublikowałem kilka dni temu.

 

Konstrukcja eCzytnika

 

 

 

Czytnik sprzedawany jest w pancernym pudełku z przezroczystego, twardego plastiku. W środku znajduje się samo urządzenie, kabel USB oraz papierowa instrukcja obsługi dorównująca objętością i wagą samemu czytnikowi.

 

TrekStor Pyrus Mini - ekran główny

 

 

Pyrus Mini posiada kilka wersji kolorystycznych: czarną, niebieską, czerwoną (różową). Kolorowe wersje wyglądają bardzo ładnie, ale trudno mi powiedzieć, czy bym się na przykład przyzwyczaił do różowej ramki wokół tekstu. Niniejsza recenzja dotyczy więc wersji z czarną obudową. Jest ona wykonana z gumowanego plastiku, który w połączeniu z ośmioma czarnymi, twardszymi klawiszami funkcyjnymi sprawia dobre wrażenie. Materiał jest bardzo podobny do tego, który został użyty w Trekstorze Pyrusie. Jednak w Mini sprawia to znacznie lepsze wrażenie. Trzymając w ręku sześciocalowego Pyrusa ma się wrażenie toporności - z Pyrusem Mini nie odnoszę takiego wrażenia. Jest za to inny feler - tworzywo bardzo łatwo wychwytuje odciski palców. Nawet jeśli przed chwilą wypaliliśmy z rąk każdy gram tłuszczu przy użyciu najnowszych żeli do czyszczenia kuchni - i tak na czytniku zostaną ślady. Nawet jeśli chwilę przed czytaniem nie rozdzieraliśmy palcami połcia słoniny na dokarmianie sikorek - i tak na czytniku zostaną ślady. Całe szczęście, że przyciski zmiany stron znajdują się po bokach obudowy i są z twardszego plastiku, więc spora szansa, że z każdą przeczytaną stroną nie będziemy myśleli o poszukiwaniu ściereczki z mikrofibry. Uwaga dla osób lubiących zapach książek. Czytnik nie wydziela zapachu farby drukarskiej ani nawet drażniącej woni taniego plastiku czy gumy. Jest taki dość bezzapachowy... Choć dla mnie to raczej zaleta niż wada, na wszelki wypadek ostrzegam.

 

 

Nie tylko dlatego ważne są dwa przyciski umieszczone na prawej krawędzi obudowy. Dzięki nim można wygodnie zmieniać strony trzymając czytnik jedną ręką. Funkcję zmiany stron posiada również czterokierunkowy przycisk umieszczony centralnie pod ekranem. Wyjątkiem są strony z przypisami umieszczonymi w tekście. Wtedy przyciskiem tym wybierać można kolejne przypisy.

 

W dolnej części obudowy znajduje się wyłącznik, gniazdo microUSB służące do ładowania akumulatora i transferu plików oraz gniazdo kart microSD. Książki można więc załadować do Pyrusa Mini zarówno przez kabel podłączony do komputera jak i z karty microSD.

 

Dolna część Pyrusa Mini

 

 

Całość sprawia wrażenie zgrabnej, dość solidnej, dobrze spasowanej konstrukcji. Nic nie trzeszczy, nie trzeba niczego naciskać na siłę a w razie poważniejszych kłopotów z oprogramowaniem z tyłu obudowy jest również ukryty w niewielkiej szczelince przycisk resetu.

 

 

 

Parametry

 

 

 

Urządzenie wyposażone jest w 2GB pamięci wewnętrznej, z których niecałe 1,6GB dostępne jest dla plików użytkownika. Moim zdaniem to wystarczająco dużo jeśli wziąć pod uwagę korzystanie z plików EPUB. Przy większej ilości książek w formacie PDF, może się okazać konieczne skorzystanie z rozszerzenia zasobów w postaci karty pamięci. Nie udało mi się znaleźć informacji o częstotliwości taktowania procesora i jakoś nie miałem dość motywacji, żeby rozebrać czytnik lub włamywać się do systemu, więc na ten temat nic specjalnego nie napiszę. Prędkość pracy jest moim zdaniem zadowalająca. Rzadko zdarzało mi się pomylić wybór opcji w menu z powodu „bezwładności” w reakcji oprogramowania czy ekranu.

 

Pyrus Mini schowany w paszporcie

 

 

 

Wśród parametrów najważniejsze w tym czytniku e-booków są wymiary. Na końcu testu znajdują się odpowiednie liczby dotyczące wysokości czy szerokości. Warto jednak zwrócić uwagę, że czytnik ma mniej więcej wymiary paszportu. Można więc TekStora mieć ze sobą w kieszeni kurtki, marynarki, nawet małej damskiej torebce. To miłe, że nie trzeba nosić plecaka, by mieć książki ze sobą!

 

 

TrekStor Pyrus Mini (po lewej) i Amazon Kindle 4 (po prawej)

 

 

Ekran

 

 

 

Ekran jest najważniejszą częścią każdego czytnika. W Pyrusie Mini jest to szarawy wyświetlacz Digital Ink pochodzący ze wspomnianej już firmy Guangzhou OED Technologies. Jest to szarość wpadająca w odcień żółtawy, co szczególnie widać przy bezpośrednim porównaniu z ekranem Kindle 3 Keyboard. Odnoszę wrażenie, że również jest on od ekranu Kindle'a ciemniejszy. Bliżej mu do Vizplexa z Kobo Mini niż do Pearla z Kindle'a. Czytelność jednak pozostaje na dobrym poziomie.

 

 

 Zbliżenie ekranu z czcionką bezszeryfową Kindle 4 (po lewej) i Pyrusa Mini (po prawej)

 

 

Oprogramowanie

 

 

 

Wyłączony całkowicie czytnik startuje w około 17 sekund (testowane z zegarkiem, ale bez karty pamięci). To długo! W świecie współczesnych czytników oznacza to mniej więcej czas przenoszący nas np. gdzieś w erę Windows Millenium albo co gorsza - Windows Vista w świecie pecetów. W świecie ludzi to gdzieś między wynalezieniem radła i sochy (osoby nie widzące różnicy między nimi nie mają się czym przejmować, chodzi o odległe wieki, a czas startu czytnika jest po prostu za długi). Można wyłączyć całkowite wygaszanie czytnika, ale lepiej tę opcję jednak pozostawić. Szczególnie jeśli przewidujemy dłuższe przerwy w czytaniu.

 

Ekran z ustawieniami m.in. zasilania W Pyrusie Mini

 

 

 

Nieużywane urządzenie najpierw przechodzi w „tryb czuwania” (i wyczerpuje wtedy baterię z bliżej nieznanych przyczyn). Każdy „normalny” czytnik, kiedy przechodzi w stan uśpienia i włącza „wygaszacz ekranu” nie zżera baterii jak Smok Wawelski. Jako wygaszacz mogą służyć okładki czytanych książek (Kobo Mini), albo urocze bohomazy (Kindle Paperwhite, Kindle Classic) czy nawet portrety znanych (no, mnie akurat nieznanych) amerykańskich pisarzy (Kindle 3 Keyboard). Ale tak czy inaczej nie ubywa wtedy energii w tempie nawet szybszym niż zwykły zanikać lodowce w Alpach! W Trekstorze Mini jest jednak inaczej. Być może aktywuje się wtedy tajny moduł satelitarny, który przesyła statystyki czytelnika do tajnego ośrodka TrekStora ukrytego w podziemiach Bundestagu, ale może jest też jakaś prawdziwa przyczyna. Dopiero po jakimś czasie czytnik wyłącza się całkowicie dla oszczędzania baterii. Moment automatycznego przejścia w „tryb czuwania” można ustawić w zakresie od 5 minut do 1 godziny (można też je całkiem dezaktywować), natomiast całkowite wyłączanie następuje po godzinie do 4 godzin (tez można to całkiem wyłączyć). Uśpiony czytnik budzi się całkiem szybko (jak na przykład mój wiekowy Kindle 3 Keyboard) i od razu można kontynuować czytanie w miejscu, gdzie się skończyło (podobnie jak we wspomnianym Kindelku). Jednak już wyłączenie urządzenia (co musi następować jeśli nie chcemy błyskawicznego wyczerpania baterii) powoduje opuszczenie bieżącej lektury i po ponownym włączeniu czytnik startuje wyświetlając ekran startowy. Na szczęście ponowne uruchomienie czytnika (wspomnianych długich 17 sekund) i otwarcie książki (tu ilość sekund zależy od zdolności manualnych czytającego i objętości książki) pozwala czytać w miejscu ostatnio otwartej strony. Tego Pyrus Mini nie zapomina. Nie bez znaczenia jest obecność karty pamięci. Jeśli znajduje się ona w gnieździe, start urządzenia jest wydłużony o trwające około pięć eonów wyświetlanie ikonki karty microSD i napis „Ładowanie” (testowane na karcie Sandisk 2 GB, ale bez zegarka). Co bardziej krewcy lub niecierpliwi czytelnicy powinni więc sobie odpuścić używanie karty pamięci.

 

 

Najnowsze oprogramowanie TrekStora Mini w wersji 1.0.6 pochodzi z końca kwietnia 2013 roku. Moje urządzenie z początku miało starszą wersję firmware, więc natychmiast dokonałem aktualizacji. Ku mojemu zdziwieniu wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Dużo miałem z tym kłopotów w przypadku sześciocalowego Trekstora Pyrusa, więc byłem nastawiony pesymistycznie. Jednak w Mini wszystko odbyło się bez nerwowych resetów.

 

Aktualizacja firmware w Windows 8 raczej się nie powiedzie

 

 

 

Układ menu i funkcje Pyrusa Mini są bardzo zbliżone do tego, co oferuje sześciocalowy Pyrus. Strona startowa składa się z listy ostatnio czytanych lub wgranych książek. W dolnej części znajduje się odsyłacz „Biblioteka” do listy wszystkich książek w urządzeniu zarówno na karcie jak i w pamięci wewnętrznej. Zasoby książek mogą być tam wyświetlane zarówno w postaci listy tytułów lub widoku okładek. Mogą też być sortowane według autora, tytułu, czasu przeczytania lub wgrania do czytnika.

 

Ekran głównego menu Pyrusa Mini

 

 

W menu głównych ustawień czytnika prezentowanych jest dziewięć opcji:

 

- Zakładki (według książek, w których się znajdują);

 

- Biblioteka (książki zarówno w urządzeniu jak i na karcie pamięci);

 

- Więcej e-booków (informacja o księgarni TrekStora);

 

- Wyszukaj e-booki (w urządzeniu);

 

- Menadżer plików (umożliwiający np. kasowanie plików);

 

- Obrazy (przeglądarka plików graficznych);

 

- Ustawienia (np. zmiana języka menu, informacja o użyciu pamięci, autoryzacja Adobe DRM);

 

- Instrukcja (również po polsku);

 

- Wyjdź (z tego menu).

 

 

Generalnie omawiany czytnik e-booków działa sprawnie. Oprogramowanie jednak nie jest wolne od wad. Podstawowa polega na niestabilnym działaniu, gdy tekst książki jest obrócony o 90º (w prawo lub w lewo). W kilku plikach udawało mi się w ten sposób przeczytać kilka, czasami kilkanaście stron. W końcu jednak Pyrus się restartował zapominając o miejscu, gdzie przerwałem (a w zasadzie on mi przerywał) czytanie. Nie wystąpiło to we wszystkich testowanych przeze mnie książkach a prawidłowości występowania kłopotów nie wykryłem. Może z niektórymi plikami oprogramowanie sobie radzi a z innymi nie. Zawsze jednak przy zamknięciu książki i ponownym jej otwarciu obrót ekranu trzeba włączać na nowo. Dość szybko przestałem tej funkcji używać i trudno mi o niej więcej coś dodać, jak to, że można o niej spokojnie zapomnieć.

 

 

Do czytnika (podobnie jak do dużego Pyrusa), dołączone jest również oprogramowanie eReaderSuite ułatwiające zarządzanie książkami (na komputerze PC lub Mac). To kolejne miłe zaskoczenie świadczące o tym, że jednak ludzie piszący oprogramowanie dla TrekStora nie biorą pieniędzy na darmo. Wersji dołączonej do sześciocalowego Pyrusa nie byłem w stanie zainstalować, ale eReaderSuite w wersji 1.1.67.6 dołączony do Pyrusa Mini zainstalował się i uruchomił bez żadnych kłopotów (Windows XP). Prawidłowo rozpoznał katalog utworzony przez Adobe Digital Editions i znajdujące się tam e-booki. Na co dzień oprogramowanie to ułatwia synchronizację książek między komputerem a czytnikiem. Może też łączyć się z księgarnią internetową prowadzoną przez TrekStora. Niestety są tam tylko pozycje niemieckojęzyczne i nie przetestowałem tej funkcjonalności. Ogólnie eReaderSuite jest bardzo prosty, działa poprawnie i szybko. Gdybym nie używał Calibre'a, zapewne mógłbym go wykorzystywać do zarządzania biblioteką w TrekStorze. Co ciekawe, pod wskazaną w pliku pomocy stroną http://www.trekstor.de/ereadersuite nie ma już możliwości pobrania tego programu. Można go więc zainstalować tylko z pamięci samego czytnika.

 

 

 

Czytanie - wgrywanie e-booków

 

 

 

Wgrywanie książek do czytnika może się odbywać na dwa sposoby. Albo przy pomocy kabla, lub poprzez włożenie karty pamięci. O tym drugim sposobie proponuję zapomnieć, bo jest to zbyt denerwujące, no chyba, że ktoś lubi gapić się na ikonkę karty microSD zamiast czytać książki. Aby wgrać książkę do czytnika w pierwszy podany sposób, trzeba użyć kabla USB (micro-USB) podłączonego do komputera. Czytnik widziany jest wtedy jako dysk zewnętrzny a na ekranie urządzenia pojawia się ikona USB. Mamy więc do wyboru wgrywanie książek na wiele sposobów: przy pomocy programu calibre, dołączonego do czytnika eReaderSuite lub po prostu skopiowanie pliku (np. EPUB) pobranego z księgarni prosto do katalogu Ebooks w pamięci czytnika. Po odłączeniu czytnika od komputera następuje aktualizacja biblioteki i książki są gotowe do czytania.

 

Bzdety wyświetlane na głównym ekranie Pyrusa Mini po wgraniu do pamięci biletu PKP w pliku PDF

 

 

Czytnik, którego używałem, miał problemy ze stabilnością po wgraniu niektórych książek (poprzez skopiowanie pliku do pamięci). Długo nie mogłem ocenić, czym to jest spowodowane. Było tak aż do momentu, gdy wgrałem świeżo pobrany z księgarni nowy plik. Po umieszczeniu go w katalogu głównym urządzenia i odłączeniu od komputera, czytnik wpadł w pętlę restartów. Plik nie miał polskich znaków, ale najwyraźniej długość nazwy nie była odpowiednia. A może kłopotem była kropka w nazwie? Po pobraniu plik miał nazwę: „jednym-kliknieciem-historia-jeffa-bezosa-i-rosnacej-potegi-amazon-com-richard-l-brandt-Ebookpoint.pl.epub” więc uznałem, że jego długość i dwie kropki w nazwie może być przyczyną kłopotów. Po podłączeniu TrekStora do komputera i zmianie nazwy na „jednym-kliknieciem.epub” czytnik zaczął zachowywać się normalnie. Nie była to więc chyba reakcja alergiczna na opisy sukcesów konkurencji w osobie szefa Amazona a coś bardziej prozaicznego jak nazwa pliku licząca ponad 100 znaków.

 

 

Pyrus Mini górą a paszport dołem

 

Zapraszam na trzecią i ostatnią część recenzji, w której przedstawię więcej wrażeń z korzystania z czytnika.