905 Obserwatorzy
21 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe Czytanie

cyfranekblog@protonmail.com - rynek e-booków, czytników książek: Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Rakuten Kobo, Bookeen Cybook, Icarus, Nolim, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook, Onyx Boox. 

Recenzja: Dokąd jedzie „Żółty tramwaj”?

O akcji „Cała Polska czyta dzieciom” słyszałem od czasu do czasu, ale nie angażowałem się jakoś specjalnie w jej śledzenie. Głównie dlatego, że moje dzieci od dość dawna same już czytają. Ale czuję dla takich działań szacunek, ponieważ kiedy ta akcja startowała, to ja też czytałem swoim dzieciom na dobranoc o przygodach Mikołajka czy Harry'ego Pottera.

 

Powieść „Żółty tramwaj” zawiera sporo odniesień kulturowych (Lizbona, sierpień 2016 r.)

 

Trafiłem ostatnio na kolejną inicjatywę związaną z czytaniem dzieciom. Jest to powieść w odcinkach „Żółty tramwaj” Katarzyny Ryrych. Przez ostatnie kilkanaście dni (i trzy odcinki) śledziłem koleje losu dwóch dziecięcych bohaterów. Niestety, mam z tą lekturą spory problem. Z góry zaznaczam, że nie jestem krytykiem literackim. Żaden też ze mnie animator kultury czy też spec od marketingu. Ale dzięki temu mogę spokojnie założyć, że „skoro się nie znam, to się wypowiem”. Co niniejszym czynię jako doświadczony rodzic i czytelnik.

 

„Żółty tramwaj” zapowiedziano jako powieść w odcinkach „na długie grudniowe wieczory”. No i tu niestety pojawia się mój pierwszy problem. Grudniowe wieczory są długie (to fakt) zaś kolejne odcinki „powieści” nie są dłuższe od SMS-ów, które pisałem na mojej pierwszej Nokii ze słownikiem T9. A może i bez słownika T9 pisywałem obszerniejsze teksty np. z pytaniem co kupić na obiad, bo akurat jestem w sklepie. Za (przy)krótką formę nie winię bynajmniej autorki. Katarzyna Ryrych na pewno nie jest osobą, która nie potrafi się rozpisać gdy ma ku temu okazję. Przeglądając spis kilkudziesięciu pozycji jej autorstwa, przekonałem się, że może pod względem ilości książek dla dzieci i młodzieży konkurować z Remigiuszem Mrozem. No przynajmniej z dorobkiem z lat jego młodości. Krótko rzecz ujmując uważam, że zarówno poszczególne odcinki jak i całość jest zwyczajnie za krótka, żeby wzbudzić i utrzymać zainteresowanie dziecka.

 

Fragment strony WWW promującej „Żółty tramwaj” (źródło: calapolskaczytadzieciom.pl)

 

Nie piszę tego żeby negować ideę powieści w odcinkach. Jednym z silniejszych moich wspomnień z dzieciństwa jest codzienna wędrówka na piechotę przez wieś, w której spędzałem część wakacji. Spacer odbywałem do najbliższego kiosku Ruchu, oddalonego od ponad dwa kilometry od miejsca gdzie wtedy mieszkałem. Po co? Aby kupować kolejne wydanie gazety (jedyny egzemplarz we wspomnianym kiosku) z fragmentem powieści „KG 200” (nie pomnę pełnego tytułu). Nie powiem Wam, co to za gazeta była bo tu mam lukę w pamięci. Nie powiem Wam, czy ta książka ukazała się w Polsce w formie zwartej. Ale jedno pamiętam, wyczekiwanie na kolejny odcinek i zdziwienie kioskarki, która codziennie sprzedaje gazetę, która wcześniej zwykle trafiała do zwrotów. Obawiam się, że dzieci słuchające „Żółtego tramwaju” nie będą miały tego typu wspomnień. Czy można się ekscytować oczekiwaniem na kolejny odcinek „Żółtego tramwaju”, skoro jego przeczytanie trwa krócej niż SMS-a „odgrzejcie sobie zupe.jest w lodowce”?

 

Ciekawym elementem „Żółtego tramwaju” jest odwołanie się do czytelniczych doświadczeń rodziców. Każdy odcinek zawiera na na końcu sugestie, jak rodzic może samodzielnie rozwinąć opowieść. Na przykład podążając wspomnieniami w stronę Bullerbyn i sięgając po kolejną ciekawą lekturę. To mi się podobało. Choć zdecydowanie zrzedła mi mina, gdy zobaczyłem, że ostatnia część powieści (jeszcze nie czytałem, opublikowano ją przed chwilą) nosi tytuł „Przystanek Pinokio”. Na pewno bym nie chciał przed spaniem przenieść się w wyobraźni do pracowni Dżepetta. Brrrrr...

 

Jak wspomniałem, dziś opublikowano ostatnią część „powieści”. I już wiem, że przenigdy bym moim dzieciom nie zaczął czytać „Żółtego tramwaju” w rytmie ukazywania się kolejnych mikroodcinków. No chyba, że chciałbym zostać najgorszym ojcem świata, co to kończy czytanie zanim zdąży się dobrze rozgrzać żarówka w lampce przy łóżku... I tak bym musiał mieć w pogotowiu przygody Mikołajka czy dzieci z Bullerbyn. Więc po co sięgać po „Żółty tramwaj", który może nas niestety zawieźć także do „przystanku Pinokio”?

 

Pliki EPUB „Żółtego tramwaju” mają problem z metadanymi

 

Drugi problem miałem z plikami EPUB. Mają one źle zdefiniowane metadane i na przykład w Calibre wyświetlają się z „nieznanym” autorem. Ale z tym akurat sobie łatwo poradziłem.

 

Muszę kończyć, bo chyba napisałem tekst dłuższy niż recenzowana powieść. I zmieściłem to wszystko w jednym odcinku. No cóż, zapraszam do lektury kolejnych wpisów na blogu. Mam nadzieję, że będziecie na nie czekać. Zaś poszczególne odcinki „Żółtego tramwaju” w formie plików EPUB, MOBI oraz PDF można pobrać bezpłatnie ze strony Fundacji ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom. A tak na poważnie. Gdyby mnie ktoś pytał jak rozwinąć ten pomysł, to bym jednak zrobił z tego całoroczną akcję i zamówił z tuzin powieści u różnych autorów (jedna na miesiąc). I co tydzień lub co kilka dni publikował odcinki składające się z rozdziałów, z których każdy czyta się dłużej niż kilka minut.