865 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

"Tłumacz chorób" - piękny tytuł (i profesja) ale słabe wykonanie

Tłumacz chorób - Jhumpa Lahiri

Książka Jhumpy Lahiri jest zbiorem dziewięciu opowiadań. Z tekstu na okładce można się dowiedzieć, że są one "o młodych hinduskich imigrantach żyjących w Ameryce". Niestety, nie jest to dobry opis. Należy zacząć od tego, że większość (nie wszystkie) opowiadania związane są nie tyle z Ameryką, co ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. A to może mieć duże znaczenie, o czym za chwilę. Drugi problem wynikający z tekstu na okładce jest taki, że głównym tematem nie są młodzi imigranci. Popatrzmy... Pierwsze opowiadanie jest o... smutku. Dla odmiany drugie opowiadanie jest o... smutku, a potem już mamy z górki. Kolejne są o smutku, smutku oraz (niewielkie zaskoczenie) o smutku. I tak dochodzimy do opowiadania "Trzeci i ostatni kontynent", w którym (pomimo terminalnego tematu) głównym bohaterem nie jest smutek lecz maluteńka nadzieja.

 

Ruch uliczny (Kolkata, 2012 r.)

 

„- Pan Seth mówi, że jak będę miała prawo jazdy, wszystko będzie lepiej. Jak myślisz, Eliot? Będzie lepiej? - Będzie pani mogła jeździć, gdzie będzie pani chciała - odpowiedział Eliot. - Wszędzie. - Będę mogła pojechać do Kalkuty? Jak długo by to trwało, Eliot? Dziesięć tysięcy mil przy prędkości pięćdziesięciu mil na godzinę?”

Jhumpa Lahiri "Tłumacz chorób"


Opowiadania nie są porywające, ale chyba obowiązkowo powinni je przeczytać wszyscy młodzi hindusi marzący o wspomnianej "Ameryce". Wynika z nich uporczywa myśl: w Stanach przeżyjecie fizycznie, pewnie będziecie ciężko pracować i jeść do syta, może nie rozpadnie się wasze małżeństwo, może nawet wasze dzieci nie zapomną o Indiach - ale stracicie hinduską duszę.

 

A może lepiej jechać jednak do Ameryki, do Europy? Gdziekolwiek, ale nie do Stanów?

 

Tak na marginesie, koncepcja "tłumacza chorób" bardzo mi się spodobała :) To takie indyjskie...