864 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

W poszukiwaniu pradawnych Indii

Dziwy Indii - Bławatska Helena

 

Helena Pietrowna Bławatska jest intrygującą postacią związaną z Indiami. Spędziła tam prawdopodobnie dłuższy czas, zafascynowana zdecydowanie niematerialnymi przejawami życia Indusów. Do dziś jej teksty cieszą się zainteresowaniem, o czym świadczy choćby fakt wznowienia omawianej książki, w 2005 roku, przez Wydawnictwo Loka. Wydawnictwo ma też w swojej ofercie „pozłacane stożki medytacyjne” czy Meru Czakrę, która „jest zaprojektowana przez osoby wysoko kwalifikowane w starożytnej wiedzy indyjskiej i wykonana pod ich nadzorem”. Dlatego nie może dziwić, że zainteresowałem się jej książką „Dziwy Indii” (tytuł oryginału „Zagadočnye plemena na Golubyh gorah”), która po raz pierwszy w języku polskim była opublikowana w 1924 roku.

 

Według słów polskiego wydawcy, „Dziwy Indii noszą charakter wybitnie podróżniczy”. Trudno się z tym zgodzić, choć łatwo zauważyć, że autorka starała się nadać treści jak najwięcej atrybutów własnego doświadczenia i zawrzeć relacje osób mieszkających na miejscu. Nie zniża się jednak do poznawania i cytowania bezpośrednich relacji pochodzących z ust Indusów, a poprzestaje na świadectwach dawanych przez (zazwyczaj) „szanownych” lub „doświadczonych” Anglików.

 

Książka traktuje o bardzo ciekawym rejonie południowych Indii, znanym jako Nilgiri lub Góry Błękitne albo Niebieskie Góry. Ta górzysta, południowa część Półwyspu Dekan, cechuje się zarówno pięknymi krajobrazami jak i klimatem, który jest przyjazny nie tylko dla Europejczyków ale i Indusów. Zarówno w czasach kolonialnych, jak i w niepodległych Indiach, miejscowości położone w Nilgiri na południu kraju, pełniły podobne funkcje jak Shimla czy Dardżyling na północy. Autorkę szczególnie zainteresowały jednak nie góry, ani nie uprawy herbaty, wprowadzone tam przez Europejczyków, a tajemniczość wynikająca z długotrwałej odrębności niedostępnych gór. Postanowiła więc sama przekonać się o nadprzyrodzonych właściwościach i pozostałościach prastarej wiedzy „przedpotopowych” Toddów i ich kulturze opartej na chowie „przedpotopowych” bawołów. W sumie jednak bardziej skupia się na „czarnej magii” Mułłu-Kurumbów niż na białej - Toddów. Ta pierwsza zdaje się być bardziej atrakcyjna i podszyta dreszczykiem emocji, niż ta pierwsza. Zresztą ani z jedną ani z drugą nie daje jest jej zetknąć się osobiście, a tylko przez Anglików snujących przy kominku wspomnienia z czasów „czcigodnej Wschodnio-Indyjskiej Kompanji”.

 

 

Dziś w Ghatach Zachodnich, zamiast lasów, dominuje herbata (Munnar, 2014 r.)

 

Nie wiem, czy to z powodu błędów w oryginalnym wydaniu, czy przez poprawki wprowadzone we wznowieniu, momentami miałem kłopoty z odbiorem tekstu. Na pewno przyczyną może być fakt, że polski tłumacz dość swobodnie ingerował w oryginalny tekst, wprowadzając swoje przypisy, cięcia i komentarze w tekście.

 

Klnę się na Cthulhu, że przez całą lekturę miałem wrażenie, że czytam prozę H.P. Lovecrafta. Byłem w Ghatach Zachodnich, widziałem opisywane przez Bławatską góry, ale i tak cały czas czytając „Dziwy Indii” nie odstępowało mnie wrażenie, że jestem w innym świecie, świecie istniejącym w głowie autorki. „Zew Cthulhu” był jednak dla mnie bardziej realistyczny...