865 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Celebryckie Indie

Moje Indie. Przygoda nie pyta o adres - Jarosław Kret

Na wstępie muszę się przyznać, że nie spodziewałem się za wiele po książce „Moje Indie”. Jarosława Kreta postrzegam jako celebrytę, choć może nie takiego całkiem typowego, bo mającego już swoje lata i jednak trochę życiowego doświadczenia. W związku z tym nie spodziewałem po książce wiele więcej, poza to, co można wyczytać w innych popularnych źródłach. Niestety na moim nastawieniu nie zawiodłem się. Wydaje się, że opowieść snuta przez autora ma na celu głównie podkreślanie raz po raz jego wyjątkowości. A to coś zostało dla niego specjalnie otwarte, a to był pierwszym, który coś widział, a to tylko dzięki jego urokowi ktoś mu coś pokazał, a to jako pierwszy wpada na pomysł, który nigdy nikomu nie przyszedł do głowy, a to znowuż jest jedynym Europejczykiem, który coś tam i z kimś tam... i tak dalej i tym podobne. Trochę tu przesadzam (dałem się ponieść duchowi książki), ale chciałem lepiej oddać to, co mam na myśli. Na dłuższą metę strasznie to denerwujące i przeszkadza w lekturze. Ale już gwoździem do trumny jest dla mnie opowieść jak to hidźry chciały autora uprowadzić i „przerobić” na jedną z nich.

 

Być może to właśnie te hidźry (po prawej), uchwycone przeze mnie podczas tańca w nocy przed świątynią, chciały porwać Jarosława Kreta (Orchha, 2009 r.)

 

Na szczęście autopromocja to chyba jedyny mankament „Moich Indii”. Nawet obfite czerpanie z różnych źródeł w celu przybliżenia, wyjaśnienia jakiegoś zjawiska, czy zrelacjonowania wydarzenia lub opowieści, dość gładko przewija się z doświadczeniami i relacjami autorskimi. Wraz z autorem-gawędziarzem możemy wybrać się w kilka wycieczek po Indiach do mniej lub bardziej znanych miejsc. „Moje Indie” mogą przybliżyć polskiemu czytelnikowi nie tylko najbardziej charakterystyczne obiekty (jak Tadż Mahal, czy Waranasi) ale i zjawiska, z jakimi można się tam zetknąć (jak krowy na ulicach, czy hidźry). Dzieje się to wszystko momentami chaotycznie, czasami z dość zaskakującą ignorancją człowieka, który w Indiach mieszkał, ale dla kogoś nieobeznanego z Indiami może to być atut.

 

Niezaprzeczalnym wkładem Jarosława Kreta w popularyzację Indii jest przybliżenie polskiemu czytelnikowi postaci Dobrego Maharadży, czyli Jam Saheba Digvijay Sinhji. Znany jest on niewielu Palakom, a powinien być znany powszechnie, jako człowiek, który wsławił się organizacją w Indiach obozów dla polskich sierot i uchodźców w czasie II wojny światowej. Mam nadzieję, że jego pamięć będzie trwała choćby dzięki temu, że ma on od zeszłego roku „swój” Skwer Dobrego Maharadży (Digvijaysinhji) na warszawskiej Ochocie.

 

Kto w tematyce indyjskiej jest wyjątkowo niezorientowany i lubi poczuć się wyjątkowo dzięki obcowaniu z celebrytą, na książce się nie zawiedzie. Wszystkim pozostałym raczej polecam poważniejsze lektury.