864 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Młodzieżowo i przygodowo o Indiach

Rama Singh - Ryszard Marian Mrozek

 

„Rama Singh” to powieść, której akcja ma miejsce w budzących się do niepodległości Indiach. Ferment wolnościowy jest tłem ale i motorem napędzającym poczynania głównego bohatera. Autorowi udało się stworzyć dość spójny obraz społecznych przemian Indii Brytyjskich i całkiem inteligentnie go wpleść w proces dorastania i dojrzewania tytułowej postaci.

 

"List ten pisze skryba mający swój stolik w Lahore, na placu w pobliżu wejścia do twierdzy..." (współczesny skryba w Kolkacie, 2012 r.)

 

Mam jednak żal do autora, że nie dołożył wszelkich starań, aby jego książka wzbiła się na wyższy poziom. A mogła! Pierwsze zaniedbanie to, jak sądzę, brak porządnego redaktora. Gdyby takowy był, to by powiedział, że niespójność opisów w postaci różnych systemów miar nie jest dobrym pomysłem. Raz bohater mierzy coś na piędzi, potem przekracza przełęcz, której wysokość wyraża w stopach, a parę miesięcy później opisuje rozmiary budowli w metrach. Ja osobiście nie lubię, gdy w książkach po polsku podawane są miary, których niemal nikt u nas nie kojarzy. Dowód? Tak na szybko, człowiek mierzący pięć stóp wzrostu to dryblas czy konus? Ile to centymetrów? Znasz odpowiedź bez zaglądania do encyklopedii czy internetów? Przy książkach historycznych dla mnie to jeszcze do przyjęcia. Ale dlaczego raz system angielski a raz metryczny?

 

"trzymam się tego cholernego kraju, bo jest w nim coś, co działa na człowieka jak narkotyk i powoduje uzależnienie. Może jest to rozmaitość ludzi, klimatów, krajobrazów, warunków życia a także coraz nowszych wrażeń i bo ja wiem jeszcze czego?"

Ryszard Marian Mrozek "Rama Singh"

 

Drugie zaniedbanie to zbyt duże oczytanie autora w fundamentach kultury śródziemnomorskiej, a zbyt małe - indyjskiej. Zarówno toczone na łamach książki dysputy jak i przytaczane w dialogach cytaty pochodzą przede wszystkim z kręgu europejskiego. Nie wygląda to naturalnie, gdy szkoła prowadzona przez buddyjskich mnichów wpaja swoim uczniom podstawy filozofii greckiej a pomija niemal zupełnie to, co kształtowało myśl buddyjską czy hinduistyczną. Najdobitniej świadczy o tych brakach wyjaśnienie pochodzenia warn (kast) zamieszczone w przypisach. Oto można się dowiedzieć, że pochodzą one z ciała... Buddy. Tak, tego samego człowieka, który na kontestacji zastanego systemu hinduistycznych kast zbudował swoją filozofię!

 

To trzeba zdecydowanie poprawić. Nie Budda a Purusza!

 

Trzecie zaniedbanie dotyczy dramatyzmu akcji. Powieść można chyba zaklasyfikować jako przygodową z elementami fantastycznymi. Brak jest tutaj jednak mrożących krew w żyłach opisów i zapierających dech w piersiach zwrotów akcji. Mnie to jednak nie przeszkadzało. I bez tego książka jest niezła. Natomiast zupełny brak zakończenia uważam za grubą pomyłkę. Bez względu na to, czy to pierwszy tom, czy nie. Zakończenie powieści nie może polegać po prostu na napisaniu zdania „Koniec tomu pierwszego” w jakimś miejscu tekstu. Czytelnikowi należy się chyba

Koniec recenzji.