905 Obserwatorzy
21 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe Czytanie

cyfranekblog@protonmail.com - rynek e-booków, czytników książek: Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Rakuten Kobo, Bookeen Cybook, Icarus, Nolim, Sony, TrekStor, Dibuk Saga, Nook, Onyx Boox. 

Recenzja: Netflix, jak to się udało

Nie jestem wielkim zwolennikiem Netfliksa, ale jest to niezaprzeczalnie fenomen rynku usług elektronicznych. I bez dwóch zdań można w jego przypadku użyć ulubionego stwierdzenia autora recenzowanej książki, że także polscy „użytkownicy to pokochali”. Mowa tu o książce zatytułowanej „Netflix. To się nigdy nie uda” autorstwa Marca Randolpha. napisana nie przez byle kogo, bo Marc Randolph był także współzałożycielem tej firmy.

 

Marc Randolph „Netflix. To się nigdy nie uda”

 

Dziś Netflix jest synonimem abonamentowej wypożyczalni, opartej na automatycznym ściąganiu pieniędzy co miesiąc z karty użytkownika. Według tego, co pisze autor, to on był też pomysłodawcą obciążania klientów właśnie w ten sposób, a więc nie dlatego, że się na coś zgodzili, lecz tego nie odmówili. Efektem są rosnące obroty wielu firm stosujących ten sam chwyt, ale i raz po raz wylewane żale osób, które zapomniały wyłączyć jakąś usługę podpiętą „promocyjnie” do ich konta. W książce opisana jest znamienna scena, w której drugi z założycieli Netfliksa twierdzi, że takie postępowanie jest nieetyczne. Ale wątpliwości mijają, gdy dochodzi do konstatacji, że tak firma będzie ściągać pieniądze szybciej, łatwiej i więcej. i w sumie o tym jest ta opowieść jak dla mnie.

 

„– Nie możesz po prostu naliczać komuś opłaty, nie pytając o zgodę – oznajmił Reed. – To totalnie nieetyczne.

Ale totalnie normalne – przekonywałem. – Nie zamówiłeś nigdy subskrypcji jakiegoś magazynu?

Nie podoba mi się to.

Mają szansę dostać coś zupełnie za darmo – ciągnąłem. – A my mamy szansę na złapanie ich na haczyk. Coś za coś. Od samego początku znają zasady.

Może zapomną.

Słuchaj, jeśli oferta podobała im się na tyle, żeby podać nam numer karty kredytowej, są szanse, że polubią nas na tyle, by pozwolić nam go zachować.”

Marc Randolph „Netflix. To się nigdy nie uda”

 

Autor w kółko pisze o „kulturze startupów” tak, jakby to było niebywałe osiągnięcie społeczno-ekonomiczne. Raz po raz podkreśla, jak pięknie jest pracować od świtu do wieczora w nowopowstałej firmie, nie dbając o dni wolne, urlopy, właściwą dietę czy rodzinę. Co prawda autor próbuje dbać o swoją rodzinę, ale jak to bywa we prywatnych firmach – założycielowi i współwłaścicielowi jakoś to łatwiej przychodzi. Choćby z tego powodu, że to on decyduje o siedzibie firmy w pobliżu swojego domu, tudzież trudno go wylać z roboty bo na przykład sobie wziął wolne w niewłaściwym momencie. Ale nawet zwalnianie pracowników wydaje się w tej książce sukcesem. Może nie akurat sukcesem pracowników, którzy zostali ściągnięci podczas zakładania Netfliksa z innych firm, w których dobrze zarabiali. Może akurat nie tych pracowników, którzy zgodnie „kulturą startupów” oddawali firmie całe swoje dnie a może i noce. Może akurat nie tych pracowników, którzy znakomicie pracowali. Ale było to dobre dla firmy, której priorytetem jest zarabianie pieniędzy, aby przyciągnąć inwestorów, którym można sprzedać akcje za jak największą kwotę, aby współzałożyciele mogli swoje udziały spieniężyć ze stukrotnym zyskiem.

 

Druga sprawa „kultury startupów” odnosi się do klientów. I tu oczywiście ważne jest, żeby „oni to pokochali”. Ale biada im jeśli pokochali coś, co się firmie mniej opłaca niż jakaś nowa forma zarabiania. Wtedy na przykład muszą pokochać abonament za 20 USD i porzucić miłość do abonamentu za 10 USD. Albo się odkochać. Dla firmy „kultury startupów” oczywiście zawsze najważniejsze jest zadowolenie klientów... Ale jeśli na przykład trzeba poświęcić „miłość” 100 tys. klientów przynoszących mniejszy zysk niż 50 tys., na których można zarobić więcej, to trudno. Zmienia się ofertę tak, aby pasowała do większych zysków. Zysk okazuje się ważniejszy, a klienci? Może da im się wmówić nową miłość.

 

Mimo mojego marudzenia na gloryfikację „kultury startupów” uważam, że to bardo pouczająca i całkiem fajnie napisana książka, chyba dość dobrze oddająca zarys drogi do sukcesu globalnej marki. Szczególnie warta jest ona polecenia tym, którzy marzą o założeniu firmy, która podbije świat. W książce można przeczytać bardzo budujące rady o tym między innymi, że pierwsze dziesięć milionów dolarów zainwestowane przez współzałożycieli i pierwszych inwestorów to mogą być pieniądze stracone. Można się też dowiedzieć, że zwolnienie 40% dobrze pracującej załogi to sukces, bo pozostałe 60% procent to już same gwiazdy, które dadzą z siebie firmie jeszcze więcej, by nie zostać balastem wyrzucanym za burtę, gdy firmowa łódź stanie się zbyt ociężała. Można też przeczytać, że warto podążać za swoimi marzeniami (szczególnie jeśli ma się kolegę, który zainwestuje w nie dwa miliony dolarów). Polecam szczególnie osobom zainteresowanym szeroko pojętą Doliną Krzemową. Po niewydanej w Polsce „Piloting Palm” Andrei Butter i Davida Pogue, po biografiach „Innowatorzy” i „Steve Jobs” Waltera Isaacsona oraz „Jednym kliknięciem” Richarda L. Brandta, to kolejna ciekawa pozycja na ten temat.

 

Dolina Krzemowa w literaturze

 

„Piloting Palm” Andra Butter, David Pogue

„Innowatorzy” Walter Isaacson

„Steve Jobs” Walter Isaacson

„Jednym kliknięciem” Richard L. Brandt

„Netflix. To się nigdy nie uda” Marc Randolph

 

Na koniec chcę podkreślić – szanuję pracę i pomysłowość zarówno autora książki jak i innych uczciwych przedsiębiorców. Ale twierdzenie, że „ludzie coś pokochali”, gdy chodzi o zwykłe nakłonienie ich do wydawania pieniędzy, uważam za zwykłe wciskanie kitu. A skoro o zarabianiu mowa, to zgarnięcie setek milionów dolarów za kilka lat pracy jest z kolei (moim zdaniem) zwyczajnie niemoralne, szczególnie w obliczu wcześniejszego wywalenia z roboty znakomitych pracowników, którzy zostali uznani za balast.

 

Recenzowanego e-booka można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint czy LitRes (w LitRes podając kod 10CYFR przy zakładaniu konta – zakładka „Kupon” – otrzymasz 10 PLN zwrotu za zakupy o wartości 20 PLN).

Recenzja: Jakoś to wszystko NIEOPŁACALNE

„Jakoś wkrótce” Kelly i Zacha Weinersmithów jest próbą zmierzenia się z technologiami przyszłości. Mogą to być zarówno te, których wyczekujemy już od dawna i teoretycznie były zaprezentowane całe dekady temu, jak i takie, które wydają się być w fazie nie do końca wykrystalizowanej koncepcji. W pierwszej części autorzy mierzą się z tym, co może wyprowadzić ludzkość w kosmos, ale i w dalszych rozdziałach do tego wracają. Idą także w stronę komputerów, medycyny i leczenia tudzież modyfikacji naszego ciała. Udaje im się zachować dość przystępną formę, nawet kiedy piszą o dość futurystycznych i całkiem skomplikowanych sprawach. To duża zaleta tej książki. Do wad bym zaliczył, co dość zrozumiałe dla amerykańskich autorów, skupienie się na amerykańskich specjalistach w danej dziedzinie i amerykańskim punkcie widzenia świata.

 

Kelly i Zach Weinersmith „Jakoś wkrótce” 

 

 

Lektura książki nie jest niestety zbyt optymistyczna. To znaczy niby jest, bo widać, jak wielki postęp dokonuje się w wielu dziedzinach. Ale raz po raz pojawiają się w obrazie współczesnych postępów ludzkości także spore rysy. Pójdę teraz na wielkie skróty i spróbuję podsumować wnioski jednym stwierdzeniem, które zaskakująco często przewija się i powtarza w konkluzjach na temat przyszłości poszczególnych technologii. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, ani to co napiszę nie powinno zepsuć zabawy podczas lektury książki, choć mam opinię dość stronniczą i całkiem tendencyjną. Niestety jest to, jak mniemam, też niezłym i dosadnym podsumowaniem wszystkich wywodów przedstawionych w książce.

 

Cyfranek jakoś wkrótce...

 

Otóż przy każdym niemal poruszanym problemie autorzy twierdzą, że wiele z tych rzeczy, o których na przykład ludzkość marzy (przynajmniej ta należąca do krajów pierwszego świata) jest całkiem całkiem osiągalna z wielu punktów widzenia poza jednym – finansowym. Można już myśleć całkiem poważnie o tym lub o owym, ale wszystko rozbija się o jedno – finanse. W zasadzie wszystko, co by było fajne i o czym tak fajnie czytało się w książkach science-fiction jest dziś zwyczajnie nieopłacalne. Nie będzie kluczowych osiągnięć, popychających świat do przodu, bo nie ma kto zapłacić za badania jednego czy drugiego detalu. W sumie to dość logiczne i trudno się z autorami nie zgodzić, że badania oraz wdrożenia nowości nie są tanie.

 

Cały czas jednak kołacze mi się z tyłu głowy fundamentalna wątpliwość: gdyby tak rzeczywiście było to w latach '40 XX wieku np. przy myśleniu o energii jądrowej, to do dziś byśmy tylko o tym czytali w książkach. Bo co najsmutniejsze, jeśli w grę wchodzi wyścig zbrojeń, to nie ma, że „to się nie spina finansowo”. Podobnie było z lotami na Księżyc. Może w połowie XX wieku nie było na świecie tylu miliarderów co dziś, ale pieniądze na to jednak się znalazły. Choć też trudno mówić o „opłacalności” tego pomysłu. Być może trudno to było zauważyć autorom książki - obywatelom supermocarstwa, ale ja to widzę aż nazbyt jasno. Pieniądze na badania i technologie można zdobyć jeśli się chce. Ale oczywiście zamiast finansować zdobywanie kosmosu nowoczesnymi technologiami można też budować kolejne luksusowe jachty i pałace dla miliarderów. Wygląda na to, że musimy (jako ludzkość wybrać) czy wolimy mieć miliarderów gromadzących bogactwo ludzkości czy postęp. Bo jeśli nawet najbogatszych państw teraz nie stać na podstawowe badania, to jaka nas czeka przyszłość?

 

Mimo mojej smutnej konstatacji, polecam lekturę osobom rozkminiającym technologiczne problemy współczesnego świata. E-booka „Jakoś wkrótce” Kelly i Zacha Weinersmithów można kupić m.in. w księgarni Ebookpoint czy LitRes (w LitRes podając kod 10CYFR przy zakładaniu konta - zakładka "Kupon" - otrzymasz 10 PLN zwrotu za zakupy o wartości 20 PLN).

 

Empik Go NA pierwszym CZYTNIKU PocketBooka

Wypożyczalnie treści cyfrowych są coraz częściej widoczne w codziennym życiu. Ikonami tych przemian stały się takie usługi jak Netflix czy Spotify. Wadą tego typu globalnych serwisów jest zazwyczaj faworyzowanie treści amerykańskich, a zdecydowanie mniejszy udział treści europejskich czy wręcz znikomy np. polskich. Dlatego cieszy, że w Polsce wypożyczalnię e-booków znamy głównie jako Legimi z bogatą polskojęzyczną ofertą. Rok temu poznańskiej księgarni przybyła realna alternatywa w postaci usługi Empik Go w wersji na czytniki marki inkBook (wpis „Aplikacja Empik Go na czytniki inkBook, realna ALTERNATYWA dla WYPOŻYCZALNI Legimi”). Teraz ta usługa trafiła także na PocketBooki.

 

Wypożyczalnia Empik Go na czytniku PocketBook Touch HD 3

 

Czym jest Empik Go?

Empik Go to usługa abonamentowego dostępu do książek elektronicznych i audiobooków. Warto jednak pamiętać, że aplikacja na czytniki obsługuje tylko wypożyczanie e-booków. Płacąc co miesiąc abonament, otrzymujemy dostęp do tysięcy książek, które można pobrać na czytnik (tablet lub telefon) i czytać także bez dostępu do sieci.

 

Wypożyczalnia Empik Go trafiła także na czytniki marki PocketBook (źródło: empik.com)

 

Aby ten dostęp utrzymać, trzeba wnosić comiesięczne opłaty. Są one pobierane automatycznie z karty przypisanej do konta w Empiku. Należy także pamiętać o synchronizowaniu czytnika z serwerami księgarni przynajmniej raz na miesiąc rozliczeniowy. Zaletą jest to, że nie trzeba podpisywać z Empikiem długotrwałej umowy. Można się wycofać np. po miesiącu (abonament będzie aktywny do końca opłaconego z góry okresu rozliczeniowego), a potem np. wrócić do płacenia w czasie, gdy będziemy mieć więcej czasu na czytanie (choćby w czasie urlopu).

 

Książki objęte abonamentem oznaczone są a katalogu księgarni komentarzem "czytaj w abonamencie Empik Go" (źródło: empik.com)

 

Oficjalnie w ofercie Empik Go dostępnych jest ponad 30 tys. tytułów. Znajdziemy tam w pierwszej kolejności większość publikacji grupy wydawniczej Foksal. Są to książki firmowane przez Wydawnictwo W.A.B., Wilga oraz Buchmann. Nie brak oczywiście publikacji i innych wydawnictw (m.in. Filia, Wielka Litera, Albatros czy Marginesy). Co (prawie każdą) środę dodawane są nowe pozycje. Zazwyczaj jest to kilka, czasem kilkanaście e-booków na tydzień. Generalnie z miesiąca na miesiąc oferta wypożyczalni się rozszerza. Choć może się zdarzyć i tak, że jakiś wydawca wycofuje wcześniej dostępne książki (ostatni przykład to wycofanie z Empiku publikacji z grupy PDW: m.in. Prószyński, Czarna Owca).

 

W abonamencie Empik Go dostępna jest na wyłączność duża część publikacji grupy Foksal, ale nie wszystkie. Na przykład książka "Chiny 5.0" jest w audiobooku, ale e-booka nie można wypożyczyć

 

Z usługi (jeden abonament) można obecnie korzystać na dwóch urządzeniach (czytniki, tablety, smartfony). Na szczęście w Empik Go można książki dodawać na własne konto także z poziomu strony WWW, bez pośrednictwa aplikacji mobilnej. Oznacza to, że jedno konto powinno „obsłużyć” dwa czytniki jednocześnie. Jeśli ktoś ma abonament „audiobooki i e-booki” to można oczywiście słuchać na telefonie, a czytać wygodnie na czytniku. Gdy przestajemy płacić abonament, książki znikają z urządzenia wraz z zakończeniem opłaconego okresu rozliczeniowego.

 

Pobranie na półkę w wypożyczalni należy potwierdzić (bo może akurat chcemy ten tytuł kupić w pliku) (źródło: empik.com)

 

Empik Go obecnie dostępny jest w czterech opcjach:

- audiobooki i e-booki – za 39,90 PLN/mies.;

- audiobooki – za 29,90 PLN/mies.;

- e-booki – za 29,90 PLN/mies.;

- lektury szkolne (audiobooki i e-booki) – za 9,90 PLN/mies.

 

W aplikacji mobilnej można w wynikach wyszukiwania łatwo odfiltrować te pozycje, które są objęte abonamentem

 

Empik Go na czytniku PocketBook Touch HD 3

Pierwszym czytnikiem marki PocketBook, który właśnie otrzymał dostęp do usługi Empik Go jest PocketBook Touch HD 3. To wszechstronny, bardzo dobry, lekki i zgrabny czytnik z sześciocalowym ekranem 300 ppi (przekątna 15,2 cm), fizycznymi klawiszami zmiany stron i regulację temperatury barwowej oświetlenia. Więcej na jego temat napisałem w recenzji „PocketBook Touch HD 3 RECENZJA najbardziej ZAAWANSOWANEGO PocketBooka”.

 

Aplikacja Empik Go powinna samoczynnie pojawić się na dolnym pasku ikon ekranu startowego, po aktualizacji oprogramowania w czytniku PocketBook Touch HD 3

 

Aplikacja Empik Go dostępna jest w oprogramowaniu wewnętrznym oznaczonym numerem 6.1.785. Ta Aby korzystać z usługi, należy zaktualizować czytnik do tej wersji firmware'u. Powinna być ona stopniowo udostępniana od dziś dla wszystkich czytników PocketBook Touch HD 3 podłączonych do internetu (jako OTA). Po instalacji i restarcie, na pasku ikon ekranu startowego powinna pojawić się ikona aplikacji „Empik Go”. Jeśli jej tam nie będzie, można ją samodzielnie dodać (długie przytrzymanie dowolnej ikonki z paska wywołuje odpowiednie menu) albo za każdym razem wybierać w razie potrzeby z menu „Aplikacje”. Pierwszą rzeczą, którą trzeba zrobić po jej uruchomieniu, jest zalogowanie się na swoje konto w księgarni Empik. Jeśli takiego konta nie mamy, lepiej je sobie wcześniej utworzyć np. w przeglądarce WWW na komputerze.

 

Podczas pierwszego uruchomienia aplikacji należy się zalogować, aby mieć dostęp do zakupionych w Empiku e-booków oraz pozycji wypożyczonych w ramach Empik Go

 

Przy okazji instalacji nowego oprogramowania, powinny zniknąć bolączki trapiące część czytników PocketBook Touch HD 3, które pojawiły się po aktualizacji oprogramowania w marcu 2020 r. Czytnik powinien teraz działać bez zacięć. Dodatkowym atutem przemawiającym za instalacją bieżącej wersji jest wprowadzenie możliwości powiększania rycin zawartych w tekście. Krótkie dotknięcie ekranu na rysunku wywołuje ikonkę z czterema strzałkami i przez nią można uruchomić tryb powiększania ryciny. Opcja szczególnie przydatna jest właśnie w takich czytnikach jak Touch HD 3, z ekranem o przekątnej sześciu cali.

 

W nowej wersji oprogramowania dla PocketBooka Touch HD 3 można powiększać ryciny zawarte w tekście. Najpierw trzeba dotknąć rycinę tak, aby wywołać ikonę z czterema strzałkami (ekran po lewej), następnie wskazać ikonę z czterema strzałkami aby przejść do trybu powiększania (ekran środkowy) i gestem szczypania ekranu skalować rycinę (ekran po prawej)

 

Ale wracając do Empik Go. Biblioteczkę wypożyczonych książek możemy obsługiwać albo z poziomu strony WWW księgarni albo aplikacji mobilnej. Aplikacja mobilna pomoże w zarządzania biblioteczką wypożyczeń w czytniku ale konieczna, jeśli chcemy słuchać audiobooków (o ile mamy taki abonament). Jest ona dostępna na urządzenia pracujące pod kontrolą Andoida oraz iOS. Mając aktywną usługę Empik Go, możemy przeszukiwać ofertę wypożyczalni, filtrując tylko te pozycje, które są w danym abonamencie dostępne. Jeśli znajdziemy pozycję, która nas interesuje, wybranie przycisku „Czytaj” dodaje ją do naszej biblioteczki. Na tronie WWW postępujemy analogicznie, wybierając przycisk z napisem „Czytaj w Empik Go” umieszczony poniżej ceny e-booka (jeśli znajduje się on w abonamencie).

 

Wybranie trzech kropek przy tytule (ekran po lewej) umożliwia oznaczenie książki jako ukończonej, pobranie pliku lub jego zarchiwizowanie (ekran po prawej)

 

Sposób korzystania z Empik Go na czytniku jest w skrócie następujący:

- opłacamy usługę;

- wybieramy sobie i dodajemy książki objęte abonamentem przez stronę WWW Empiku lub aplikację mobilną Empik Go;

- synchronizujemy aplikację Empik Go w czytniku;

- pobieramy do pamięci czytnika książki dodane wcześniej na półkę;

- otwieramy pobrane książki z poziomu aplikacji Empik Go lub biblioteczki w czytniku.

 

Aplikacja Empik uruchomiona na czytniku PocketBook Touch HD 3 ma w zasadzie jedno zadanie – pobrać wypożyczone e-booki do pamięci czytnika a także czytnikowej biblioteczki. Poza tym ma dość ograniczoną funkcjonalność. Możemy też poszczególne książki oznaczyć w niej jako ukończone lub przenieść je do archiwum. Przy wyborze tej drugiej opcji, książki zostaną usunięte z listy, ale będzie do nich można powrócić w razie potrzeby.

 

Wyszukiwanie tytułów w aplikacji może się odbywać także z wykorzystaniem polskich znaków

 

Strona startowa aplikacji Empik Go w PocketBooku wyświetla zarówno książki wypożyczone w Empik Go przy użyciu aplikacji mobilnej jak i zakupione w Empiku. Można je filtrować i wyświetlać: wszystkie, pobrane, ukończone lub zarchiwizowane. Niestety brak jest bardziej zaawansowanego sortowania, ale za to działa wyszukiwanie (także z polskimi znakami). Z poziomu aplikacji można także rozpocząć czytanie, ale pobrane książki pojawiają się także w czytnikowej biblioteczce. Więc jak raz pobierzemy wszystkie wypożyczone pozycje, o aplikacji możemy w zasadzie zapomnieć. Resztą zajmuje się czytnik.

 

Jeśli nie chcemy jakiegoś e-booka widzieć już na liście wypożyczeń, można go "zarchiwizować"

 

Czytanie wypożyczonych z Empiku książek odbywa się w domyślnej czytnikowej aplikacji PB Reader, a nie w aplikacji obsługującej abonament. Książki pochodzące z Empik Go traktowane są jak wszystkie inne pozycje dodane do naszej biblioteczki. To bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ w PocketBooku nie musimy pamiętać, czy dana pozycja jest wypożyczona z Legimi, Empik Go czy samodzielnie wgrana – każda będzie dostępna z poziomu jednego wspólnego księgozbioru. Ma to także inne zalety, a mianowicie książki powinny mieć dzielenie wyrazów, dostęp do wszystkich zainstalowanych czcionek i słowników, tworzenia notatek oraz zakreśleń, powiększania rycin zawartych w tekście czy w końcu opcji odczytywania przez mechanicznego lektora (Ivona TTS). Jednym słowem PocketBook zapewnia przyjazne środowisko, w którym każda książka jest traktowana tak samo i użytkownik ma wszystko co potrzeba pod ręką.

 

Podsumowanie

Empik, udostępniając swoją aplikację na czytnikach PocketBook, wykonał kolejny krok w konkurencyjnej walce z Legimi – która jednak pozostaje wciąż największą polską wypożyczalnią e-booków i audiobooków. Jednocześnie wyeliminowane zostały bolesne dla użytkownika ograniczenia, obecne w wersji na czytniki inkBook, takie jak otwieranie książek wyłącznie w aplikacji, brak dzielenia wyrazów, brak dostępu do słowników itp. Teraz czytelnicy związani z Empik Go mają kolejną platformę sprzętową do wyboru. I kolejny argument, żeby sięgnąć po tę usługę. Wzmocni to zapewne także pozycję czytników marki PocketBook na polskim rynku. Zyskają one kolejną funkcję, o którą dopytują się czytelnicy. Podobnie jak w przypadku obsługi Legimi, także e-booki z Empik Go są w PocketBookach integralną częścią biblioteczki, czego brakuje w przypadku rozwiązania zastosowanego wcześniej w inkBookach. Korzystanie z usługi Epik Go w PocketBookach w porównaniu do inkBooków daje użytkownikowi więcej swobody decyzji, co czytać i jak czytać. Każda książka, bez względu na to czy jest zakupiona w księgarni X czy wypożyczona w usłudze Y – i tak jest we wspólnej biblioteczce oraz korzysta z takich samych narzędzi.

 

PocketBook zapowiedział wprowadzenie aplikacji Empik Go także na inne swoje oferowane obecnie czytniki. Wszystkie te modele (poza InkPadem X) mają już obsługę wypożyczalni Legimi. Nie podano jednak ram czasowych, kiedy zostaną dla nich udostępnione odpowiednie aktualizacje oprogramowania.

 

Plusy aplikacji Empik Go na PocketBooku

- umożliwia dostęp do usługi abonamentowej na czytnikach (wybrane modele, na razie tylko PocketBook Touch HD 3);

- czytanie także bez dostępu do sieci (po pobraniu książki na czytnik);

- aplikacja Empik Go pobiera plik, a tekst wyświetla już aplikacja czytnikowa;

- z jednego abonamentu można korzystać jednocześnie na dwóch czytnikach;

- korzystanie podczas czytania ze wszystkich funkcji obecnych w czytniku, takich jak słowniki, własne czcionki itp.;

- aplikacja sama aktywuje połączenie wi-fi jeśli jest to konieczne;

- przy okazji wprowadzenia nowej wersji oprogramowania wewnętrznego, pojawiła się opcja powiększania rycin zawartych w tekście e-booka (także z Empik Go).

 

Minusy aplikacji Empik Go na PocketBooku

- brak synchronizacji postępów czytania z aplikacją mobilną;

- brak możliwości sortowania wypożyczonych książek w biblioteczce aplikacji;

- brak obsługi audiobooków.

Kindle 10 Kids Edition TANIEJ o 34 EUR

Kindle 10 Kids Edition to, jak sama nazwa wskazuje, Kindle 10 pomyślany jako czytnik dla dzieci. Ma więc rozszerzoną dwuletnią gwarancję „zero stresu”, obejmującą wymianę sprzętu także w razie uszkodzenia mechanicznego (także ekranu) z winy użytkownika. Ma także dołączoną w zestawie solidną firmową okładkę (do wyboru jeden z czterech wzorów). Od zwykłego Kindle 10 różni się także trochę oprogramowaniem oraz dostępem do wypożyczalni Kindle Unlimited (z której w Polsce nie skorzystamy). Więcej na temat tego modelu znaleźć można w mojej recenzji „Kindle 10 Kids Edition – RECENZJA czytnika, który DZIECI się nie boi”.

 

Kindle 10 Kids Edition w niebieskiej okładce

 

Wspominam o nim dlatego, że można go teraz kupić o ponad 34 EUR taniej. Zwykle o tej porze roku Amazon przeceniał swoje czytniki z okazji „powrotu do szkoły”. Być może taka akcja jeszcze będzie ogłoszona, choć szanse nie są duże. Otóż Kindle Paperwhite 4 od czasu wprowadzenia stanu pandemii koronawirusa z Wuhanu sprzedaje się zapewne bardzo dobrze bo raz po raz pojawiają się braki magazynowe. W tym momencie wersja bez reklam, która może być wysłana do Polski, oznaczona jest jako dostępna od 30 września. Takie informacje są orientacyjne i zmieniają się z tygodnia na tydzień, ale nie wróży to dobrze ewentualnym promocjom cenowym.

 

Kindle Paperwhite 4 - w magazynie od 30 września... (źródło: amazon.de)

 

Tymczasem można się skusić na Kindle 10 Kids Edition, który kosztuje obecnie ok. 330 PLN (73,10 EUR zamiast 107,21 EUR). Czyli w sumie tak, jakbyśmy otrzymali firmową okładkę gratis. Nie jest to niestety czytnik, który zamówimy wprost do Polski, więc jeśli nie mamy kogoś znajomego w RFN, trzeba skorzystać z pośrednika pocztowego. Sprawdzona tego typu usługa, świadczona przez Mailboxde, kosztuje ok. 11 EUR. Da się także zamówić do punktu odbioru/paczkomatu przy granicy. W sumie więc możemy liczyć na zakup zamykający się w kwocie ok. 380 PLN. To i tak taniej niż „zwykły” Kindle 10 (kosztuje 93,01 EUR czyli ok. 420 PLN). Jeśli ktoś więc czeka na obniżkę ceny tego modelu, moim zdaniem warto zainwestować w Kindle 10 Kids Edition.

 

Kindle 10 Kids Edition oferowany obecnie taniej o 34 EUR (źródło: amazon.de)

 

HARRY POTTER teraz w e-booku TANIEJ

Elektronicznych wersji książek autorstwa J. K. Rowling, o przygodach młodego czarodzieja z Hogwartu, nie znajdziemy w naszych księgarniach. Polskie wydania są obecnie sprzedawane w jednym sklepie, nad którym autorka ma prawdopodobnie większą kontrolę niż w przypadku tradycyjnego księgarskiego łańcucha dystrybucyjnego. To specjalnie założony na tę okazję portal i sklep Pottermore. Taka sytuacja nie dotyczy tylko polskojęzycznych książek autorki. Ale jest też kilka wyjątków w postaci większych sieci księgarskich. Jest wśród nich choćby Amazon, który wynegocjował sobie prawo do sprzedaży tych e-booków także u siebie.

 

E-booki z serii "Harry Potter" sprzedają też samodzielnie niektóre francuskie księgarnie (źródło: www.bookeenstore.com)

 

Seria książek o Potterze sprzedawała się na naszym rynku znakomicie. Ale głównie w wersji papierowej. Przy braku oficjalnie wydanego e-booka w czasie premiery kolejnych tomów, w sieci błyskawicznie pojawiały się amatorskie wersje w postaci plików rozpowszechnianych w wielu formatach. Pojawienie się oficjalnego sklepu Pottermore chyba niewiele zmieniło, bo ceny w nim zaproponowane raczej nie należały do „promocyjnych”. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ofertę e-booków na stronie Pottermore, byłem w lekkim szoku. Jak to? E-booki po 40 złotych? Dziś jednak patrzę na to inaczej, bo ceny nowych e-booków w Polsce pomału dorównały do tego pułapu. Ale zapewne wciąż jest wiele osób, które przygód młodego czarodzieja nie znają lub chcą kupić oficjalnie wydanego e-booka. A jest ku temu okazja, bo chyba po raz pierwszy od uruchomienia sklepu cenę pierwszych tomów obniżono o połowę.

 

Promocyjna oferta w sklepie Pottermore (źródło: eur.shop.pottermore.com)

 

Obecnie w obniżonej cenie (4,49 EUR, czyli ok. 20 PLN) można kupić trzy pierwsze części cyklu o Harry'm Potterze w formacie EPUB: część I „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, część II „Harry Potter i Komnata Tajemnic” oraz część III „Harry Potter i Więzień Azkabanu”. Oferta ważna jest do 15 września 2020 r. Można także kupić jako prezent. Pozostałe e-booki z przygadami Harry'ego wciąż są po 8,99 EUR, czyli ok. 40 PLN. Komplet siedmiu tomów jest do nabycia za 57,99 EUR (ok. 260 PLN).

 

A u mnie na półce królują pierwsze wydania papierowe :)

 

Tajwańska księgarnia Readmoo odmawia usunięcia NIEPOPRAWNYCH POLITYCZNIE książek

Media donoszą o postawie tajwańskiej księgarni Readmoo w obliczu żądań wysuwanych przez chińskiego operatora płatności elektronicznych. AliPay, największy operator płatniczy na terenie Chińskiej Republiki Ludowej (podobnie jak np. Aliexpress, należy on do grupy Alibaba), zwrócił się do sklepu o usunięcie znajdujących się w ofercie książek „wrażliwych politycznie”. Tajwańczycy odmówili zastosowania autocenzury i zerwali współpracę z Alipay. W zamian wprowadzono inne opcje płatności za zakupy.

 

 

Strona WWW księgarni Readmoo (źródło: readmoo.com)

 

Księgarnia nie ujawniła, jakie publikacje miały ewentualnie zostać usunięte. Można się spodziewać, że żądania dotyczyły np. masakry na Placu Tian’anmen, klęsk głodu w połowie XX wieku, chińskich obozów pracy czy po prostu treści krytykujących Komunistyczną Partię Chin. Tego typu informacje nie są dopuszczane do chińskiego społeczeństwa (na terenie ChRL), jako zaburzające ład społeczny.

 

Gdyby w ofercie księgarni Readmoo znalazła się na przykład książka "Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958-1962" Franka Diköttera, na pewno by ją uznano w Chinach za "wrażliwą politycznie" (źródło: czarne.com.pl)

 

Readmoo to księgarnia handlująca także książkami elektronicznymi. Twierdzi, że posiada największą ofertę książek w tradycyjnym języku chińskim. A ich wersje elektroniczne mogą wciąż dość łatwo trafiać również do czytelników mieszkających na terenie Hongkongu, Makau czy nawet Chin Ludowych, a płacących domyślnie przez najpopularniejsze tam Alipay.

 

Inną książkę Franka Diköttera sprzedawaną także w księgarni Readmoo, "Tragedia wyzwolenia. Historia rewolucji chińskiej 1945-1957", wciąż jeszcze można kupić w naszych księgarniach (źródło: readmoo.com)

 

Komentatorzy podkreślają, że Alipay operujący z terenu Chińskiej Republiki Ludowej, musi na bieżąco podporządkowywać się pisanym i niepisanym regulacjom rynku narzucanym przez Komunistyczną Partię Chin. Oskarżenie o wspieranie handlu „zakazanymi” publikacjami może być śmiertelnie niebezpieczne nawet dla takiej klasy światowego giganta handlu, jakim jest Alibaba.

 

Podsumowanie

Kreowanie rzeczywistości przeszkadzającej partyjnym działaczom nie jest niczym nowym ani zarezerwowanym dla odległych nam kulturowo miejsc. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy przypomnieć ostatnią aferę z piosenką Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”, gdy utwór został usunięty z pierwszego miejsca Listy Przebojów Trójki.

FIRMWARE 5.13.2 dla czytników Kindle przynosi WYRÓWNANIE dla Kindle Paperwhite 3

Sierpniowa aktualizacja oprogramowania wewnętrznego czytników Kindle przynosi poprawki zauważonych wcześniej błędów. Firmware w wersji 5.13.2 ma jednak istotne znaczenie dla posiadaczy czytników Kindle Paperwhite 3, które w ostatnich uaktualnieniach były pomijane. Według plotek, Amazon nie mógł sobie poradzić z błędami, które pojawiły się w przypadku obsługi tego modelu podczas wprowadzania wcześniejszej wersji firmware'u. Wycofano się więc z nowych wersji oprogramowania aż do rozwiązania problemów. Mam nadzieję, że to już za nami i bezpiecznie można aktualizować również ten model.

 

 

Firmware 5.13.2 dla czytników Kindle

 

Ja aktualizację wykonałem na moim Kindle Oasis 3. Odnoszę wrażenie, że sam proces trwał dłużej niż zwykle, ale poza tym nie dostrzegłem żadnych różnic w funkcjonowaniu. Czytnik działa sprawnie, jest rozpoznawany przez Calibre oraz aplikację obsługującą wypożyczalnię Legimi.

 

Jak zaktualizować firmware w Kindle?

Plik aktualizacyjny czytnik powinien otrzymać po podłączeniu do internetu (OTA). Ale czasem trzeba chwilę (znaczy nawet kilka tygodni) poczekać. Można też skorzystać z pliku, który udostępnia Amazon (ok. 230-280 MB) i wykonać aktualizację samodzielnie.

 

Pliki są do pobrania ze wspólnej (dla wszystkich kindelków) strony w Amazonie. Nosi ona tytuł „Aktualizacje oprogramowania czytnika książek elektronicznych Kindle”. Pliki należy pobierać z odsyłacza „Pobierz aktualizację oprogramowania” dla właściwego modelu czytnika.

 

Oficjalne nazewnictwo czytników Kindle bywa mylące. Poniżej zamieszczam więc przypomnienie powszechnie używanych i oficjalnych określeń:

 

Potoczna nazwa

Oficjalna nazwa w Amazonie

Bieżąca wersja oprogramowania (firmware)

Kindle Oasis 3

Kindle Oasis (10. generacja)

5.13.2

Kindle 10

Kindle (10. generacja)

5.13.2

Kindle 10 Kids Edition

Kindle (10. generacja) Kids Edition

5.13.0.9 (bez możliwości aktualizowania z pliku)

Kindle Paperwhite 4

Kindle Paperwhite (10. generacja)

5.13.2

Kindle Oasis 2

Kindle Oasis (9. generacja)

5.13.2

Kindle 8

Kindle (8. generacja)

5.13.2

Kindle Oasis 1

Kindle Oasis (8. generacja)

5.13.2

Kindle Voyage

Kindle Voyage (7. generacja)

5.13.2

Kindle 7

Kindle (7. generacja)

5.12.2

Kindle Paperwhite 3

Kindle Paperwhite (7. generacja)

5.13.2

Kindle Paperwhite 2

Kindle Paperwhite (6. generacja)

5.12.2

 

Czytnik z naładowaną do pełna baterią należy podłączyć do komputera przez kabel USB. Kindle powinien być widoczny jako zewnętrzny dysk. Pobrany wcześniej plik aktualizacyjny, umieszczamy w katalogu głównym czytnika i wysuwamy bezpiecznie urządzenie, następnie odłączamy kabel.

 

Pozostaje otwarcie z głównego ekranu menu w prawym górnym rogu ekranu i wybranie opcji Settings. Tam należy ponownie wejść do menu i wskazać „Update Your Kindle”. Po kilku minutach czytnik powinien się zrestartować z nową wersją oprogramowania wewnętrznego.

 

PocketBook InkPad X z ekranem E-Ink Mobius – recenzja NAJWIĘKSZEGO PocketBooka

Ekran o przekątnej 10,3 cala (26,1 cm) to już całkiem sporo. Wyraźnie więcej niż sześć cali (15,2 cm), które dominuje na rynku czytników. Ma to swoje zalety ale i wady. Nie korzystałem do tej pory przez dłuższy czas z tak dużego czytnika (testowałem większy, z ekranem 13,3 cala, ale miałem go krócej), więc z tym większą przyjemnością zapraszam do lektury testu największego czytnika tej marki. Poniżej przedstawiam moje wrażenia z prawie dwóch miesięcy ciągłego używania PocketBooka InkPada X.

 

PocketBook InkPad X

 

PocketBook InkPad X od strony technicznej

PocketBook InkPad X nawiązuje swoim wyglądem do pozostałych czytników tej marki. Ekran jest zagłębiony w cienkiej ramce koloru czarnego, dzięki czemu cały czytnik wygląda lekko. Pod ekranem na froncie znajdują się cztery fizyczne przyciski ułatwiające zmianę stron (dwa środkowe) i dostęp do ekranu głównego (skrajny lewy) oraz podręcznego menu (skrajny prawy). Nowością jest tutaj bardzo słabe ich wyróżnienie w obrębie obudowy i stosunkowo niewielkie rozmiary. Moim zdaniem powinny być one zdecydowanie większe. Drugą nowością jest przeniesienie wyłącznika z dolnej krawędzi obudowy do przycisku menu. Na dolnej krawędzi pozostało gniazdo USB C oraz dioda sygnalizująca pracę procesora. Plastik czarno-szarej (metaliczny szary) obudowy wzbudza zaufanie, szczególnie żebrowany, gumowany tył sprawdza się przy dłuższym trzymaniu. Pomimo dużego ekranu, czytnik jest bardzo lekki (300 g) oraz cienki, co sprawia wrażenie dość delikatnego urządzenia.

 

PocketBook InkPad X nawiązuje do wyglądu pozostałych modeli tej marki (PocketBook InkPad X po lewej i PocketBook Touch HD 3 po prawej)

 

We wnętrzu znalazł się dwurdzeniowy procesor wspomagany aż 1 GB pamięci operacyjnej. To sprawia, że czytnik pracuje płynnie, nawet z większymi plikami. Momentem odczuwalnego spowolnienia jest przeliczanie stron w nowo otwartym dokumencie. Tym razem zabrakło miejsca na kartę pamięci, ale w środku jest całkiem sporo, bo 32 GB. Z tego dla użytkownika udostępniono prawie 30 GB.

 

Fizyczne przyciski w InkPadzie X (na górze) są mniejsze niż np. w czytniku z ekranem sześciocalowym (na dole)

 

PocketBook InkPad X – ekran i oświetlenie

PocketBook InkPad X niewątpliwie wyróżnia się ekranem. Zastosowany tu E-Ink Carta Mobius ma przynajmniej trzy ważne cechy, na które trzeba zwrócić uwagę w pierwszej kolejności. Pierwsza to oczywiście rozmiar – przekątna wynosi 10,3 cala (26,12 cm). Recenzowany model to największy z obecnie dostępnych PocketBooków, ale i jeden z większych tego typu urządzeń na rynku. Bywają czytniki z ekranem o przekątnej 13,3 cala, ale to wciąż margines. Dziesięciocalowy ekran predysponuje czytnik do korzystania z dokumentów, które ciężko czyta się na mniejszych urządzeniach – są to zazwyczaj pliki w większym formacie, zazwyczaj PDF. Ekran InkPada X ma (po obróceniu tekstu do trybu poziomego) szerokość 21 cm, czyli tyle, ile kartka A4. A do takiego rozmiaru często są formatowane teksty dostępne w formie plików PDF. PocketBook InkPad X daje więc dużo większe szanse na wygodny odbiór dokumentów, które na mniejszych czytnikach wymagają więcej kadrowania, powiększania, przycinania lub są nieczytelne z powodu zbyt małego ekranu. W razie kłopotów z czytelnością pliku PDF, czytnik oferuje „standardowe” dla PocketBooków narzędzia, jak przycinanie marginesów oraz otwieranie ich w trybie „szybkim” lub „uniwersalnym” (menu „Otwórz w” wywołać można przytrzymując palcem tytuł PDF-a w biblioteczce). 

 

Powierzchnia ekranu PocketBooka InkPada X to równowartość dwóch czytników sześciocalowych

 

No i co bardzo ważne, na większym ekranie mieści się po prostu więcej tekstu. Podczas lektury nie trzeba tak często zmieniać stron, jak w mniejszych modelach. To zdecydowanie jeden z większych atutów większego czytnika...

 

Porównanie ilości tekstu mieszczącego się na ekranie PocketBooka InkPada X (ekran po lewej przeskalowany) i PocketBook Touch HD 3 (ekran po prawej). W obydwu przypadkach czcionka Bookerly 11 punktów

 

Druga ważna cecha ekranu testowanego PocketBooka to odporność na zbicie. Mechaniczne uszkodzenie szklanej bazy „zwykłego” ekranu E-Ink to największa zmora posiadaczy czytników i najczęściej występujące uszkodzenie. Rozbicie ekranu często oznacza złomowanie sprzętu, którego naprawienie (wymiana ekranu) często jest zwyczajnie nieopłacalne. W InkPadzie X zastosowano E-Ink Mobius, który korzysta z plastikowego podłoża, zamiast szklanego. To powinno skutkować znacznie większą odpornością na mechaniczne uszkodzenia wynikające z uderzenia, ugięcia, punktowego nacisku czy upadku z większej wysokości. Tym samym inwestując w znacznie droższy czytnik z ekranem E-Ink Mobius, powinniśmy otrzymać także urządzenie wyraźnie trwalsze. na razie takie rozwiązanie nie jest zbyt popularne ze względu na cenę. Mniejszy ekran tego typu wykorzystano także w dwóch innych czytnikach dostępnych na europejskim rynku, to Kobo Forma oraz Tolino Epos 2.

 

Cienkie ramki wokół ekranu nadają recenzowanemu PocketBookowi lekkości

 

Trzecia istotna cecha ekranu recenzowanego PocketBooka to jego jakość. Ekran nie ma najwyższej dostępnej na rynku rozdzielczości (227 ppi), ale zarówno kontrastowi obrazu jak i wyrazistości liter ciężko coś zarzucić. Czyta się na nim bardzo przyjemnie, czcionki rysowane są wyraźnie, nie ma rozmycia, a charakterystyczny dla ekranów z papieru elektronicznego tzw. ghosting jest sporadyczny i trudno zauważalny. Spokojnie więc ustawiłem wymuszanie pełnego odświeżania na wartość „nigdy”.

 

Bardzo pozytywną cechą InkPada X jest także wbudowane oświetlenie. Po pierwsze, jest równomiernie rozprowadzone po całej powierzchni, co w czytnikach wcale nie jest takie oczywiste. Po drugie, posiada regulację temperatury barwowej. Można w całkiem sporym zakresie ustawić sobie bardziej białe lub bardziej kremowe światło w zależności od upodobań, pory dnia i warunków zewnętrznych. Poziomem natężenia jak i temperaturą barwową można sterować płynnie z poziomu górnego menu lub (w otwartej książce) gestem przesuwania palcem wzdłuż bocznej krawędzi ekranu (prawa – natężenie, lewa – temperatura barwowa).

 

PocketBook InkPad X na co dzień

Codzienne korzystanie z InkPada X nie nastręcza problemów za wyjątkiem momentu, gdy zastawiałem się, czy brać go ze sobą w drogę. To porządny, sprawnie działający czytnik wyposażony w wiele udogodnień. Z funkcji, których brakuje warto wspomnieć o Legimi. Nie ma żadnych informacji, czy aplikacja obsługująca wypożyczalnię trafi do recenzowanego InkPada. Poza tym można w czytniku korzystać z bezprzewodowej przesyłki plików (Send-to-PocketBook) oraz synchronizacji z dyskiem sieciowym (Dropbox). Dzięki temu zarówno bieżąca prasa, jak i zakupy z polskich księgarni internetowych oraz własne archiwum e-booków mogą być łatwo dostępne przez wi-fi. Oczywiście z czytnika można korzystać i bez dostępu do sieci. PocketBook daje nawet możliwość korzystania z czytnika bez podłączenia do internetu (co nie jest takie oczywiste u innych producentów). Jednak podłączenie do sieci znacznie zwiększa jego funkcjonalność.

 

PocketBook InkPad X - ekran główny

 

Ekran główny wygląda tak samo, jak we wszystkich czytnikach PocketBook z oprogramowaniem wewnętrznym w wersji 5.x. Mamy tu więc górne menu (wywoływane przez dotknięcie ekranu na dwóch kreskach przy górnej krawędzi) zawierające dostęp do głównych narzędzi takich jak połączenie wi-fi czy ustawienia oświetlenia. Mamy środkową część poświęconą na okładki ostatnio czytanych książek. Dolną część zawiera pasek trzech ikon (Książki, Sklep, Ustawienia) oraz dwie kreski prowadzące do rozwijanego menu aplikacji. Jedyna różnica w stosunku do innych modeli to przeskalowanie zarówno ikon jak i opisów menu. Wszystko jest tu większe w porównaniu do PocketBooków z mniejszymi ekranami. Z jednej strony to trochę marnowanie miejsca, z drugiej – może się przydać osobom mającym kłopoty ze wzrokiem.

 

 

Na ekranie głównym można wywołać górne menu (po prawej) z ustawieniami oraz dolne menu (po lewej) z aplikacjami

 

Wgrywanie książek do PocketBooka może się odbywać zarówno przy pomocy kabla USB C podłączonego do komputera, jak i bezprzewodowo. W przypadku połączenia kablem wystarczy plik (np. EPUB) wgrać do pamięci urządzenia. Można to zrobić każdym menedżerem plików, ale bardzo dobrze spisuje się w tej roli także bezpłatny program Calibre. W przypadku przesyłki przez sieć czytnik posiada standardowe usługi jak Send-to-PocketBook czy synchronizacja z dyskiem sieciowym Dropbox. Najlepiej korzystać z plików w formacie EPUB, które są dostępne w polskich księgarniach internetowych. Drugi powszechnie dostępny typ plików, czyli MOBI, może nastręczać problemów w postaci braku okładek (czyli podobnie jak w czytnikach Kindle). W takich e-bookach bywają także problemy z poprawnym wyświetlaniem tekstu (np. nakładający się tekst w tytułach rozdziałów).

 

Biblioteczka PocketBooka oferuje różne opcje grupowania książek (ekran po lewej) oraz ich sortowania (ekran po prawej)

 

PocketBook InkPad X zachowuje pozytywne cechy podejścia do lektury, które znane są z innych modeli tej marki. Mamy więc wszystkie wgrane do pamięci urządzenia e-booki zebrane w jednej wspólnej biblioteczce bez względu na ich pochodzenie. Biblioteczkę można przeglądać wg tytułów, katalogów, autorów itp. oraz sortować wg różnych kryteriów. Aplikacja do czytania umożliwia dość podstawową modyfikację wyglądu tekstu. Menu pozwalające na dostęp do spisu treści zakładek i notatek oraz formatowania wyglądu tekstu wywołuje się poprzez dotknięcie ekranu w środku. Do naszej dyspozycji są trzy rozmiary marginesów oraz trzy wielkości interlinii. Brakuje możliwości wymuszenia justowania, ale jest bardzo miła rzecz – możliwość włączenia dzielenia wyrazów wg polskich zasad. Jest sporo krojów czcionek do wyboru, ale ja instaluję i tak coś, co mi się podoba.

 

 

Biblioteczka w czytniku pozwala na wyświetlanie książek wg formatów (ekran po lewej) lub wszystkich na raz uporządkowanych np. wg tytułów (ekran po prawej)

 

Trzymanie tak dużego czytnika w dłoni podczas godzin czytania może być męczące. Takim odczuciom sprzyja umieszczenie niewielkich przycisków zmiany stron na froncie, pod ekranem. Dlatego chętnie obracałem tekst na ekranie do trybu poziomego. W takim przypadku fizyczne przyciski zmiany stron idealnie trafiają pod któryś z palców. Tu niestety napotkałem problem, z którym nie spotkałem się w mniejszych czytnikach. Linijki tekstu w trybie poziomym są dla mnie za długie. Co prawda ekran na szerokość ma dokładnie 21 cm, czyli tyle, co kartka A4, ale przy czytaniu bez marginesów, gubiłem się. Dlatego postanowiłem skorzystać z trybu pracy, którego nie ma w innych PocketBookach. A mianowicie w układzie poziomym czytnik przechodzi automatycznie w tryb wyświetlania dwukolumnowego. To bardzo fajne rozwiązanie, sprawiające wrażenie czytania zwykłej rozłożonej płasko książki. Niestety taki rodzaj wyświetlania tekstu dostępny jest tylko dla czcionki o wielkości od 6 do 9 punktów. Powiększenie tekstu do 10 punktów automatycznie przełącza tekst na jedną szpaltę, czego ja bym wolał uniknąć. Albo przynajmniej samemu zdecydować, kiedy tekst ma być podzielony a kiedy nie. Dlatego do tego typu lektury zainstalowałem sobie Cool Readera (o którym dalej).

 

Tekst w orientacji poziomej w InkPadzie X odpowiada szerokością stronie A4

 

Czytnik umożliwia także odsłuch książek. Czytnik nie ma głośnika, dźwięk można przesyłać za pomocą przejściówki USB C-minijack lub bezprzewodowego połączenia BT. Pierwszym sposobem odsłuchu jest czytanie na głos przez mechanicznego lektora (TTS) Ivona. Do wyboru jest m.in. kilka polskich głosów, które można pobrać z poziomu menu e-booka (ikona „Na głos” na dolnym pasku menu formatowania e-booka).

 

Polskie głosy mechanicznego lektora Ivona można pobrać z menu odsłuchu

 

Czytnik posiada także dwie osobne aplikacje do odtwarzania plików dźwiękowych. Do audiobooków najlepiej nadaje się rzecz jasna aplikacja „Audiobooki”, dostępna z dolnego menu wywoływanego na ekranie głównym. Ważną funkcją tejże aplikacji jest kontynuacja od ostatnio odtwarzanego fragmentu. Dzięki temu nie trzeba się martwić, gdzie przerwaliśmy słuchanie. Druga ciekawa opcja to akceptowanie plików spakowanych do archiwum ZIP. Audiobooka można wtedy wgrać do pamięci czytnika w jednym pliku. Oczywiście pojedyncze pliki MP3 też będą odtwarzane. Aplikacja może działać także w tle, podobnie jak „Odtwarzacz muzyki”. Jedyny minus jest taki, że podobnie jak we wcześniejszych modelach czytników PocketBooków, w aplikacji pojawiają się stuki przy włączaniu lub wyłączaniu odtwarzania. Mniej to słychać na słuchawkach, ale np. na wzmacniaczu jest to dość wyraźne.

 

PocketBook InkPad X posiada osobną aplikację do odsłuchu audiobooków

 

Co ważne, czytniki marki PocketBook wciąż pozostawiają użytkownikowi całkiem spore pole manewru w zakresie dostosowania ich zachowania do własnych upodobań. Na pierwszy plan wysuwa się możliwość wgrania własnych czcionek. Jest to tyle dla mnie ważne, że wśród zainstalowanych domyślnie nie znajduję ładnego kroju. Ale i opcja dodania przez użytkownika własnego wygaszacza ekranu jest miłym gestem ze strony producenta. O tym, jak zacząć pracę z czytnikiem PocketBook i jak go sobie dopasować, napisałem szerzej w poradnikach „PocketBook – co ustawić (usunąć lub dodać) na początku” oraz „PocketBook Touch Lux 3 – pierwsze kroki z czytnikiem – poradnik”.

 

CoolReader lub KOReader do wyboru

W obecnej wersji oprogramowania wewnętrznego można samodzielnie doinstalować jeden lub dwa dodatkowe programy służące do wyświetlania e-booków. Dlaczego ktoś miałby to robić? Ano dlatego, że mogą one istotnie uzupełnić funkcjonalność czytnika. Do „pożądanych” cech, których brakuje w czytniku, można zaliczyć m.in. możliwość powiększania rycin zawartych w tekście, pracę w trybie dwukolumnowym oraz odwróconych kolorów (tzw. tryb nocny) czy nienachalne wyświetlanie aktualnej godziny na ekranie podczas czytania.

 

PocketBook InkPad X może wyświetlać tekst dwukolumnowo tylko przy określonej wielkości czcionki (ekran górny). Po zwiększeniu czcionki do 10 punktów przełącza się na widok jednokolumnowy (ekran na dole), dlatego warto rozważyć instalację np. Cool Readera

 

Czy warto? To zależy od indywidualnych potrzeb. Po więcej szczegółów odsyłam do moich dwóch wcześniejszych tekstów „CoolReader dla czytników PocketBook przynosi pozytywne zmiany” oraz „KOReader dla CZYTNIKÓW PocketBook ROZSZERZA możliwości”.

 

Gdzie kupić PocketBooka?

PocketBooki są rozprowadzane w Polsce poprzez oficjalnego dystrybutora marki, wrocławską firmę 71media. Znajdują się w ofercie wielu polskich sprzedawców elektroniki i objęte są polską gwarancją. Jednak PocketBooka InkPada X nie zobaczymy „na żywo” w sklepach stacjonarnych. Jedynym źródłem zakupu pozostają sklepy internetowe – np. należący do dystrybutora czytio.pl. Wszystkie urządzenia z polskich sklepów powinny mieć taką samą gwarancję, więc pod tym względem nie ma znaczenia, gdzie czytnik zostanie zakupiony. Byle pochodził z krajowej dystrybucji.

 

W chwili, gdy piszę te słowa, PocketBooka InkPada X można kupić za ok. 1 700 PLN (katalogowa cena to 1900 PLN). Firmowe etui w postaci koperty można nabyć za 99 PLN.

 

Podsumowanie

Czytanie na PocketBooku InkPadze X to duża przyjemność. Sprzyja temu kompleksowe podejście PocketBooka do czytania. Składa się na to stabilne oprogramowanie urządzenia oraz skupienie na książce, którą łatwo dostarczymy przewodowo lub bezprzewodowo a później znajdziemy w jednej wspólnej biblioteczce. Większa niż przeciętnie powierzchnia ekranu, bardzo dobry kontrast i wypełnienie tekstu czernią oraz wydajny procesor szczególnie sprzyjają lekturze tekstów w postaci plików PDF czy CBZ (komiksów). Największy PocketBook bardzo dobrze sprawdza się domu, jednak nie do końca pasuje mi jako urządzenie mobilne – więc do czytania w podróży wybierałem raczej inny czytnik. Problemu nie stanowił ciężar urządzenia. PocketBook InkPad X jest bardzo lekki jak na swoje rozmiary. Problemu nie stanowił strach przed zbiciem dużego ekranu w warunkach podróżnych. PocketBook InkPad X ma plastikowy, „nietłukący” E-Ink Mobius, który powinien być znacznie bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne niż ekrany w większości tego typu urządzeń. Jednak jego gabaryty jakoś mnie nie zachęcały do szukania na niego miejsca w plecaku, bo w kieszeni się oczywiście nie mieści. Decydując się na taki czytnik trzeba mieć na uwadze, że korzystanie z niego w pociągu czy autobusie może nie być tak wygodne jak w przypadku mniejszych modeli. Ale za to w domu czy biurze, InkPad X może zaoferować przestrzeń na ekranie, której brakuje najpopularniejszym modelom.

 

PocketBook InkPad X (na dole) ma plecki gumowane i żebrowane, co ułatwia trzymanie bez okładki (w porównaniu do np. PocketBooka Touch HD 3 - na górze)

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli poszukujesz czytnika do komiksów lub PDFów albo jeśli czytasz sporo w domu ale boisz się, że ekran może się stłuc – PocketBook InkPad X to znakomity wybór. Ale warto pamiętać, że i „zwykłe” e-booki będzie się na nim czytać bardzo wygodnie (choć raczej nie podczas podróży np. zatłoczonym autobusem).

 

Plusy

- ekran z wyrazistym tekstem i dobrym kontrastem;

- ekran wykonany w technologii E-Ink Mobius, bardziej wytrzymały na uszkodzenia mechaniczne;

- równomierne oświetlenie ekranu i możliwość dopasowanie jego temperatury barwowej;

- możliwość zainstalowania CoolReadera lub KOReadera;

- zdecydowanie lepsza czytelność plików typu PDF na dużym ekranie, bez konieczności ich przycinania, przerabiania itp.;

- stabilnie pracujące oprogramowanie;

- duża pamięć wewnętrzna;

- niewielka masa (w stosunku do rozmiarów);

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- największe (wśród czytników) możliwości dopasowywania PDFów do ekranu czytnika;

- możliwość eksportu notatek;

- dzielenie wyrazów według polskich reguł;

- polskie menu, instrukcja obsługi oraz klawiatura ekranowa w czytniku;

- mnogość czytanych formatów plików;

- duże możliwości dopasowania (np. wgrania czcionek, ustawienia wygaszacza ekranu, zdefiniowania funkcji przypisanych do klawiszy);

- bezprzewodowa wysyłka książek do czytnika (także zakupów bezpośrednio z polskich księgarń);

- odtwarzanie audiobooków.

 

Minusy

- niedopracowany tryb poziomego wyświetlania tekstu;

- brak możliwości powiększania rycin zawartych w e-booku;

- brak zainstalowanej domyślnie ładnej czcionki;

- mniej poręczny w podróżny niż „standardowe” czytniki z ekranem o przekątnej sześciu cali;

- brak obsługi wypożyczalni Legimi i Empik Go;

- brak możliwości wymuszenia wyrównywania tekstu do lewego i prawego marginesu (justowania);

- cena nie dla każdego;

- brak obsługi kart pamięci;

- stuki podczas odtwarzania audiobooków przez wzmacniacz (przy użyciu przejściówki USB C-minijack).

 

Parametry techniczne: (PB 1040) PocketBook InkPad X (wg producenta)

Ekran: przekątna 10,3 cm (26,12 cali) ekran E-Ink Carta Mobius z wbudowanym oświetleniem i rozdzielczością 1872×1404 pikseli, 16 odcieni szarości, dotykowy, 227 ppi, wbudowane oświetlenie z regulowaną temperaturą barwową;

Masa: 300 g;

Rozmiary: 249,2×173,4×7,7-4,5 mm;

Pamięć: ok. 29,7 GB wewnętrznej (32 GB pomniejszone o pliki systemu operacyjnego);

Czcionki: 15 krojów łacińskich czcionek (możliwość dodawania własnych);

Obsługiwane formaty tekstowe: EPUB DRM, EPUB, PDF DRM, PDF, FB2, FB2.ZIP, TXT, DJVU, HTML, DOC, DOCX, RTF, CHM, TCR, PRC (MOBI), ACSM, CBR, CBZ;

Obsługiwane formaty graficzne: JPEG, BMP, PNG, TIFF;

Obsługiwane formaty dźwiękowe: MP3, OGG;

Łączność: Wi-Fi, BT, USB C;

Procesor: 1 GHz (dwurdzeniowy);

Pamięć RAM: 1 GB;

System: linux;

Główne funkcje: Dropbox, Send-to-PocketBook, czytnik kanałów RSS, kalkulator, zegar, kalendarz, słowniki, gry: szachy, pasjans, Sudoku, Scribble, przeglądarka zdjęć, PocketBok Cloud;

Bieżąca wersja oprogramowania wewnętrznego: 5.20.1534 (23 XII 2019 r.)

 

Oficjalna strona produktu: https://pocketbook.pl/pl-pl/catalog/ultimate-pl/inkpad-x-pl

 

Amazon PRZYJMUJE STARE czytniki Kindle – program Trade-In w Europie

W Stanach od wielu lat funkcjonuje program, w ramach którego można odesłać do Amazonu stare urządzenia firmowane przez sklep. Dzięki temu nie zalegają one w szufladach amerykańskich domów i garaży, a klienci, nawet za uszkodzony sprzęt, otrzymują drobną gratyfikację. Sklep przyznaje też rabat na zakup kolejnego urządzenia tego samego typu (takiego samego lub nowszego). [Aktualizacja: Niestety, póki co program dostępny jest tylko dla klientów niemieckich.]

 

Amazonowy program Trade-In trafia do Europy (źródło: amazon.de)

 

Klienci Amazonu mogą pozbywać się w bezpieczny sposób elektrośmieci, nawet jeśli mieszkają na najdalszej prowincji. To tyle z punktu widzenia klienta. Trudno mi powiedzieć, jakie korzyści ma z tego sklep. Może odzyskuje części, które trudno znaleźć na rynku? Może liczy na przywiązanie klientów do marki? Może to choć malutki ukłon firmy w stronę dbania o jakość środowiska? W każdym razie program sprawdził się w Stanach, skoro udostępniono go teraz także europejskim klientom.

 

Jak działa program Trade-In w Amazonie?

Akcja obejmuje produkty firmowane przez Amazon, a mianowicie czytniki Kindle, tablety Fire, przystawki Fire TV oraz głośniki Echo.

 

Program Trade-In obejmuje cztery grupy produktów firmowanych przez Amazon, w tym czytniki Kindle (źródło: amazon.de)

 

Procedura obejmuje kilka kroków:

i) wybranie kategorii sprzętu na stronie akcji Trade-In;

ii) wskazanie, jakim modelem sprzętu dysponujemy;

iii) opisanie (na podstawie pytań na stronie akcji) jaki jest stan urządzenia;

iv) wydrukowanie etykiety, uprawniającej do bezpłatnego odesłania do Amazonu;

v) oczekiwanie na weryfikację stanu urządzenia i ew. przyznanie doładowania na koncie w formie karty podarunkowej;

vi) ewentualny zakup sprzętu tej samej kategorii z wykorzystaniem przyznanego bonusu i rabatu 20% na nowy produkt (obecnie w przypadku czytników można wybrać Kindle 10, Kindle Paperwhite 4, które są wysyłane do Polski).

 

Z listy produktów, należy wybrać odpowiedni model (źródło: amazon.de)

 

Póki co nie wszystkie strony dotyczące programu zostały przetłumaczone na język polski. W szczególności cały opis warunków wzięcia udziału w akcji jest po niemiecku. W przypadku czytników podane są dwa pytania, na które trzeba odpowiedzieć (krok trzeci procedury opisanej powyżej). Pierwsze z nich dotyczy możliwości uruchomienia urządzenia. Jeśli się załącza, odpowiedzieć należy „ja” (tak). Drugie pytanie dotyczy rys lub uszkodzeń na samym urządzeniu lub ekranie. Znając życie, właśnie całość ekranu może być najczęstszą przyczyną zwrotu. Jeśli ekran jest pęknięty, odpowiadamy „ja” i możemy liczyć na doładowanie naszego konta w Amazonie kwotą 5 EUR.

 

Uzyskane doładowanie oraz rabat 20% można wykorzystać na zakup nowego czytnika (źródło: amazon.de)

 

Podsumowanie

Program Trade-In w Europie ma mniejszy sens niż w Stanach. W obrębie UE od dawna funkcjonują uregulowania dotyczące złomowania starej elektroniki. Może nam jest to trudniej zauważyć, bo w Polsce nigdy nie udało się rozwiązać np. problemu opakowań zwrotnych, ale na Zachodzie to działa. W przypadku zwykłych klientów na pewno nie ma co liczyć na kokosy, ale warto wiedzieć o akcji Amazonu. Może nie każdemu się chce oddać stary sprzęt do odpowiedniego punktu, może nie każdy ma takowy punkt w okolicy i w końcu złom zamiast trafić na zwykłe wysypisko, do pieca czy do lasu, przekazany zostanie za pośrednictwem sklepu do firmy zajmującej się profesjonalnie utylizacją potencjalnie toksycznych odpadów. I to może być najważniejszy efekt akcji.

 

Sam uczestnictwa w programie Trade-In nie testowałem, ale wygląda na to, że dostępny jest także dla polskich klientów.

 

Niestety w regulaminie jednak zaznaczono, że dotyczy tylko klientów niemieckich: "Artikel, die Sie über das Programm einreichen, dürfen nur aus der Bundesrepublik Deutschland versandt werden, ferner müssen Sie über eine Anschrift in der Bundesrepublik Deutschland verfügen. Produkte, die von außerhalb der Bundesrepublik Deutschland versandt werden, können nicht angenommen oder zurückgeschickt werden."

 

Poradnik: Push to Kindle i Push to PocketBook – WYSYŁKA WWW wprost na czytnik

Usługa Push to Kindle oraz Push to PocketBook doczekała się nowego wyglądu i (przy okazji) dwoistej nazwy. Do tej pory znana była jako Push to Kindle. Jak się można domyślić wykorzystywała amazonową usługę bezprzewodowej wysyłki plików Send to Kindle na czytniki marki Kindle. Ale nie tylko, umożliwiała wysyłkę także przy użyciu analogicznej usługi Send-to-PocketBook na PocketBooki. Teraz jej nazwa zmienia się w zależności od wybranego czytnika, a twórcy postanowili skonsumować popularność swojej usługi i sugerują przejście na jej płatną wersję. Wciąż jednak można z niej korzystać bezpłatnie.

 

Push to Kindle jest obecnie najbardziej wszechstronną usługą przesyłania na czytniki stron WWW (źródło: www.fivefilters.org)

 

Co to jest Push to Kindle i Push to PocketBook?

Usługa polega na przesyłaniu treści artykułów ze stron WWW na adres poczty elektronicznej czytnika bez treści reklamowych. Po co to komu? Ano przydaje się choćby takim osobom jak ja, które jak coś dłuższego mają przeczytać w przeglądarce WWW na ekranie komputera, to czasem sobie odpuszczają. Ale ten sam tekst na ekranie czytnika, do tego bez reklam - to już zupełnie co innego!

 

Dodawanie rozszerzenia do przeglądarki Opera

 

Aby skorzystać z usługi, należy zainstalować w przeglądarce WWW wtyczkę Push to Kindle. Powinna być dostępna jako rozszerzenie (wtyczka, dodatek) do najbardziej popularnych przeglądarek: Chrome, Edge, Firefox, Opera oraz Safari (kolejność alfabetyczna). Po zainstalowaniu powinno być widoczne jako kolejny przycisk na górnym pasku programu. Wtyczkę uruchamia się gdy w przeglądarce jest otwarta strona, która ma zostać przesłana do czytnika.

 

Rozszerzenie Push to Kindle zainstalowane w Operze jest widoczne jako ikonka w prawym górnym rogu przeglądarki

 

Aby ta operacja się powiodła, trzeba wtyczkę jeszcze skonfigurować. W tym celu należy podać adres naszego czytnika. W przypadku Kindle będzie to domena @free.kindle.com (lub @kindle.com), dla PocketBooka @pbsync.com. Adres posiadanego czytnika Kindle znajdziemy np. w menu Settings/Your Account/Sent-to-Kindle E-mail lub w ustawieniach konta (na amazon.com). Adres czytnika PocketBook jest zapisany np. w menu Ustawienia/Konto i synchronizacja/Send-to-PocketBook jako „E-mail urządzenia”. 

 

List z PocketBooka, potwierdzający przesyłkę z usługi Push to PocketBook

 

Aby trafiały do nas przesyłki z wtyczki Push to Kindle, w obydwu przypadkach do „zaufanych” musi być dodany adres „kindle@fivefilters.org”. W przypadku czytników Kindle, trzeba to zrobić na swoim koncie w księgarni Amazon (lista takich adresów znajduje się w sekcji „Approved Personal Document E-mail List” ustawień „Your Content and Devices”). Po dodaniu tego adresu, pliki będą akceptowane przez nasz czytnik. Dla PocketBooków otrzymamy informację z usługi Send-to-PocketBook o nowej przesyłce (podczas pierwszej próby przesłania czegoś w ten sposób). Trzeba potwierdzić chęć otrzymywania przesyłek ze wspomnianego adresu (odsyłacz „Dodaj do białej listy” w liście, który otrzymamy). Za kolejnym - nie będzie to już konieczne. Pliki zostaną zaakceptowane przez nasz czytnik.

 

Przy pierwszej wysyłce z wykorzystaniem Push to PocketBook należy podać we wtyczce adres naszego czytnika

 

Jeśli nie chcemy, nie musimy koniecznie wysyłać strony WWW prosto do czytnika. Można ją także przetworzyć na żądany format i zapisać na dysku. To wygodne rozwiązanie, szczególnie jeśli posiadamy czytnik innej marki niż Kindle czy PocketBook. jak to wygląda w innych markach? Różnie. Na przykład czytniki Kobo mają zintegrowaną analogiczną usługę Pocket, która działa podobnie jak Push to Kindle. Ale zapisanie pliku przyda się np. posiadaczom czytników takich marek jak Tolino czy Bookeen. Otóż na dysku komputera można zapisać plik MOBI, EPUB, PDF lub TXT i w odpowiedniej chwili przesłać sobie do czytnika np. przez kabel.

 

Wtyczka Push to Kindle może zapisać stronę WWW także w postaci pliku akceptowanego przez różne czytniki

 

Push to Kindle na urządzenia mobilne

Jest także wersja Push to Kindle w postaci aplikacji mobilnej. Przykładowo wersja androidowa kosztuje 17,99 PLN. Zakupiłem ją po części zachęcony pozytywną opinią jednego z moich czytelników i doświadczonego weterana cyfrowego czytania, która pojawiła się pod wpisem „Jak wysyłać stronę WWW z urządzenia mobilnego na czytnik Kindle lub PocketBook”. Aplikacja sprawdza się w działaniu, więc spokojnie i ja mogę ją polecić.

 

Możliwości wysyłki i zapisu plików w mobilnej aplikacji Push to Kindle

 

Przy pierwszym uruchomieniu aplikacji mobilnej także trzeba ją skonfigurować, podobnie jak wtyczki do przeglądarek komputerowych. Należy w niej podać adres poczty elektronicznej czytnika, na który chcemy wysyłać. Potem w mobilnej przeglądarce WWW możemy już wybrać ikonkę „dzielenia się” daną treścią, a tam wśród dostępnych opcji powinna być także aplikacja Push to Kindle. Jest wskazanie uruchamia przesyłanie w tle. Po chwili mielenia powinna pojawić się wiadomość „Sent! Check Kindle...”, nawet jeśli wysyłamy do PocketBooka. W każdym razie przesyłka dociera. Czas, jaki jest na to potrzebny zależy zarówno od sprawności serwerów Push to Kindle jak i odpowiednich usług producentów czytników Kindle czy PocketBook. Ale zazwyczaj przesyłki docierają w kilka, może kilkanaście minut.

 

Menu mobilnej przeglądarki WWW z opcją wysłania ("Udostępnij") tekstu ze strony internetowej przez Push to Kindle 

 

Podsumowanie

Aplikacja nie jest idealna. Obecnie strony WWW bywają celowo tak skonstruowane, aby ogłupić czytelnika i skierować go raczej na reklamy niż właściwą treść strony. Wiele serwisów z tego przecież żyje. Nie jest więc zaskoczeniem, że i omawianej usłudze nie zawsze udaje się „oddzielić ziarna od plew”. Bywa, że w tekście przesłanym na czytnik i tak jest sporo elementów reklamowych, których nie udało się usunąć. Bywa, że właściwy tekst zostanie „niesłusznie” obcięty, bo potraktowano jego części jako wstawki reklamowe. Ale najczęściej jest kłopot ze zdjęciami, które są wycinane zapewne i jako potencjalne reklamy i jako elementy obciążające serwery usługi Push to Kindle. Mimo wszystko gra jest warta świeczki. A przed ewentualnym zakupem aplikacji mobilnej lub płatną subskrypcją wersji na przeglądarki komputerowe, zawsze możemy spróbować jak usługa (wciąż jeszcze) działa w wersji bezpłatnej.

 

 Informacja o udanej wysyłce jest teraz uzupełniona o liczbę pozostałych "kredytów" - jeden "kredyt" to jedna wysyłka pliku z danej przeglądarki WWW

 

Obecnie autorzy usługi ograniczyli ilość bezpłatnie przesłanych treści do 30 na miesiąc z jednej przeglądarki internetowej. Zachęcają do płacenia 1, 2 lub 5 USD na miesiąc szczególnie tych, którzy wysyłają więcej.

 

Zachęta do finansowego wsparcia twórców Push to Kindle

 

Trudno mi wyobrazić sobie wygodne czytanie długaśnych artykułów w przeglądarce WWW na komputerze czy smartfonie. Często więc przesyłam sobie teksty, które na czytniku znacznie lepiej odbieram. Push to Kindle czy Push to PocketBook ma dla mnie tę zaletę, że wspiera obydwie marki czytników, które często używam i na które kieruję treści ze stron WWW.

 

PocketBook Color – po co komu KOLOR?

PocketBook Color jest urządzeniem, które w końcu może coś zmienić na rynku czytników. To pierwszy dostępny poza Chinami model z kolorowym ekranem wykonanym w nowej technologii E-Ink Kaleido. Ekran ten wyświetla 4096 kolorów (100 ppi) oraz standardowy tekst (300 ppi). Skoro mam już czytnik w rękach, postanowiłem go przede wszystkim przetestować z książkami, w których kolor jest ważny. Wybrałem tytuły, przy lekturze których może się szczególnie przydać.

 

PocketBook Color

 PocketBook Color - tu byłem

 

Ekran E-Ink Kaleido - pierwsze wrażenia

PocketBookowi należą się na pewno brawa za to, że firma chce być pionierem, za to, że zmierzyła się z nową technologią i za próbę upowszechnienia koloru w czytnikach. Na pełną recenzję czytnika przyjdzie czas po dłuższych testach. Ale tak czy inaczej PocketBook Color, ze względu na kolor właśnie, jest tak wyjątkowy, że warto napisać już teraz kilka słów.

 

O parametrach czytnika pisałem już podczas jego premiery („Premiera: PocketBook Color – sześciocalowy czytnik Z KOLOROWYM ekranem”). PocketBook Color wprowadza kilka nowości, ale sześciocalowy dotykowy ekran E-Ink Kaleido jest tu zdecydowanie najważniejszą z nich. Za wyświetlanie tekstu odpowiada w nim jedna warstwa (300 ppi) a za kolory druga (100 ppi). Ma to wpływ na wyraźnie mniejszy kontrast w porównaniu do aktualnej wersji czarno-białych urządzeń z ekranem E-Ink Carta (np. w modelu PocketBook Touch HD 3 czy Kindle Paperwhite 4). W porównaniu np. do PocketBooka Touch HD 3 tło ekranu w nowym modelu jest wyraźnie ciemniejsze a i litery są lekko przyćmione przez drobniutką siateczkę punktów (widocznych po wpatrzeniu się w ekran) umieszczoną nad warstwą tekstową. Dobre wrażenia z lektury można uzyskać czytając albo przy silnym świetle zewnętrznym, albo przy stale włączonym oświetleniu ekranu. I tak właśnie korzystam z tego czytnika, ustawiając natężenie oświetlenia na poziomie ok. 20-30% przy „zwykłych” e-bookach a 40-50% przy komiksach (na innych czytnikach czytam zwykle bez włączania wbudowanego oświetlenia). Przy włączonym oświetleniu mniej widać wspomnianą siateczkę punktów (tło jest mniej szare) a i kolory prezentują się chyba najlepiej. Wpływa to niestety wyraźnie na czas pracy czytnika na jednym ładowaniu. Nie mam jeszcze na ten temat konkretów, ale ładowałem PocketBooka już w pierwszym tygodniu użytkowania, co do tej pory w czytnikach tej marki nie zdarzało mi się. Poświęcę ekranowi więcej miejsca w kolejnym wpisie. PocketBook Color, jak się można było spodziewać, nie wyświetla tak dobrze kolorów jak współczesne tablety lub smartfony. Jednak te cztery tysiące kolorów może pomóc jeśli ktoś (jak ja) długo czytać na ekranie LCD nie daje rady, a na przykład chce na długie godziny zagłębić się w lekturze.

 

Po co komu kolor?

Wraz z zakupem pierwszego czytnika porzuciłem czytanie na palmtopie z kolorowym ekranem. Od wielu lat korzystam z czytników, gdzie standardem jest 16 odcieni szarości i przeczytałem już na takowych urządzeniach setki książek. Ale z drugiej strony, bywały takie momenty, że jednak kolor by się przydał. Postaram się teraz te sytuacje odtworzyć.

 

Przewodniki

A w przewodnikach głównie mapy i plany. Wielokrotnie w czasie wyjazdów korzystałem z przewodników w wersji elektronicznej. Zawsze to lepiej w podróży tachać jeden czytnik niż kilka książek, to jasne. Ale w przypadku map i planów to się często nie sprawdzało, bo ich czytelność przy braku kolorowego ekranu bywała problematyczna.

 

 PocketBook Color

W przewodniku ważne są zdjęcia...

 

Z tego co zauważyłem, w księgarni Ebookpoint największą popularnością cieszą się teraz przewodniki po Polsce, a w szczególności tzw. travelbooki Wydawnictwa Bezdroża. Akurat w tym roku nie skorzystam za bardzo z przewodników „w terenie”, ale choć „na sucho” musiałem się przekonać jak one wyglądają w PocketBooku z kolorowym ekranem. Wydawnictwo ma w swojej ofercie opracowania dotyczące wielu regionów Polski, wśród najczęściej kupowanych znalazłem: „Mazury i Warmia”, „Podlasie i Suwalszczyzna”, „Bieszczady”, „Góry Świętokrzyskie” czy „Kraków i okolice”.

 

PocketBook Color

...i ważne są mapy 

 

Sens koloru od razu widać w przypadku zdjęć ilustrujących przewodniki. Ale przy mapach dopiero mogłem w pełni docenić funkcjonalność, której do tej pory w PocketBookach brakowało – a mianowicie powiększanie ilustracji zawartych w tekście. Bez tego, nawet kolor by nie pomógł w czytaniu map, które na sześciocalowym ekranie i przy rozdzielczości 100 ppi zazwyczaj są wciąż słabo czytelne. Nową funkcję wywołuje się poprzez trochę dłuższe dotknięcie grafiki. Na środku pojawi się wtedy ikonka z czterema strzałkami. Wywołuje ona tryb skalowania przy pomocy gestu szczypania ekranu („Podgląd”). W prawym górny rogu pojawia się też wtedy ikona menu korekcji obrazu. Można zmienić nasycenie, kontrast, jasność oraz korekcję gamma. Przy wyjściu z tego trybu („×” w lewym górnym rogu ekranu) czytnik pyta, czy zapamiętać dokonane korekty sposobu wyświetlania grafiki. W prawy górnym rogu tego ekranu znajduje się też opcja zerowania ustawień oraz ich zapamiętywania.

 

PocketBook Color

Ekran z ustawieniami regulacji sposobu wyświetlania grafiki w czytniku PocketBook Color

 

Takie rozwiązanie może papierowej mapy turystycznej nie zastąpi, ale plan fragmentu miasta, czemu nie? Albo choćby ułatwi orientację w terenie, gdy z mapy papierowej skorzystać się nie da (np. podczas czytania w ciemnym autobusie, przed dotarciem w miejsce docelowe). Może się przydać, choć akurat w Travelbookach jest tylko orientacyjna mapa omawianego regionu.

 

Reportaże, książki podróżnicze, biografie

Te trzy typy publikacji łączy jedna wspólna rzecz, która w kolorze nabiera nowego życia. To oczywiście fotografie, które takim książkom dodają życia lub są wręcz ich integralną częścią. Jeśli są to zdjęcia czarno-białe, nie ma problemu. Jeśli wydawca przygotował specjalną wersję dostosowaną do czytników i przekształcił kolorowe grafiki na odcienie szarości – bardzo dobrze. Ale, gdy e-book jest odzwierciedleniem książki papierowej, która ma przyciągać czytelnika między innymi kolorowymi zdjęciami, wtedy zaczynały się kłopoty. I właśnie w takim przypadku czytnik z kolorowym ekranem może pokazać swoją użyteczność.

 

PocketBook Color

 Tu byłem. Tony Halik...

 

Czasem sobie uświadamiam, że przecież wiele osób oglądanych kiedyś na czarno-białych filmach czy w czarno-białej telewizji znam właśnie w czerni i bieli. Nie inaczej jest z moim wyobrażeniem Tony'ego Halika. Czytając wydaną przez Agorę książkę Mirosława Wlekłego o Tonym Haliku („Tony Halik. Tu byłem”) na czarno-białym ekranie czytnika, w dalszym ciągu postrzegałem jej bohatera w kategoriach czarno-białej postaci. Taki obraz miałem w głowie, a czarno-białe zdjęcia w książce tylko to potwierdzały. Programy telewizyjne z udziałem Tony'ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej pamiętam przecież z dzieciństwa z czarno-białego odbiornika z wypaloną w środku kineskopu dziurą. A potem w domu pojawił się kolorowy telewizor w postaci radzieckiego Rubina. Ta technologia daleka była od ideału, ale to jednak był skok jakościowy. Teraz może łatwiej mi docenić podobną zmianę jaką wprowadza PocketBook Color w porównaniu do czarno-białych czytników. W każdym razie książkę Mirosław Wlekłego dokończyłem już w kolorze i teraz Tony Halik nabrał w moich oczach opalenizny, choć jego koszule wciąż pozostały wypłowiałe. Tylko do końca nie wiem, czy to bardziej od południowoamerykańskiego słońca czy od sposobu działania ekranu E-Ink Kaleido... Tak swoją drogą książka „Tony Halik. Tu byłem” to bardzo dobra lektura. Polecam!

 

Wracając do Wydawnictwa Bezdroża. Oferuje nie tylko przewodniki ale i książki podróżnicze czy reportażowe. Gdzieś w okolicach tej tematyki znalazła się kolejna pozycja, którą chciałem przeczytać w kolorze, a mianowicie „Piekło-Niebo. Zrozumieć Koreę” Rafała Tomańskiego. Tu niestety się zawiodłem. Książka jest chyba zbiorem wpisów z pisanego na bieżąco bloga, który może być ciekawy w sieci, ale w zwartej postaci książkowej się nie sprawdza. W kolejnych (mikro)rozdziałach raz po raz powtarzają się te same stwierdzenia, opinie, informacje i sformułowania. Zaczyna to drażnić już po kilkunastu stronach. Do tego jeszcze autor pisząc o Korei Północnej nie jest w stanie wyzwolić się z okowów amerykańskiego sposobu widzenia świata. To, czego dowiadujemy się z książki o tym kraju zdaje się być groteskowe i absurdalne. Dopiero podpis pod jedną z fotografii „Noc w świątyni Bongeunsa w Seulu jest pełna świateł i kolorów” spowodował, że (choć jednak nie idealnie) PocketBook Color pokazał swoją wartość. Ale raczej jest to wina jakości zdjęć zamieszczonych w książce niż samego czytnika.

 

PocketBook Color

„Piekło-Niebo. Zrozumieć Koreę” Rafała Tomańskiego na ekranie czytnika PocketBook Color (w pełnym słońcu) 

 

Przy okazji zacząłem też czytać „Blondynkę nad Gangesem” Beaty Pawlikowskiej. Zrazu nastawiłem się bardzo pozytywnie, ale mój entuzjazm opadł już przy pierwszej ilustracji. Ktoś się postarał i dostosował książkę do wyświetlania na czytnikach czarno-białych, bo takie są fotografie w e-booku. Więc z kolorów w tym przypadku nici. [Aktualizacja: na końcu książki są jednak i kolorowe zdjęcia wykonane przez autorkę]

 

PocketBook Color

Nie wszystkie e-booki mają kolorowe ilustracje. W „Blondynce nad Gangesem” Beaty Pawlikowskiej zdjęcia w środku są czarno-białe

 

W kolejce czekają kolejne tytuły Wydawnictwa Agora: „Księga zachwytów” Filipa Springera, „Komu bije Big Ben” Mileny Rahid Chehab, „Powstanie Warszawskie. Rozpoznani” Izy Michalewicz i Macieja Piwowarczuka, „Fotografie, które nie zmieniły świata” Krzysztofa Millera oraz „1968” Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza.

 

Książki przyrodnicze

Z tej grupy wydawnictw sięgnąłem po e-booki Adama Wajraka. Czytając na nowym PocketBooku np. „To zwierzę mnie bierze” także można docenić kolorowy ekran. Akurat tę książkę kupiłem już dość dawno temu (nie powiem ile lat temu, ale na szczęście da się je policzyć na palcach jednej ręki). Ale dopiero kolorowy ekran czytnika skłonił mnie do sięgnięcia po nią! Na szczęście tekst się nie zestarzał, a zdjęcia nawet stały się jakby bardziej aktualne (bo w kolorze). Zdecydowanie lepiej czyta się np. o kolorowym upierzeniu ptaków, kiedy rzeczywiście można zobaczyć to na zdjęciu. Dla takiego miastowego chłopaka jak ja, wszystko co lata za oknem (poza krakowskimi gołębiami) to jeżyki, sikorki, czasem wróbelki a reszta to „takie sikorki w innym kolorze”. Dzięki Wajrakowi trochę bardziej już naszą awifaunę ogarniam. Choć nie tylko o ptakach można w tej książce przeczytać...

 

PocketBook Color

„To zwierzę mnie bierze” Adama Wajraka nabiera kolorów na ekranie czytnika PocketBook Color

 

W kolejce do czytania czekają więc już kolejne e-booki Adama Wajraka z Publio („Wilki” oraz „Zwierzaki Wajraka”), po które bym jeszcze pewnie długo nie sięgnął, gdyby nie zdjęcia w kolorze.

 

PocketBook Color

W książkach Adama Wajraka zawsze można liczyć na ładne zdjęcia dzikich zwierząt, a mnie z kadru nawet psina uciekła (po lewej)

 

Komiksy

Nie czytuję obecnie komiksów, choć kapitan Kloss, kapitan Żbik czy Kajko i Kokosz to ważni bohaterowie mojego dzieciństwa. Papierowych publikacji nie mam ochoty teraz kupować, a wersji elektronicznych w polskich księgarniach nie uświadczy (Kloss w formacie PDF to chyba jedyny wyjątek). Dopiero teraz do mnie dotarło, dlaczego raz po raz widzę w sieci udostępnione pliki ze skanami papierowych wydań. Zwyczajnie e-booków nie można w naszych księgarniach kupić. Trochę słabo. Z tego wszystkiego musiałem chwilę poszukać treści, które mógłbym przetestować na kolorowym czytniku. Padło na dwa zeszyty pochodzące z Amazonu – „Avatar” oraz „Motorcycle Samurai”. Ten pierwszy przerobiłem sobie na „komiksowy” format CBZ, a ten drugi nawet udało mi się od razu pobrać w takiej formie.

 

PocketBook Color

Komiks "Avatar" na ekranie czytnika PocketBook Color (na górze) i iPada Mini (na dole)

 

Jak się można spodziewać, sześciocalowy ekran jest trochę za mały aby docenić komiksy. PocketBook posiada szereg narzędzi przydatnych zarówno przy czytaniu PDFów jak i komiksów. Przede wszystkim można samodzielnie zdefiniować w jaki sposób zostaną przycięte marginesy. To szczególnie ważne, gdy ekran czytnika jest znacznie mniejszy od pierwotnej strony drukowanej publikacji. Po przycięciu w czytniku marginesów, ewentualnie obróceniu do orientacji poziomej czytało mi się całkiem znośnie. Dymki były czytelne.

 

PocketBook Color

Komiks "Avatar" na ekranie czytnika PocketBook Touch HD 3 (po lewej) oraz PocketBook Color (po prawej)

 

Jednak to co najważniejsze w nowym czytniku - kolory dodały wyrazistości historii, bo co tu dużo gadać kolor bywa w komiksach ważny. A więc tak, PocketBook Color się sprawdził, choć do komiksów to jednak lepiej mieć większy ekran. Zapaleni czytelnicy komiksów, których podpytywałem o ich czytniki, wskazywali na modele z większymi ekranami (np. PocketBook InkPad 3) jako wygodniejsze do tego typu lektury.

 

Okładki

No i na koniec element, który może nie jest najważniejszy, ale jednak istotny. A mianowicie kolorowe okładki. Wielokrotnie przekonywałem się o tym, podczas dyskusji o książkach. Ktoś kogoś pyta, czy czytał to czy owo. A zapytana osoba nie do końca kojarzy daną pozycję. I wtedy często pada stwierdzenie w rodzaju „pokaż mi okładkę”. Wówczas trybiki zaskakują, autor dokleja się do tytułu, a tytuł do treści i wszystko składa się w jedną całość. Jeśli czytnik może wyświetlać poprawnie okładki książek i do tego w kolorze, to zarówno wydawca, jak i czytelnik mogą tylko na tym zyskać. I właśnie w takim przypadku czytnik z kolorowym ekranem też pokazuje swoją wartość.

 

PocketBook Color

Nie pamiętam, jaka to książka, ale okładka była niebieska...

 

Podsumowanie

Jakość kolorów w czytniku PocketBook Color nie robi aż takiego wrażenia, jak w nowoczesnych smartfonach czy tabletach. Liczby są tu bezlitosne i 4 tysiące kolorów przy 100 ppi trudno porównywać z milionami w 400 ppi. Jednak dłużej czytając na kolorowym ekranie E-Ink, przekonałem się, że i tak wolę te słabsze kolory na czytniku niż wpatrywanie się w ekran LCD, od którego zwyczajnie bolą mnie oczy. Mam też wrażenie, że niektóre e-booki otrzymują „drugie życie”, gdy odbiera się je w kolorze. Do tej pory po lekturze na czytniku, „podglądałem” grafiki zawarte w e-bookach na komputerze. Teraz tego nie muszę już robić i całkiem mi z tym dobrze. Do tego dochodzi bardzo ważna funkcja, która w końcu trafiła do oprogramowania PocketBooków – powiększanie rycin. Oby jak najszybciej trafiła ona także do pozostałych modeli producenta.

 

P.S.

Dziękuję księgarni Publio za udostępnienie publikacji Wydawnictwa Agora, a Wydawnictwu Bezdroża za zniżkę przy zakupie e-booków na potrzeby niniejszego tekstu.

Aktualizacja: Kobo ZMIENIA ekran startowy w nowej wersji oprogramowania

 

Czytniki Kobo (jak zwykle z wyłączeniem Kobo Mini) otrzymały właśnie nową wersję oprogramowania wewnętrznego. Firmware nosi numer 4.23.15505 i jest datowane na 10 VIII 2020 r. Najważniejszą nowością jest przeprojektowanie wyglądu ekranu startowego. Firma odeszła od opuszczanego menu, wywoływanego z ikonki umieszczonej w lewym górnym rogu ekranu. W tym miejscu znajduje się teraz zegarek. Szkoda, że zegarka nie pozostawiono w tym miejscu także na stałe (z możliwością wyłączenia lub włączenia). Brakuje mi takiej opcji podczas czytania. Co prawda można go wyświetlić na ekranie z otwartą książką, wywołując menu formatowania. Ale to nie to samo.

 

Nowy (po lewej) i stary wygląd ekranu startowego w czytnikach Kobo

 

Drugą zauważalną zmianą jest sposób wywoływania poszczególnych opcji menu czytnika. Na dole ekranu umieszczono pasek z czterema ikonkami. Po kolei od lewej jest to „Home” (ekran startowy), „My Books” (biblioteczka z pobranymi lub samodzielnie wgranymi e-bookami), Discover (propozycje firmowej księgarni) oraz „More” (tu umieszczono wszystkie pozostałe pozycje menu, m.in. wywołanie ustawień czytnika, wyświetlenie statystyk czytania czy zawartości na koncie Dropbox i Pocket). Na pewno prościej będzie teraz przeskakiwać między tymi czterema opcjami. Użytkownicy łatwiej trafią do księgarni i własnej biblioteczki. Ilość dotknięć ekranu aby dostać się na przykład do biblioteczki synchronizowanej z Dropboksa (opcja dostępna w przypadku modelu Kobo Forma) pozostanie bez zmian.

 

Teraz łatwiej jest wywołać propozycje z firmowej księgarni (ikona „Discover”, zamiast poprzedniej opcji menu „Recommended”)

 

Jeden z użytkowników forum MobileRead zauważył też, że w nowym oprogramowaniu pojawiło się odniesienie do „org.bluealsa”, co może sugerować prace nad wprowadzeniem modułu audio BT w kolejnych modelach Kobo.

 

Czytnik Kobo podłączony do internetu może się samoczynnie zaktualizować. Jeden mój czytnik, na którym zainstalowałem nowe oprogramowanie z pliku, zrazu odmawiał połączenia z siecią wi-fi. Konieczny był restart. Gdyby ktoś chciał aktualizować samodzielnie z pliku, polecam mój poradnik „Kobo – jak zaktualizować oprogramowanie (firmware)?”. Tu można pobrać pliki aktualizacyjne: https://www.mobileread.com/forums/showpost.php?p=4021483&postcount=2

 

Premiera: tablet E-Ink Onyx Boox Poke 2 Color

Chińskie czytniki Onyx Boox nie cieszą się u nas dużym powodzeniem. Są to raczej drogie modele z dużymi ekranami, nastawione na wyświetlanie PDFów i tworzenie odręcznych notatek, co ułatwia nałożona na ekran specjalna warstwa współpracująca z rysikiem. Testowany przeze mnie Onyx Boox Max Carta nie przekonał mnie, a to ze względu na cenę, pogmatwany sposób obsługi i wadliwe oprogramowanie. Od tego czasu Onyksy otrzymały kilka aktualizacji, które miały usprawnić sposób działania. Obecnie urządzenia tej marki promowane są raczej jako tablety z ekranem E-Ink (Eink Tablet) niż czytniki.

 

Onyx Boox Poke 2 Color (źródło: shop.boox.com)

 

Onyx Boox Poke 2 Color

Na rynek trafił właśnie nowy model Onyx Boox Poke 2 Color, który będzie prawdopodobnie drugim (poza Chinami) czytnikiem z kolorowym ekranem E-Ink Kaleido o przekątnej sześciu cali. Pierwsze tego typu urządzenie już miało premierę na polskim rynku, to PocketBook Color. Obydwa mają dokładnie taki sam dotykowy ekran, są stosunkowo lekkie. Ale poza tym, sporo je różni, ponieważ Onyx jest oferowany przez producenta jako tablet (choć nie ma warstwy dotykowej współpracującej z rysikiem). Poke 2 Color pracuje pod kontrolą systemu Android OS 9.0 i jest napędzany ośmiordzeniowym procesorem 2 GHz. Takie zestawienie, przy 2 GB pamięci operacyjnej pozwala zakładać, że urządzenie może pracować dość płynnie i będą na nim działać bieżące wersje aplikacji przeznaczonych dla Androida. O ile oczywiście producent pozostawi taką możliwość, bo tego zapewnienia w opisie produktu nie znalazłem.

 

Porównanie parametrów czytników PocketBook Color i Onyx Boox Poke 2 Color

 

PocketBook Color

(PB 633)

Onyx Boox Poke 2 Color

ekran (przekątna)

15,2 cm (6”)

15,2 cm (6”)

ekran [piksele]

E-Ink Kaleido

1448×1072 (300 ppi dla odcieni szarości, 100 ppi dla kolorów)

E-Ink Kaleido

1448×1072 (300 ppi dla odcieni szarości, 100 ppi dla kolorów)

kolor [odcienie]

4096

4096

płaski front

nie

nie

ekran dotykowy

tak

tak

wodoodporność

nie

nie

wbudowane oświetlenie

tak

tak

regulacja temperatury barwowej oświetlenia

nie

nie

pamięć wewnętrzna [GB]

16

32

procesor [GHz]

1,0 (dwurdzeniowy)

2,0 (ośmiordzeniowy)

pamięć operacyjna RAM [GB]

0,5

2

masa [g]

160

150

wymiary [mm]

161,3×108×8

153×107×6,8

fizyczne przyciski zmiany stron

tak

nie

audio

tak (MP3, M4B)

przez adapter microUSB-minijack lub BT, TTS (Ivona)

tak (BT)

kolor obudowy

srebrno-czarny

czarny

dodatkowe uwagi

karta microSD do 32 GB, słowniki ABBY Lingvo (m.in. EN-PL), Send-to-PocketBook, Dropbox, akcelerometr, wybudzanie przez okładkę, możliwość instalowania własnych czcionek i słowników

Android OS 9.0

?

premiera rynkowa [rok]

2020

2020

cena katalogowa [PLN]

899

1390

 

Nazwa nowego modelu nawiązuje do obecnego już na rynku czytnika Onyx Boox Poke 2. Kolorowy czytnik ma jednak inną obudowę i wciąż nie posiada fizycznych przycisków zmiany stron. Pozostaje mieć nadzieję, że oprogramowanie jest podobne i będzie opcja instalowania własnych aplikacji. Pod nowoczesnym Androidem powinny działać nawet ich bieżące wersje.

 

Czytnik Onyx Boox Poke 2 Color w firmowym sklepie wyceniono (bez podatków, cła i kosztów dostawy) na 299 USD (źródło: shop.boox.com)

 

Wspomniane czytniki różnią się także (dość istotnie) ceną. PocketBook Color można kupić w Polsce za 900 złotych, podczas gdy Onyx Boox Poke 2 Color jest oferowany w firmowym sklepie za 299 USD (bez podatków, opłat importowych i kosztów dostawy). Po doliczeniu polskiego VAT-u cena może wynosić ok. 1 390 PLN (bez kosztów dostawy). Nie wiadomo czy i kiedy urządzenie trafi na polski rynek.

 

Podsumowanie

Nie zachęcam na razie do zakupu nowego Onyksa chyba, że ktoś ma na zbyciu półtora tysiąca i nie potrzebuje urządzenia do czytania, lecz czegoś pomiędzy czytnikiem a tabletem. Sugeruję poczekać, aż pokażą się jakieś niezależne recenzje sprzętu i będzie można określić czy Onyx Boox Poke 2 Color to funkcjonalny czytnik, który sprawdza się w praktyce. 

 

[Aktualizacja 14 VIII 2020 r.]

Wkrótce po pojawieniu się nowego czytnika w sklepie, został on oznaczony jako "wyprzedany". Sugeruje to, że Onyx Boox Poke 2 Color to raczej sondowanie rynku, albo kapiszon, wystrzał na wiwat - "mamy kolorowy czytnik" - niż realny produkt, który będzie wprowadzany na rynek.

 

Informacja o braku dostępności czytnika Onyx Boox Poke 2 Color w firmowym sklepie  (źródło: shop.boox.com)

 

Uwaga: oszukańcze listy NIBY z Amazonu

Jeden z członków facebookowej grupy Polskie Kundelki (grupa tematyczna poświęcona  czytnikom Kindle) pokazał ostatnio list, jaki otrzymał rzekomo z Amazonu. Był w nim on wskazany z imienia i nazwiska jako odbiorca. Natomiast sama treść listu, choć sformułowana po polsku, wzbudzała trochę wątpliwości choćby stylem języka.

 

Nagłówek listu niby z Amazonu dotyczący „bezpieczeństwa” konta

 

O ile do niedawna większość oszukańczych wiadomości, które trafiały do nas, były po angielsku, o tyle ostatnio sam też otrzymałem już kilka tego typu listów napisanych całkiem poprawnie po polsku. I nie były to wyłącznie przesyłki od nigeryjskich księżniczek. To samo może spotkać każdego. Zarówno w przypadku informacji o otrzymaniu spadku z Nigerii, wygranej w Microsofcie czy alarmujących wiadomości na temat konta w sklepie, należy zachować ostrożność. Najczęściej tego typu informacje podszywające się pod banki, sklepy internetowe lub serwisy społecznościowe dotyczą zablokowania konta lub potwierdzenia płatności. Nadawcy zależy na tym aby wybrać odsyłacz do strony, na której „odzyskamy” swoje konto. A w rzeczywistości zostaną od nas wyłudzone dane. Mogą one później posłużyć do przejęcia naszego konta lub dalszych oszustw.

 

W takim liście chodzi o jedno, skłonienie odbiorcy do wybrania odsyłacza „Odblokować konto” i przejęcia przynajmniej jego danych do logowania

 

Co zrobić w razie otrzymania podobnej alarmującej wiadomości o zablokowaniu konta? W pierwszej kolejności można spróbować zweryfikować dane nadawcy listu. Nie zawsze nam się to uda, ale czasem od razu daje się stwierdzić, że list jet przekrętem. W zależności od serwisu pocztowego, różnie może wyglądać taka procedura. Ale generalnie należy przy nagłówku listu znaleźć opcję w rodzaju „pokaż szczegóły”, „wiadomość bez formatowania” lub „pokaż w oryginale”. Wtedy uzyskamy bardziej szczegółowy opis otrzymanej wiadomości. A w tym opisie może być informacja, że przesyłka została nadana np. z amazon.de. Ale zaglądnięcie w szczegóły przesyłki może pokazać, że wspomniany „nadawca” posługuje się adresem w rodzaju ha-ntn@dangleco.com.vn (w tym przypadku z Wietnamu) albo innym równie dziwnym. Jeśli to prawdziwy list z Amazonu, w opisie powinna być informacja o amazonowym serwerze pocztowym, z którego wysłano list, ew. też wysyłający np. „From: „"Amazon.de" <versandbestaetigung@amazon.de>”. Poza niepewnym pochodzeniem listu, wskazówką do traktowania wiadomości z nieufnością jest niepoprawne słownictwo, styl i gramatyka oraz alarmistyczny ton, zachęcający do natychmiastowego działania pod groźbą likwidacji konta, wstrzymania zakupów itd.

 

Przykład listu gratulacyjnego niby z Microsoftu (zwykły widok listu w programie pocztowym - ekran na dole), ale przesłanego prawdopodobnie z konta pocztowego należącego do kogoś w Administración Gubernamental De Ingresos Públicos w Argentynie (szczegóły listu - ekran na górze)

 

Co można zrobić, aby chronić się przed takimi przekrętami? Przede wszystkim zachować czujność i nie wchodzić w odsyłacze zawartych w takich przesyłkach. W szczególności, jeśli otrzymamy informację o konieczności zalogowania do jakiegoś serwisu, owszem można się zalogować, ale absolutnie nie poprzez odsyłacz zawarty w podejrzanym liście. Trzeba to zrobić w osobnym oknie przeglądarki WWW poprzez wpisanie adresu danej strony. Można też spróbować skontaktować się ze wsparciem danej usługi poprosić o weryfikację otrzymanej informacji.

 

Podsumowanie

To co powyżej napisałem, nie jest poradą specjalisty od internetowego bezpieczeństwa, tylko wieloletniego użytkownika wielu sieciowych usług. Z doświadczenia wiem, że czasem proste zasady, które uważam za oczywiste – jednak nie dla każdego są takie oczywiste. Stąd powyższy tekst, tym bardziej, że akurat dotyczy niby listu z Amazonu – źródła kindelków...

 

Kraje anglojęzyczne od dawna borykają się z falami fałszywych listów mających na celu m.in. wyłudzenie danych. Sądząc po doniesieniach medialnych także Polacy coraz częściej będą narażeni na takie działania. Na razie były to głównie listy zmierzające do przejęcia danych logowania do bankowości internetowej. Ale można się spodziewać, że i inne serwisy będą w ten sposób udawane. Dane o kontach w popularnych sklepach, w tym w Amazonie na pewno staną się „łakomym kąskiem” i w przypadku polskich klientów Trzeba się pilnować.

 

P.S.

Adresat akurat tego listu zachował się poprawnie. Odsyłacza  „Odblokować konto” nie użył a do tego poinformował o takim przypadku na grupie. Jego konto jest bezpieczne. Amazon zaś potwierdził, że to oszustwo.

 

[Aktualizacja 19 VIII 2020 r.]

Mnie też się dostało... Dziś przyszedł list następujący:

 

 

Jeśli otrzymacie list, który wydaje się podejrzany, można go zgłosić pod adresem: stop-spoofing@amazon.com.

Tolino uruchamia czytanie NA GŁOS w aplikacji WWW (ale nie po polsku)

Tolino to nie tylko niemieckie czytniki, które są już dość dobrze znane także u nas. To przede wszystkim kompleksowy ekosystem, na który składają się także księgarnie, aplikacje mobilne, aplikacja działająca w przeglądarkach WWW oraz sieć bezpłatnych hotspotów na terenie RFN, z którymi mogą łączyć się czytniki.

 

TTS (Text to speech) to nowa funkcja aplikacji Webreader Tolino (źródło: https://webreader.mytolino.com/)

 

Właśnie ogłoszono, że Webreader Tolino został wzbogacony o czytanie tekstu na głos (ang. Text to Speech). Webreader to aplikacja działająca w przeglądarkach internetowych. Z założenia służy do czytania e-booków i słuchania audiobooków, ale można też przy jej pomocy wgrać własne książki na konto w księgarni (więcej na ten temat znajdziecie we wpisie „Jak WGRAĆ własne e-booki do czytnika Tolino”). W ten sposób mogą one zdalnie trafiać do czytnika Tolino czy aplikacji mobilnej. Od teraz można w Webreaderze także odsłuchiwać tekst książki czytany przez mechanicznego lektora.

 

Menu ustawień funkcji TTS znajduje się w prawym dolnym rogu ekranu Webreadera (źródło: https://webreader.mytolino.com/)

 

Podobne rozwiązanie znane jest choćby z niektórych modeli czytników PocketBook. Po wgraniu pliku z odpowiednim głosem syntezatora Ivona, można odsłuchiwać tekst e-booka wgranego do pamięci urządzenia. W przypadku Tolino, ani czytniki ani aplikacje mobilne tej marki nie mają (na razie) wspomnianej funkcji. Póki co jest ona dostępna tylko w Webreaderze. Rozwiązanie bazuje na mechanizmie Microsoft Zira Desktop. Dostępne są jednak głosy tylko w kilku językach: niemieckim, angielskim, francuskim, włoskim, niderlandzkim i hiszpańskim. Opcja ta nie będzie więc niestety zbyt przydatna dla polskiego użytkownika, ponieważ zabrakło polskiego głosu. Wynika to zapewne z fundamentalnej przyczyny. Sojusz Tolino nie jest obecny na polskim rynku. Napisałem w tej sprawie do działu działu wsparcia. Otrzymałem informację, że nie można dodać języka polskiego. Może kiedyś...

 

Księgarnie: Wydawnictwo Afera WPROWADZA e-booki w firmowej księgarni

Wydawnictwo Afera znane jest przede wszystkim z oferty obejmującej literaturę czeską. Jako fan m.in. Jaroslava Haška, Bohumila Hrabala czy Pavla Oty, chętnie sięgam po książki przez Aferę wydawane. Jedno z ostatnich moich odkryć to na przykład Iva Procházková, na której kolejne książki czekam z niecierpliwością.

 

Pozor! Wydawnictwo Afera wprowadziło e-booki do oferty swojej księgarni (źródło: www.wydawnictwoafera.pl)

 

Wydawnictwo Afera prowadzi także własną księgarnię internetową, do której trafiły także e-booki! Póki co jest ich 24. To miła wiadomość dla czytelników książek elektronicznych. Co prawda tytuły Wydawnictwa Afera są dostępne także w innych polskich internetowych księgarniach, ale obecność na stronie Wydawnictwa to zawsze ugruntowanie pozycji wydań elektronicznych oraz (mam nadzieję) większy zysk dla Wydawnictwa ze sprzedaży własnych książek. Może to też być z korzyścią dla czytelników. Z tego co sprawdziłem, tytuły na stronie wydawnictwa oferowane są obecnie taniej niż we wszystkich innych księgarniach (nie wiem czy wszystkie). Warto więc (oczywiście nie tylko ze względu na cenę) po literaturę czeską zaglądnąć na https://www.wydawnictwoafera.pl/. Promocyjne ceny powinny obowiązywać przynajmniej do 16 sierpnia.

 

Obecne promocyjne ceny e-booków mają obowiązywać przynajmniej do 16 VIII 2020 r. (źródło: www.wydawnictwoafera.pl)