865 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Kiedy Kobo wchodzi na nowy rynek – sześć zasad

 

Czytniki Kobo to urządzenia bardzo o dobrej kulturze użytkowania, jakości oraz niezłej funkcjonalności. Ich mała znajomość i popularność w naszym kraju wynika m.in. z ograniczonego dostępu polskiego użytkownika do ekosystemu firmy (znikoma ilość polskich e-booków w firmowej księgarni, brak możliwości bezprzewodowej wysyłki własnych książek na czytnik) tudzież nijakiej obsługi plików w formacie PDF. Nie bez znaczenia jest także brak spolszczenia (dzielenie wyrazów według polskich reguł, słowniki) oprogramowania czytników i okazjonalną podaż w polskich sklepach. Firma do tej pory zwyczajnie polskim rynkiem nie była zainteresowana.

 

W księgarni Kobo brakuje polskich e-booków, a w czytnikach - słowników...

 

Ostatnie miesiące pokazują, że Kobo zależy jednak na międzynarodowej ekspansji, również poza kraje anglojęzyczne. W zeszłym roku czytniki Kobo stały się oficjalnie dostępne w Turcji („Kobo wkracza do Turcji”) i na Tajwanie, a w styczniu tego roku japońska firma-matka – Rakuten, stała się oficjalnie jednym z głównych współudziałowców sojuszu Tolino („Rakuten Kobo przejmuje część Tolino od Deutsche Telekom”), czyli największego konkurenta Amazonu na rynku niemieckojęzycznych e-booków. Nasuwa się pytanie, co dalej z firmą, która jest obecna w 21 krajach i uważana jest za ważnego gracza w świecie publikacji elektronicznych?

 

Od niedawna w oficjalnych przekazach z Kobo i wypowiedziach dyrektora firmy, Michaela Tamblyna, pojawia się sześć punktów, definiujących pojawienie się firmy na nowym rynku („Kobo CEO Michael Tamblyn on the six things he looks for when entering a new market”). Zastanówmy się, jak odnieść te założenia do naszego kraju. Czy „grozi” nam wejście Kobo na polski rynek?

 

Po pierwsze, książki dostępne w wersji elektronicznej (ang. Books available in digital format)

Michael Tamblyn pisze, że pierwszym warunkiem wejścia Kobo na dany rynek, jako księgarni, jest obecność wydawców posiadających w swojej ofercie e-booki. Firma może wspierać poszczególne wydawnictwa w digitalizacji papierowych wydań, ale jednak oczekuje gotowej oferty, którą można wprowadzić do księgarni internetowej.

Ten punkt wydaje się być w Polsce spełniony. Większość wydawców ma w ofercie e-booki, i choć często nie przywiązuje do nich wagi, postrzega je jako dodatkowe koszty, to jednak całkiem sporo nowości wydawniczych ma swoje elektroniczne odpowiedniki. Gorzej ze starszymi pozycjami.

 

Po drugie, wszechstronny katalog (ang. Comprehensive catalog)

Szef Kobo uważa, że czytelnik otwierając stronę księgarni z e-bookami powinien się czuć jak w tradycyjnym sklepie, mieć szeroki wybór różnorodnej literatury. Klient ma mieć wybór od powieści i literatury faktu, przez lekturę łatwą lekką i przyjemną aż do opracowań popularnonaukowych, podręcznikowych czy religijnych.

I znowu Polska oferta e-booków może nie zachwyca, ale, moim zdaniem, oferuje całkiem sporo, szczególnie jeśli porównamy ją z tym, co stoi na półkach tradycyjnych księgarń. Zbyt wiele z nich zamieniło się w dystrybutora podręczników, materiałów piśmiennych i dewocjonaliów, aby nie docenić tego, co już można znaleźć na wyciągnięcie ręki w wersji elektronicznej. Zapewne nie to miał na myśli Michael Tamblyn, ale trudno.

 

Po trzecie, dostęp do najpopularniejszych tytułów i autorów (ang. Access to top titles and authors)

Księgarnia z e-bookami musi przyciągać czytelnika spragnionego nowości, które będą regularnie wzbogacać dotychczasową ofertę.

Tu również, choćby rankingi prezentowane przez Świat Czytników, wskazują, ze większość najwyżej ocenianych czy najlepiej sprzedających się książek jest obecna w wersji elektronicznej. W tym zakresie nie ma chyba powodów do narzekania.

 

Po czwarte, rozumienie jak postrzegane są książki w danym kraju (ang. Understanding of how a country looks at books)

Kobo chce dostrzec specyficzne cechy krajowego rynku książki, aby im sprostać. Stara się zrozumieć lokalną specyfikę zarówno od strony zachowań czytelników jak i uregulowań prawnych, choćby tych dotyczących cen. Michael Tamblyn stawia pytanie o to, czy na przykład autorzy postrzegani są jako ważne postacie tworzące kulturę i jak patrzy się na książki.

No tutaj niestety Polska nie wydaje się być kandydatem do priorytetowego zainteresowania ze strony Kobo. Chyba najlepiej o tym świadczy nazwa jednego z popularniejszych „książkowych” profili w polskojęzycznej części Facebooka - „Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki” (ponad 315 tys polubień) - nic dodać, nic ująć.

 

Po piąte, korzystanie z internetu (ang. Internet usage)

Jak się łatwo domyślić, wysokie wskaźniki dostępności i wykorzystania internetu są kluczowe dla firmy sprzedającej przez internet.

W tym zakresie Polska ma kilka osiągnięć, jak choćby niedrogi i powszechny wdzwaniany dostęp (0202122) uruchomiony w zamierzchłej historii na modemach podpiętych do sieci TP SA. Również fakt, że eBay przegrał w starciu z Allegro, pokazuje, że Polacy zarówno często jak i całkiem chętnie kupują przez internet. W każdym razie na pewno nie dostępność sieci może być problemem przy zakupie e-booków.

 

Po szóste, warunki rynkowe (ang. Market conditions)

Jako główny czynnik definiujący rynek książek, firma postrzega silny rynek książki drukowanej i możliwości przeznaczenia przez konsumentów „nadwyżki” finansowej właśnie na książki.

Taką nadwyżkę oczywiście trzeba najpierw mieć w kieszeni. W Polsce szału nie ma, choć czasami wynika to z priorytetów, a nie z rzeczywistego braku zasobów. Program 500+ wydaje się dodatkowo przeczyć mocy nabywczej Polaków w zakresie książek. Ale czy na przykład Turcy czy Brazylijczycy statystycznie mają w kieszeni więcej pieniędzy, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb (jedzenie, ubranie itp.) i opłaceniu stałych rachunków (czynsz, prąd itp.), niż Polacy? A Kobo jest obecne i w Brazylii i w Turcji.

 

Podsumowanie

Jeśli spojrzeć moim nieuzbrojonym i niefachowym okiem na wejście Kobo do Polski, to byłbym za otwarciem polskiej filii. Może to oznaczać wpuszczenie polskich e-booków do firmowej księgarni i spolszczenie czytników (menu, słowniki, dzielenie wyrazów). Przecież niemal wszystko w naszym kraju pasuje do sześciu punktów „polityki zagranicznej” Rakuten Kobo. No właśnie - „niemal wszystko”, bo poza czytaniem książek... W takim wypadku cała misternie zbudowana piramida się sypie!

 

Ja bym jeszcze dodał siódmy punkt, dotyczący nieźle rozwiniętej konkurencji, już obecnej w naszym kraju. Przy ewentualnym rozważaniu wejścia na polski rynek, nie należy zapominać przede wszystkim o księgarniach z dobrą renomą i rynkową pozycją: Ebookpoincie, Publio, Virtualo czy Woblinku. Trzymam więc kciuki za polskie księgarnie handlujące e-bookami :)

 

“Tysiąc rupii”.... mój drogi pamiętniczku

Tysiąc rupii - Anna Kokesz

Wiele osób uważa, że Indie są w stanie zaskoczyć każdego, a podróżując przez ten kraj, na każdym kroku należy spodziewać się niespodziewanego. Stawiam niniejszym tezę, że podobnie ma się sprawa z polską literaturą na temat tego kraju. Nie wiem dlaczego, ale po lekturze książki “Indie. Głód Boga", sądziłem, że niewiele  mnie może w tej materii zaskoczyć. O tym, jakże się myliłem, przekonała mnie jednak lektura  “Tysiąca Rupii” Anny Kokesz.

 

“Tysiąc rupii” jest relacją polskiej nastolatki (jak sądzę) z wyjazdu do Indii w towarzystwie taty i siostry. Założenie wydaje się z początku sensowne: głowa rodziny wyjeżdża głosić na konferencji referaty o tematyce związanej z górniczo-hutniczą pracą naukową, a córki przy okazji mają szansę zobaczyć pierwszy raz Indie. Opowieść zaczyna się jeszcze przed dotarciem do Bombaju, a o sile wyobraźni autorki przekonać się można już na wstępie, gdy czuje ona zapachy indyjskich potraw tuz po zajęciu miejsca w samolocie, podczas kołowania na pas startowy.

 

Na dalszych kilkuset stronach narratorka prowadzi nas przez Indie widziane jej oczyma i ukształtowane jej wyobrażeniami. Historia skupiona jest na jej wspomnieniach, wrażeniach, odczuciach, wyobrażeniach jak i fantazjach.

 

Szeroka oferta handlu detalicznego w Indiach, obejmowała w 2003 roku również środki czystości (Delhi, 2003 r.)

 

 

Narratorka w swoim “pamiętniczku” kreśli zatrważający obraz dwóch tygodni pobytu w Indiach. No bo jak inaczej można rozumieć to, że przez ten cały czas nie zjadła ani ziarnka ryżu, a bodaj tylko raz spróbowała cokolwiek z indyjskiej kuchni? O ile jestem w stanie jeszcze jakoś zrozumieć żywienie się przez dwa tygodnie polskimi konserwami mięsnymi i pleśniejącym polskim chlebem podczas wyjazdu z Polski Ludowej na kapitalistyczny Zachód, o tyle robienie tego w XXI wieku w indyjskich miastach jakoś nie mieściło mi się do tej pory w głowie. Zupełnie niesłusznie, Indie mogą zaskakiwać na każdym kroku. No dobra, trochę przesadziłem, autorka wspomina jeszcze, że dietę wzbogacały od czasu do czasu chipsy, indyjskie piwo oraz kawa mieszana że stoperanem. No dobra, nie wspomniałem o wszystkim, indyjskie danie to był kalafior z ziemniakami. Mimo tego (a może właśnie dlatego), autorka często wspomina o głodzie dręczącym trójkę podróżników. A więc konserwowa dieta, to raczej nie był do końca komfortowy wybór...

 

Nie tylko jednak przegrzane, rozmiękłe polskie konserwy i głód doskwierają w podróży bohaterom opowieści. Narratorka raz po raz (trudno określić, czy z dumą, czy też rozbrajającą szczerością) wspomina także o brudzie. Dość zaskakujące było jednak dla mnie to, że opisy nie dotyczą tylko brudnych ulic indyjskich miast czy toalet. Dotyczą raczej jej samej! Indie jawią się jako kraj, w którym trzeba kupić dziesięć litrów wody butelkowanej (autorka nie wiedzieć czemu nazywa ją uporczywie wodą mineralną) aby wykąpać się w hotelu. W oczach narratorki, Indie to również kraina, w której brak jest mydła i szamponu, bo pod koniec wyjazdu głowę może umyć tylko resztkami polskiego mydła i szamponu, opalenizna na twarzy okazuje się być brudem… a mycie rąk pod koniec pobytu sprowadza się li tylko do pocierania ich o siebie pod wodą, bo w hotelowej łazience nie zapewniono turystom mydła. Całe szczęście, że był tam przynajmniej różowy papier toaletowy i główna bohaterka mogła go zabierać ze sobą. Ta rolka hotelowego papieru toaletowego noszona w plecaku, doczekała się nawet specjalnej wzmianki w tekście, bo “na wypadek potrzeb ewentualnych, nagłych, w azjatyckim klimacie wielokrotnych, stanowiło dla mnie wtedy nie lada ważną, podświadomą ciągłość bycia w Delhi, w Indiach”. Rolka papieru toaletowego z hotelu, jako podświadoma ciągłość bycia w Delhi… no cóż, Indie mogą zaskakiwać na każdym kroku…

 

Relacja autorki momentami bywa także dość zagadkowa. Nie do końca na przykład zrozumiałem, dlaczego narratorka niemal cały czas chodziła w brudnych i przepoconych ubraniach. Co rusz wspomina, że jeden nieświeży podkoszulek zamieniała na równie sfatygowany, ale taki, co chwilę leżakował wśród innych brudów. Noszenie brudnych ubrań nie wynikało chyba z braku środków pieniężnych. Domyślam się, że skoro stać ją było na przelot samolotem z Delhi do Jaipuru (260 km) to chyba i na proszek do prania by się parę rupii dało wyskrobać. Nie był to również skutek braku środków czystości w indyjskim handlu detalicznym. Wiem, bo sam będąc w Indiach dwa lata wcześniej niż autorka (2003), tego typu zakupy robiłem bez problemu. Może to przez brak czasu na pranie? Ale, żeby się tym od razu tak chwalić? Chyba jednak czegoś nie zrozumiałem…

 

Długo by jeszcze pisać o wspominanych w książce cudownych zapachach indyjskich potraw, których autorka nie spróbowała, przystojnych absztyfikantach, którzy zalotnikami byli tylko w jej wyobraźni i wpadkach kulturowych, których bohaterka nie zrozumiała. Daleki jestem od zachęcania kogokolwiek do lektury “Tysiąca rupii”, ale jeśli kogoś ciekawią wspomnienia z podróży w stylu pamiętnika nastolatki, albo szczegółowe wskazówki jak nie podróżować przez Indie, to przecież zabronić czytania nie mogę. Tym bardziej, że Indie to demokratyczny kraj i na każdym kroku czyha niespodziewane...

Dibuk Saga o 50 EUR taniej (na Słowacji)

Kolejna promocja cenowa czytników, tym razem na Słowacji. Czytnik Dibuk Saga, o którym już wielokrotnie pisałem, można teraz kupić za 79 EUR. Oferta jest aktualna w księgarni internetowej skvelo.sk.

 

Oferta promocyjna w słowackiej księgarni (źródło: skvelo.sk)

 

Dibuk Saga to urządzenie ze znakomitym, sześciocalowym dotykowym ekranem E-Ink Carta 300 ppi. W tym momencie jest więc najtańszym (a całkiem przyzwoitym) czytnikiem z takim ekranem na europejskim rynku! Urządzenie pracuje pod kontrolą ładnie przyciętego systemu Android, obsługuje karty pamięci, ale niestety brak mu fizycznych przycisków i porządnej obsługi PDFów. Więcej szczegółów znajdziecie we wpisie "Dibuk Saga będzie rozwijany".

 

Oficjalna strona promocji dostępna jest tutaj: https://www.skvelo.sk/citacka-dibuk-saga.html. Słowacki sklep nie wysyła zakupów do Polski.

„Cień góry” - w cieniu kiczu

The Mountain Shadow - Gregory David Roberts

„Cień góry” był ostatnio jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie e-booków. Kupiłem go więc zaraz po premierze. Cieszyłem się na kontynuację „Shantaram”, która jest dla mnie udaną współczesną wersją powieści awanturniczych (coś w rodzaju „płaszcza i szpady”). „Shantaram” nie jest powieścią wybitną, ale dzięki ulokowaniu jej akcji w Bombaju, ma dla trochę indyjskiego kolorytu i z tego powodu ma dla mnie wiele uroku. I tu dochodzimy do „Cienia góry”.

Kontynuacja „Shantaram” jest dla mnie kandydatem na największe rozczarowanie czytelnicze roku. To, co trochę irytowało w pierwszej części, tu urosło do gigantycznych rozmiarów i mnie osłabia. Spośród wielu drzazg, które mi się wbijały w głowę podczas lektury, wymienię trzy największe.

Po pierwsze – wielkie słowa a małe efekty. Główny bohater ma wokół siebie wiele osób, które nazywa braćmi i przyjaciółmi. Ale raz po raz się okazuje, że masa trzecich osób wie o jego braciach rzeczy, o których on nie ma zielonego pojęcia. Choćby mieszkają od dwóch lat w pobliżu, nie powiadamiając go o tym. Mieszkają blisko, całe lata nie dają znaku życia, ale są braćmi i przyjaciółmi na śmierć i życie! Porażka.

 

„– Abdullah ciągle tam jeździ. Nie wspominał ci o tym?

Coś się we mnie zachwiało. Cieszyłem się, że Chalid żyje i ma się dobrze, ale poczułem się zdradzony w przyjaźni, i moje serce zadrżało.

To nie może być prawda.

Są dwa rodzaje prawdy – odparła Karla z cichym śmiechem. – Ta, którą chcesz usłyszeć, i ta, którą powinieneś usłyszeć.”

Gregory David Roberts „Cień góry”

 

"A mój motor towarzyszył mi we wszystkim, tak jak ja jemu" (Chennai, 2014 r.)

 

Po drugie – wielkie słowa a taki sobie bełkot. Otóż autor książki denerwował mnie nieustannie tak zwanymi aforyzmami, które raz po raz rozbijały nastrój książki, niczego nie wnosiły poza kolejnymi linijkami zapełnionymi tekstem. Przepis na to wydaje się prosty i myślę, że działo się to tak. Autor miał trzy pojemniki, a w każdym z nich karteczki. Pierwszy pojemnik zawierał wielkie słowa: miłość, samotność, smutek, czas, przyjaźń, oddanie, grzech, pożądanie, życie, prawda, czas, boskość, dobro, zło, lojalność, zdrada, człowiek, mężczyzna, kobieta itp. Drugi pojemnik, jak sądzę, był zbiorem przymiotników: bezkresny, przejmujący, przenikający, samotny, ciążący, ulotny, gorzki, słodki, słony itp. No i trzeci pojemnik, wypełniony był wielkimi słowami, ale jednak trochę mniejszymi niż te w pierwszym pojemniku: przemijanie, przestrzeń, pociąg, rower, guzik, szaleństwo, rzecz, nóż itp. Sądzę, że następowało losowanie z każdego z pojemników po jednej karteczce i zapisywanie w ten sposób strony po stronie, akapit po akapicie, zdanie po zdaniu. Jeśli tak skonstruowana myśl dopasuje się do akcji, narracji lub nastroju bohaterów, zawsze można dopisać rozwinięcie. Im bardziej górnolotne, tym lepiej. Wychodzi wtedy coś w rodzaju „miłość to góra, która cię zabija za każdym razem, gdy się na nią wspinasz” albo „czas to błona, tkanka łączna, i można go skaleczyć” czy „czas to żywa istota, tak jak my, która rodzi się, żyje, umiera”. Ale nie można zapominać, że książka powinna trafiać do szerokiego spektrum odbiorców. Można więc od czasu do czasu trafić w tekście na coś bardziej dosadnego, choćby „uważaj na karmę, bo cię ugryzie w dupę”. Nie powiem, czasami trafiają się dobrze skonstruowane zdania i myśli w ciekawy sposób malujące klimat opowieści, ale jest ich mniejszość i toną w tonach pustych słów. Choć może ja po prostu tego nie jestem w stanie pojąć. Przyjmuję i taką możliwość.

Po trzecie – wiele gangsterki, mało Indii. „Cień góry” jawi mi się jako kolejna gangsterska ballada. Tego zadźgali, tamtego zastrzelili a jeszcze innych spalili. Choć bohater jest teraz bardziej uduchowiony, odwiedza mędrców i aśramy, to w książce Indii ubyło na rzecz uchodźców z Zachodu, pomieszkujących w Bombaju i trudniących się występkiem. I to był gwóźdź do trumny całej opowieści. Trudno.

 

Promocje Kindle Paperwhite 3 i Kindle 8 – podsumowanie ofert

 

Ostatnie dni to kolejno wprowadzane przeceny czytników Kindle 8 i Kindle Paperwhite 3 w różnych europejskich oddziałach Amazonu. Cenę obniżono o 20-30 EUR. Do wcześniejszych, dziś doszła oferta promocyjna Kindle 8 w oddziale brytyjskim. To również powrót bardzo tanich (używanych, ale na gwarancji) czytników Kindle Paperwhite 2 w RFN. Zestawiłem bieżące oferty, dla łatwiejszego porównania i rozeznania, szeregując je według ceny. Nie jest znana data zakończenia promocyjnych ofert.

 

Dzięki polskiej wersji językowej sklepu, najwygodniejsze zakupy w Amazonie można robić w niemieckim oddziale (źródło: amazon.de)

 

 

Kindle Paperwhite 2 (używany, czarny, wi-fi, bez reklam) z Niemiec

72,34 EUR (ok. 320 PLN)

Kindle 8 (biały, wi-fi, bez reklam) z Wielkiej Brytanii

z dostawą 65,60 GBP (ok. 335 PLN)

Kindle 8 (czarny, wi-fi, bez reklam) z Wielkiej Brytanii

z dostawą 65,60 GBP (ok. 335 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (czarny, wi-fi, bez reklam) z Włoch

z dostawą 116,96 EUR (ok. 510 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (biały, wi-fi, bez reklam) z Włoch

z dostawą 116,96 EUR (ok. 510 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (czarny, wi-fi, bez reklam) z Francji

z dostawą 118,49 EUR (ok. 520 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (biały, wi-fi, bez reklam) z Francji

z dostawą 118,49 EUR (ok. 520 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (czarny, wi-fi, bez reklam) z Niemiec

124,02 EUR (ok. 535 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (biały, wi-fi, bez reklam) z Niemiec

124,02 EUR (ok. 535 PLN)

 

Do Polski wysyłane są czytniki w wersji bez reklam (ang. without special offers). Do każdego europejskiego Amazonu logujemy się w taki sam sposób (ta sama nazwa użytkownika i hasło). Zakupy z niemieckiego Amazonu od wartości 39 EUR otrzymamy na polski adres bez dodatkowych opłat. Przy zamówieniach z pozostałych oddziałów wskazanych powyżej, należy się liczyć z opłatą za przesyłkę rzędu kilku euro. W powyższej tabeli uwzględniłem ceny z polską stawką VAT oraz kosztami dostawy do Polski (o ile są takowe). Ostateczne przeliczenie na złotówki jest orientacyjne, zależy od kursu euro oraz prowizji polskiego banku. A płacić można niemal wszystkimi kartami płatniczymi, które wydają polskie banki.

 

 

Obecnie najtańsza oferta, to Kindle Paperwhite 3 z Włoch. Planowana dostawa na polski adres dziś zamówionych czytników - ok. 16-17 II (źródło: amazon.it)

 

Oferta czytników używanych zależy od dostępności i zmienia się na bieżąco.  Jako dostawcę takich urządzeń należy przede wszystkim wybierać "amazon.de warehousedeals" (innych ofert nie dotyczy amazonowa gwarancja ani darmowa dostawa)  . Po szerszą listę takich egzemplarzy odsyłam do wpisu "Kindle Paperwhite 2 bardzo tanio - powraca (używany, na gwarancji)".

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach czytników, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

 

Kindle Paperwhite 2 bardzo tanio - powraca (używany, na gwarancji)

Wśród używanych czytników z Amazonu, raz po raz pojawiają się ciekawe oferty. Osoby zainteresowane zakupem kindelków po okazyjnych cenach, zachęcam do śledzenia ich dostępności, z zamieszczanych przeze mnie (poniższych) odsyłaczy. Obecnie w bardzo korzystnej cenie można zakupić na przykład Kindle Paperwhite 2. Czytnik kosztuje (w przeliczeniu) około 320 złotych. Przy jego możliwościach i jakości, jest to bardzo korzystna oferta. Większość osób, które kupiła w ten sposób czytniki i wypowiadała się na forach, zakupiła sprzęt w bardzo dobrym stanie, nawet bez śladów używania. W razie problemów, używane czytniki sprzedawane przez Amazon objęte są roczną gwarancją.

 

Kindle Paperwhite 2

 

Lista używanych czytników w aktualnej ofercie Amazonu:

 

Kindle

- Kindle 7 - od. 49,40 EUR (ok. 215 PLN);

- Kindle 8 - od. 53,70 EUR (ok. 235 PLN);

- Kindle Paperwhite 2 - od. 72,34 EUR (ok. 320 PLN);

 

Kobo

- Kobo Aura H2O - od. 167,59 EUR (ok. 730 PLN);

 

PocketBook

- PocketBook Touch Lux 3 - od. 97,93 EUR (ok. 430 PLN);

- PocketBook Sense (Kenzo) - od. 102,75 EUR (ok. 450 PLN);

- PocketBook Ultra - od. 105,50 EUR (ok. 460 PLN);

- PocketBook Basic 2 - od. 61,24 EUR (ok. 270 PLN);

 

Bookeen Cybook

- Cybook Muse Frontlight - od. 116,44 EUR (ok. 510 PLN);

 

Tolino

- Tolino Vision 3 HD - od. 130,10 EUR (ok. 570 PLN);

 

W powyższych wyliczeniach uwzględniłem cenę z polską stawką VAT. Pierwotnie w sklepie wyświetlana jest kwota uwzględniająca niemiecki VAT (niższy niż w Polsce). Ostateczna kwota w złotówkach może być różna (zależy od kursu euro oraz prowizji banku). Przesyłka zakupów o wartości od 39 EUR  - do Polski bezpłatnie. Jako dostawcę, należy z listy wybierać oferty Amazonu (opisane jako "Realizacja przez Amazon").

 

Trwające promocje na (nowe) czytniki Kindle Paperwhite 3

Przypominam, że najnowszy model z rodziny Paperwhite - Kindle Paperwhite 3, można teraz (w ramach promocji "Angebote zum Verlieben") kupić w niemieckim Amazonie za ok. 535 PLN. Promocję opisałem tutaj: "Kindle Paperwhite 3 - 20 EUR taniej w ramach walentynkowej promocji". Podobne oferty są również (taniej o 30 EUR wersja biała oraz czarna, ale trzeba dodać koszt wysyłki) we Francji i we Włoszech (wersja biała oraz czarna).

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach czytników, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

Tolino Shine 2 HD i Tolino Vision 3 HD taniej w niemieckich księgarniach

 

Wciąż trwa walentynkowa promocja cenowa czytników Kindle Paperwhite 3, które można kupić o 20 EUR taniej. Podobną ofertę przygotowała największa konkurencja Amazonu na rynku niemieckim – sojusz Tolino.

 

Oferta promocyjna Tolino Shine 2 HD z okładką (źródło: hugendubel.de)

 

 

Dziś rozpoczęła się przecena czytnika Tolino Shine 2 HD w niemieckiej księgarni Hugendubel. Czytnik wprowadzono na rynek w 2015 roku. Urządzenie dostępne jest w cenie 99 EUR (katalogowa cena to 119 EUR). Ten model wyposażony jest w dotykowy ekran o przekątnej sześciu cali (15,2 cm) i największej dostępnej obecnie rozdzielczości – E-Ink Carta 300 ppi (1448x1072 pikseli). Ma również wbudowane oświetlenie. Waży 184 gramy, to najcięższy z czytników Tolino. Poza tym, standardowo ma 4 GB pamięci wewnętrznej i dostęp do firmowej chmury. Księgarnia Hugendubel wysyła zakupy do Polski za dopłatą 7,50 EUR. Czytniki objęte są gwarancją 12 miesięcy.

Oficjalna strona promocji dostępna jest tutaj.

 

Oferta promocyjna Tolino Vision 3 HD z okładką (źródło: ebook.de)

 

Chwilę już trwa promocja czytnika Tolino Vision 3 HD. Recenzowałem go w zeszłym roku, ale teraz jest już zastępowany nowszym modelem – Tolino Vision 4 HD. Od opisanego wyżej, różni się głównie wodoodpornością i płaskim frontem (oraz wagą - 174 g). W niemieckiej księgarni ebook.de, w komplecie z firmową okładką, kosztuje on teraz 149 EUR (katalogowa cena to 178,95 EUR). Księgarnia wysyła zakupy do Polski, za dopłatą 7,50 EUR. Moją recenzję Tolino Vision 3 HD można znaleźć tutaj: „Tolino Vision 3 HD - recenzja wodoodpornego czytnika z ekranem 300 ppi”. 

Oficjalna strona promocji dostępna jest tutaj.

 

Kindle Paperwhite 3 - 20 EUR taniej w ramach walentynkowej promocji

Kindle Paperwhite 3 można teraz kupić taniej w walentynkowej promocji. Niemiecki Amazon oferuje swój najpopularniejszy model czytników taniej o 20 EUR. Są też inne oferty walentynkowe, ale nie związane z czytnikami.

 

Walentynkowa promocja obejmuje przecenę Kindle Paperwhite 3 o 20 EUR (źródło: amazon.de)

 

Przypominam, że do Polski można zamówić wersje bez reklam (niem. "Ohne Spezialangebote"). Ich  katalogowa cena, poza promocjami, wynosi 144,70 EUR. Zakupy o wartości od 39 EUR Amazon dostarcza na polski adres bez dodatkowych opłat. Czytniki z reklamami są tańsze, ale można je do Polski kupić n. przez pocztowego pośrednika Mailboxde (opisałem to tutaj).

 

 

Kindle Paperwhite 3 (wi-fi, bez reklam, czarny)

cena 124,02 EUR (ok. 535 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (wi-fi + 3G, bez reklam, czarny)

cena 186,04 EUR (ok. 810 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (wi-fi, bez reklam, biały)

cena 124,02 EUR (ok. 535 PLN)

Kindle Paperwhite 3 (wi-fi + 3G, bez reklam, biały)

cena 186,04 EUR (ok. 810 PLN)

 

 

Dostawa czytnika zamówionego dziś, planowana jest między 13 a 15 lutego (wersja z wi-fi, czarna obudowa) lub 11-13 lutego (wersja z wi-fi, biała obudowa). Cena, którą zobaczymy w koszyku będzie wyższa, niż wyświetlona na stronie produktu, ponieważ po wybraniu polskiego adresu dostawy, Amazon nalicza polską (a nie niemiecką) stawkę podatku VAT. A jest ona trochę wyższa od obowiązującej za Odrą.

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach telefonów, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

Aktualizacja czytników Kindle (firmware w wersji 5.8.7.0.1)

Właśnie ukazała się aktualizacja oprogramowania dla nowszych czytników Kindle. Wersja firmware'u oznaczona jako 5.8.7.0.1 dostępna jest dla czytników: Kindle 7, Kindle 8, Kindle Paperwhite 2, Kindle Paperwhite 3, Kindle Voyage oraz Kindle Oasis. Numer sugeruje, że nie wprowadzono nowych istotnych zmian. Ja na razie faktycznie nie widzę takowych. Brak też dodatkowych informacji w opisie tej wersji.

 

Brak informacji o rodzaju zmian w wersji 5.8.7.0.1

 

Obecną wersję oprogramowania, która jest w czytniku można zweryfikować wchodząc do menu (trzy kropki) a następnie wybierając Settings/Device Options/Device Info. Nowe oprogramowanie będzie sukcesywnie dostępne dla urządzeń połączonych z internetem. Aktualizację można także wykonać samodzielnie. W tym celu należy pobrać odpowiedni plik z Amazonu. Opisany jest jako "Software-Update 5.8.7.0.1 herunterladen". Firmware jest do pobrania tutaj (amazon.de):
Kindle 7 (Touch 2014) - plik można pobrać z tej strony;

Kindle 8 (8. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Paperwhite 2 (6. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Paperwhite 3 (7. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Voyage - plik można pobrać z tej strony;

Kindle Oasis - plik można pobrać z tej strony.

 

Strona z odsyłaczami do poszczególnych modeli oprogramowania dla czytników Kindle (źródło: amazon.de)

 

Jeśli ktoś nie pamięta, jak wykonać procedurę aktualizacyjną, odsyłam do mojego wpisu "Jak zaktualizować firmware (wersja 5.6.5) w czytniku Kindle?".

Virtualo konkursowo walentynkowo

Księgarnia Virtualo rozpoczyna już pierwsze podejście do walentynek. Ogłoszony właśnie na instagramowym profilu sklepu konkurs, nawiązuje rzecz jasna do książek, czytania i zakochania. A konkurs, jak to na Instagramie - fotograficzny.

 

Zasady walentynkowego konkursu Virtualo (źródło: instagram.com)

 

Zabawa „Zakochani zaczytani” przeznaczona jest dla osób, które mają (lub założą) profil w serwisie Instagram. Ja już takowy posiadam to może też wezmę udział? Zasady są proste:

- należy wykonać zdjęcie ukazujące miłość autora do czytania;

- fotografię trzeba umieścić na swoim profilu w serwisie Instagram;

- koniecznie należy opisać ją znacznikami: #zakochanizaczytani oraz #virtualo i oznaczy na zdjęciu stronę https://www.instagram.com/virtualo.pl/ oraz użytkownika @virtualo.pl;

- czekać na ogłoszenie wyników (15 lutego w południe na profilu księgarni).

 

Księgarnia przewidziała nagrody dla docenionych zdjęć. Ma to być czytnik Kindle Paperwhite (biały), odtwarzacz muzyki iPod Shuffle lub okładka na czytnik Kindle Paperwhite. Na swojej stronie, Virtalo zachęca również do obdarowywania walentynkami w postaci e-booków. Prawda, że ładna by była taka walentynka?

 

Regulamin konkursu można przeczytać tutaj: https://cdn.virtualo.pl/vpl-upload/regulaminy/zakochani_zaczytani_regulamin_instagram.pdf

Profil Virtualo jest tutaj: https://www.instagram.com/virtualo.pl/

YotaPhone 2 – recenzja ekranu E-Ink w smartfonie (część II)

YotaPhone 2 od strony technicznej przedstawiłem w pierwszej części recenzji. Druga część zawiera wyniki trwającego ponad miesiąc testu, gdy używałem go jako podstawowy telefon oraz czytnik e-booków.

 

YotaPhone 2 - ekran E-Ink

YotaPhone 2

 

YotaPhone 2 – na co dzień

YotaPhone 2 dość dobrze sprawdza się w codziennym działaniu zarówno jako telefon jak i czytnik. Z większości funkcji telefonu można korzystać przy użyciu ekranu E-Ink, co sprawdza się szczególnie w świetle dziennym. Można więc przy świetle słonecznym spokojnie go używać, bez mrużenia oczu, przytykania ekranu do twarzy czy szukania cienia.

 

Bateria (niewymienna), wystarcza na dwa-trzy dni różnorodnego korzystania z telefonu (aplikacje internetowe, telefonowanie, czytanie, udostępnianie łącza internetowego LTE). Udostępnianie łącza internetowego przez wi-fi znacznie skraca czas pracy na jednym ładowaniu. Pod względem zasilania spodziewałem się trochę lepszego wyniku, ale najwyraźniej bonus w postaci ekranu E-Ink nie aż tak bardzo ogranicza zużycie energii przez Androida. Ciekawostką jest aplikacja YotaEnergy, przełączająca telefon w tryb korzystania tylko z tylnego ekranu, przy krytycznym poziomie naładowania.

 

Google Maps na YotaPhone 2

W świetle dziennym niektóre aplikacje wyglądają lepiej na ekranie E-Ink (niż na zwykłym), nawet jeśli nie zostały do niego dostosowane (na zdjęciu Google Maps)

 

Niemal wszystkie, wykorzystywane przeze mnie na co dzień programy, działały sprawnie i bez zacięć. Awarie aplikacji zdarzały się jednak i to trochę częściej niż w innych używanych przeze mnie smartfonach. Trochę to dla mnie zaskakujące, ale jedyny denerwujący problem mam z najbardziej podstawową funkcją – dzwonieniem. Tu napotkałem na dwa felery. Pierwszy, to opóźnienie w wybieraniu numeru. Po wskazaniu osoby z książki telefonicznej, musi minąć sekunda-dwie, zanim telefon zacznie realizować połączenie. Niby niedużo, ale wystarczy, żebym raz za razem zastanawiał się, czy aby na pewno dotknąłem ekranu i wybrałem żądaną funkcję. Sądzę, że co jak co, ale dzwonienie powinno być realizowane błyskawicznie. Drugi problem związany jest z czujnikiem zbliżeniowym. Nie zawsze wyłącza on ekran podczas rozmowy i zdarza się, że po zakończeniu połączenia widzę np. długie rzędy cyfr, które niechcący wybierałem uchem na ekranie podczas rozmowy. Kilka razy telefon był bardzo ciepły podczas połączenia.

 

Najważniejszym atutem YotaPhone 2 jest jednak (w sumie) udane wdrożenie ekranu wykonanego w technologii papieru elektronicznego. Można nawet korzystać z telefonu używając wyłączenie ekranu E-Ink. Służy do tego aplikacja YotaMirror. Ekran E-Ink jest na tyle sprawny, że od biedy można nawet oglądać na nim filmy. Nie został do tego stworzony, ale można. Oczywiście im bardziej kontrastowe menu czy kolory użyte w aplikacji, tym lepiej. Jednak w przypadku niektórych programów natrafiłem na kłopoty, wynikające z właściwości ekranu E-Ink. Źle mi się pracowało z aplikacjami wykorzystującymi małe czcionki. Podobnie, nie sprawdzało się ciemne tło stosowane w niektórych aplikacjach.

 

YotaPhone 2 - YotaMirror w działaniu

YotaMirror umożliwia "normalną" pracę telefonu na ekranie E-Ink

 

Podział funkcji smartfonu na dwa ekrany nie zawsze odbywa się bezproblemowo. Na przykład włączenie aplikacji korzystającej z aparatu, zamienia E-Ink w czarną plamę. Do przywrócenia pełnej funkcjonalności, konieczne jest restartowanie urządzenia. Czasami nie działa odblokowywanie telefonu przy pomocy kodu PIN na ekranie E-Ink – bywa, że nie pokazuje się klawiatura służąca do wpisania kodu. Zdecydowanie powinna być widoczna przy każdym wzbudzeniu telefonu. W ogóle mam wrażenie, że funkcja blokowania PINem może być ominięta od czasu do czasu. Trudno mi powiedzieć, czy to feler tej wersji systemu operacyjnego, czy tego modelu telefonu.

 

Pomimo zauważonych przeze mnie mankamentów, połączenie dwóch ekranów funkcjonuje nieźle. Z czasem, coraz więcej funkcji telefonu realizowałem przez ekran E-Ink (szczególnie przy dziennym świetle). Warto pamiętać, że ekran E-Ink nie ma oświetlenia, więc aby coś na nim zobaczyć, potrzebne jest zewnętrzne światło.

 

YotaPhone 2 – czytanie na co dzień

A jak to jest z najważniejszą dla mnie funkcją? Jak z czytaniem? Krótko rzecz ujmując jest dobrze – choć czytanie na telefonicznym ekranie E-Ink nie sprawia takiej przyjemności, jak na nowszych (i większych) czytnikach książek elektronicznych. Jakość e-papieru w telefonie jest trochę słabsza, szczególnie w porównaniu do najnowszych ekranów E-Ink Carta (300 ppi). Zarówno kontrast jak i rozdzielczość są w YotaPhone 2 akceptowalne w przypadku codziennego korzystania, szczególnie przy krótszych tekstach. Dla większego komfortu czytania, musiałem się przeprosić z czcionkami bezszeryfowymi. Podczas lektury e-booków na YotaPhone 2 najlepiej sprawdzała mi się Roboto, Amazon Ember Bold lub podobne. Mam nawet wrażenie, że ekran E-Ink w recenzowanym telefonie jest lepszy (kolor tła, kontrast tekstu) niż w niektórych „prawdziwych” czytnikach oferowanych na naszym rynku!

 

YotaPhone 2 i Kindle Voyage

YotaPhone 2 i Kindle Voyage - bezpośrednie porównanie wykazuje przewagę ekranu tego drugiego

 

Na YotaPhone 2 można zainstalować samodzielnie wiele androidowych programów przeznaczonych do czytania e-booków. Yota ma także własną (i to całkiem udaną) aplikację do czytania książek elektronicznych – YotaReader. Z niej najczęściej korzystałem podczas testów. Program wywoływałem na ekranie E-Ink, bo używany na przednim ekranie posiada jedną denerwującą wadę – miganie przy zmianie każdej strony. Za to na tylnym ekranie działa bardzo sprawnie. Aplikacja oparta jest na FB Readerze, znanym z wersji na różne systemy operacyjne i czytniki. Co bardzo ważne, YotaReader można też zdefiniować jako jeden z pulpitów ekranu E-Ink (przy pomocji aplikacji YotaHub). Bardzo to ułatwia rozpoczęcie czytania, poprzez otwarcie książki wprost z ekranu E-Ink, bez potrzeby aktywacji przedniego ekranu. Inne aplikacje do czytania muszą być wywoływane np. przez YotaMirror. YotaReader wykorzystuje całą powierzchnię ekranu (bez androidowego paska menu na dole) i działa bardzo sprawnie. Nawet podczas długiego czytania, trudno zauważyć artefakty z poprzednich stron (tzw. ghosting). Program odświeża całkowicie ekran tylko przy otwieraniu menu lub wczytywaniu nowych plików/rozdziałów. Pomimo tego, obraz utrzymuje dobry kontrast i czytelność tekstu.

 

YotaPhone 2 - YotaReader

YotaReader - menu opcji wyświetlania e-booka (dwa sklejone zrzuty ekranu: po lewej tekst wyświetlony przy użyciu kroju Roboto, po prawej - PT Serif)

 

YotaReader akceptuje pliki w formacie EPUB. Jako, że telefon jest wykrywany przez calibre, można dość wygodnie zarządzać księgozbiorem. Firmowa aplikacja Yoty nie jest jednak specjalnie rozbudowana i ma raczej podstawowe możliwości w zakresie formatowania e-booków. Do ważnych atutów należy powiększanie rycin zawartych w tekście. Nie bez znaczenia dla komfortu czytania jest możliwość wykorzystania przycisków sprzętowych (regulacji głośności) do zmiany stron. Trzymając telefon w lewej ręce mamy je pod kciukiem, natomiast trzymając telefon w prawej ręce daje możliwość zmiany stron (na kolejne) poprzez dotknięcie prawej krawędzi ekranu lub przycisku (np. palcem środkowym). Firmowy czytnik połączony jest także domyślnie ze słownikiem Lingvo. W telefonie brak jest polskiego słownika, ale można go dokupić poprzez aplikację Lingvo (np. słownik EN-PL kosztuje 15 USD). Podświetlone słowa można natomiast od razu przełożyć z języka angielskiego na hiszpański, francuski, włoski, rosyjski i niemiecki (choć raczej małe to dla nas pocieszenie).

 

YotaPhone 2 - YotaHub

YotaReader można ustawić w aplikacji YotaHub, jako jeden z paneli wyświetlanych na ekranie E-Ink

 

YotaReader posiada jeszcze jedną cechę, bardzo dobrze sprawdzającą się na małym ekranie – podział wyrazów według polskich reguł. Dzięki temu czytany tekst może być wyrównany do prawego i lewego marginesu a jednocześnie pozbawiony jest pustych hektarów między wyrazami. Nie zauważyłem wielu wpadek w sposobie dzielenia wyrazów. Można? Można!

 

YotaPhone 2 - YotaReader

Podczas czytania na ekranie E-Ink w YotaPhone 2 przeprosiłem się z czcionkami bezszeryfowymi (YotaReader: po lewej - PT Serif, po prawej - PT Sans)

 

Przyglądnąłem się także, jak telefoniczny ekran E-Ink radzi sobie z innymi aplikacjami do czytania e-booków. Przy okazji przekonałem się jak słabe są niektóre, nawet dość znane programy. Do największych bolączek należy brak możliwości wybrania własnej czcionki (przy słabym zestawie dostępnych krojów) oraz brak dzielenia wyrazów. Z ergonomią też bywa różnie, ale to już temat na inny wpis.

 

Z programów samodzielnie zainstalowanych, na pierwszy ogień poszła aplikacja obsługująca wypożyczalnię Legimi. Wersję dla urządzeń z Androidem, testowałem dokładnie rok temu. Było to przy okazji recenzowania czytnika Icarus Illumina XL. Nie korzystam z niej na co dzień, ale YotaPhone wydawał się niezłym urządzeniem, aby test powtórzyć. W abonamencie wypożyczalni, z którego korzystałem, można mieć niestety tylko jeden czytnik. Więc każdy kolejny członek rodziny, chcący korzystać z tego samego konta, był skazany na świecący w oczy ekran tabletu lub smartfona. Recenzowany telefon wydawał się więc idealnym urządzeniem, aby ominąć to przykre ograniczenie. Przecież liczony jest jako smartfon, a działa (prawie) jak czytnik.

 

Aplikacja Legimi na smartfonie działała w czasie testów stabilnie i dobrze sprawowała się we współpracy z ekranem E-Ink. Znacznie lepiej niż to było rok temu na Icarusie. W aplikacji najbardziej podobają mi się funkcje: wyrównania tekstu do prawego i lewego marginesu, automatycznego przełączania w tryb poziomy lub pionowy oraz płynna regulacja wielkości czcionki i interlinii. Ważnymi udogodnieniami jest również możliwość zmiany stron w e-booku fizycznymi przyciskami regulacji głośności oraz opcja powiększania ilustracji zawartych w tekście. Dzięki temu zdecydowanie wzrasta szansa na ich oglądnięcie we właściwym rozmiarze.

 

YotaPhone 2 - Legimi

Brak dzielenia wyrazów w aplikacji Legimi źle wpływa na wygląd tekstu

 

Aplikacja może być wykorzystana przede wszystkim do książek z wypożyczalni i własnego konta, jednak nie bez problemów. Większość utrudnień, zmniejszających komfort czytania, a zauważonych przeze mnie rok temu, wciąż w aplikacji występuje. Oto co może uprzykrzać życie czytelnikowi:

- brak dzielenia wyrazów, co by pozwoliło uniknąć przerw między wyrazami i lepiej wykorzystać ograniczoną przestrzeń telefonicznego ekranu;

- złe wyświetlanie zawartości książki, zdarza się obcinanie tekstu na końcach rozdziałów;

- niedziałające odsyłacze (na żadnym z ekranów telefonu nie udało mi się przejść do przypisów).

 

Szkoda, że rok minął, a w tym zakresie aplikacja nie zmieniła się na lepsze. Można także sobie wymarzyć różnorodne udogodnienia, znane z innych aplikacji, jak gromadzenie książek w kolekcje, korzystanie z własnych czcionek czy zaznaczanie i udostępnianie cytatów. Ale póki co, by mi wystarczyło usunięcie tylko tych trzech wspomnianych wyżej usterek.

 

YotaPhone 2 - Amazon Kindle

Aplikacja Kindle nie daje możliwości wyboru tylu czcionek, co w czytnikach

 

 

Jako wieloletni użytkownik czytników Kindle, naturalnie wykorzystywałem mobilną aplikację Amazonu. Podstawowym argumentem był nie tyle dostęp do książek na koncie, co przesłanych artykułów ze stron WWW. Odbieranie plików przez aplikację z poczty elektronicznej działało mi bardzo nierówno. Raz wysłany tekst dochodził błyskawicznie, a innym razem gromadziło się kilka na raz, po dłuższej przerwie w ich dostarczaniu. Aplikacja zyskała u mnie jednak uznanie za szeryfowe czcionki (Bookerly, Cecilia), które nawet nieźle wyglądały na tylnym ekranie. Brak dzielenia wyrazów czy wprowadzonej ostatnio na czytniki czcionki Amazon Ember Bold, obniża wartość aplikacji na tym sprzęcie.

 

YotaPhone 2 - FB Reader

Do korzystania z aplikacji do czytania e-booków na ekranie E-Ink, należy ustawić białe tło i czarną czcionkę. Najlepiej użyć do tego ekranu przedniego, wtedy widać, że domyślne tło jest na przykład kremowe (na zdjęciu przykład z FB Readera)

 

Przetestowałem również kilka innych programów przeznaczonych do czytania e-booków. Ale, że niniejszy wpis to nie jest to recenzja wszystkich androidowych aplikacji, wspomnę o nich już tylko pokrótce w poniższej tabeli (kolejność alfabetyczna).

 

Aplikacja

Zalety

Wady

Aldiko

można ustawić b. małe marginesy, współpraca z tłumaczem Google, jako taka obsługa TTS

brak dzielenia wyrazów, złe zaznaczanie wyrazów zawierających polskie znaki

Amazon Kindle

zaskakująco dobra czytelność czcionek szeryfowych (Bookerly, Caecilia), dostęp do konta w Amazonie (w tym wysyłanie pików na adres e-mail aplikacji)

niekiedy brak czcionek dostępnych na czytnikach, brak dzielenia wyrazów, brak polskiej wersji

Cool Reader

bardzo rozbudowane możliwości modyfikowania wyglądu tekstu, podział wyrazów, menu w języku polskim

przeładowane menu z ikonkami, które są słabo czytelne na ekranie E-Ink, brzydki tekst na ekranie E-Ink, słaby TTS

Ebookpoint

integracja z księgarnią, powiększanie ilustracji, wykorzystanie klawiszy regulacji głośności do zmiany stron, synchronizacja postępów czytania między urządzeniami

mały wybór czcionek, brak podziału wyrazów, brak możliwości dodania własnych książek (choć można je dodać do konta w księgarni)

FB Reader

bogate możliwości konfiguracji, możliwość instalacji własnych czcionek, współpraca ze słownikiem ColorDict, menu w języku polskim

nie działa opcja wykrywania ekranu E-Ink

Kobo

integracja z firmową księgarnią

dostęp wyłącznie do książek z konta w firmowej księgarni, brak polskiej wersji

Legimi

powiększanie rycin, justowanie tekstu, skalowanie wielkości czcionki, menu po polsku, zmiana stron przyciskami regulacji głośności

brak dzielenia wyrazów, niedziałające odsyłacze, obcinanie treści książki pod koniec rozdziału

Moon+ Reader

bardzo duże możliwości konfiguracji, możliwość instalacji własnych czcionek, współpraca z wieloma słownikami

słaby TTS

PocketBook

duże możliwości dopasowania tekstu, możliwość wgrania własnych czcionek, wykorzystanie klawiszy regulacji głośności do zmiany stron, dość przyjemny TTS

brak podziału wyrazów wg polskich reguł, specyficzna organizacja menu ustawień

Publio

integracja z firmową księgarnią, menu po polsku

brak podziału wyrazów, brak możliwości wgrania własnych książek, nie wyświetla się część e-booka, pozostaje oczekiwanie na nową wersję aplikacji (zapowiadana na połowę lutego 2017 r.)

Tolino

dostęp do własnych książek w chmurze Tolino, czytelna czcionka szeryfowa Bitter

brak polskiej wersji, denerwująca animacja zmiany stron, brak podziału wyrazów wg polskich reguł, duże marginesy

Woblink

integracja z firmową księgarnią, obsługa CzytajPL! (w czasie trwania akcji), menu po polsku

brak podziału wyrazów, ubogie możliwości modyfikacji wyglądu tekstu, denerwująca animacja zmiany stron, długie wczytywanie nowych elementów (np. rozdziałów)

YotaReader

wykorzystanie całej powierzchni ekranu, uruchamianie bezpośrednio z ekranu E-Ink, brak artefaktów (tzw. ghostingu), menu po polsku, integracja ze słownikiem Lingvo

brak możliwości dodania własnych czcionek, niezbyt rozbudowane możliwości formatowania tekstu

 

YotaPhone 2 - FB Reader

FB Reader daje możliwość użycia własnych czcionek

 

Podsumowując, należy podkreślić, że firmowa aplikacja do e-booków sprawdza się całkiem dobrze. Zaskakująco dobrze, jeśli porównać ją np. do programów firmowanych przez nasze księgarnie (może poza aplikacją księgarni Ebookpoint). YotaReader sprawdził mi się jako podstawowy program do czytania e-booków na e-papierowym ekranie w YotaPhone 2. Jednak, jeśli ktoś ma swoją ulubioną androidową aplikację, w której można wyłączyć animację zmiany stron, ustawić czcionkę bezszeryfową oraz białe tło – powinna się również bardzo dobrze sprawdzić na e-papierze w YotaPhone 2. Po krótkich testach, mogę ze swej strony polecić przede wszystkim FB Readera (ogólnie bezpłatny, ale niektóre opcje dostępne są w płatnej wersji programu), a w dalszej kolejności Moon+ Reader oraz PocketBook Reader.

 

YotaPhone 2 - aplikacja ebookpoint.pl

Najnowsza wersja aplikacji księgarni ebookpoint.pl zyskała bardzo przydatną funkcję powiększania obrazów

 

Podsumowanie

YotaPhone 2 jest bardzo dobrą ofertą dla osób, które chcą dużo czytać, ale głównie lub wyłącznie na telefonie. Zastosowany w telefonie ekran E-Ink jest dobrej jakości i sprawdza się bardzo dobrze w pełnym świetle dziennym (czego nie można powiedzieć o innych ekranach stosowanych w smartfonach). W połączeniu z programem YotaReader dobrze sprawdzi się w czytaniu beletrystyki czy krótkich tekstów z internetu. Ekran E-Ink może być również wykorzystany do codziennego korzystania z telefonu czy innych aplikacji. YotaPhone 2 nie jest urządzeniem bezbłędnym, ale jak na tak pionierskie rozwiązanie, mogę mu kilka wad wybaczyć. Przy dłuższym korzystaniu zalety przeważają nad niedoróbkami.

 

Wiem, że jeszcze nie wszyscy poznali komfort czytania na ekranie o większej przekątnej np. sześciu cali... Może kiedyś się przekonają, a do tego czasu mogą twierdzić, że sam smartfon i niewielki rozmiar ekranu jest dla czytania optymalny. No i przy każdej okazji wyciągać telefon z kieszeni ciesząc się lekturą na ekranie z papieru elektronicznego.

 

YotaPhone 2 to także oferta dla tych, których nie stać na drugie urządzenie (czytnik) lub wiedzą, że czytnika nie będą ze sobą nosić i godzą się na pewien kompromis między (ultra)mobilnością a jakością ekranu. Niestety, E-Ink w YotaPhone 2 nie zapewni takiego komfortu czytania jak czytnik z dobrym ekranem. Może jednak zaoferować większą mobilność, choćby dlatego, że teraz większość osób po prostu nosi telefon zawsze ze sobą.

 

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o jednym, co może być ważne. Ekran E-Ink zwraca uwagę otoczenia. Jeszcze nigdy mnie tyle osób nie pytało o telefon, co podczas testów YotaPhone 2. Wiele z nich nie wierzyło, że ekran z e-papieru to nie jest szpanerskie etui imitujące papier.

 

YotaPhone 2 i PocketBook InkPad 2

YotaPhone oferuje (ultra)mobilność kosztem powierzchni i jakości ekranu (YotaPhone 2 po lewej, PocketBook InkPad 2 po prawej)

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli chcesz czytać dużo e-booków, najlepszy komfort dadzą porządne czytniki (np. Kindle, Kobo, PocketBook, Tolino, Cybook). Jeśli wiesz, że czytnika ze sobą nie będziesz nosić a już i tak sporo czytasz na telefonie – YotaPhone 2 jest dobrym wyborem. Tym bardziej, że w swojej klasie nie ma konkurencji :) Mogę go polecić, ale raczej nie w cenie kilku tysięcy, lecz kilkuset złotych...

 

Plusy:

- poręczny;

- (ultra)mobilny;

- wysoka jakość wykonania;

- dwa ekrany, w tym jeden E-Ink;

- bardzo dobra widoczność na ekranie E-Ink w pełnym świetle słonecznym;

- dobra, sprawna praca ekranu E-Ink (z dedykowanymi aplikacjami);

- specjalne oprogramowanie do korzystania z telefonu przy pomocy ekranu E-Ink (YotaMirror);

- dobry stosunek parametrów sprzętu do ceny (przy bardzo korzystnej cenie telefonów z chińskiej dystrybucji);

- aktualizacja oprogramowania OTA (dla wersji europejskiej);

- współpraca z calibre;

- YotaReader, dedykowana aplikacja do czytania e-booków obsługuje poprawnie ekran E-Ink i polskie e-booki (z dzieleniem wyrazów włącznie);

- dodatkowe aplikacje zaprojektowane z myślą o ekranie E-Ink;

- poprawna praca z programami do czytania e-booków (Amazon Kindle, Legimi, Pocket, FB Reader).

 

Minusy:

- delikatny tył (ekran E-Ink);

- śliski tył i przód;

- poszarpane litery czcionek szeryfowych na ekranie E-Ink;

- brak gniazda karty pamięci;

- brak świecącej diody informującej o stanie telefonu/przychodzących wiadomościach;

- brak możliwości aktualizacji oprogramowania systemowego w sprzęcie z chińskiej dystrybucji (ew. zmianę oprogramowania na wersję europejską i dalsze aktualizacje OTA można wykonać na własną odpowiedzialność);

- sporadyczne błędy w funkcjonowaniu: nie wyłącza się ekran przedni przy zbliżeniu telefonu do ucha w czasie rozmowy, ekran E-Ink staje się czarny po wykonaniu fotografii, nie zawsze wyświetla się na ekranie E-Ink klawiatura służąca do wprowadzenia numeru PIN (do odblokowania telefonu);

- poza tym wszystkie inne wady systemu Android OS.

 

 

 

YotaPhone 2 w banggood.com

Oferta w sklepie banggood.com (zrzut ekranu z 28 I 2017 r.)

 

Chińską wersję YotaPhone 2 można kupić m.in. w sklepie banggood.com

 

Dane techniczne YotaPhone 2 (według producenta, uzupełnione):

Wymiary: 144,9 x 69,4 x 8,95 mm;

Ekran przedni: 5,0” AMOLED dotykowy, 16 mln kolorów, 1080x1920 pikseli (442 ppi);

Ekran E-Ink: 4,7” pojemnościowy wyświetlacz dotykowy z papieru elektronicznego o rozdzielczości 960 x 540, 16 odcieni szarości, 235 ppi, szkło Corning Gorilla 3;

System operacyjny: Android 4.4 KitKat (wersja chińska) z możliwą aktualizacją do 5.0 Lollipop (wersja europejska);

Procesor: czterordzeniowy Qualcomm Snapdragon 801 2,2 GHz;

Procesor graficzny: Adreno 300;

Czas gotowości: 2G, wyłączona mobilna transmisja danych: do 16,5 dnia (397 godzin)

3G, wyłączona mobilna transmisja danych: do 17 dni (406 godzin)

LTE, wyłączona mobilna transmisja danych: do 16 dni (387 godzin)

Czas rozmów: połączenie głosowe, 2G: do 41,8 godziny

połączenie głosowe, 3G: do 26 godzin

połączenie głosowe przez Skype, LTE: do 13,7 godziny

połączenie wideo przez Skype, LTE: do 1,8 godziny

Czytanie na czytniku Yota (3G): do 109,3 godziny

Czas strumieniowego odtwarzania wideo: LTE: do 5,5 godziny

Wi-Fi: do 5,8 godziny

Czas lokalnego odtwarzania wideo: do 9,5 godziny

Czas strumieniowego odtwarzania audio: LTE: do 5,4 godziny

3G: do 17,8 godziny

Czas lokalnego odtwarzania audio przez: słuchawki: do 92 godzin

głośnik: do 62,4 godziny

Korzystanie z Internetu: LTE: do 4,5 godziny

Wi-Fi: do 4,4 godziny

Pamięć: 2 GB pamięci RAM, 32 GB pamięci eMMC (około 25 GB dostępne dla użytkownika);

Kamera główna: 8 mln pikseli z autofokusem, lampa błyskowa LED

Kamera przednia: 2,1 mln pikseli;

Czujniki akcelerometr, kompas, żyroskop, czujnik zbliżeniowy, czujnik światła otoczenia;

Bateria: niewymienna 2500mAh lithium-polymer; Qualcomm Quick Charge 2.0 ładowanie bezprzewodowe;

Audio: mini jack 3,5 mm, radio FM;

Formaty i kodeki audio: AAC LC, HE-AACv1 (AAC+), HE-AACv2 (rozszerzony AAC+), AAC ELD, AMR-NB, AMR-WB, FLAC, MP3, MIDI, Vorbis, PCM/WAVE.

Obsługiwane typy plików i formaty kontenerów: 3GPP (.3gp), MPEG-4 (.mp4, .m4a), ADTS raw AAC (.aac), MPEG-TS (.ts), 3GPP (.3gp), FLAC (.flac), MP3 (.mp3), MIDI typu 0 i 1 (.mid, .xmf, .mxmf), RTTTL/RTX (.rtttl, .rtx), OTA (.ota), iMelody (.imy), Ogg (.ogg), Matroska (.mka), WAVE (.wav)

Wideo:Full HD 1080p 30 kl./s

Formaty i kodeki wideo: H.263, H.264 AVC, MPEG-4 SP, VP8.

Obsługiwane typy plików i formaty kontenerów: 3GPP (.3gp), MPEG-4 (.mp4), MPEG-TS (.ts), WebM (.webm), Matroska (.mkv).

Obsługa sieci (wersja europejska): GSM/EGPRS: 850, 900, 1800, 1900 MHz

WCDMA, DC HSDPA (wyd. 8 kat. 24)

HSUPA (wyd. 7 kat. 7), zakresy 1 (antena podwójna), 2, 5 i 8

LTE (wyd. 9 kat. 4), zakresy 3, 7 i 20

Łączność: WiFi 802.11 a/b/g/n/ac (VHT20, MSC 8), MicroUSB 2.0 (SlimPort), Bluetooth® 4.0, NFC, A-GPS i GLONASS

Karta telefoniczna: Nano-SIM;

Kolory: czarny, biały

 

Oficjalna strona produktu: https://yotaphone.com/pl-pl/

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach telefonów, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

 

Rakuten Kobo przejmuje część Tolino od Deutsche Telekom

Niemiecki urząd antymonopolowy (Bundeskartellamt) nie widzi przeciwwskazań w przejęciu części technologicznej platformy Tolino od Deutsche Telekom przez Rakuten Kobo. O planach japońskiej firmy pisałem w grudniu (wpis: „Rakuten Kobo w sojuszu Tolino – oficjalnie”), gdy potwierdziły się wcześniejsze internetowe doniesienia na ten temat. Oficjalne stanowisko niemieckiego regulatora rynku jest takie, że rozszerzenie działań Kobo nie jest zagrożeniem dla konkurencyjności na rynku niemieckim.

 

Marka Rakuten Kobo na pudełku czytnika Kobo Touch 2.0 (Berlin, 2015 r.)

 

W oficjalnym materiale prasowym, cytowana jest wypowiedź Andreasa Mundta, prezesa Bundeskartellamtu. Powiedział on między innymi, że „platforma Tolino ma ważną pozycję na rynku e-booków obok lidera, jakim jest Amazon. Przejęcie przez Rakutena nie spowoduje komplikacji pod względem konkurencyjności. Rakuten jest ważnym graczem globalnym, ale w rynku e-booków w Niemczech, jego udział był do tej pory niewielki (niem. „Die Plattform tolino hat im E-Book Markt in Deutschland neben dem Marktführer Amazon eine wichtige Marktposition. Der Erwerb durch Rakuten bringt aber keine wettbewerblichen Probleme mit sich. Rakuten ist zwar global ein wichtiger Player, im E-Book-Bereich in Deutschland ist das Unternehmen aber bislang ein eher kleinerer Wettbewerber.”).

 

Niejako przy okazji, w uzasadnieniu stanowiska niemieckiego urzędu, wskazano na kilka cech niemieckiego rynku. E-booki stanowią około 5% całego rynku książek. Podkreślono m.in. wiodącą rolę Amazonu. Urząd ocenił udział e-booków na czytniki Kindle na ok. 50%, podczas gdy na dystrybucję udziałowców platformy Tolino ma przypadać od 30 do 40%. Wskazano, że udział pozostałych graczy (wymieniono księgarnie Kobo, Apple oraz Google) jest niewielki. Każda z nich ma udziały rynkowe rzędu kilku procent. W świetle tych danych, połączenie sił Tolino i Kobo samo w sobie nie zmienia w sposób istotny układu sił.

 

Całość, omówionego przeze mnie powyżej oświadczenia Bundeskartellamtu, można znaleźć tutaj.

 

YotaPhone 2 – recenzja ekranu E-Ink w smartfonie

 

YotaPhone 2 kupiłem z kilku powodów. Pierwszym było wspomnienie klapki z ekranem E-Ink dla Samsunga Galaxy S IV, którą na targach IFA 2013 w Berlinie pokazał PocketBook. Jednak PocketBook Cover Reader nie został wprowadzony na polski rynek. Drugim powodem było przekonanie, że ekran E-Ink może z powodzeniem być wykorzystywany do normalnej pracy. O tym przekonałem się prawie na targach IFA 2014, gdy bawiłem się chwilę telefonem Onyksa. Zaskoczyła mnie wtedy prędkość działania telefonu z E-Inkiem. Urządzenie okazało się jednak tylko targową efemerydą. Trzecim powodem była szansa na połączenie mobilności i wygody czytania w YotaPhone 2. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w roku bieżącym po raz pierwszy można było go kupić w Chinach za równowartość kilkuset a nie kilku tysięcy złotych. I jak tu nie wykorzystać takiej okazji i nie kupić telefonu do testów na blogu? W kilka miesięcy po zakupie mogę więc niniejszym przedstawić „czytelniczą” recenzję smartfonu YotaPhone 2.

 

YotaPhone 2 przed pudełkiem (widoczny tył z ekranem E-Ink)

 

YotaPhone 2 – gdzie kupić?

Yota jest marką jednego z największych operatorów komórkowych w Rosji – MegaFon (ros. МегаФон). Spółka oferuje sprzęt pod własną marką Yota od 2011 roku. Notatka prasowa anonsująca smartfon YotaPhone 2 w roku 2014, była publikowana również w wielu polskich serwisach internetowych, ale jego obecność w polskich sklepach ominęła mnie jakoś. Może dlatego, że zapowiadana cena bardziej mi się kojarzyła ze średnią krajową pensją netto niż z ceną telefonu. Nawet informacja o obniżce ceny do 2 500 PLN nie podniosła mi ciśnienia na tyle, żeby myśleć o jego zakupie (jestem z Galicji).

 

Pudełko z YotaPhone 2 zrobiło na mnie wrażenie i pod względem zawartości jak i wyglądu

 

Jednak kilka miesięcy temu zelektryzowała mnie wieść, że pojawiła się nowa możliwość – YotaPhone 2 z Chin. Ja akurat wybrałem sklep banggood.com chcąc mieć pewność, że kupuję nowy sprzęt, bez modyfikacji dokonywanych ewentualnie przez sprzedawcę z Chin. Telefon kosztuje tam obecnie 140 USD (ok. 585 PLN). Tak więc po dwóch godzinach zastanawiania i dwóch tygodniach oczekiwania (na które złożyło się także uiszczenie polskiego VATu), stałem się posiadaczem telefonu z chińskiej dystrybucji.

 

YotaPhone 2 – czy kupić?

Przed ewentualnym zakupem telefonu z Chin warto wiedzieć, że smartfony Yota przeznaczone na chiński rynek, posiadają starszą wersję zarówno Androida jak i firmowych aplikacji - bez możliwości ich aktualizacji. Sprzedawane tam modele oznaczone są symbolem YD206. Naturalną koleją rzeczy, pierwszą czynnością w nowym telefonie była więc, w moim przypadku, zmiana na oprogramowanie europejskie. Po tej procedurze oznaczenie telefonu zmienia się na YD201 i pojawia się możliwość dostępu do aktualizacji oprogramowania od producenta.

 

Samej procedurze zmiany systemu nie poświęcę tu miejsca. A i osób nieobeznanych z Androidem do niej zachęcać nie będę. W sieci można znaleźć sporo wpisów na ten temat. U mnie zadziałała następująca procedura:

- uruchomienie telefonu w trybie „Download”;

- upewnienie się, że w komputerze jest zainstalowany sterownik ADB oraz Qualcomm;

- pobranie narzędzia „flashtool” z serwera Yota;

- pobranie przy jego pomocy najstarszej dostępnej wersji europejskiego firmware'u (czyli 4 EU);

- instalacja Androida w wersji 4;

- przejście w tryb „Downloading” poprzez „Recovery”;

- pobranie dalszych aktualizacji już z poziomu menu systemu przez wi-fi (OTA).

Według mojego rozeznania, jest przynajmniej jedna różnica sprzętowa między wersją chińską (YD206) a europejską (YD201). To moduł radiowy. Otóż telefony z rynku chińskiego obsługują pasma LTE – B1 i B3, a europejskie – B3, B7 i B20. W Polsce używane są pasma B1, B3, B7, B20 oraz B38. Mój egzemplarz łączy się w trybie LTE w sieci Play bez problemu.

 

Android w telefonie pozbawiony jest udziwnień, i bardzo dobrze

 

Koniec końców mogę się cieszyć telefonem z najnowszym dostępnym na niego systemem (Android OS 5.0 Lollipop) wraz z aktualnymi programami firmowymi, służącymi m.in. do obsługi ekranu E-Ink (na czym najbardziej mi zależało). Na początku grudnia 2016 roku firma zaprosiła użytkowników do testowania Androida w wersji 6.0 (Marshmallow). Jest więc szansa na dalsze aktualizacje. Plotki o rezygnacji z Androida i przejściu na Sailfish OS nie zostały tym samym potwierdzone.

 

Po wgraniu oprogramowania przeznaczonego dla wersji europejskiej, można pobierać aktualizacje systemowe z poziomu menu ustawień

 

YotaPhone 2 – konstrukcja

Smartfon wygląda bardzo dobrze. Wiem, że to kwestia gustu, ale YotaPhone ma w sobie coś, co skłania do myślenia, że osoby, które go projektowały, rzeczywiście się do tego przyłożyły. Przód jest jednolicie czarny i płaski, a tył ma delikatne zaokrąglenia na bokach. Również ekran E-Ink jest częścią zaprojektowanej całości, a nie przypadkowo dodanym elementem. Jest jednak jedno ale – telefon sprawia wrażenie przeraźliwie śliskiego. Wzięcie go do ręki, skutkuje natychmiastowym odruchem użycia do tego przynajmniej trzech rąk, aby go przypadkiem nie upuścić. Przód jest gładki i śliski, ponieważ całość pokryta jest szkłem Gorilla Glass 3, ale również tył, choć trochę bardziej matowy, to jednak jest zaokrąglony i również pokryty szkłem (Gorilla Glass 2). Wrażenie zagrożenia upuszczeniem potęguje oczywiście pamięć o delikatnym charakterze ekranów E-Ink. Nie tylko trzymanie jest ryzykowne, nawet położenie go na płaskim stole wciąż wydaje się być niebezpieczne. Ciągle odnosi się wrażenie, że nawet z takiego miejsca może się zsunąć! A niełatwo temu zapobiec, ponieważ możliwości założenia etui są ograniczone. Chyba większość telefonów chroni się poprzez dołożenie choćby „plecków”. Tutaj nie mają one sensu, bo zakrywałyby tylni ekran. Jedynym sensownym rozwiązaniem pozostaje chyba tylko silikonowa obwódka (tzw. bumper). Ochrania co prawda tylko brzegi, ale nie zasłania ekranów i znacznie redukuje poślizg zarówno w rękach jak i wtedy, gdy telefon gdzieś położymy. Inne rozwiązania codziennej ochrony YotaPhone 2 nie mają sensu.

 

Przyciski regulacji głośności mogą służyć również do zmieniania stron w e-bookach

 

Trudno mi się wypowiadać na temat komponentów zamontowanych we wnętrzu telefonu. Podczas podejmowania decyzji o zakupie, priorytetowy był dla mnie ekran E-Ink. Ale i przedni wyświetlacz AMOLED sprawia bardzo przyzwoite wrażenie, choć mógłby być jaśniejszy. Przy rozdzielczości 1080x1920 pikseli (442 ppi) obraz jest wyraźny, a kolory trochę cukierkowate. W jednym z polskich sklepów sprawdziłem losowo wybrane telefony obecnie oferowane w cenie od 800 do 1000 PLN i wiece co? Całkiem sporo ma po jednym ekranie (no dobra, wszystkie mają po jednym ekranie) a do tego nie wszystkie mogą pochwalić się lepszymi parametrami (w zasadzie sporo z nich ma znacznie gorsze wyświetlacze).

 

W YotaPhone 2 przedni wyświetlacz ma lepszą jakość niż w wielu dziś oferowanych modelach 

 

Nie będę porównywał pozostałych parametrów, są moim zdaniem na całkiem przyzwoitym poziomie, może z wyjątkiem aparatu fotograficznego.

 

YotaPhone 2 – oprogramowanie

 

Nie jestem ani specjalnym zwolennikiem ani znawcą Androida. Trudno mi do końca ocenić, co jest oryginalnym systemem, a co modyfikacją wykonaną na potrzeby tego konkretnego modelu. Jak wspomniałem, najbardziej aktualna wersja systemu w telefonie to 5.0. Producent chyba jednak nie zastawił na użytkowników pułapki w postaci mnóstwa nieprzydatnych aplikacji, choć trochę własnych domyślnie zostało zainstalowanych. Warto jednak podkreślić, że firma postarała się o kilka aplikacji, które dopracowano pod kątem korzystania ekranu E-Ink. W telefonie znajdziemy m.in.:

- 2048 – gra;

- ABBYY Lingvo – słowniki;

- FM Radio – odbiór radiostacji na falach ultrakrótkich w zakresie 87,5-108MHz;

- sudoku – gra;

- szachy – gra;

- warcaby – gra;

- YotaFit – zapis tras, monitorowanie aktywności fizycznej;

- Yotagram – komunikator Telegram;

- YotaHub – zarządzanie ustawieniami ekranu E-Ink;

- YotaMirror – przełączanie między ekranami.

- YotaNews – zarządzanie kontem Feedly;

- YotaReader – czytnik książek elektronicznych;

- YotaSelfie – podgląd zdjęć selfie na ekranie E-Ink, wykonywanych przy pomocy tylnej kamery (wyższa rozdzielczość niż przy selfie wykonanych z przedniego aparatu);

- YotaSports – wyniki sportowe;

- YotaStore – zbiór odsyłaczy do aplikacji dopasowanych do ekranu E-Ink;

- YotaTasks – organizer;

- Yota Travel – wsparcie dla planów podróży;

- YotaEnergy – zarządzanie zasilaniem z uwzględnieniem ekranu E-Ink;

Poza wyżej wymienionymi, w sklepie Google Play jest całkiem sporo programów przygotowanych specjalnie dla telefonów Yota, a pochodzących z niezależnych źródeł.

W dalszej części recenzji bliżej przedstawię oczywiście YotaReadera.

 

W YotaPhone 2 można znaleźć firmowe aplikacje (jak YotaReader), zaprojektowane do pracy z ekranem E-Ink

 

Już teraz zapraszam na drugą część recenzji, w której przedstawiam wrażenia z użytkowania YotaPhone 2 jako czytnika e-booków.

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach telefonów, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

Czytniki Bookeen Cybook oficjalnie w Polsce

 

Do tej pory 71media (z siedzibą we Wrocławiu), znana była głównie jako oficjalny dystrybutor czytników marki PocketBook (między innymi poprzez swój sklep czytio.pl). Od niedawna, firma oficjalnie sprzedaje również francuskie Cybooki. Ta marka czytników nie jest u nas szerzej znana, a szkoda. Recenzowałem co prawda tylko jeden model firmy Bookeen – Cybook Muse Frontlight, a zdanie na jego temat mam pozytywne. Testowany przeze mnie sprzęt był solidnie wykonany, a oprogramowanie przyjazne, stabilne i spolszczone. Gdyby mnie ktoś pytał, czy Cybook dorównuje najlepszym urządzeniom na rynku spod marki Kindle, Kobo, Tolino czy PocketBook – to bym odpowiedział, że tak. Co prawda w Cybooku brakowało mi bezprzewodowej wysyłki e-booków czy dzielenia wyrazów według polskich reguł, ale nie każdy tego po czytniku oczekuje.

 

Strona WWW firmy Bookeen

Oficjalna strona czytników Bookeen Cybook (źródło: bookeen.com)

 

Słaba świadomość marki Cybook w Polsce nie wynika więc na pewno z kiepskiej jakości czytników oferowanych przez Francuzów. Ale zarówno ich rozreklamowanie jak i dostępność w naszym kraju były do tej pory raczej słabe. Być może zmieni się to za sprawą oficjalnego dystrybutora na Polskę, jakim jest teraz 71media. Do tej pory czytniki Cybook można było oficjalnie zamówić do Polski z firmowego sklepu we Francji lub samemu sobie przywieźć zza granicy. Były także oferowane na stronie czytio.pl, ale Bookeen nie podawał 71media jako oficjalnego dystrybutora na Polskę.

 Strona WWW czytników Cybook

Ruszyła oficjalna polska strona czytników Bookeen Cybook (źródło: cybook.pl)

 

Teraz polski dystrybutor dysponuje oficjalnie własną domeną cybook.pl, na której umieszczono spolszczoną kopię strony producenta (bookeen.com). Spolszczenie nie jest pełne, bo na przykład wciąż jesteśmy odsyłani do francuskiego sklepu z e-bookami. Ale już po zakup czytnika odsyłacz kieruje do czytio.pl.

 

Cybook Muse HD - oferta na czytnio.pl

Bookeen Cybook Muse HD oferowany oficjalnie na stronie polskiego dystrybutora (źródło: czytio.pl)

 

No i ważna sprawa – cena. Tutaj niestety wieści nie są już tak optymistyczne. Zrobiłem szybkie porównanie kosztów zakupu najnowszego modelu - Cybook Muse HD (więcej na jego temat we wpisie "Cybook Muse Light i Cybook Muse HD - dwa nowe modele francuskich czytników"). Kupując go we Francji (bookeen.com), zapłacimy 129,90 EUR za urządzenie oraz 22,68 EUR za przesyłkę. W sumie daje to równowartość ok. 670 PLN (w zależności od kursu euro oraz prowizji banku). Taki sam zakup w czytio.pl oznacza wydatek 639 PLN (kurier gratis przy zapłacie przelewem na konto). Polski dystrybutor wygrywa więc nieznacznie ceną, ale (co chyba ważniejsze) dłuższą gwarancją. Francuzi określają ją u siebie na jeden rok, a na czytio.pl widnieje informacja o 24 miesiącach.

 

 

Podstawowe dane konkurencyjnych modeli z ekranem 300 ppi, oferowanych przez czytio.pl oraz amazon.de

 

Cybook Muse HD

PocketBook Touch HD (PB 631)

Kindle Paperwhite 3

premiera

2016

2016

2015

ekran (przekątna)

dotykowy 6” E-Ink Carta

dotykowy 6” E-Ink Carta

dotykowy 6” E-Ink Carta

ekran (rozdzielczość) [piksele]

1448x1072

1448x1072

1448x1072

ekran (gęstość pikseli) [ppi]

300

300

300

front

płaski

zagłębiony ekran

zagłębiony ekran

oświetlenie

tak

tak

tak

gniazdo

microUSB, microSD

microUSB, microSD, audio (3,5 mm)

microUSB

pamięć wewn. [GB]

8

8

4

karta pamięci [GB]

32

32

nie

klawisze zmiany stron

tak

tak

nie

procesor

Cortex A8 1GHz

1 GHz

1 GHz

masa [g]

180

180

205

cena katalogowa [PLN]

639

669

640

 

Podsumowanie

Uważam, że oficjalna dystrybucja Cybooków w Polsce to dobry krok w stronę zapewnienia czytelnikom różnorodności wyboru porządnych czytników. Pozostaje mieć nadzieję, że 71media postara się wypromować swoją ofertę i zarówno sprzedawane przez nich PocketBooki jak i Cybooki, trafią choćby do większych sklepów stacjonarnych, gdzie wciąż jednak króluje kiepski sprzęt.

 

Ostatni dzwonek - wielka promocja noworoczna w ebookpoint.pl

uż po raz piąty, początek stycznia to czas wielkich przecen e-booków w księgarni ebookpoint.pl. Tym razem akcja odbywa się pod hasłem 2017 rokiem zaczytanych - #ZACZYTANI2017. Promocja trwa jeszcze dziś (3 I) do północy.

 

W tegorocznej promocji kilkadziesiąt pozycji ebookpoint.pl oferuje z rabatem ponad 80% 

 

Cztery pułapy cenowe

Przecenione książki pogrupowano w cztery zakresy cenowe – 6,90 PLN, 9,90 PLN, 14,90 PLN oraz 19,90 PLN.

 

Tematycznie...

Książki w promocji można przeglądać tematycznie. Księgarnia wyróżniła następujące grupy:

- Informatyka

- Historia

- Biznes i ekonomia

- Sport, fitness, diety

- Literatura

- Podróże i przewodniki

- Dla dzieci

- Poradniki

- Dla młodzieży

A w razie wątpliwości, w której kategorii jest poszukiwany przez Was tytuł – tu zbiór wszystkich pozycji objętych promocją.

Tematyka indyjska

Grupa wydawnicza Helion wydaje całkiem sporo książek o szeroko pojętej tematyce podróżniczej, w tym również o Indiach. Ale i spoza Helionu, jest sporo ciekawych pozycji w bardzo dobrych cenach:

- Joanna Grzymkowska-Podolak „Zakochani w świecie. Indie” 14,90 PLN;

- „Indie północne. Nepal i Goa. Orientalna mozaika. Wydanie 1” (PDF) 19,90 PLN;

- Tamara Tokaj „Indie głód Boga” 14,90 PLN;

- Agata Włodek „W pantoflach przez Indie. Brunetka w Tamil Nadu” 13,97 PLN;

- Natalia Janoszek „Za kulisami Bollywood” 14,90 PLN;

- Robert (Robb) Maciąg „Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku” 9,90 PLN;

- Robert (Robb) Maciąg „TukTukCinema. Czyli historia o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku” 14,90 PLN;

- Grabowska Barbara „Miłość i małżeństwo w Indiach. Z dziejów literatury indyjskiej” 14,90 PLN;

- Piotr Balcerowicz „Historia klasycznej filozofii indyjskiej. Część trzecia: szkoły niebramińskie - adżiwikizm i dżinizm” 19,90 PLN;

- Maria Skakuj-Puri „Życie codzienne w Delhi” 9,90 PLN;

- Anita Rau Badami „Prawdziwy bohater” 6,90 PLN;

- Nirmala Moorthy „Maja. Historia pewnej Hinduski” 9,90 PLN;

- Anita Desai „Czas postu, czas uczty - zderzenie kultury indyjskiej i amerykańskiej” 6,90 PLN;

- Dieter Schlingloff „Buddyzm” 9,90 PLN;

- Eugeniusz Słuszkiewicz „Pradzieje i legendy Indii” 14,90 PLN;

- Piotr Balcerowicz „Dżinizm. Starożytna religia Indii” 9,90 PLN;

- „Słownik mitologii hinduskiej” 14,90 PLN.

 

Rakuten Kobo w sojuszu Tolino – oficjalnie

Dziś ukazała się oficjalna informacja na temat wejścia Rakuten Kobo w skład sojuszu Tolino („Kobo becomes new technology partner at the tolino alliance”). Do finalizacji umowy ma dojść z końcem stycznia 2017 r. Na temat połączenia wypowiedziały się strony pozostające w sojuszu, co podkreślono podając jako miejsce publikacji notatki, siedziby głównych zaangażowanych w to podmiotów: Augsburg, Bonn, Hagen, Monachium oraz Toronto. Wiemy trochę więcej, choć wciąż spora część przekazu to niewiele mówiące ogólniki, skrywające raczej plany na przyszłość, niż je odsłaniające. Podkreślono, że Tolino zastąpi Deutsche Telekom AG, który wykonał kawał dobrej roboty, dostarczając księgarzom niezbędnej wiedzy i technologii informatycznych. Umożliwiło to walkę na wyrównanym poziomie z „konkurentami mającymi siedzibę w Stanach”, czyli (w domyśle) z Amazonem. Teraz czas na Kobo, które może wzbogacić markę swoim doświadczeniem branżowym.

 

Czytniki Tolino i Kobo na jednym regale w sklepie sieci Mediamarkt (Berlin, 2014 r.)

 

Oto w skrócie co wiadomo (lub sądzimy, że wiadomo) na temat przyszłości Tolino:

- Tolino jako silna marka pozostanie na rynkach niemieckojęzycznych;

- Kobo zajmie miejsce Deutsche Telekom w sojuszu, czyli zajmie się stroną techniczną oraz otrzyma prawa do rozwiązań technicznych opracowanych przez niemiecką firmę (oprogramowanie czytników, chmury, mechanizmy synchronizacji między księgarniami itp.);

- rola niemieckich księgarzy pozostanie niezmieniona;

- w perspektywie kilku lat użytkownicy Tolino wciąż będą otrzymywać taki sam poziom usług, jak do tej pory (obsługa przez niemieckie księgarnie, synchronizacja zakupów w księgarniach Tolino, konta w chmurze 25 GB, dostęp do bezpłatnych hot-spotów itp.);

- Kobo pozostanie jako marka czytników sprzedawanych w Europie;

- będą nowe czytniki pod marką Tolino, ale najprawdopodobniej dojdzie (być może już w tym roku) do stopniowego ujednolicenia oferty sprzętowej;

- aplikacja mobilna będzie rozwijana.

 

Komentarze niemieckich internautów są różnorodne. Z jednej strony upatrują w nowym sojuszu jeszcze większej szansy na wyrównaną konkurencję z Amazonem, z drugiej zwracają uwagę na negatywne skutki spodziewanego zniknięcia z rynku czytników Tolino. Część osób zwraca uwagę, że już może czas na odmłodzenie oprogramowania czytników Kobo, a Android instalowany w czytnikach Tolino, jest niezłym do tego kandydatem.

 

Podsumowanie

Wejście Rakuten Kobo do Tolino będzie zapewne jednym z najważniejszych wydarzeń na rynku e-booków w 2017 roku. Według oficjalnych deklaracji, cała operacja nie wygląda ani na wrogie przejęcie, ani na inwestycję w celu wyprowadzenia zysków z rynku niemieckiego do Kanady czy Japonii. Wydaje się mieć sporo pozytywnych aspektów. Na bardziej obiektywną ocenę przyjdzie jeszcze poczekać. Można się jednak spodziewać, że trwająca fuzja na długo wstrzyma ewentualną ekspansję Tolino poza region, na którym jest już obecny.