866 Obserwatorzy
22 Obserwuję
cyfranek

Cyfranek - Cyfrowe czytanie

Czytniki książek elektronicznych, e-booki. Recenzje i testy czytników Amazon Kindle, PocketBook, Tolino, Kobo, Cybook, Icarus, Sony, TrekStor, Dibuk Saga. Kontakt: cyfranekblog@protonmail.com.

Booklikes i inkBooki obecne na Targach Książki w Lipsku

Zeszłoroczne czytnikowe nowości, firmowane przez wrocławski Arta Tech - inkBook Classic 2 oraz inkBook Prime – miały swoją premierę na filmie z Targów Książki we Frankfurcie. Niemiecki portal lesen.net, jako pierwszy miał okazję zaprezentować nowości polskiej firmy. Arta Tech wciąż zabiega o uwagę klientów na rynku niemieckim, o czym świadczy m.in. sponsorowanie nagród dla niemieckojęzycznych blogerów książkowych, przy okazji trwających właśnie Targów Książki w Lipsku (niem. Leipziger Buchmese).

 

Logo Leipziger Buchmese (źródło: http://www.leipziger-buchmesse.de)

 

Również portal booklikes.com będzie w tym roku jednym ze sponsorów spotkania niemieckojęzycznych blogerów książkowych. Całodzienne spotkanie ma w programie prelekcję gościa z działu kulturalnego Frankfurter Algemeine Zeitung, ale przede wszystkim prezentacje samych blogerów. Reprezentowani będą zarówno ci, którzy „tradycyjnie” piszą recenzje książek, jak i specjalizujący się w wywiadach z autorami, prowadzący podcasty, kanały na YouTube czy instagramowe profile.

 

Relacja ze spotkania "blogger sessions 17" (źródło: instagram.com)

 

W ramach ogłoszonego przez serwis Booklikes konkursu dla blogerów, nagrodami są właśnie czytniki fundowane przez wrocławski Arta Tech. Zasady akcji „Gewinnen Sie einen E-Reader inkBOOK” są proste. Po pierwsze, należy zarejestrować się na booklikes.com. Ponadto trzeba napisać sprawozdanie z trwających właśnie „Leipziger Buchmesse” i opisać je odpowiednimi znacznikami: #booklikes, #bmb17 oraz #lmb17.

 

Oficjalna strona konkursu (źródło: booklikes.com)

 

Niemiecki (czy raczej niemieckojęzyczny) rynek książek (w tym również elektronicznych) uważany jest za jeden z najbardziej rozwiniętych (i lukratywnych) na świecie. Niemcy po prostu czytają. Rumieńców, pod kątem e-booków w tym regionie, dodaje zażarta konkurencja Amazonu (który zdominował rynek w wielu miejscach) a grupą Tolino. Polska firma nie sponsoruje podobnych spotkań na targach książek w kraju. Ciekawe więc, jakie plany ma w Niemczech Booklikes i Arta Tech...

 

Send to Kindle dostępna także w iOS

Usługa Send to Kindle, to mocna strona ekosystemu czytników firmy Amazon. Dzięki tej usłudze, można przesyłać na czytniki i aplikacje mobilne Kindle m.in. własne e-booki, zakupy z polskich księgarń, a także artykuły ze stron WWW (przy pomocy wtyczek zintegrowanych z przeglądarkami) czy dokumenty, które zostaną automagicznie przekształcone na format bardziej przyjazny dla kindelków (np. z formatu PDF). Ostatnia aktualizacja aplikacji Kindle dla systemu iOS, dodała Send to Kindle również do mobilnych urządzeń firmy Apple.

 

Send to Kindle to moja ulubiona funkcja ekosystemu Amazonu

 

Dzięki ostatniej aktualizacji, użytkownicy iPadów i iPhone'ów mogą teraz wygodnie przesyłać na przykład strony WWW do aplikacji i czytników Kindle. Usługa została zintegrowana z możliwościami udostępniania zawartymi m.in. w przeglądarce Safari, w którą wyposażone są urządzenia tablety i telefony Apple.

 

Przy pierwszym wybraniu przycisku udostępniania, usługa Send to Kindle może nie być widoczna. Należy wtedy przesunąć listę ikon w lewo i na końcu wybrać "więcej".

 

Aby skorzystać z nowej opcji, należy wybrać ikonę udostępniania na pasku przeglądarki WWW, a następnie wskazać aplikację Kindle. Wywołana zostanie usługa Send to Kindle, w której należy potwierdzić chęć wysłania dokumentu do własnego konta w chmurze Amazonu. Jeśli często będziemy korzystali z tej usługi, warto ją włączyć i przesunąć na górę listy.

 

Jeśli "Send to Kindle" jest dalszym miejscu, można ją przesunąć w górę listy. Wtedy będzie się pojawiać od razu, po wybraniu opcji udostępniania

 

Po przesunięciu "Send to Kindle" na początek listy, potwierdzamy zmiany przyciskiem "Gotowe"

 

Wybranie ikony "Kindle" udostępnia otwarty w Safari dokument, na naszym koncie w chmurze Amazonu

 

Jedyny większy mankament nowej usługi, to brak możliwości zdefiniowania automatycznej wysyłki wygenerowanego w ten sposób dokumentu, do któregoś z urządzeń podpiętych do naszego konta. W komputerowej aplikacji Send to Kindle, można określić, na które urządzenie zostanie wysłany plik. W takim przypadku, zaraz po włączeniu np. czytnika, plik jest pobierany z chmury. Dokumenty wygenerowane przez aplikację na iOS, należy samodzielnie odszukać i pobrać z zakładki „Cloud” (Kindle dla iOS) lub „All” w czytnikach Kindle.

 

Wysłany z iPada czy iPhone'a dokument ląduje w chmurze, ale do czytania na urządzeniu mobilnym, trzeba go pobrać "ręcznie"

 

Ogólnie usługa działa bardzo sprawnie i poprawnie. W sumie jest jednak jeszcze jeden feler wtyczki. Podczas przeprowadzonych przeze mnie szybkich testów, okazało się, że niektóre pobrane strony WWW pobierają się ze złym kodowaniem polskich znaków. Tak wygląda każdy tekst z portalu gazeta.pl.

 

Tytuł artykułu z portalu gazeta.pl dobrze wygląda na liście dokumentów...

 

...ale po otwarciu w kindelku czy iPadzie, wygląda słabo (źródło: gazeta.pl)

 

Również moje wpisy z cyfranek.booklikes.com nie wyglądają w pobranych plikach zbyt atrakcyjnie, ponieważ na początku wpisu zawsze trzeba się przebić przez elementy obecne (w pełnej wersji strony) po bokach ekranu (np. odsyłacze do recenzji czytników). Z innymi testowanymi serwisami internetowymi nie miałem większych problemów. Ale każdy musi przetestować samodzielnie, które serwisy z nową wtyczką współpracują bezbłędnie, a które nie. Zachęcam jednak do jej używania. Moim zdaniem czytanie pobranego artykułu na czytniku zazwyczaj daje większy komfort, niż na świecącym w oczy ekranie iPada czy iPone'a (choć wiem, że na ten temat bywają zupełnie odmienne opinie).

 

Również na booklikes.com wtyczka nie sprawdza się na 100%, ponieważ na początku pobranego tekstu wyświetla pozycje menu z boku ekranu, a dopiero potem sam artykuł

 

Aby cieszyć się nowymi funkcjami aplikacji Kindle dla iOS, należy ją zaktualizować do najnowszej wersji (lub zainstalować i zalogować się na soje konto).

 

Dibuk Saga - recenzja słowackiego czytnika z ekranem 300 ppi (część II)

 

Pierwszą część konsumenckiego testu czytnika Dibuk Saga poświęciłem na opis pod kątem sprzętowym. Niniejszy wpis poświęcony jest opiniom na temat korzystania z urządzenia.

 

Dibuk Saga - ekran wygaszacza

 

Dibuk saga na co dzień

W codziennym użytkowaniu czytnik sprawdza się całkiem dobrze. Startuje (z uśpienia) błyskawicznie, sprawnie zmienia strony i wyświetla pliki zapisane w różnych formatach. Ekran precyzyjnie i szybko reaguje na dotyk. Ogólnie pozytywny obraz całości psują jednak drobne niedoróbki oprogramowania, które (podczas korzystania) pojawiają się zdecydowanie za często.

 

Dibuk Saga – pierwsze uruchomienie

Czytnik przy pierwszym uruchomieniu ma włączone domyślnie menu w języku słowackim. Jeśli nam to przeszkadza, można je zmienić na wersję angielską lub czeską. Należy wejść w ustawienia (trzy kropki w prawym górnym rogu ekranu startowego) a tam wybrać ikonę „Nastavienia” i wybrać „English” w oknie menu „Jazyk”. Od tej pory można czytać e-booki. Nie jest konieczne połączenie z internetem, czy rejestracja czytnika. Po prostu włączamy i czytamy. Czytnik można używać bez dostępu do sieci czy konta w księgarni. Tracimy wtedy co prawda możliwość bezprzewodowej wysyłki plików na czytnik, ale i nie będą się wyświetlać reklamy (pobierają się przez internet).

 

Ekran startowy

Tutaj twórcy oprogramowania dla Dibuka się nie popisali. Ekran startowy zdominowany jest przez reklamy księgarni, do której przypisany jest czytnik. Są one jednakowe dla wszystkich posiadaczy Dibuków. Tylko jedno miejsce pozostawiono na pozycję z biblioteczki użytkownika. Jest to ostatnio otwarty e-book. 

 

Ekran startowy to głównie reklamy księgarni, z którą połączony jest czytnik. Wyjątek to ostatnio czytany e-book (Last time, you read)

 

Górną część ekranu domowego zajmuje pasek informujący o statusie urządzenia (od lewej: połączenie wi-fi, status synchronizacji/pobierania przesyłanych bezprzewodowo plików, godzina, stan naładowania baterii). Poniżej niego umieszczono główne menu. W nim przechodzimy między ekranem startowym (ikona z domkiem) oraz biblioteczką (ikona z książkami) oraz możemy wywołać (począwszy od lewej): przeszukiwanie zawartości czytnika, wejście do sklepu, regulację natężenia oświetlenia i ustawienia.

 

Dibuk Saga – oprogramowanie

Oprogramowanie czytnika pracuje szybko i stabilnie. Czytnik nie zawiesił się ani razu. Brawa należą się również za sprawne zarządzanie energią. Dibuk, to obok Tolino i Sony, kolejny przykład na to, że można zrobić czytnik z Androidem, dobrze gospodarujący zawartością baterii. W czytniku zainstalowano dość leciwą wersję Androida OS - 4.0.4, która miała swoją premierę pięć lat temu. Firmowa nakładka na system dość dobrze go przykrywa i sprawia, że korzystanie z czytnika skupione jest na czytaniu, a nie na błądzeniu po Androidzie. Bez konieczności włamywania się do systemu, można także zainstalować własne aplikacje. W ten sposób na Dibuku korzystam z Legimi. Instalowanie własnych programów wymaga ogarnięcia w komputerowym świecie i nie będę do niej zachęcał.

Oprogramowanie czytnika ma niestety kilka mniejszych i większych usterek. Do najważniejszych bym zaliczył kłopoty z usypianiem. Dość często zdarzało mi się, że czytnik nie przechodził samoczynnie w stan uśpienia. Bywało i tak, ze usypiał się, ale wciąż wyświetlał ostatnio czytaną stronę zamiast standardowego wygaszacza. Jest to trochę mylące, bo zachęceni wyświetlanym tekstem, zaczynamy czytać a przy próbie zmiany strony, okazuje się, ze jednak trzeba czytnik najpierw włączyć.

 

Pomimo zmiany sposobu sortowania e-booków, i tak zawsze kolejne włączenie czytnika wita nas księgozbiorem ułożonym alfabetycznie

 

Kolejny problem pojawia się przy próbie sortowania książek zawartych w pamięci Dibuka. Owszem, można je wyświetlać według tytułu, autora, ostatnio otwartych lub ostatnio dodanych, jednak po kolejnym przejściu do okna biblioteczki i tak wszystko będzie uporządkowane znowu według tytułu.

 

Menu ustawień

Do menu ustawień, dość standardowo przechodzimy w prawym górnym rogu ekranu startowego. Znajdziemy tu trzy ikony: Settings (podstawowe ustawienia), Internet (przeglądarkę WWW uruchamiającą domyślnie polską wersję wyszukiwarki Google) oraz Games (Sudoku). W ustawieniach jest możliwość włączenia obsługi katalogów (pozwala na grupowanie książek) oraz przełączenie języka (do wyboru jest czeski, słowacki i angielski). Tu również można ustawić czas i przywrócić czytnik do ustawień fabrycznych (kasowane są wtedy także wszystkie wgrane e-booki).

 

Wysyłka na adres pocztowy czytnika nie zawsze daje spodziewane rezultaty, nie wszystkie odebrane dokumenty można otworzyć

 

Najciekawsze opcje znajdują się na pierwszym ekranie, pod wspomnianymi wcześniej ikonami. Jest to opcja „Sending books to the reader” oraz „Advanced settings”. Ta pierwsza opcja umożliwia bezprzewodową wysyłkę własnych plików wprost do księgozbioru czytnika. Służy do tego, przypisany czytnikowi, adres poczty elektronicznej w domenie dibuk.eu. W czytniku podaje się adresy, z których pliki będą akceptowane. Rozwiązanie jest podobne, do tego, które znamy z PocketBooków. Niestety, usługa nie zawsze się sprawdza – na przykład większość plików tworzonych przez wtyczkę Push to Kindle (generującą pliki ze stron WWW), nie jest otwierana po odebraniu przez czytnik. Testowałem zarówno pliki EPUB jak i MOBI, z elementami graficznymi i bez – nie znalazłem reguły, według której niektóre dokumenty się otwierają, a inne są puste.

 

Tak powinno być w każdym czytniku - w Dibuku można samodzielnie zdefiniować ustawienia np. wielkości marginesów, czy odstępu między liniami

 

Druga, bardzo ciekawa opcja menu ustawień, dotyczy parametrów wyświetlania e-booków. Otóż w Dibuku (po wejściu do menu „advanced settings/Text margins”) można samodzielnie ustawić sobie co oznacza dla nas mały, średni czy duży margines. Podobnie rzecz się ma z odstępem między linijkami tekstu. Jest także możliwość zdefiniowania kolejności czcionek, które będą na podręcznej liście do wyboru, podczas czytania e-booka (menu „advanced settings/Fonts”). Bardzo mi się takie rozwiązanie podoba. Użytkownik sam decyduje, jakie chce mieć ustawienia sposobu wyświetlania tekstu, raz to ustawia w menu a podczas czytania e-booków wybiera tylko wcześniej ustawione wartości. Ale wartości ustawione przez siebie, a nie przez kogoś, kto uznał, że wie lepiej co znaczy mały, duży czy średni margines. Oby takie podejście rozpowszechniło się również u innych producentów czytników.

 

Dibuk Saga – codzienne czytanie

Dibuk Saga sprawnie i poprawnie wyświetla pliki EPUB z polskich sklepów. Wczytywanie pliku EPUB trwa około dwóch sekund. Co warte podkreślenia, książki mają domyślnie włączony podział wyrazów. Sposób dzielenia nie wzbudził moich zastrzeżeń. Niby zagraniczny czytnik, a Dibuk lepiej traktuje polskojęzyczne e-booki, niż czytniki „polskiej” produkcji. Książki można wgrać do czytnika na kilka sposobów. Na przykład poprzez:

- skopiowanie pliku do pamięci czytnika (np. do katalogu Books) po podłączeniu go kablem USB do komputera (Dibuk jest widoczny jako androidowe urządzenie E60QH2);

- przesłanie z programu calibre poprzez kabel USB;

- wczytanie z karty pamięci microSD (plik musi znajdować się w katalogu głównym karty);

- wysłanie pliku na adres pocztowy czytnika;

- pobranie zakupionych plików ze słowackiej księgarni;

- pobranie przy pomocy przeglądarki internetowej z dysku sieciowego (np. Ozibox).

 

Na Dibuku najlepiej wyświetlają się pliki w formacie EPUB. Niestety, nie działają przypisy. To bardzo poważne uchybienie i absolutnie nie powinno mieć miejsca w takim urządzeniu. Z kolei bardzo przydatną funkcją jest możliwość powiększenia ilustracji zawartych w tekście (podobnie jak w Kindle i Kobo). Jeśli grafika jest zbyt mała, a nawet ekran 300 ppi nie daje wystarczającego komfortu, można (poprzez przytrzymanie palca na ilustracji) powiększyć obraz. Całkiem nieźle w Dibuku wyglądają także MOBI czy FB2. Czytanie PDFów natomiast, można sobie odpuścić. Czytnik jest wyposażony w prostą przeglądarkę, ale nie nadaje się ona do wygodnego czytania książek zapisanych w tym formacie.

 

Pliki PDF da się przeglądać w Dibuku dzięki ekranowi o bardzo dobrej jakości. Ale gdy potrzebne jest powiększenie tekstu, wtedy Dibuk odpada jako czytnik książek w tym formacie

 

Dibuk Saga - menu formatowania wyglądu e-booka (od lewej: odstępy między liniami, marginesy, wyrównywanie tekstu, czcionka, powiększenie tekstu)

 

Zainstalowane w czytniku czcionki wyglądają ładnie, w czym duża jest zasługa bardzo dobrej jakości ekranu. Jego pełne odświeżanie można ustawić co jedną, trzy, pięć lub 10 stron. Spokojnie ta ostatnia wartość mogłaby być znacznie większa. Nawet przy pełnym odświeżaniu co dziesięć stron, trudno dostrzec charakterystyczny dla ekranów E-Ink efekt pozostawania artefaktów z poprzednich ekranów (tzw. ghosting). Parametr ten można ustawić w menu (trzy kropki) w czasie czytania książki (pozycja „Display rate”).

 

Dibuk Saga - Menu podręczne korzystania z e-booka (od lewej: wyjście, wyszukiwanie, spis treści, menu formatowania, obrót ekranu, oświetlenie, inne opcje, w tym m.in. częstotliwość pełnego odświeżania ekranu)

 

Dibuk Saga pozbawiony jest bardziej zaawansowanych opcji, z których można korzystać przy czytaniu e-booków w wielu innych czytnikach. Nie ma możliwości dodawania zakładek, zaznaczania tekstu czy korzystania ze słownika. Można zaznaczyć fragment tekstu i skopiować go do pamięci urządzenia, ale potem nic z tym już zrobić się nie da.

 

Firmowa okładka

Oferowana wraz z czytnikiem okładka to mieszanina funkcjonalności i tandeciarstwa. Etui na pierwszy rzut oka sprawia bardzo złe wrażenie. Wzięcie do ręki tylko to wrażenie pogłębia. Jest kwintesencją tego, jak wiele negatywnych odczuć może nieść ze sobą słowo „derma”. Okładka wykonana jest solidnie, ale nie jest zbyt przyjemna w dotyku a i toporna z wyglądu. Umieszczony w niej czytnik od razu sprawia wrażenie uwstecznionego o kilka elektronicznych pokoleń.

Wciąż mnie jednak zaskakuje, jak firmowa okładka dobrze spełnia swoją podstawową rolę – ochrony czytnika. Ponadto ma bardzo przydatną funkcję, postawienia czytnika na stole bez potrzeby poszukiwania podstawki. Z drugiej strony jednak część okładki zachodzi od góry (parę milimetrów) na ekran oraz zasłania fragment gniazda USB umieszczonego w dolnej krawędzi czytnika. No i może nie najważniejsza wada, ale jednak – umieszczony w okładce magnes nie usypia ani nie wybudza czytnika. Został umieszczony w złym miejscu i nie trafia w czujnik zamontowany w czytniku. Można więc śmiało powiedzieć, że i czytnik i okładka mają funkcję automatycznego wyłączania i wzbudzania, ale w owe funkcje się rozminęły...

Z jednej strony miło, że pomyślano od razu o firmowej okładce chroniącej czytnik, z drugiej – użyte materiały oraz wykonanie powinno jednak dorównywać poziomowi czytnika. Ale gdyby ktoś szukał innej okładki, to nie ma zmartwienia – Dibuk Saga ma wymiary niemal identyczne z czytnikami serii Kindle Paperwhite. A do tych ostatnich różnych typów okładek nie brakuje. Co prawda (z okładką dla Kindle Paperwhite) nie będzie w Dibuku działać funkcja usypiania i wybudzania, ale z firmową też to nie działa.

 

Dibuk Saga – własne modyfikacje

Jak na czytnik z systemem Android przystało, Dibuk może być mocno zmodyfikowany. Ja osobiście poprzestałem na wgraniu dwóch aplikacji, bez uzyskiwania praw roota.

 

Własne czcionki w Dibuku

Czytnik daje możliwość korzystania z własnych czcionek, zapisanych w formacie PTF lub TTF. Wystarczy przekopiować pliki do katalogu „Fonts”, znajdującego się w pamięci urządzenia. Niestety, ta funkcja nie działa poprawnie. O ile czcionki pojawiają się w menu urządzenia i można je wybrać, o tyle e-book wtedy nie jest wyświetlany tak jak powinien. 

 

W menu podręcznym formatowania e-booka, można umieścić własne czcionki (np. tu jako przykład Caecilia)

 

Czytnik nie potrafi wyświetlić tekstu pogrubionego lub pochyłego. Testowałem to na przygotowanym specjalnie do tego celu pliku, ale i w e-bookach z księgarń formatowanie nie działa jak powinno przy własnej czcionce. Ja w końcu z dodatkowych krojów zrezygnowałem. Zainstalowane czcionki może nie są najładniejsze, ale przynajmniej wyświetlają się poprawnie, i całkiem ładnie - głównie dzięki bardzo dobremu ekranowi czytnika.

 

Po lewej tekst wyświetlony przy pomocy wbudowanej czcionki, po prawej - w tym samym pliku użyto wgranej Bookerly

 

Legimi w czytniku Dibuk Saga

Do Dibuka można zainstalować samodzielnie androidowe aplikacje. Wymaga to trochę komputerowych umiejętności, tudzież znajomości procedury. A polega ona na wykorzystaniu funkcji instalacji programów w pakiecie Android Studio, przeznaczonym dla twórców aplikacji mobilnych.

 

Aby wgrać dodatkowe oprogramowanie do Dibuka, wystarczy się posłużyć standardowymi narzędziami, przeznaczonymi dla androidowych programistów

 

Nie namawiam do ingerencji w system, nie będę opisywał tutaj szczegółów. Ale jeśli ktoś na przykład chciałby korzystać z wypożyczalni Legimi na ekranie E-Ink 300 ppi, to Dibuk Saga, (chyba) jako jedyny daje obecnie taką możliwość. Korzystanie z aplikacji Legimi nie jest tak wygodne jak w przypadku PocketBooków, działa dość wolno. Androidowa aplikacja nie daje także takiej wygody jak integracja z czytnikiem w PocketBookach. Program działa niespiesznie, acz poprawnie i stabilnie. Uwagi w stosunku do jego funkcjonalności pozostają takie, jak miałem niedawno przy okazji recenzji smartfonu YotaPhone 2. Ze względu na ograniczenia narzucone przez Legimi, na Dibuku nie uruchomi się (bez ingerencji w system operacyjny czytnika) aplikacja przeznaczona dla urządzeń z ekranem E-Ink.

 

Całkiem wygodne korzystanie z własnych aplikacji jest możliwe po zainstalowaniu np. prostego Nook Launchera

 

Podsumowanie

Dibuk Saga to zaskakująco dobry i zaskakująco niedopracowany czytnik, z bardzo dobrym ekranem. Co najważniejsze, poprawnie wyświetla polskie e-booki, do tego książki wyglądają w nim może nawet lepiej niż na niektórych czytnikach z naszego rynku, a to z powodu podziału wyrazów. Pod względem komfortu czytania e-booków (start czytnika, jakość ekranu, wyświetlanie tekstu, prędkość działania) sprawdza się w codziennym użytkowaniu. Jest w nim jednak sporo programowych niedociągnięć i niedoróbek, czy wręcz wad (jak np. brak obsługi przypisów).

 

Porównanie ekranu Dibuka (na wierzchu) i Kindle Voyage (pod spodem) pokazuje, że obydwa prezentują się bardzo dobrze. W dziennym świetle e-papier Kindle Voyage ma bardziej kremowy odcień

 

Słowacki czytnik to mieszanka cech plasujących go zarówno powyżej jak i poniżej przeciętnej oferty na rynku czytników książek. Z jednej strony oferuje ciekawe możliwości: to przede wszystkim ekran E-Ink Carta 300 ppi z bardzo dobrym kontrastem. Do tego należy dodać całkiem sprawnie i szybko działający system operacyjny, który dba o dobre zarządzanie energią. Są też i funkcje rzadko spotykane (przesyłka bezprzewodowa) lub wręcz niespotykane u konkurencji (jak np. zaawansowana konfiguracja ustawień w menu czytnika skutkująca prostym menu w książce). Ale jest także druga strona medalu. Zadziwiające, że twórcy oprogramowania Dibuka nie pomyśleli o tak podstawowych funkcjach jak zaznaczanie tekstu, notatki czy dodawanie zakładek! Mizerna obsługa plików w formacie PDF, brak wsparcia dla Adobe DRM i kłopoty z zapamiętaniem sposobu sortowania e-booków to mniejsze mankamenty, ale jednak warte poprawienia na już.

Bardzo mi się podoba kierunek, w którym rozwija się oprogramowanie czytnika. Przeszedłem przez wszystkie jego wersje i doceniam postęp, który się dokonał od momentu premiery urządzenia. Ale też nie mogę uwierzyć, że tak bardzo niedopracowany (początkowo) produkt zaoferowano Słowakom i że utrzymał się on na rynku. Ale kiedy pomyślę o podobnych propozycjach obecnych na polskim rynku, które nie doczekały się nigdy istotnych poprawek, to już tak bardzo się nie dziwię. Pozostaje mieć nadzieję, że słowacki oddział Deutsche Telekom będzie miał (pomimo wycofania się firmy-matki z platformy Tolino na rynku niemieckim) tyle determinacji co do tej pory. Usunięcie stosunkowo niewielu, ale rzucających się w oczy niedoróbek, pozwoliłoby stworzyć naprawdę produkt, który z powodzeniem mógłby konkurować z głównymi graczami na rynku. Póki co, Dibuk Saga rozpaczliwie wymaga dalszych poprawek oprogramowania, aby w pełni spełniał składane obietnice.

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli chcesz czytnik z ekranem 300 ppi i masz okazję kupić na Słowacji nowy czytnik za około 80 EUR, to możesz zostać posiadaczem dość unikalnego acz ciekawego sprzętu, na którym będzie się całkiem przyjemnie czytało (również w aplikacji Legimi).

 

Plusy

- bardzo prosty w obsłudze;

- błyskawiczny start z uśpienia;

- bardzo dobre zarządzanie energią;

- poprawne wyświetlanie polskich e-booków;

- dzielenie wyrazów wg polskich reguł (dość poprawne);

- możliwość powiększania rycin zawartych w tekście;

- możliwość wysyłki dokumentów na adres e-mail czytnika;

- możliwość wgrania własnej czcionki;

- duże możliwości samodzielnej konfiguracji sposobu wyświetlania tekstu;

- możliwość pobrania książek np. z dysku sieciowego Ozibox;

- automatyczne wybudzanie i usypianie okładką (nie działa poprawnie z firmową okładką);

- pierwszy czytnik z ekranem E-Ink 300 ppi, na którym działa aplikacja Legimi (po ingerencji użytkownika).

 

Minusy

- czasami nie usypia się samodzielnie, kiedy nie jest używany;

- brak menu po polsku;

- brak fizycznych przycisków zmiany stron;

- brak obsługi przypisów;

- nie zapamiętuje wybranego sposobu sortowania e-booków w biblioteczce (sortowanie zawsze wg tytułu);

- niepoprawne wyświetlanie formatowania tekstu przy użyciu czcionki wgranej przez użytkownika;

- brak zakładek;

- brak podkreślania/zaznaczania tekstu;

- brak obsługi słowników;

- usuwanie plików z czytnika usuwa je tylko ze spisu, pliki fizycznie pozostają w czytniku i wracają do biblioteczki po restarcie urządzenia;

- czytnik domyślnie połączony ze słowacką księgarnią, której reklamy są widoczne na ekranie startowym (ale zakupy trzeba ręcznie pobierać na czytnik);

- błąd odczytu plików EPUB generowanych wtyczką Push to Kindle wysyłanych bezprzewodowo na adres czytnika;

- brak możliwości zdefiniowania okresu bezczynności, po którym czytnik się wyłącza;

- książki na karcie pamięci mogą być tylko w katalogu głównym;

- toporna firmowa okładka niedopasowana do czytnika.

 

 

Dane techniczne według producenta:

 

Wymiary: 169 x 116 x 9,5 mm

Waga: 190 g

Ekran: E-Ink Carta, dotykowy, przekątna 15,24 cm (6 cali), 1448 x 1072 pikseli (300 ppi) z wbudowanym oświetleniem;

Procesor: Freescale SoloLite 1 GHz;

Pamięć operacyjna: 512 MB;

Pamięć wewnętrzna 4 GB (ok. 2 GB do dyspozycji użytkownika);

Pamięć zewnętrzna: karta microSD

System: Android OS 4.0.4 (Ice Cream Sandwich);

Bateria: Lithium-Pol, 1500 mAh

Obsługiwane formaty tekstowe: EPUB, PDF, MOBI, FB2, TXT, RTF, DOC, HTML

Języki menu: angielski, czeski, słowacki

Oficjalna strona dostawcy sprzętu: http://www.netronixinc.com/products.aspx?ID=1

Oficjalna strona czytnika: http://dibuksaga.sk

 

Pierwsza reklama Kindle po polsku

Po raz pierwszy w niemieckim Amazonie pojawiły się reklamy Kindle Paperwhite 3 po polsku. Do tej pory, nawet przy okazji specjalnych rabatów przy zakupach do Polski, nie było polskojęzycznych reklam. 

 

Pierwsza polska reklama czytników Kindle Paperwhite (źródło: amazon.de)

 

Trudno powiedzieć, czy oznacza to coś nowego w ofercie skierowanej do polskich odbiorców. Na pewno tego typu podejście ułatwi prezentowanie oferty, podobnie jak na przykład opis:

- "Czytnik Kindle Paperwhite, ekran 15 cm (6 cali) o wysokiej rozdzielczości (300 ppi), z wbudowanym podświetleniem i Wi-Fi, czarny";

- "Czytnik Kindle Paperwhite, ekran 15 cm (6 cali) o wysokiej rozdzielczości (300 ppi), z wbudowanym podświetleniem i Wi-Fi, biały".

 

No to teraz czekamy na spolszczenie samego czytnika...

Nie będzie ani popSLATE 2 ani zwrotu pieniędzy

 

Rok temu pisałem o zbiórce pieniędzy na drugą wersję popSLATE – okładki z ekranem E-Ink na różne wersje telefonów iPhone 6 (wpis: „popSLATE 2 - ekran E-Ink dla iPhone'a z Indiegogo”). Niedawno jej organizatorzy ogłosili, że ich produkt nie przeszedł testów zgodności wymaganych przez Apple przy certyfikacji. Wczoraj pojawiła się informacja, że sam pomysł popSLATE 2 jak i zbiórka funduszy zakończyła się plajtą.

 

Na stronie popSLATE okładki opisane są jako WYPRZEDANE (źródło: popslate.com)

 

Zbiórki funduszy, czy to na Kickstarterze czy na Indiegogo, obarczone są pewnym ryzykiem. Wpłacający zawierzają swoje pieniądze organizatorowi, który może nie mieć nic poza pomysłem. Tym razem sytuacja była trochę inna, bo na rynku była już pierwsza wersja etui popSLATE. Organizator zbiórki nie był więc nikomu nieznanym pomysłodawcą. Co prawda pierwsza wersja okładki pojawiła się ze znacznym opóźnieniem, co prawda nie spełniała obietnic producenta, co prawda nie wzbudzała zachwytów użytkowników, ale organizatorzy przynajmniej częściowo wywiązali się ze swoich obietnic. Nic nie wskazuje na to, aby miało tak się stać z popSLATE 2.

 

A miało być tak pięknie... (źródło: popslate.com)

 

W grudniu pojawiły się oficjalne informacje, że w popSLATE są kłopoty z uzyskaniem certyfikatu od Apple, znanego jako “Made for iPhone (MFi)”. Najpierw problemem miała być zgodność ze złączem ligtning. To znają wszyscy, którzy na przykład próbowali do nowych telefonów Apple podłączać „nieoryginalne” kable. Potem w testach pojawił się kłopot z tłumieniem sygnału radiowego telefonu. Dodatkowa obudowa (wykonana z włókna szklanego) prawdopodobnie zbytnio osłabiała sygnał wysyłany i odbierany przez smartfon. Producent popSLATE zarzeka się, że etui zostało zaprojektowane zgodnie z wytycznymi Apple, ale to nie uzdrawia sytuacji niestety. Pamiętamy, że na przykład iPhone 4 i bez dodatkowych nakładek miał kłopoty z utrzymaniem połączenia. Dodatkowa warstwa plastiku i elektroniki może więc i nowym iPhone'om nie służy? Przy okazji firma popSLATE podała, że wyczerpała już wszystkie zgromadzone fundusze i nie stać jej na to, by dalej „użerać się” z Apple.

 

Rok temu zbiórka zakończyła się ogromnym sukcesem, zgromadzono ponad milion USD - 1371% pierwotnie zakładanej kwoty (źródło: indiegogo.com)

 

Można się zastanawiać, gdzie podział się ponad milion dolarów amerykańskich, zebrany na Indiegogo i dodatkowe fundusze (w bliżej nieokreślonej kwocie), pozyskane od inwestorów. Tu przypomnę, że organizatorzy zebrali 1371% zakładanej pierwotnie kwoty. Można też pytać o losy tych pieniędzy, ale odpowiedzi raczej nie otrzymamy. Rozżaleni (niedoszli) klienci firmy założyli na razie na Facebooku grupę pod wiele mówiącą nazwą „POP SLATE SCAM” ("Przekręt POP SLATE").

 

 

Grupa dla rozżalonych klientów nosi nazwę POP SLATE SCAM (źródło: fb.com)

 

Na koniec swojego komentarza pod zbiórką na Indiegogo firma napisała m.in., że rozpoczęła postępowanie upadłościowe, nie będzie wysyłki popSLATE 2, nie będzie zwrotu wpłaconych pieniędzy, nie będzie dodatkowych wyjaśnień:

„popSLATE has entered into the legal process for dissolution of the company

Your popSLATE 2 will not be fulfilled

There is no money available for refunds

This will be our final update”.

 

Po internetach raz po raz krążą ostatnio plotki, że następny iPhone to już na pewno będzie miał dwa ekrany, w tym jeden wykonany w technologii E-Ink. Podobnie jak z założonym etui popSLATE (czy YotaPhone)... Pożyjemy, zobaczymy. Ale popSLATE 2 pewnie już nie zobaczymy.

 

Kindle 3 Keyboard z Amazonu za 36 EUR

Kindle 3 Keyboard znowu w ofercie Amazonu [Aktualizacja 14 III 2017 r. 19:30: wyprzedane]. To model dość leciwy, ale trzy egzemplarze, obecne w moje rodzinie od ponad pięciu lat - wciąż działają i dobrze służą właścicielom. Może więc kogoś zaciekawi, że używane egzemplarze, ale na gwarancji - można obecnie kupić w niemieckim Amazonie w ramach oferty Warehouse Deals. W ten sposób Amazon sprzedaje sprzęt używany, ale w dobrej lub bardzo dobrej kondycji i na rocznej gwarancji. Więc i Kindle 3 zapewne także są na gwarancji.

 

Kindle 3 Keyboard znowu do kupienia w Amzonie (źródło: amazon.de)

 

Kindle 3 Keyboard, jak sama nazwa wskazuje, posiada klawiaturę, ale nie ma dotykowego ekranu. E-Ink Pearl ma rozdzielczość 800x600 (167 ppi). Po bokach ekranu znajdują się fizyczne przyciski zmiany stron. Sam napisałem na takiej klawiaturze wiele listów, a nawet wpisów na blogu, gdy stanowił moje jedyne połączenie ze światem przez 3G (Indie) lub 2G (Bangladesz). Jednym słowem - sprawdził się.

 

 

Używane (ale na gwarancji) Kindle 3 Keyboard z niemieckiego Amazonu - za 185 PLN (źródło: amazon.de)

 

Teraz można używane egzemplarze, ale na gwarancji kupić w niemieckim Amazonie. Dostępna jest wersja z wi-fi, ale za to w cenie 36,16 EUR  (lub 41,92 EUR - cena uwzględnia polską stawkę VATu i dostawę). Bezpłatna dostawa do Polski możliwa przy zakupie o wartości ponad 39 EUR, więc można coś dodać do koszyka i cieszyć się czytnikiem za ok. 160 PLN. Nawet jeśli z dostawą za 185 PLN, to ja osobiście bym wolał dać tyle za Kindle 3 Keyboard niż nawet więcej za niektóre nowe czytniki zalegające półki polskich sklepów z elektroniką.

Czytnik można zamówić tutaj.

 

 

Dziś zamówione urządzenie można otrzymać na polski adres 22 marca (źródło: amazon.de)

 

W Amazonie można także kupić inne używane czytniki.

 

 

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach Kindle, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

Kindle Paperwhite 3 można kupić taniej o 30 EUR

Włoski Amazon oferuje czytnik Kindle Paperwhite 3 taniej. Urządzenie przeceniono o 30 EUR.

 

 

Kindle Paperwhite 3 taniej we włoskim Amazonie (źródło: amazon.it)

 

Zakupy we włoskim oddziale sklepu Amazon wyglądają pod wieloma względami tak samo jak w innych. Logujemy się używając tych samych danych, co w innych oddziałach sklepu. Różnicą jest język włoski oraz dopłata za przesyłkę zakupów do Polski. Tym razem za nowy czytnik możemy zapłacić 110,90 EUR plus koszty transportu 6,01 EUR - razem 116,91. Ciekawe, że wersja z biała obudową jest minimalnie tańsza, dzięki tańszej dostawie. Kosztuje 116,87 EUR. W sklepie zapłacić można niemal wszystkimi kartami płatniczymi wydawanymi w Polsce. W przeliczeniu to ok. 510 PLN (w zależności od kursu euro oraz prowizji naszego banku).

 

Zakup jest dość prosty, jeśli już wcześniej przechodziliśmy taką procedurę w innym Amazonie. Po wejściu na stronę produktu:

  • wkładamy go do koszyka (Aggiungi al carrello);
  • pomijamy opcję dokupienia ładowarki (Continua);
  • przechodzimy do kasy (Procedi all'acquisto);
  • wybieramy polski adres dostawy (Invia a questo indirizzo)
  • wskazujemy rodzaj przesyłki (Scegli una modalità di spedizione) - im szybsza - tym droższa, i potem potwierdzamy (Continua);
  • wybieramy (Seleziona una modalità di pagamento) rodzaj karty płatniczej (Continua);
  • płacimy po sprawdzeniu wszystkiego w podsumowani zamówienia (Acquisita ora). Karta płatnicza zostanie obciążona po wysłaniu paczki z magazynu.

 

Podsumowanie zamówienia - sposoby wysyłki i czas dostawy (źródło: amazon.it)

 

W tym momencie zamówiony czytnik można otrzymać między 21 a 22 marca (standardowa dostawa). Dostępne są dwa warianty

- Kindle Paperwhite 3 wi-fi (wersja z czarną obudową);

- Kindle Paperwhite 3 wi-fi (wersja z białą obudową).

 

 

Podsumowanie zamówienia wersji z czarną obudową (źródło: amazon.it)

 

Korzystając z moich odsyłaczy przy zakupach Kindle, motywujecie mnie do dalszej pracy :)

 

Podział wyrazów w czytnikach Kobo

Podział wyrazów uważam za ważny element estetyki e-booków. Niestety, w XXI wieku ani czytniki, ani aplikacje mobilne przeznaczone do czytania książek elektronicznych, nie zapewniają w 100% tego mechanizmu. Nie sprzyja temu sytuacja, gdy czytniki najlepszych światowych marek, jak Kindle, Kobo czy Tolino nie uwzględniają naszego rynku i nie wspierają języka polskiego (choć poprawnie wyświetlają polskie znaki w książkach).

 

Czytniki Kobo mają menu po angielsku, jednak polskie e-booki wyświetlają poprawnie

 

Ale daleko nie trzeba szukać. Również niektóre aplikacje firmowane przez polskie księgarnie, czy nawet sprzedawane u nas czytniki firmowane przez polską firmę, także podziału wyrazów nie oferują. Skoro sami nie dbamy o estetykę polskojęzycznych książek, to trudno mieć pretensje do cudzoziemców, umiarkowanie zainteresowanych naszym rynkiem. Tak czy inaczej, przypomina mi to czasy rozwiązywania problemów z obecnością polskich znaków w systemach operacyjnych komputerów osobistych. Moim zdaniem pokazuje to, że wciąż jest sporo do zrobienia w zakresie czytania e-booków. Czasami trzeba zdać się na własne siły.

 

W moich przekonaniach nie jestem odosobniony, o czym świadczy choćby niezmienna popularność wpisu „Jak podzielić wyrazy w e-bookach KF8 lub EPUB?” na blogu Świat Czytników. Czytniki Kobo, podobnie jak Kindle, mają wbudowany mechanizm podziału wyrazów. Domyślnie nie działa on dla polskojęzycznych e-booków. Okazuje się, że jest jednak sposób na dodanie podziału wyrazów według polskich reguł w czytnikach Rakuten Kobo. Wykorzystanie słowników, których nie wspierają czytniki tej firmy, podał użytkownik JSWolf z forum mobileread.com. Pomysł opiera się na podobnym założeniu, jak opisywana przeze mnie metoda sprawdzona w czytnikach marki PocketBook - dodaniu pliku polskich reguł podziału. Pisałem o tym m.in. dwa lata temu, przy okazji recenzji modelu PocketBook Basic Touch (wpis: PocketBook Basic Touch - recenzja czytnika książek z ekranem E-Ink Pearl 6”). Może się ona opierać na wykorzystaniu odpowiedniego pliku, pobranego np. z pakietu OpenOffice. JSWolf pokazał, jak samodzielnie przygotowany plik wykorzystać w czytnikach Kobo z oprogramowaniem w wersji 3.11.0 lub nowszym.

 

Zrzuty ekranu z pliku EPUB bez podziału wyrazów (po lewej) i z podziałem (po prawej)

 

Przetestowałem wspomnianą metodę w praktyce, z najnowszym dostępnym firmware dla czytników Rakuten Kobo (w wersji 4.3.8945). Wykorzystałem do tego plik, który przygotowałem wcześniej dla PocketBooków (bazując na źródle z OpenOffice). Mogę potwierdzić, że działa poprawnie w plikach KEPUB. Podziały nie są idealne, ale e-booki czyta się przyjemnie(j).

 

Plik KEPUB z podziałem wyrazów

 

Nikogo nie zachęcam do wgrywania przygotowanego przeze mnie pliku i zastrzegam, że ewentualne modyfikacje oprogramowania czytnika każdy wykonuje wyłącznie na własną odpowiedzialność. Procedura jest następująca:

- pobranie pliku Kobo_pl_podzial.zip na dysk komputera;

- wypakowanie pobranego archiwum;

- podłączenie czytnika do komputera przy pomocy kabla USB;

- skopiowanie pliku „KoboRoot.tgz” (zawartego w katalogu „PolishHyphen_PL”) do katalogu „.kobo” w pamięci czytnika;

- bezpieczne wysunięcie czytnika;

- odłączenie kabla i chwila oczekiwania na automagiczny restart;

- po restarcie czytnika, polskojęzyczne e-booki i artykuły pobrane przez usługę Pocket będą wyświetlane z dzieleniem wyrazów.

 

W czytnikach Kobo nie przewidziano włączania czy wyłączania podziału wyrazów. Raz zainstalowany słownik, będzie działał w polskojęzycznych e-bookach. Aktualizacja oprogramowania wewnętrznego do wersji 4.3.8966 nie usunęła zainstalowanego dzielenia wyrazów.

Czytniki Kindle (te nowsze) otrzymują aktualizację oprogramowania (5.8.8)

Nowsze czytniki Kindle otrzymały dziś uaktualnione oprogramowanie wewnętrzne (firmware w wersji 5.8.8). Nie wnosi ono istotnych zmian. Według oficjalnej informacji - przede wszystkim poprawia wyświetlanie rycin w tabelach. Drugą poprawką jest ułatwienie z korzystania z serwisu Goodreads z poziomu czytnika.

 

 

Czytniki Kindle otrzymały firmware 5.8.8

 

 

Powtórzę za moim ostatnim wpisem na temat aktualizacji firmware: obecną wersję oprogramowania, która jest w czytniku można zweryfikować wchodząc do menu (trzy kropki) a następnie wybierając Settings/Device Options/Device Info. Nowe oprogramowanie będzie sukcesywnie dostępne dla urządzeń połączonych z internetem. Aktualizację można także wykonać samodzielnie. W tym celu należy pobrać odpowiedni plik z Amazonu. Opisany jest jako "Software-Update 5.8.8 herunterladen". Firmware jest do pobrania tutaj (amazon.de):

 

Kindle 7 (Touch 2014) - plik można pobrać z tej strony;

Kindle 8 (8. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Paperwhite 2 (6. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Paperwhite 3 (7. Generation) - plik można pobrać z tej strony;
Kindle Voyage - plik można pobrać z tej strony;

Kindle Oasis - plik można pobrać z tej strony.

 

Informacja o zmianach w firmware 5.8.8

 

Czytniki podłączone do internetu powinny pokazać (jeśli nie teraz, to za jakiś czas) możliwość aktualizacji. Jeśli ktoś nie pamięta, jak wykonać samodzielnie procedurę aktualizacyjną, odsyłam do mojego wpisu "Jak zaktualizować firmware (wersja 5.6.5) w czytniku Kindle?".

Kobo Aura H2O – wkrótce pojawi się następca

 

Kilka dni temu pojawiła się aktualizacja oprogramowania dla wszystkich (również najstarszych) czytników Rakuten Kobo. Ta firma również nie zostawia stałych (i starych) klientów na lodzie, dbając nawet o poprawki oprogramowania i dla starszych urządzeń. Nowa wersja firmware'u nosi numer 4.3.8871. Jeśli nie pojawi się Wam w czytniku automagicznie, można wgrać ją ręcznie. Sposób podałem we wpisie „Jak zainstalować własny słownik w czytniku Kobo – poradnik”. Bieżącą wersję pliku aktualizacyjnego można pobrać z miejsc wskazanych na forum mobileread.com. Ostatnie aktualizacje oprogramowania wewnętrznego to przede wszystkim poprawki, nie wprowadzają nowych funkcji, poza jedną. Niektóre czytniki mianowicie otrzymały przy tej okazji nowy wygląd ekranu domowego. W moim Kobo na razie po staremu, więc nie mogę się pochwalić niczym nowym w tym względzie.

 

Kobo Aura H2O w kąpieli na targach IFA 2014 w Berlinie

 

Nowy firmware Kobo przyniósł również jedną istotną nowość. Niejako przy okazji, na światło dzienne wypłynęła informacja o nowym czytniku firmy. Użytkownik surquizu z forum mobileread.com wskazał, że wśród wymienionych urządzeń znalazło się „Kobo Aura H2O Edition 2”. Ta wiadomość obiegła właśnie internety (a przynajmniej serwisy zajmujące się czytnikami e-booków). :)

 

 

Fragment wpisu na temat następcy Kobo Aura H2O (źródło: www.mobileread.com)

 

Nic więcej (poza nazwą) na temat Kobo Aura H2O 2 nie wiadomo. Przypomnę więc, że obecny na rynku model – Kobo Aura H2O miał premierę w 2014 roku. Wtedy też relacjonowałem moje pierwsze wrażenia z jego prezentacji na targach IFA 2014 w Berlinie („Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2014 w Berlinie – część II”).

 

Ten czytnik nigdy nie należał do najtańszych. Ale, ku zaskoczeniu producenta, okazał się rynkowym sukcesem i (podobno) wciąż bardzo dobrze się sprzedaje. Kobo nie oferuje oficjalnie swoich urządzeń w Polsce, ale H2O jest w ofercie m.in. sklepu Morele (za 849 PLN). Niemiecki Amazon sprzedaje go (również do Polski) znacznie taniej, bo za 159 EUR (ok. 690 PLN) lub używane od 148,87 EUR (ok. 650 PLN).

 

Kobo Aura H2O można kupić w Amazonie z bezpłatną dostawą do Polski (źródło: amazon.de)

 

W Kobo H2O uwagę zwraca przede wszystkim wodoodporność. Ale dla czytelników ważniejszy zapewne jest płaski front i trochę większy (niż standardowo) dotykowy ekran E-Ink Carta o przekątnej 6,8 cala z wbudowanym oświetleniem. Kobo H2O ma przy tym bardzo dobrą rozdzielczość 265 ppi (1430x1080 pikseli) jak i kontrast, które w dniu premiery jak i teraz wciąż robią pozytywne wrażenie. Jako ostatni z czytników Kobo obecnych na rynku, posiada gniazdo kart microSD.

 

Trudno określić, jaki będzie następca Kobo H2O, ale mam nadzieję, że nie będzie to najdroższy czytnik firmy.

 

Tolino – aktualizacja oprogramowania znamienna dla rynku czytników

Wczoraj czytniki Tolino otrzymały niewielką aktualizację oprogramowania wewnętrznego (firmware 1.9.4). Warte podkreślenia jest to, iż czytniki tej marki, nawet te najstarsze, są wciąż wspierane i aktualizowane. Użytkownicy urządzeń Tolino nie czują się zapomniani tylko dlatego, że mają starszy sprzęt. Zbyt często bywa tak w przypadku innych marek. 

 

Firmware 1.9.4 dla czytników Tolino jest dostępne od 1 III 2017 r.

 

Trudno powiedzieć, że bieżąca wersja oprogramowania wprowadza istotne zmiany. To raczej poprawki niedoróbek zawartych w poprzednich aktualizacjach. Firmware w wersji 1.9.4 dla czytników Tolino jest jednak znamienne - wskazuje nowego autora oprogramowania. Do tej pory było to niemiecki operator telekomunikacyjny – Deutsche Telekom AG – podpora technologiczna sojuszu Tolino. Od wczoraj zaznaczyła się obecność nowego partnera technologicznego – Rakuten Kobo Inc. Tym samym Kobo zaznaczyło oficjalnie swoją, znacznie mocniejszą, obecność na niemieckojęzycznym rynku e-booków.

 

Tolino wczoraj...

 

 

...i Tolino dziś

 

Aktualizacja powinna automatycznie trafić na wszystkie czytniki Tolino, w których jest połączenie internetowe. Można ją także pobrać ze strony mytolino.de i zainstalować samodzielnie.

 

Seria „Orient Express” taniej z okazji premiery e-booka Paula Theroux

 

Do 4 III książki Wydawnictwa Czarne wydawane w serii „Orient Express” można kupić taniej. Akcja odbywa się przy okazji premiery e-booka Paula Theroux "Szczęśliwe wyspy Oceanii. Wiosłując przez Pacyfik". W tej książce autor "w chybotliwym kajaku-składaku odwiedza wyspy południowego Pacyfiku. Podróż rozpoczyna w Nowej Zelandii, a kończy tysiące kilometrów dalej na rajskich Hawajach". 

 

E-booki z serii "Orient Express" w ebookpoint.pl taniej do 4 marca (źródło: ebookpoint.pl)

 

Opis premiery brzmi ciekawie, ale ja nadrabiam zaległości. Skusiłem się na „Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję” Paula Theroux, oczywiście ze względu na epizod indyjski w opisanej tam podróży. No i jest to najniższa cena tego e-booka od momentu jego pojawienia się na rynku. Po papierową wersję (412 stron) jakoś nie miałem siły sięgnąć.

Kilka pozycji zmieściło się w cenie poniżej 15 PLN. Podaję całą promocyjną ofertę, według rosnącej ceny:

Wolfgang Büscher „Hartland. Pieszo przez Amerykę”

11,54 PLN

Colin Thubron „Po Syberii”

14,94 PLN

John Gimlette „Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze”

14,95 PLN

Paul Theroux „Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki”

14,95 PLN

Paul Theroux „Safari mrocznej gwiazdy. Lądem z Kairu do Kapsztadu”

14,95 PLN

Hugh Thomson „Biała Skała. W głąb krainy Inków”

14,95 PLN

Tony Anderson „Chleb i proch. Wędrówka przez góry Gruzji”

14,95 PLN

Paul Theroux „Ostatni pociąg do zona verde. Lądem z Kapsztadu do Angoli”

14,95 PLN

John Gimlette „Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej”

14,95 PLN

Colin Thubron „Utracone serce Azji”

15,54 PLN

Rory Stewart „Między miejscami. Z psem przez Afganistan”

16,74 PLN

Colin Thubron „Góra w Tybecie. Pielgrzymka na święty szczyt”

16,74 PLN

Paul Theroux „Jechałem Żelaznym Kogutem. Pociągiem przez Chiny”

17,45 PLN

Colin Thubron „Za Murem. Podróż po Chinach”

17,94 PLN

Colin Thubron „Cień Jedwabnego szlaku”

17,94 PLN

Paul Theroux „Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję”

19,00 PLN

Paul Theroux „Szczęśliwe wyspy Oceanii. Wiosłując przez Pacyfik”

32,90 PLN

 

 

Dibuk Saga - recenzja słowackiego czytnika z ekranem 300 ppi

 

Dibuk Saga to słowacki pomysł na czytanie e-booków. O samym czytniku i ekosystemie pisałem już wielokrotnie, zarówno z okazji wprowadzenia urządzenia na rynek („Dibuk Saga - Słowacy mają swój czytnik e-booków”) jak i przy kolejnych aktualizacjach (np. „Dibuk Saga – kluczowe funkcje w nowej wersji oprogramowania (firmware 2.1.2)”). Dibuka mam od kilku miesięcy, ale dopiero ostatnia aktualizacja skłoniła mnie do napisania niniejszej recenzji, bo okazała się bardzo ważna i istotnie poprawiła funkcjonalność urządzenia. Teraz Dibuk Saga można uznać za sprzęt warty szerszego opisu. „To ne je krok, to je skok!” stwierdził o wersji 2.0 jeden ze słowackich użytkowników.

 

Dibuk Saga

 

Dibuk Saga - ekosystem

Dibuk Saga jest wspólnym projektem słowackiego oddziału Deutsche Telekom i słowackich księgarzy. Za stronę techniczną odpowiada (w sumie) ten sam podmiot, co za platformę Tolino (a dokładniej słowacki oddział niemieckiego operatora telekomunikacyjnego). Sam czytnik produkowany jest przez firmę Netronix, znanego chińskiego dostawcę urządzeń OEM. Na stronie producenta oznaczony jest jako E60QH2. Dibuk Saga to kompletna oferta, ponieważ obejmuje także e-booki. Książki zapewnia sieć księgarska Martinus lub powołana przez słowacki telekom, księgarnia internetowa skvelo.sk. Mój czytnik Dibuk Saga jest powiązany właśnie z tym drugim sklepem i na jego przykładzie testowałem działanie systemu.

 

Wygląd sklepu skvelo.sk w zainstalowanej w czytniku przeglądarce WWW

 

Czytniki Dibuk Saga są trwale powiązane ze słowackimi księgarniami. Nie przeszkadza to na szczęście we wgrywaniu do urządzenia własnych plików przy pomocy kabla USB lub karty pamięci. Czytniki zakupione w Martinusie są przypisane do tej sieci księgarskiej, natomiast pochodzące ze Skvelo lub ze sklepów słowackiego operatora telefonicznego – powiązane są ze skvelo.sk. Nie da się tego niestety wyłączyć, a jest to o tyle (dla mnie) denerwujące, że większa część powierzchni ekranu startowego zajęta jest przez reklamy, a nie przez biblioteczkę użytkownika. Z e-booków zawartych w czytniku, na pierwszym ekranie widać tylko jedną, właśnie czytaną pozycję. W Dibukach „przywiązanie” do księgarni poszło, moim zdaniem, zdecydowanie za daleko.

 

Ekran startowy wypełniony jest reklamami z księgarni, w lewym górnym rogu zostało miejsce na jedną (ostatnio czytaną) pozycję z biblioteczki użytkownika

 

W praktyce połączenie czytnika z księgarnią nie działa jednak tak sprawnie, jak u konkurencji. W Kindle, Kobo, czy Tolino, książki zakupione w księgarni trafiają błyskawicznie do księgozbioru w pamięci czytnika. Tak nie jest w przypadku skvelo.sk. Nie ma tu automagicznej synchronizacji zawartości konta w sklepie z księgozbiorem w czytniku. Co prawda, na ekranie startowym czytnika są wyświetlane reklamy książek, ale mają one niewiele wspólnego z preferencjami czytelniczymi użytkownika urządzenia (we wszystkich czytnikach reklamowane są te same pozycje). Zarówno wybranie z głównego ekranu ikony „Twoje książki ze skvelo.sk” (słow. „Vaše knihy zo skvelo.sk”) jak i piktogramu koszyka z górnej belki, skutkuje po prostu otwarciem przeglądarki WWW ze stroną księgarni. Aby pobrać kupionego e-booka, trzeba go po prostu ściągnąć z konta w księgarni, korzystając z wbudowanej przeglądarki internetowej. Na szczęście pobieranie z biblioteczki w księgarni (słow. Moja knižnica) działa bez problemu. Księgarnia oferuje około 10 tys. e-booków w języku słowackim. Mechanizm pobierania książek przez wbudowaną przeglądarkę sprawdza się także z dysków sieciowych, na przykład z Oziboksa.

Od ponad pół roku zapowiadana jest również aplikacja mobilna (Android OS), ale na razie nie ujrzała ona światła dziennego.

Ekosystem Dibuka jest przemyślany, ale trochę niedopracowany. Może się sprawdzać w warunkach słowackich, ale brakuje automatycznej synchronizacji zakupów w powiązaniem księgarni z zawartością czytnika.

 

Dibuk Saga – gdzie kupić?

Jako, że Dibuk jest produktem przeznaczonym na rynek słowacki, czytniki nie są dostępne poza granicami naszych południowych sąsiadów. Początkowo nawet jedynym językiem menu urządzenia był słowacki. Niedawna aktualizacja oprogramowania, wprowadziła również możliwość wyboru języka czeskiego lub angielskiego. Ja korzystam z menu w języku angielskim, ale z napisami po słowacku też nie miałem kłopotów. Nie zmienia to jednak faktu, że poza Słowacją zakup jest utrudniony. Na przykład księgarnia skvelo.sk, z którą akurat połączony jest mój czytnik, nawet nie przewiduje w ustawieniach konta użytkownika adresu zamieszkania innego niż na Słowacji. W Martinusie nie ma już takich ograniczeń, ale i ten sklep nie wysyła zakupów do Polski.

 

Reklama wyprzedażowej oferty czytnika Dibuk Saga w słowackiej księgarni Skvelo (źródło: skvelo.sk)

 

W momencie, gdy piszę te słowa, w słowackiej księgarni internetowej Skvelo trwa promocyjna sprzedaż urządzeń (w cenie 79 EUR). Czyni go to najtańszym czytnikiem z ekranem 300 ppi na rynku! W Martinusie przeceniono Dibuka na 99 EUR (cena katalogowa 129 EUR). Za 99 EUR czytnik oferuje także Slovak Telekom, w którym można Dibuka zamówić na przykład do odbioru w firmowym punkcie sprzedaży.

 

Stacjonarna sieć dystrybucyjna czytników Dibuk Saga (źródło: dibuksaga.sk)

 

Dibuk Saga – konstrukcja czytnika

Dibuk Saga został wprowadzony na słowacki rynek w grudniu 2015 roku. Pod względem technicznym stoi na wysokim poziomie. Jego głównym atutem zdecydowanie jest dotykowy ekran E-Ink Carta 300 ppi o przekątnej sześciu cali (15,24 cm) z wbudowanym oświetleniem. Taki e-papier wciąż jeszcze zarezerwowany jest dla urządzeń o najwyższym standardzie i wyższych cenach. Ekran jest lekko zagłębiony w obudowie i otoczony czarną, niezbyt szeroką ramką. Obsługa czytnika odbywa się dzięki dotykowi, choć urządzenie posiada również jeden fizyczny przycisk. Został umieszczony na froncie pod dotykowym wyświetlaczem i jego naciśnięcie wywołuje ekran startowy.

 

Przycisk wywołujący ekran startowy umieszczony jest pod ekranem

 

Obudowa jest jednolicie czarna, przyjemna w dotyku. Plastik obudowy jest gumowany na całej powierzchni, dzięki czemu uchwyt jest pewny i nie ma obaw, że czytnik przypadkowo wypadnie z ręki. Wszystkie krawędzie, poza dolną, są zaokrąglone. Właśnie w dolnej części umieszczono gniazdo microUSB (ładowanie baterii i transfer plików przez kabel USB), gniazdo kart pamięci microSD (do 32 GB pojemności), przycisk reset (nie korzystałem) oraz wyłącznik i świecącą diodę (czerwona w czasie ładowania, zielona w czasie włączania).

 

Czytnik Dibuk Saga wyposażony jest w gniazdo kart pamięci microSD

 

Dibuk Saga jest solidną konstrukcją, która dobrze się prezentuje, a co najważniejsze – wyświetla znakomity obraz na e-papierze.

 

Dibuk Saga – ekran

Zarówno o ekranie, jak i dotyku i wbudowanym oświetleniu nie mogę powiedzieć złego słowa. Moim zdaniem trudno o lepszą rekomendację dla czytnika książek.

Równomierność oświetlenia nie jest w moim egzemplarzu idealna. Lewa strona jest lekko mniej doświetlona, ale przy czytaniu się tego nie zauważa. Brak jest wyraźnych smug przy pięciu LEDach umieszczonych w dolnej części ekranu. A to częsta przypadłość czytników. Barwa oświetlenia jest raczej biała, ale daleka od niebieskiej, więc przyjemna dla oka. Poziom oświetlenia nie ma tak szerokiego zakresu regulacji, jak by się można było spodziewać. Przede wszystkim dolny zakres jest od razu dość jasny. Czytnik słabo się sprawdzi przy czytaniu w kompletnych ciemnościach. Ale podczas czytania w warunkach słabego oświetlenia zewnętrznego (pociągi, autobusy, poczekalnie) sprawdzał mi się bardzo dobrze.

 

Dibuk Saga (po lewej) i Kindle Voyage (niewidoczny po prawej) z oświetleniem na poziomie minimalnym

 

Dibuk Saga (po lewej) i Kindle Voyage (po prawej) z oświetleniem na poziomie 1/3 

 

Dibuk Saga (po lewej) i Kindle Voyage (po prawej) z oświetleniem na poziomie 1oo%

 

Tekst wyświetlany na ekranie jest czarny, bardzo dobrze nasycony czernią, a dzięki najwyższej dostępnej obecnie rozdzielczości, można korzystać z mniejszego (niż na słabszych ekranach) rozmiaru czcionki. Skutkuje to także rzadszym zmienianiem stron.

Dopracowania wymaga obsługa ekranu E-Ink od strony oprogramowania. Przy podobnym e-papierze w Tolino, można pełne odświeżanie ekranu ustawić na co kilkadziesiąt stron, lub całkowicie je wyłączyć. To samo można by zrobić w Dibuku, bez widocznej utraty czytelności tekstu. Niestety, jedyne co można zrobić, to wybrać je co 1, 3, 5 lub 10 stron. Nie zauważyłem podczas czytania artefaktów z poprzednich stron, których występowanie jest typowe dla ekranów e-ink.

Czytnik nie zawiódł mnie pod względem dotyku. Reaguje precyzyjnie, szybko i pewnie. Zarówno zmiana stron jak i wybieranie elementów menu czy pisanie na ekranowej klawiaturze nie sprawia problemów. Strefy dotyku są standardowe. Dotknięcie na brzegach zmienia stronę w przód lub w tył, a dotknięcie na środku ekranu wywołuje menu. Trochę brak mi jednak możliwości samodzielnego zmodyfikowania reakcji na dotyk, ale nie jest to sprawa priorytetowa (choć inne zdanie mogą o tym mieć osoby leworęczne).

 

Dibuk Saga to, pod względem technicznym, bardzo porządne urządzenie, mogące konkurować z uznanymi markami

 

Sądzę, że pod względem technicznym, Dibuk Saga może konkurować z podobnymi urządzeniami uznanych marek, jak Kindle, Kobo, PocketBook, Tolino czy Cybook. Dla porównania parametrów, poniżej zestawiłem Dibuka z czytnikami popularnych marek, posiadającymi taki sam ekran E-Ink Carta 300 ppi.

 

 

Dibuk Saga

Kindle Paperwhite 3 (Kindle Paperwhite 7th Generation)

PocketBook Touch HD (PB 631)

ekran (przekątna)

15,24 cm (6”)

15,2 cm (6”)

15,2 cm (6”)

wbudowane oświetlenie

tak

tak

tak

montowanie ekranu w obudowie

zagłębiony

zagłębiony

zagłębiony

dotykowy ekran

tak

tak

tak

pamięć wbudowana/dostępna [GB]

4/2

4/3,2

8/6,8

waga [g]

190

205

180

fizyczne przyciski zmiany stron

nie

nie

tak

gniazda

microSD, microUSB

microUSB

microSD, audio 3,5 mm, microUSB

wymiary [mm]

169 x 116 x 9,5

169 x 117 x 9,1

175 × 113,5 × 9

obsługiwane formaty

EPUB, PDF, MOBI, FB2, TXT, RTF, DOC, HTML

MOBI, PDF, TXT

EPUB DRM, EPUB, PDF DRM, PDF, FB2, FB2.ZIP, TXT, DJVU, HTML, DOC, DOCX, RTF, CHM, TCR, PRC (MOBI);

słownik

nie

tak

tak

bezprzewodowa wysyłka plików

tak

tak

tak

cena katalogowa (poza promocjami)

129 EUR (ok. 560 PLN)

142 EUR (ok. 620 PLN)

669 PLN

dostępność w PL

brak

z amazon.de

tak

 

Zapraszam na drugą część recenzji, w której przedstawiam wrażenia i opinie na temat codziennego korzystania z Dibuka w ciągu ostatniego miesiąca intensywnych testów.

Kiedy Kobo wchodzi na nowy rynek – sześć zasad

 

Czytniki Kobo to urządzenia bardzo o dobrej kulturze użytkowania, jakości oraz niezłej funkcjonalności. Ich mała znajomość i popularność w naszym kraju wynika m.in. z ograniczonego dostępu polskiego użytkownika do ekosystemu firmy (znikoma ilość polskich e-booków w firmowej księgarni, brak możliwości bezprzewodowej wysyłki własnych książek na czytnik) tudzież nijakiej obsługi plików w formacie PDF. Nie bez znaczenia jest także brak spolszczenia (dzielenie wyrazów według polskich reguł, słowniki) oprogramowania czytników i okazjonalną podaż w polskich sklepach. Firma do tej pory zwyczajnie polskim rynkiem nie była zainteresowana.

 

W księgarni Kobo brakuje polskich e-booków, a w czytnikach - słowników...

 

Ostatnie miesiące pokazują, że Kobo zależy jednak na międzynarodowej ekspansji, również poza kraje anglojęzyczne. W zeszłym roku czytniki Kobo stały się oficjalnie dostępne w Turcji („Kobo wkracza do Turcji”) i na Tajwanie, a w styczniu tego roku japońska firma-matka – Rakuten, stała się oficjalnie jednym z głównych współudziałowców sojuszu Tolino („Rakuten Kobo przejmuje część Tolino od Deutsche Telekom”), czyli największego konkurenta Amazonu na rynku niemieckojęzycznych e-booków. Nasuwa się pytanie, co dalej z firmą, która jest obecna w 21 krajach i uważana jest za ważnego gracza w świecie publikacji elektronicznych?

 

Od niedawna w oficjalnych przekazach z Kobo i wypowiedziach dyrektora firmy, Michaela Tamblyna, pojawia się sześć punktów, definiujących pojawienie się firmy na nowym rynku („Kobo CEO Michael Tamblyn on the six things he looks for when entering a new market”). Zastanówmy się, jak odnieść te założenia do naszego kraju. Czy „grozi” nam wejście Kobo na polski rynek?

 

Po pierwsze, książki dostępne w wersji elektronicznej (ang. Books available in digital format)

Michael Tamblyn pisze, że pierwszym warunkiem wejścia Kobo na dany rynek, jako księgarni, jest obecność wydawców posiadających w swojej ofercie e-booki. Firma może wspierać poszczególne wydawnictwa w digitalizacji papierowych wydań, ale jednak oczekuje gotowej oferty, którą można wprowadzić do księgarni internetowej.

Ten punkt wydaje się być w Polsce spełniony. Większość wydawców ma w ofercie e-booki, i choć często nie przywiązuje do nich wagi, postrzega je jako dodatkowe koszty, to jednak całkiem sporo nowości wydawniczych ma swoje elektroniczne odpowiedniki. Gorzej ze starszymi pozycjami.

 

Po drugie, wszechstronny katalog (ang. Comprehensive catalog)

Szef Kobo uważa, że czytelnik otwierając stronę księgarni z e-bookami powinien się czuć jak w tradycyjnym sklepie, mieć szeroki wybór różnorodnej literatury. Klient ma mieć wybór od powieści i literatury faktu, przez lekturę łatwą lekką i przyjemną aż do opracowań popularnonaukowych, podręcznikowych czy religijnych.

I znowu Polska oferta e-booków może nie zachwyca, ale, moim zdaniem, oferuje całkiem sporo, szczególnie jeśli porównamy ją z tym, co stoi na półkach tradycyjnych księgarń. Zbyt wiele z nich zamieniło się w dystrybutora podręczników, materiałów piśmiennych i dewocjonaliów, aby nie docenić tego, co już można znaleźć na wyciągnięcie ręki w wersji elektronicznej. Zapewne nie to miał na myśli Michael Tamblyn, ale trudno.

 

Po trzecie, dostęp do najpopularniejszych tytułów i autorów (ang. Access to top titles and authors)

Księgarnia z e-bookami musi przyciągać czytelnika spragnionego nowości, które będą regularnie wzbogacać dotychczasową ofertę.

Tu również, choćby rankingi prezentowane przez Świat Czytników, wskazują, ze większość najwyżej ocenianych czy najlepiej sprzedających się książek jest obecna w wersji elektronicznej. W tym zakresie nie ma chyba powodów do narzekania.

 

Po czwarte, rozumienie jak postrzegane są książki w danym kraju (ang. Understanding of how a country looks at books)

Kobo chce dostrzec specyficzne cechy krajowego rynku książki, aby im sprostać. Stara się zrozumieć lokalną specyfikę zarówno od strony zachowań czytelników jak i uregulowań prawnych, choćby tych dotyczących cen. Michael Tamblyn stawia pytanie o to, czy na przykład autorzy postrzegani są jako ważne postacie tworzące kulturę i jak patrzy się na książki.

No tutaj niestety Polska nie wydaje się być kandydatem do priorytetowego zainteresowania ze strony Kobo. Chyba najlepiej o tym świadczy nazwa jednego z popularniejszych „książkowych” profili w polskojęzycznej części Facebooka - „Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki” (ponad 315 tys polubień) - nic dodać, nic ująć.

 

Po piąte, korzystanie z internetu (ang. Internet usage)

Jak się łatwo domyślić, wysokie wskaźniki dostępności i wykorzystania internetu są kluczowe dla firmy sprzedającej przez internet.

W tym zakresie Polska ma kilka osiągnięć, jak choćby niedrogi i powszechny wdzwaniany dostęp (0202122) uruchomiony w zamierzchłej historii na modemach podpiętych do sieci TP SA. Również fakt, że eBay przegrał w starciu z Allegro, pokazuje, że Polacy zarówno często jak i całkiem chętnie kupują przez internet. W każdym razie na pewno nie dostępność sieci może być problemem przy zakupie e-booków.

 

Po szóste, warunki rynkowe (ang. Market conditions)

Jako główny czynnik definiujący rynek książek, firma postrzega silny rynek książki drukowanej i możliwości przeznaczenia przez konsumentów „nadwyżki” finansowej właśnie na książki.

Taką nadwyżkę oczywiście trzeba najpierw mieć w kieszeni. W Polsce szału nie ma, choć czasami wynika to z priorytetów, a nie z rzeczywistego braku zasobów. Program 500+ wydaje się dodatkowo przeczyć mocy nabywczej Polaków w zakresie książek. Ale czy na przykład Turcy czy Brazylijczycy statystycznie mają w kieszeni więcej pieniędzy, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb (jedzenie, ubranie itp.) i opłaceniu stałych rachunków (czynsz, prąd itp.), niż Polacy? A Kobo jest obecne i w Brazylii i w Turcji.

 

Podsumowanie

Jeśli spojrzeć moim nieuzbrojonym i niefachowym okiem na wejście Kobo do Polski, to byłbym za otwarciem polskiej filii. Może to oznaczać wpuszczenie polskich e-booków do firmowej księgarni i spolszczenie czytników (menu, słowniki, dzielenie wyrazów). Przecież niemal wszystko w naszym kraju pasuje do sześciu punktów „polityki zagranicznej” Rakuten Kobo. No właśnie - „niemal wszystko”, bo poza czytaniem książek... W takim wypadku cała misternie zbudowana piramida się sypie!

 

Ja bym jeszcze dodał siódmy punkt, dotyczący nieźle rozwiniętej konkurencji, już obecnej w naszym kraju. Przy ewentualnym rozważaniu wejścia na polski rynek, nie należy zapominać przede wszystkim o księgarniach z dobrą renomą i rynkową pozycją: Ebookpoincie, Publio, Virtualo czy Woblinku. Trzymam więc kciuki za polskie księgarnie handlujące e-bookami :)

 

“Tysiąc rupii”.... mój drogi pamiętniczku

Tysiąc rupii - Anna Kokesz

Wiele osób uważa, że Indie są w stanie zaskoczyć każdego, a podróżując przez ten kraj, na każdym kroku należy spodziewać się niespodziewanego. Stawiam niniejszym tezę, że podobnie ma się sprawa z polską literaturą na temat tego kraju. Nie wiem dlaczego, ale po lekturze książki “Indie. Głód Boga", sądziłem, że niewiele  mnie może w tej materii zaskoczyć. O tym, jakże się myliłem, przekonała mnie jednak lektura  “Tysiąca Rupii” Anny Kokesz.

 

“Tysiąc rupii” jest relacją polskiej nastolatki (jak sądzę) z wyjazdu do Indii w towarzystwie taty i siostry. Założenie wydaje się z początku sensowne: głowa rodziny wyjeżdża głosić na konferencji referaty o tematyce związanej z górniczo-hutniczą pracą naukową, a córki przy okazji mają szansę zobaczyć pierwszy raz Indie. Opowieść zaczyna się jeszcze przed dotarciem do Bombaju, a o sile wyobraźni autorki przekonać się można już na wstępie, gdy czuje ona zapachy indyjskich potraw tuz po zajęciu miejsca w samolocie, podczas kołowania na pas startowy.

 

Na dalszych kilkuset stronach narratorka prowadzi nas przez Indie widziane jej oczyma i ukształtowane jej wyobrażeniami. Historia skupiona jest na jej wspomnieniach, wrażeniach, odczuciach, wyobrażeniach jak i fantazjach.

 

Szeroka oferta handlu detalicznego w Indiach, obejmowała w 2003 roku również środki czystości (Delhi, 2003 r.)

 

 

Narratorka w swoim “pamiętniczku” kreśli zatrważający obraz dwóch tygodni pobytu w Indiach. No bo jak inaczej można rozumieć to, że przez ten cały czas nie zjadła ani ziarnka ryżu, a bodaj tylko raz spróbowała cokolwiek z indyjskiej kuchni? O ile jestem w stanie jeszcze jakoś zrozumieć żywienie się przez dwa tygodnie polskimi konserwami mięsnymi i pleśniejącym polskim chlebem podczas wyjazdu z Polski Ludowej na kapitalistyczny Zachód, o tyle robienie tego w XXI wieku w indyjskich miastach jakoś nie mieściło mi się do tej pory w głowie. Zupełnie niesłusznie, Indie mogą zaskakiwać na każdym kroku. No dobra, trochę przesadziłem, autorka wspomina jeszcze, że dietę wzbogacały od czasu do czasu chipsy, indyjskie piwo oraz kawa mieszana że stoperanem. No dobra, nie wspomniałem o wszystkim, indyjskie danie to był kalafior z ziemniakami. Mimo tego (a może właśnie dlatego), autorka często wspomina o głodzie dręczącym trójkę podróżników. A więc konserwowa dieta, to raczej nie był do końca komfortowy wybór...

 

Nie tylko jednak przegrzane, rozmiękłe polskie konserwy i głód doskwierają w podróży bohaterom opowieści. Narratorka raz po raz (trudno określić, czy z dumą, czy też rozbrajającą szczerością) wspomina także o brudzie. Dość zaskakujące było jednak dla mnie to, że opisy nie dotyczą tylko brudnych ulic indyjskich miast czy toalet. Dotyczą raczej jej samej! Indie jawią się jako kraj, w którym trzeba kupić dziesięć litrów wody butelkowanej (autorka nie wiedzieć czemu nazywa ją uporczywie wodą mineralną) aby wykąpać się w hotelu. W oczach narratorki, Indie to również kraina, w której brak jest mydła i szamponu, bo pod koniec wyjazdu głowę może umyć tylko resztkami polskiego mydła i szamponu, opalenizna na twarzy okazuje się być brudem… a mycie rąk pod koniec pobytu sprowadza się li tylko do pocierania ich o siebie pod wodą, bo w hotelowej łazience nie zapewniono turystom mydła. Całe szczęście, że był tam przynajmniej różowy papier toaletowy i główna bohaterka mogła go zabierać ze sobą. Ta rolka hotelowego papieru toaletowego noszona w plecaku, doczekała się nawet specjalnej wzmianki w tekście, bo “na wypadek potrzeb ewentualnych, nagłych, w azjatyckim klimacie wielokrotnych, stanowiło dla mnie wtedy nie lada ważną, podświadomą ciągłość bycia w Delhi, w Indiach”. Rolka papieru toaletowego z hotelu, jako podświadoma ciągłość bycia w Delhi… no cóż, Indie mogą zaskakiwać na każdym kroku…

 

Relacja autorki momentami bywa także dość zagadkowa. Nie do końca na przykład zrozumiałem, dlaczego narratorka niemal cały czas chodziła w brudnych i przepoconych ubraniach. Co rusz wspomina, że jeden nieświeży podkoszulek zamieniała na równie sfatygowany, ale taki, co chwilę leżakował wśród innych brudów. Noszenie brudnych ubrań nie wynikało chyba z braku środków pieniężnych. Domyślam się, że skoro stać ją było na przelot samolotem z Delhi do Jaipuru (260 km) to chyba i na proszek do prania by się parę rupii dało wyskrobać. Nie był to również skutek braku środków czystości w indyjskim handlu detalicznym. Wiem, bo sam będąc w Indiach dwa lata wcześniej niż autorka (2003), tego typu zakupy robiłem bez problemu. Może to przez brak czasu na pranie? Ale, żeby się tym od razu tak chwalić? Chyba jednak czegoś nie zrozumiałem…

 

Długo by jeszcze pisać o wspominanych w książce cudownych zapachach indyjskich potraw, których autorka nie spróbowała, przystojnych absztyfikantach, którzy zalotnikami byli tylko w jej wyobraźni i wpadkach kulturowych, których bohaterka nie zrozumiała. Daleki jestem od zachęcania kogokolwiek do lektury “Tysiąca rupii”, ale jeśli kogoś ciekawią wspomnienia z podróży w stylu pamiętnika nastolatki, albo szczegółowe wskazówki jak nie podróżować przez Indie, to przecież zabronić czytania nie mogę. Tym bardziej, że Indie to demokratyczny kraj i na każdym kroku czyha niespodziewane...

Dibuk Saga o 50 EUR taniej (na Słowacji)

Kolejna promocja cenowa czytników, tym razem na Słowacji. Czytnik Dibuk Saga, o którym już wielokrotnie pisałem, można teraz kupić za 79 EUR. Oferta jest aktualna w księgarni internetowej skvelo.sk.

 

Oferta promocyjna w słowackiej księgarni (źródło: skvelo.sk)

 

Dibuk Saga to urządzenie ze znakomitym, sześciocalowym dotykowym ekranem E-Ink Carta 300 ppi. W tym momencie jest więc najtańszym (a całkiem przyzwoitym) czytnikiem z takim ekranem na europejskim rynku! Urządzenie pracuje pod kontrolą ładnie przyciętego systemu Android, obsługuje karty pamięci, ale niestety brak mu fizycznych przycisków i porządnej obsługi PDFów. Więcej szczegółów znajdziecie we wpisie "Dibuk Saga będzie rozwijany".

 

Oficjalna strona promocji dostępna jest tutaj: https://www.skvelo.sk/citacka-dibuk-saga.html. Słowacki sklep nie wysyła zakupów do Polski.